Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Tarczy NIET

Działy Artykułu: 
Autorzy: 
Michał Majewski
 Wiemy już, że tarczy nie będzie. To znaczy konkretnie nie będzie jej w Polsce, bo nie jest wykluczone, że projekt mimo wszystko zostanie zrealizowany. Amerykanie przebąkują coś o SM-3, czyli systemie antyrakiet przeciwko pociskom krótkiego i średniego zasięgu, który ma zastąpić tarczę. Ale jak ufać komuś kto już raz nie dotrzymał danego słowa?
 
 
Politycy rządzący nieoficjalnie, a mądre, politologiczne głowy otwarcie mówią nam, że „można się było spodziewać” że z tarczy nic nie będzie. Minister Sikorski próbuje obrócić to w swój sukces tłumacząc, że możemy oczekiwać czegoś w zamian. Może nowego offsetu, (którego nie ma) za zepsute samoloty? A może rakiety Patriot które „mają być”? Czy też zapewnienie, że za 5 lat na obchody rocznicy wojny przyleci ktoś wyższy rangą? Albo przynajmniej zniesienie wiz do USA… Skoro Minister Sikorski twierdzi, że tarcza od początku była nierealna, to dlaczego nie powiedział o tym wcześniej, łudząc nas, że jest szansa na jej wybudowanie? W innych krajach za taką porażkę ministrowie podają się do dymisji. Nie za to, że nie ma tarczy, bo mogliśmy się tego spodziewać po wygranej demokraty, ale za sposób tłumaczenia się.
 
Przez lata miałem sympatię do Amerykanów, a brak realizacji obietnic tłumaczyłem niewydolnością amerykańskiej administracji czy oporami politycznymi ze strony Demokratów (gratulacje dla Polaków w USA którzy poparli neo-socjalistę Obamę, co jeszcze musi zrobić by przejrzeli na oczy?). Przyszedł jednak czas, że mówię – dość!
 
Założę się że na Kremlu otwierano szampany wcześniej, niż nasz rząd dowiedział się o tej decyzji z mediów, które zacytowały tę wiadomość za jakimś angielskim blogiem. Oczywiste, że trio Obama-Clinton-Gates będzie zaprzeczało, ale jakiś deal z Rosją być musiał, to pewne. Któregoś dnia możemy spodziewać się cofnięcia rosyjskiej decyzji o eksporcie rakiet S-300 do Iranu, bo raczej nie chodzi o porzucanie planu instalacji rakiet przy naszej granicy. Jeśli o to chodziło, to wygranym jest oczywiście Izrael. Możliwe jednak, że chodzi o coś, czego nawet się nie domyślamy.
 
No i ta data… Rozumiem że tarcza okazała się za droga, że Iran nie jest tak groźny jak sądzono, czy cokolwiek innego. Ale czy żaden z doradców prezydenta Obamy nie ma tak podstawowej wiedzy historycznej by wiedzieć, że Polak słysząc datę 17 września czuje ciarki na plecach? Zakładam, że nie było to zamierzone, bo dyplomaci wiedzą, by niepotrzebnie nie upokarzać przeciwnika, który i tak leży na łopatkach. Sposób przekazania tej decyzji pokazuje, że administracja Obamy jest albo bandą amatorów, albo wyrachowanych strategów, których celem był jasny komunikat, w jakim poważaniu mają swojego sojusznika. W każdym przypadku decyzja była błędem dla Ameryki, bo w najlepszym wypadku stracą sympatię państwa, w którym poparcie dla USA było absolutnie rekordowe. A zarzucanie Polsce i Czechom ociągania się z ratyfikacją umowy jako przyczyny odwołania programu jest zwyczajnie bezczelne. 
 
W dobie wojny w Iraku i Afganistanie każdy sojusznik jest na wagę złota. Tymczasem ani premier, ani szef MSZ czy chociaż minister obrony narodowej nie zasugerowali nawet możliwości szybszego wycofania naszych wojsk. Amerykanie przyzwyczaili się już chyba, że nasze wiernopoddaństwo jest bezwarunkowe i że oddajemy wszystko bez dyplomatycznej walki. Nadal uważam że Stany Zjednoczone są jedynym realnym gwarantem bezpieczeństwa Polski, tym bardziej wiec przeraża ta decyzja. Nie obrażajmy się, ale pokażmy że mamy swoją godność.

Reklama