Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Zabójstwo w siedzibie wydawnictwa Magnum X

Autorzy: 
prof. Ryszard Machnikowski

W Polsce istnieje trudna do oszacowania liczba osób, które dopuszczają, jako sposób rozwiązania swoich problemów, działania skrajnie agresywne nakierowane na innych – domniemanych sprawców owych problemów, jakkolwiek nieracjonalne może się to wydawać. Jest to, przynajmniej częściowo, efektem postępującej brutalizacji życia społecznego w Polsce. Ponieważ ryba psuje się od głowy, „winna” temu jest także galopująca brutalizacja życia politycznego, nasilająca się agresja obecna w języku używanym przez polityków i dziennikarzy do opisu sytuacji politycznej oraz coraz bardziej nieznośnie panosząca się medialna indoktrynacja odbiorców

10 grudnia 2012 r. ok. godz. 14 w biurze wydawnictwa Magnum – X, które wydaje magazyny poświęcone tematyce wojskowej, m.in.: "Nowa Technika Wojskowa", "Lotnictwo", "Morze Statki i Okręty", "Strzał" i "Poligon" doszło do tragicznego w skutkach zdarzenia. Jak przekazują media, w oparciu o ustalenia prokuratury, w trakcie zebrania zarządu firmy, prezes wydawnictwa, Cezary S. miał zdetonować niewielki ładunek wybuchowy. Eksplozja zraniła przebywające w pokoju trzy osoby. Następnie, już na korytarzu, Cezary Sz. miał zaatakować nożem wiceprezesa Krzysztofa Z., zadając mu wiele ciosów nożem w okolice klatki piersiowej, brzucha i pleców. Krzysztof Z. miał zginąć na miejscu od zadanych nożem ran. Dwie ranne w wybuchu osoby odwieziono do szpitala, gdzie Cezaremu Sz. amputowano rękę. Ich stan jest ciężki, lecz stabilny. Przy okazji tego morderstwa w wyniku dokonanego przeszukania w mieszkaniu zabójcy, jak i w samym wydawnictwie, miano znaleźć duże ilości nielegalnej broni, amunicji, w tym granatów, oraz materiałów wybuchowych. Broń w wydawnictwie miała być własnością Leszka E., znanego eksperta od broni – na większość nie miał pozwolenia. Także w jego mieszkaniu, wg prokuratury, znaleziono pokaźny zbiór broni na którą nie miał pozwolenia. Jak jednak donosi portal rmf24: „Stołeczny sąd odmówił aresztowania pracownika wydawnictwa Magnum-X, u którego znaleziono ogromny arsenał broni. (…) sędziowie uwierzyli w zapewnienia 44-latka, który miał zezwolenie jedynie na broń krótką, że nie chciał wykorzystać arsenału do popełnienia przestępstwa. (sic!) Mężczyzna utrzymywał, że sprzęt zbierał w celach zawodowych, gdyż jest ekspertem od broni.” Prokuratura czeka na pisemne uzasadnienie stanowiska sądu, by się od niego odwołać.

To tragiczne w skutkach wydarzenie zwraca uwagę na kilka istotnych kwestii.

Po pierwsze, i nie jest to szczególne odkrycie, w Polsce jest całkiem sporo nielegalnej broni, a skala tego zjawiska jest dość trudna do oszacowania. Zatem jej zdobycie dla chcącego nie powinno nastręczać wielkich trudności. Zapewne w większości przypadków należy ona do pasjonatów broni, którzy nie chcą zawracać sobie głowy zdobywaniem pozwoleń i wykorzystują ją okazjonalnie, by pochwalić się przed podobnymi sobie „kolekcjonerami” lub dyskretnie postrzelać „na wiwat” w ustronnym miejscu. Można jednak spodziewać się, że – oby znikoma – część spośród kolekcjonerów, może pozbywać się części swej kolekcji, np. by uzupełnić swe zbiory o jakiś nowy egzemplarz.

Po drugie, i jest to co najmniej równie zatrważające, w Polsce istnieje także trudna do oszacowania liczba osób, które dopuszczają, jako sposób rozwiązania swoich problemów, działania skrajnie agresywne nakierowane na innych – domniemanych sprawców owych problemów, jakkolwiek nieracjonalne może się to wydawać. Jest to, przynajmniej częściowo, efektem postępującej brutalizacji życia społecznego w Polsce. Ponieważ ryba psuje się od głowy, „winna” temu jest także galopująca brutalizacja życia politycznego, nasilająca się agresja obecna w języku używanym przez polityków i dziennikarzy do opisu sytuacji politycznej oraz coraz bardziej nieznośnie panosząca się medialna indoktrynacja odbiorców - media zamiast informować, dziś całkiem już otwarcie szczują segmenty społeczeństwa na wybranego przez siebie „wroga”, a w najlepszym przypadku publicznie go wyszydzają. Przykłady takich działań można by mnożyć. Skrajna agresja w społeczeństwie nie rodzi się nigdy z powietrza – jest konsekwencją wielu złożonych procesów, w tym pogłębiającej się intoksykacji życia publicznego wirusem autodestrukcji, którym społeczeństwo powoli nasiąka. Gdy po osiągnięciu pewnego progu tamy norm społecznych zaczynają pękać, zaczyna dochodzić do coraz częstszych i coraz bardziej brutalnych zdarzeń. Tak było kiedyś, tak jest teraz i tak będzie w przyszłości. Gdy tak jak w przypadku Cezarego Sz. motywy agresywnego działania są „biznesowe” (cokolwiek to oznacza – jak twierdzi prokuratura, wiceprezesi planowali doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przez prezesa przestępstwa niegospodarności, co ma wynikać z nagrania dokonanego przez jednego z uczestników omawianego zdarzenia) sprawca jest nazywany „bandytą” lub znacznie dziś częściej „szaleńcem”, gdy jak w przypadku Ryszarda Cyby czy Brunona K. motywy mają być polityczne, sprawcę nazywa się „terrorystą”. Można się spodziewać, że w ich ślady zdecydują się pójść następcy, którzy mogą też chcieć zdyskontować momentalne zainteresowanie mediów ich „przypadkami”.

Jeśli jednak czegoś należy się poważnie obawiać, to raczej działań sprawców w typie prezesa Cezarego Sz. lub „taksówkarza” Ryszarda Cyby, niż Brunona K. Szansę na dokonanie udanego zamachu na czyjeś życie lub zdrowie mają przecież, na co wskazują te trzy przypadki, raczej ci, którzy nie obnoszą się publicznie, w tym w Internecie, ze swoim zainteresowaniem bronią czy materiałami pirotechnicznymi i radykalnymi poglądami politycznymi (czy „biznesowymi”), i którzy nie będą poszukiwali wspólników do swoich zbrodniczych działań poprzez całkiem otwarte ogłoszenia na portalach społecznościowych. Trzeba obawiać się sprawcy skrytego i zdeterminowanego, zdającego sobie w pełni sprawę z tego, że aby być skutecznym trzeba być maksymalnie dyskretnym i unikać niezwykle łatwej dziś do wyśledzenia obecności w świecie wirtualnym, która może szybko prowadzić do „wpadki”.

Istnieje tylko jeden optymistyczny wniosek z omawianego casusu. Jeśli „ekspert od terroryzmu” postanowi kiedyś założyć własną komórkę terrorystyczną, sąd w Polsce odmówi jego aresztowania jeśli tylko ten zapewni, że nie chciał jej wykorzystać do popełnienia przestępstwa.
 

Reklama