Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Zbrodnia wojenna, akt terrorystyczny? Próba prawnej kwalifikacji tragedii malezyjskiego samolotu

Autorzy: 
Tomasz Lachowski, Mateusz Piątkowski

Zestrzelenie samolotu malezyjskich linii lotniczych nad wschodnią częścią Ukrainy rodzi nie tylko polityczne, ale także prawne konsekwencje. Najważniejsze wątpliwości dotyczą prawnego zdefiniowania trwających walk w regionie wokół Doniecka, wskazania podmiotu odpowiedzialnego – tak właściwego państwa, jak i osoby fizycznej-potencjalnego sprawcy - oraz prawnej kwalifikacji dokonanego czynu.

Pytań i wątpliwości jest rzecz jasna znacznie więcej. Postulowana międzynarodowa komisja ds. zbadania przyczyn katastrofy, jeśli zdoła faktycznie rozpocząć pracę, zajmie się ustaleniem przyczyn katastrofy w jak najszerszym rozumieniu tego pojęcia (także w znaczeniu czysto technicznym rozpadu statku powietrznego). Pytanie należy zadać także przewoźnikowi malezyjskiemu - dlaczego zdecydował się posłać swój samolot właśnie w rejonie konfliktu. Pamiętajmy zresztą, że oprócz komisji swoje postepowanie podejmie ukraińska prokuratura, a także organy innych państw żywotnie zainteresowanych wyjaśnieniem katastrofy i wskazaniem winnych. W niniejszym opracowaniu spróbujemy „zdekodować” przede wszystkim prawny charakter najbardziej prawdopodobnego scenariusza, tj. aktu zestrzelenia Boeinga w obwodzie donieckim przez prorosyjskich separatystów, pozostałe kwestie – w tym reparacje dla ofiar – pozostawiając nieco na uboczu.

Czy mówienie o popełnieniu zbrodni wojennej lub aktu terrorystycznego w ogóle jest uzasadnione?

Po pierwsze, wydarzenia rozgrywające się – przynajmniej – od kilku tygodni na wschodnim terytorium Ukrainy, czyli wymiana ognia pomiędzy prorosyjskimi separatystami a armią ukraińską, można z dużą dozą prawdopodobieństwa nazwać sytuacją tzw. konfliktu zbrojnego niemiędzynarodowego, regulowanego prawnie przez przepisy prawa międzynarodowego, a w szczególności prawa humanitarnego (prawa konfliktów zbrojnych). Pomimo niewątpliwego politycznego zaangażowania Federacji Rosyjskiej w trwający spór na Ukrainie oraz "pewnego stopnia" kontroli Moskwy nad poczynaniami bojowników separatystów na chwilę obecną nie możemy mówić o międzynarodowym konflikcie zbrojnym. Rosja formalnie nie jest zaangażowana w walki, a wsparcie – logistyczne, finansowe, militarne nie jest wystarczającą przesłanką do wystąpienia międzynarodowego konfliktu zbrojnego.

