Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Zachowując optymizm zapomnijmy o strategicznym partnerstwie

Autorzy: 
Jan Wołowski

Relacje polsko-chińskie są najlepsze od lat. Obserwujemy coraz częstsze kontakty polityczne, gospodarcze i kulturalne. Nie zmienia to faktu, że Polska nigdy nie stanie się realnym strategicznym partnerem Państwa Środka.

Mając na uwadze ostatnie wydarzenia na szczeblu politycznym w stosunkach Polski z Chinami można by pomyśleć, że podpisana w grudniu ubiegłego roku deklaracja o strategicznym partnerstwie była nie tylko wstępem do nowego otwarcia na linii Warszawa-Pekin, ale także praktycznym podkreśleniem realnego znaczenia Polski dla Chin. Nic bardziej mylnego.

Czy mamy do czynienia z nowym rozdziałem we wzajemnych relacjach? Niewątpliwie rząd Donalda Tuska zrobił dla stosunków z Chinami więcej niż wszystkie pozostałe rządy od 1989 r. razem wzięte. Skąd ta zmiana w podejściu do wschodnioazjatyckiego giganta? Po upadku komunizmu Chiny stały się w demokratycznej Polsce symbolem irracjonalnego, kurczowego trzymania się systemu, który został już przecież zdyskredytowany. Polacy nie zauważyli, że w międzyczasie ten „maoistowski skansen” stał się światową potęgą gospodarczą, w której idee socjalizmu pozostały w praktyce obecne jedynie w sferze frazeologii. Totalitaryzm Mao Zedonga zastąpiony został systemem autorytarnym, dającym niewątpliwie o wiele większą sferę wolności swoim obywatelom. Rzucone przez Deng Xiaopinga hasło bogacenia się jest tego najlepszym przykładem. Nie znaczy to oczywiście, że w kwestii praw człowieka i swobód obywatelskich wszystko jest w Chinach w najlepszym porządku. Wręcz przeciwnie, kraj ten jest nadal jednym z niechlubnych liderów w dziedzinie łamania praw człowieka, czego najlepszym przykładem jest obecne zamieszanie wokół niewidomego prawnika Chen Guangchenga. Jak pokazują jednak działania wielu państw świata, w tym „szlachetnego” Zachodu, nieprzestrzeganie przez Chiny zachodnich standardów praw człowieka i swobód obywatelskich, w najmniejszym stopniu nie przeszkadza w robieniu z Pekinem biznesu.

Choć być może zabrzmi to nieprzyzwoicie, ale polski rząd doszedł do podobnego wniosku. Dlaczego Polska ma być jedynym krajem, który będzie jednocześnie głośno oprotestowywał chiński system polityczny i bojkotował realia gospodarcze? Przecież tupiąc głośno nogą sami Chin nie zmienimy. Dlaczego więc nie mamy postępować tak jak nasi najwięksi partnerzy w Unii Europejskiej – Niemcy, Francja, Wielka Brytania – które to państwa robią świetne interesy z Chińczykami, jednocześnie cicho i bez specjalnego rozgłosu działając na rzecz rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w Państwie Środka. Propagując takie podejście narażamy się oczywiście na, zgoła całkiem słuszne, zarzuty o niegodny Polski oportunizm. Mówiąc jednak wprost – tak w polityce, jak i w interesach, nie ma działań niegodnych, liczy się jedynie skuteczne osiągnięcie celu. To iście makiaweliczne stwierdzenie znakomicie obrazuje stosunki Zachodu z Chinami. Prawa człowieka są odkładane na półkę zawsze, kiedy w grę wchodzą duże pieniądze oraz polityczne i ekonomiczne interesy państw i globalnych koncernów. Tak po prostu jest.

Chińczycy, będący z natury ludźmi praktycznymi, odkryli w ostatnich trzech dekadach nową religię – baijinzhuyi, czyli „kult pieniądza”. Znacząco zreformowana i dynamicznie rozwijająca się gospodarka stworzyła milionom ludzi szanse dorobienia się majątków, o skali niewyobrażalnej dla Chin maoistowskich. Mieszkańcy Państwa Środka są dziś przede wszystkim zainteresowani zarabianiem pieniędzy, a najłatwiej dorobić się mogą ci mieszkający w prowincjach nadmorskich, gdzie w największym stopniu kumulują się zagraniczne inwestycje i handel. Podobnie zatem jak w XIX wieku, kiedy zachodnie potęgi kolonialne wymuszały na Chinach przydzielanie terytorialnych i handlowych koncesji, tak dzisiaj każdy chce zarobić na chińskim wzroście. Kuszą przede wszystkim gigantyczne rezerwy walutowe Pekinu, nagromadzone przez lata sprawdzonej już przez inne azjatyckie tygrysy proeksportowej polityki ekonomicznej. Państwa Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska, nie są tu wyjątkiem. Zorganizowane przy okazji wizyty w Warszawie premiera Wen Jiabao forum gospodarcze miało na celu umożliwienie nawiązania kontaktów przez przedsiębiorców z państw naszego regionu z biznesmenami chińskimi. Efekty będziemy zapewne obserwować w najbliższych latach. Chiński premier zapowiedział, że Pekin będzie dążył do podwojenia w ciągu 5 lat wymiany handlowej z Polską, która stać się ma „chińskim przyczółkiem” w tym regionie Europy.

Nie oznacza to jednak, że Warszawa stanie się dla Pekinu kluczowym partnerem w skali światowej. Jest to nierealne głównie ze względu na różnicę potencjałów obu państw. Często mówi się o szansach jakie polskie firmy mają na sprzedaż różnych technologii do Państwa Środka. Przy tej okazji najczęściej wymienia się takie obszary jak: górnictwo, ochrona środowiska, przemysł spożywczy, czy chemiczny. Niestety w chwili obecnej Polska, szóste państwo UE pod względem liczby ludności, jest dla Chin jedynie, używając terminologii I. Wallerstein’a, państwem peryferyjnym. Najważniejszą pozycją eksportową do Chin jest sprzedawana przez KGHM miedź. Z kolei importujemy z Państwa Środka najczęściej produkty wysoko przetworzone (elektronika). Polsko-chińskie relacje gospodarcze przedstawiają się zatem tak, że to Chiny są centrum, z którego importujemy produkty przetworzone, a sami, eksportując głównie surowce, jesteśmy dla Pekinu partnerem peryferyjnym. Stąd też bierze się znaczący deficyt Polski we wzajemnej wymianie handlowej, którego z całą pewnością nie będziemy w stanie w najbliższych latach zrównoważyć.

Cieszy fakt, że po latach swoistego ignorowania rosnącego znaczenia Chin w polityce światowej, udało się doprowadzić do normalizacji relacji polsko-chińskich. To że nigdy nie będziemy tak znaczącym strategicznym partnerem Chin jak Stany Zjednoczone czy Niemcy nie oznacza, że nie możemy starać się wykorzystać chińskiego wzrostu dla własnych korzyści. Kluczowe będą jednak cierpliwość i zachowanie ciągłości polityki wobec Pekinu oraz mająca decydujące znaczenie pozytywistyczna praca u podstaw. Nie osiągniemy sukcesu w relacjach z Państwem Środka jeśli nie będziemy potrafili zrozumieć chińskiej kultury i obyczajowości, również w sferze biznesu. Dlatego warto „uczyć się” Chin i uczyć się języka chińskiego, gdyż już wkrótce będzie to język globalnego biznesu.
 

Reklama