Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Wisconsin rozpocznie falę zmian?

Autorzy: 
Jakub Kędzior

W zeszłym tygodniu w stanie Wisconsin mogliśmy śledzić bardzo ciekawą rozgrywkę pomiędzy Republikanami a Demokratami, którzy spierali się o prawa związków zawodowych. Przez dłuższy czas w senacie tego stanu trwał impas i strony nie mogły dojść do porozumienia, jednak senatorzy republikańscy zastosowali interesujący manewr prawny, który pozwolił im zwyciężyć. W ten sposób zmieniono prawo, które teraz jest dużo bardziej restrykcyjne wobec związków.

 

Głosowania nad tą sprawą toczyły się od kilku tygodni, i prawie od samego początku towarzyszyły im protesty przeciwników tej ustawy. Pikietujący wdarli się nawet do siedziby senatu, jednak zostali stamtąd usunięci przez policję. W tej nerwowej atmosferze ciężko było o jakikolwiek kompromis, pomimo to, że przedstawiciele związków zawodowych byli gotowi na pewne ustępstwa. Jednak pomysłodawca tej ustawy, republikański gubernator Scott Walker twierdził, że cięcia i ograniczenia są konieczne, żeby móc zlikwidować deficyt budżetowy z jakim od dawna boryka się stan.


Propozycja Walkera przede wszystkim odbiera związkowcom prawo do negocjowania zbiorowych układów. Ponadto zabrania im także automatycznego ściągania składek z płac pracowniczych oraz nakłada na związki większe wpłaty na zakładowe fundusze emerytalne i ubezpieczenia zdrowotne. Zgodnie z pomysłem gubernatora te zmiany pozwolą nie tylko zredukować dziurę w budżecie, ale także zatrzymać około 12 tysięcy pracowników administracji stanowej.
Przedstawiciele związków zawodowych zgodzili się na 8% obniżki płac, pod warunkiem zachowania prawa do negocjacji zbiorowych, jednak nawet ta propozycja nie zyskała uznania w oczach republikanów.


Reprezentanci Demokratów w senacie stanu Wisconsin próbowali rozmaitych sztuczek, żeby zapobiec głosowaniu i uchwaleniu tej ustawy. Lokalne prawo zakłada, że jeżeli któryś z senatorów jest nieobecny podczas ważnego głosowania, policja może go siłą dostarczyć na miejsce. Jednak Demokraci sprytnie ominęli ten przepis udając się masowo do pobliskiego Illinois, czyli poza obszar działań policji z Wisconsin. Wydawało się, że w ten sposób będą efektywnie przeciągać negocjacje, dając w ten sposób szanse przedstawicielom związków na przeforsowanie swoich racji.


Impas trwał prawie trzy tygodnie, jednak Republikanie posunęli się do bardzo sprytnego manewru legislacyjnego. Zgodnie z prawem stanowym, aby głosowanie było ważne potrzebne jest odpowiednie kworum, którego bez czternastu nieobecnych senatorów nominowanych z ramienia partii demokratycznej, nie można było zebrać. Jednakże prawo to dotyczy tylko głosowania w sprawach najbardziej istotnych, czyli np. budżetu. Postanowiono więc wykreślić z projektu ustawy zmiany w budżecie, a pozostawiono tylko zapisy, które odnosiły się do związków zawodowych. W ten sposób uniknięto potrzeby zbierania odpowiedniego kworum i ustawa przeszła.


Tuż po głosowaniu rozpoczęła się kolejna fala protestów przed gmachem, w którym trwało głosowanie. Zebrało się tam około siedmiu tysięcy przeciwników ustawy, którzy głośno wyrażali swoją dezaprobatę. Pomimo porażki, wielu lewicowych działaczy liczy, że pomoże to zmobilizować całe środowisko i da zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach.


Pierwsze konsekwencje może ponieść pomysłodawca ustawy, gubernator Walker, którego odwołania będą domagali się Demokraci. Nie jest to jednak proste, ponieważ żeby to zrobić, należy zastosować procedurę „recall”, która może być użyta dopiero po 11 miesiącach od objęcia urzędu. Walker piastuje swoje stanowisko dopiero dwa miesiące, a więc jeszcze sporo czasu musi upłynąć, żeby można było go usunąć.


Dla wielu obserwatorów jest to tylko początek ogólnokrajowej kampanii Republikanów, którzy zamierzają wprowadzić podobne ograniczenia w innych stanach. Już trwają pracę nad podobną ustawą w Ohio. Wisconsin do tej pory było uważane za swego rodzaju związkowy bastion i porażka w tak ważnym głosowaniu może rozpocząć lawinę zmian. Jeżeli do niej dojdzie, z pewnością odmieni to oblicze przynajmniej niektórych stanów. Jest to też policzek wymierzony w Baracka Obamę, który zawsze wspierał związki zawodowe. Miał w nich zawsze spore wsparcie, ponieważ tradycyjnie popierają one Demokratów. Tym razem zawiedli oni ich zaufanie i będzie to miało swoje konsekwencje.
 

Reklama