Podkreślić należy, że według słów wielu komentatorów wynika, iż Federacja Rosyjska prowadzi na terenie wschodniego pogranicza Ukrainy tzw. wojnę utajoną dostarczając masowo na obszar sąsiadującego państwa ludzi, wykwalifikowany personel wojskowy oraz coraz bardziej zaawansowany technologicznie sprzęt. Obserwatorzy podnoszą, iż sami separatyści nie mają umiejętności do korzystania z innych środków uzbrojenia niż przenośne zestawy przeciwlotnicze typu MANPAD (system Strieła lub Grom) – co dawało lotnictwu ukraińskiemu zdolność do względnie swobodnego operowania na pułapie przekraczającym efektywny zasięg środków przeciwpowietrznych. Zestrzelenie wojskowego samolotu transportowego typu Ił – 76 w czerwcu 2014 roku odbyło się na niskim pułapie, podczas podchodzenia do lądowania, przy użyciu ręcznej broni przeciwlotniczej. Sytuacja uległa zmianie 14 lipca 2014 roku, gdy inna maszyna transportowa An – 26 została zestrzelona na wysokości 6500 metrów (ok. 20 000 stóp) co znajdowało się poza zasięgiem przenośnych zestawów będących na wyposażeniu jednostek separatystów. W dniu zestrzelenia malezyjskiego Boeinga 777 MH17, rankiem, dowództwo ukraińskiego lotnictwa poinformowało o stracie w powietrzu myśliwca bombardującego Sukhoi Su – 25. Ukraińskie władze oświadczyły, iż zarówno An – 26 jak i Su – 25 zostały zestrzelone przez pocisku typu ziemia – powietrze (SAM – Surface to Air Missle) wskazując, iż mogły one zostać wystrzelone z zaawansowanych naziemnych zestawów rakietowych, a miejsce ich stacjonowania może się znajdować w obrębie granic Federacji Rosyjskiej. Ujawnione przez ukraińskie służby bezpieczeństwa stopniowo nagrania rozmów prorosyjskich separatystów dowodzą z kolei na wejście w posiadanie zaawansowanego systemu rakietowego typu BUK. Ujawniają się podstawy do przypuszczenia, iż na terenie wschodniej Ukrainy znajdują się prawdopodobnie członkowie rosyjskich sił zbrojnych, aktywnie wspierając separatystów nie tylko sprzętem, ale także komunikacją, informacjami wywiadowczymi oraz umiejętnościami w zakresie obsługi skomplikowanych systemów uzbrojenia. Rosyjskie władze z kolei stanowczo odpierają te zarzuty twierdząc, iż zaawansowane uzbrojenie znalazło się w rękach separatystów wskutek zdobyczy wojennych na wycofującej się armii ukraińskiej. Ujawnia się podstawowa więc kwestia – czy poziom rosyjskiej pomocy wojskowej dla donieckich powstańców jest już tak duży, że możemy mówić już o umiędzynarodowieniu konfliktu ze wszystkimi jego prawnymi konsekwencjami, czy też dopiero obecność żołnierzy z widoczną trójkolorową flaga na naramiennikach pozwoli na wysnucie takiego wniosku.

Rozróżnienie jest ważne, ponieważ różne konsekwencje prawne wypływają z działań podejmowanych w niemiędzynarodowym, bądź międzynarodowym konflikcie zbrojnym. Dość powiedzieć, że ten pierwszy jest dużo „oszczędniej” regulowany przez postanowienia prawa humanitarnego, w tym głównie tzw. Konwencje Genewskie z 1949 roku oraz dwa Protokoły Dodatkowe z 1977. W art. 13 II Protokołu Dodatkowego z 1977 do Konwencji Genewskich znajdujemy obowiązek poszanowania immunitetu ludności cywilnej podczas trwania walk o charakterze niemiędzynarodowym. Sytuację niemiędzynarodowych konfliktów zbrojnych reguluje wspólny art. 3 dla wszystkich czterech „bazowych” Konwencji Genewskich oraz II Protokół Dodatkowy, poświęcony ochronie ofiar niemiędzynarodowych konfliktów zbrojnych. Być może, gdyby scenariusz wystrzelenia rakiety z terytorium Rosji okazał się prawdziwy, to moglibyśmy zacząć mówić o umiędzynarodowieniu konfliktu, choć na dziś twierdzenie pozostaje to jedynie w fazie spekulacji. Pamiętać należy jednakże o tym, iż wiele z norm prawa humanitarnego dotyczących konfliktów o charakterze międzynarodowym ma status zasad zwyczajowych i mogą być stosowane także w innych sytuacjach. Bez wątpienia taką rolę pełni podstawowa zasada ius in bello jaką jest zasada odróżniania. O konieczności rozróżniania obiektów wojskowych od cywilnych, jakim jest bez wątpienia nieuzbrojony samolot pasażerski, stanowi stosowany także w warunkach konfliktów niemiędzynarodowych art. 2 ust. 7 tzw. Poprawiony Protokół II załączony do Konwencji o zakazie lub ograniczeniu użycia pewnych broni konwencjonalnych. Tzw. Instrukcja z San Remo z 1994 roku w sprawie wojny morskiej – wytyczne doktryny prawa międzynarodowego, aprobowane przez wiele instruktaży wojskowych państw na całym świecie podkreślają, iż celem ataku nie może być cywilny samolot pasażerski, wykorzystywane zgodne ze swym pierwotnym przeznaczaniem oraz nieutrudniający celowo ruchu walczących stron. Nowe Reguły Wojny Powietrznej i Rakietowej z 2003 roku dodają także wymóg natychmiastowej identyfikacji na żądanie oraz przestrzegania poleceń zmiany kierunku lotu. Reguła 60 ww. regulacji stanowczo podkreśla, iż statek cywilny poprzez znalezienie w strefie walki nie traci immunitetu ochronnego poprzez sam fakt znalezienia się nad rejonem prowadzenia działań wojennych.

Po drugie, należy odpowiedzieć sobie na pytanie jaki podmiot jest odpowiedzialny za zestrzelenie samolotu. W toku dalszych rozważań przyjmujemy, że pojawiające się na chwilę obecną informacje w światowych mediach w dużej mierze przesądzają o najbardziej prawdopodobnej możliwości strącenia samolotu, a nie „zwykłej” katastrofy statku powietrznego, bez ingerencji osób trzecich.

W grę wchodzą trzy podmioty, jeden niepaństwowy – prorosyjscy separatyści, operujący i kontrolujący znaczny obszar na wschodzie Ukrainy (obwód doniecki) oraz dwa państwa – Rosja i Ukraina. Zgodnie z przewidywaniami te ostatnie wzajemnie się obarczają odpowiedzialnością za odpalenie rakiety, która doprowadziła do zestrzelenia i rozbicia malezyjskiego Boeinga, w którym śmierć poniosło około 300 osób. Mając na uwadze możliwości faktyczne (techniczne) wciąż mogłyby to być trzy wskazane strony sporu, ponieważ wszystkie one dysponują zestawem rakietowym typu Buk.

Dochodzące wiadomości wskazują jednak, że najbardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, że za zestrzeleniem stoją oddziały separatystów, zwłaszcza mając na względzie pojawienie się informacji w Internecie tuż po zdarzeniu, zamieszczonej przez jednego z liderów separatystów (znanego jako Igor Girkin, bądź Strełkow), w której chwalił się on strąceniem kolejnej maszyny powietrznej nad wschodnią Ukrainą. Kolejnej, bo wcześniej separatyści strącili wojskowe samoloty armii ukraińskiej. W wypadku nieustalenia dokładnego miejsca wystrzelenia rakiety należy wziąć pod uwagę także możliwość, ze odpalony został z terytorium Rosji, choć jak zostało to już podniesione, nie jest to informacja w jakikolwiek sposób potwierdzona.

Jeśli przyjmiemy najbardziej możliwą wersję wydarzeń, tj. odpalenie rakiety przez podmiot niepaństowy – prorosyjskich separatystów – to niezwykle trudno będzie wskazać rzeczywisty państwowy podmiot odpowiedzialny. Jak zostało to już wskazane wcześniej, chcąc przypisać działanie Federacji Rosyjskiej musielibyśmy wykazać, że Moskwa sprawuje efektywną kontrolę nad walczącymi bojownikami, a nie tylko półoficjalnie wspiera ich w swoich działaniach. Z pewnością – jako, ze wydarzenia miały miejsce na terytorium Ukrainy – to władze ukraińskie winny ścigać potencjalnych sprawców, jednak po pierwsze może być to faktycznie utrudnione, a po drugie nie ma to nic wspólnego z międzynarodową odpowiedzialnością państwa lub innego podmiotu prawa międzynarodowego.

Po trzecie, warto odpowiedzieć na pytanie o prawną kwalifikację czynu. Czy można nazwać zestrzelenie Boeinga malezyjskich linii lotniczych zbrodnią wojenną, naruszeniem praw i zwyczajów wojny, czy też – jak określił to prezydent Ukrainy Petro Poroszenko – aktem terrorystycznym?. Art. 4 II Protokołu Dodatkowego do Konwencji Genewskich wraz z art. 13 ww. regulacji w formie podstawowych gwarancji zakazują prowadzenia działań wojennych przeciwko ludności cywilnej podczas trwania konfliktu zbrojnego o charakterze niemiędzynarodowym, wskazując, iż zabronione są zamachy na życie osób niebiorących udział w działaniach zbrojnych oraz prowadzenie operacji militarnych mających na celu zastraszanie niewalczących.

Prawo międzynarodowe publiczne nie zna co do zasady jasnej i jednoznacznej definicji zbrodni terroru (crime of terror), wskazując jedynie w rezolucji RB ONZ 1373(2001), iż jakiekolwiek akty terroryzmu są sprzeczne z podstawowymi pryncypiami funkcjonowania ONZ. Z kolei międzynarodowe prawo konfliktów zbrojnych już od I wojny światowej dążyło do wyeliminowania tych rodzajów ataków, które prowadza w swym rezultacie do zastraszania ludności cywilnej. Należy jednakże pamiętać, iż działania te muszą być nacechowane specyficznym, kierunkowym zamiarem, którego udowodnienie sprawcy ataku może być w praktyce sądowej bardzo utrudnione (tzw. dolus directus coloratus). W odniesieniu do naruszeń praw i zwyczajów wojennych należy podnieść, iż na gruncie Haskich Reguł Wojny Powietrznej z 1923 roku w trakcie trwania konfliktu zbrojnego każde państwo może zabronić jakimkolwiek statkom powietrznym dostępu do swojej przestrzeni powietrznej. W związku z zestrzeleniem An – 26 ukraińskie służby lotnictwa cywilnego nakazały zwiększyć minimalny pułap przelotu na obszarem toczących się walk, zakazując przelotów innych niż ukraińskich samolotów państwowych. Zgodnie z doniesieniami, MH17 znajdował się w chwili trafienia go rakietą na wysokości ok. 33 000 stóp, ponad strefą zakazu lotów lotnictwa cywilnego. Dalej art. 30 i 35 ww. regulacji nakazywał załodze neutralnego statku powietrznego przelatującego na rejonem walk, by powiadomione o obecności wojskowych statków powietrznych (więc z pewnością także wojskowych zestawów rakietowych), udać się bezzwłocznie do najbliższego odpowiedniego miejsca, pod rygorem ostrzelania przez drugą stronę. Warunkiem uprzednim jest jednakże udzielenie stosownego ostrzeżenia załodze neutralnego statku powietrznego. Także prowadząc działania zbrojne, strona walcząca może nakazać lotom cywilnym zmianę korytarza powietrznego w strefie działań wojennych – załogi niestosujące się do powyższego nakazu narażają się na ostrzelanie pod warunkiem znajomości takich regulacji. A contrario samolot pasażerski przelatujący nad strefą działań wojennych, nie może zostać ostrzelany przez walczących, jeżeli powyższe ostrzeżenie, bądź norma prawna nie została publicznie ogłoszona i znana załodze statku pasażerskiego. Czy w związku z powyższym odpowiedzialność za wydanie odpowiedniego ostrzeżenie nie powinna spoczywać na prorosyjskich separatystach i ich przedstawicielach, którzy dysponując środkami mogącymi razić cele niemal na każdej wysokości oraz mając świadomość dużego ruchu lotniczego nad obszarem walk winni takie stosowne ostrzeżenie wystosować? Całość problemu rozbija się o zakres skutecznej jurysdykcji – czy separatystyczne organizacje na wschodniej Ukrainie mają uprawnienie do regulowania żeglugi lotniczej w przestrzeni powietrznej nad terytorium przez nie kontrolowanym? Wydaje się być to nieprawdopodobne i prowadziłoby do konkluzji, iż w istocie na wschodnich rubieżach państwa ukraińskiego powstał twór, który wykonuje de facto uprawnienia suwerennego państwa. Ponadto pojawia się zasadniczy problem w postaci uznania walczących separatystów za stronę walczącą i kombatantów – pojęć nieznanych w przypadku niemiędzynarodowych konfliktów zbrojnych. Nadanie praw kombatanckich teoretycznie uniemożliwiałoby władzom Ukrainy na pociągnięcie uczestników walki do odpowiedzialności karnej za sam fakt udziału w walkach po stronie rozłamowej - a przecież rząd ukraiński traktuje prorosyjskich separatystów jako zorganizowane grupy przestępczo - terrorystyczne, w których sam udział jest już karalny.

Po czwarte, co do odpowiedzialności karnej jednostki, osoby fizycznej odpowiedzialnej za zestrzelenie samolotu – i myślimy w tym wypadku bardziej o tym, kto wydał stosowną decyzję a nie o wykonawcy – oczywiście zależy ona przede wszystkim od prawnego zdeterminowania czynu. Pamiętać należy, że odpowiedzialność karna za naruszenia prawa humanitarnego obejmuje tylko zachowania umyślne, a ze spływających informacji ujawnia się okoliczności świadczące o tym, iż celem ataku ze strony separatystów miał być wojskowy samolot sił powietrznych Ukrainy. Wykazanie intencji działania konieczne jest również w wypadku ataku terrorystycznego (wspomniany wcześniej tzw. zamiar kierunkowy). Pojawia się tutaj możliwość wyłączenia odpowiedzialności karnej na gruncie międzynarodowego prawa karnego poprzez zastosowanie tzw. zasady Rendulica – czyli znanej na gruncie polskiego prawa konstrukcji błędu co do faktu (prorosyjscy separatyści znajdowali się w błędzie co do cywilnego charakteru lotu). Należy jednakże podkreślić, błąd ten musi być usprawiedliwiony okolicznościami istniejącymi w chwili podejmowania decyzji i nie może osiągać poziomu rażącego zaniedbania np. poprzez nieprzeprowadzenie wystarczającego, a dostępnego rozpoznania bojowego czy nieskorzystanie z dostępnych materiałów wywiadowczych. Problem tzw. standardu rozsądnego dowódcy rozbija się w przypadku konfliktów o charakterze niemiędzynarodowym o brak specyficznych regulacji tzw. środków ostrożności podejmowanych w trakcie ataku, znanych na gruncie przepisów odnoszących się konfliktów o charakterze międzynarodowym.

Problemem jest także wskazanie właściwego sądu, mającego osądzić potencjalnego sprawcę zbrodni. Bo o ile powinien być to właściwy terytorialnie sąd ze względu na miejsce popełnienia przestępstwa (w obwodzie donieckim), czy w wypadku przeniesienia sprawy do sądu wyższej instancji, np. w Kijowie, o tyle trudno sobie wyobrazić przeprowadzenie rzetelnego i skutecznego śledztwa przez ukraińskie organy ścigania na dziś. Może stać się tak, albo w wyniku braku dostatecznej chęci i determinacji, wynikającej z nieposiadania kontroli przez władze centralne nad Donieckiem, albo w wyniku braku możliwości dotarcia do dowodów, co z kolei skwapliwie podnoszą separatyści – dowody (czarne skrzynki) dostarczą do Moskwy, a nie do Kijowa. Ponadto, swobodne operowanie i prowadzenie czynności procesowych ukraińskich organów ścigania w chwili obecnej, kiedy de facto władzę na wschodzie Ukrainy sprawują separatyści wydaje się zwyczajnie niemożliwe. Osądzenie sprawców przez Federację Rosyjską (łącznik personalny – znaczna część separatystów posiada paszporty rosyjskie) jest natomiast ze względów politycznych kompletnie nieprawdopodobne, zwłaszcza, że wszczynając postępowania Rosjanie „przyznaliby się” przed światem, że są bezpośrednio zaangażowani w zestrzelenie samolotu malezyjskich linii lotniczych.

Jeśli okazałoby się, że czyn stanowi zbrodnię prawa międzynarodowego, to w teorii umożliwiłoby to otwarcie postępowania przed międzynarodowym sądem karnym lub – na bazie konstrukcji jurysdykcji uniwersalnej – w państwie trzecim. Niestety, ani Ukraina, ani Rosja nie są stronami Statutu Rzymskiego Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK) – jedynego stałego sądu karnego międzynarodowego. Trudno wyobrazić sobie sytuację powołania specjalnego sądu karnego ad hoc do zbadania i osądzenia sprawcy/ sprawców czynu, jak również podjęcie działań przez państwo trzecie na gruncie jurysdykcji uniwersalnej (politycznie ryzykowne). Pewnym wyjściem mogłoby stanowić „uruchomienie” MTK przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, ale z uwagi na zasiadanie Rosji w Radzie jako stałego członka to również scenariusz z zakresu science-fiction. Co prawda, premier Jaceniuk wspomniał o konieczności doprowadzenia do „haskiej sprawiedliwości” sprawców czwartkowego zestrzelenia Boeinga, ale mając na uwadze dość karkołomne działania rządu ukraińskiego w sprawie uznania jurysdykcji MTK względem potencjalnych zbrodni popełnionych na kijowskim Majdanie (Ukraina koniec końców uznała jurysdykcję Trybunału), trudno o optymistyczną prognozę w opisywanym przypadku.

Co więc na razie wiemy? Choć wydaje się, że wiemy wystarczające wiele, aby wydać uprawdopodobnione sądy, to jednak wciąż pozostają one w kręgu stwierdzeń o charakterze politycznym, a nie prawnym. Skomplikowana sytuacja w zakresie wskazania faktycznego podmiotu odpowiedzialnego, trudności w przeprowadzeniu czynności procesowych w miejscu katastrofy samolotu przez właściwe służby oraz bezpośrednie zaangażowanie Rosji każą bardzo ostrożnie podchodzić do możliwości rzeczywistego osądzenia winnych zestrzelenia malezyjskiego Boeinga.

Fot. źródło fakty.interia.pl

Autorzy są doktorantami w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Stosunków Międzynarodowych Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego.

 

Reklama