Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Wieczna przyjaźń czy doraźne interesy?

Autorzy: 
Tomasz Badowski

My, Francuzi i Polacy, będziemy razem budować europejską politykę obronną – tymi słowami prezydent Francji Francois Hollande, zapowiedział nowe otwarcie w relacjach polsko – francuskich po spotkaniu we wtorek 7 maja z Prezydentem Bronisławem Komorowskim. Podobnych deklaracji słyszeliśmy już wiele, jednakże obecnie w świetle zmieniającej się sytuacji geopolitycznej na naszych kontynencie, deklaracja francuskiego prezydenta może rzeczywiście stać się faktem a nie tylko ładnie brzmiącą obietnicą. Z oprawy wizyty oraz przyjęcia jakie naszemu Prezydentowi zgotowali Francuzi widać wyraźnie, że Polska staje się dla Francji coraz ważniejszym partnerem w Europie. 

Jako jedyni utrzymujemy stabilne i całkiem spore jak na realia europejskie wydatki na bezpieczeństwo. Angażujemy się również aktywnie w misje zagraniczne pod auspicjami UE, szczególnie istotnie z punktu widzenia interesów Francji – najpierw Kongo i Czad a teraz Mali. W sytuacji kiedy Stany Zjednoczone koncentrują swoją uwagę na regionie Pacyfiku i stopniowo zmniejszają swoją rolę w zapewnianiu bezpieczeństwa Europie, dla Francji jest to wymarzona sytuacja w której będzie ona mogła zacząć odgrywać rolę do której zawsze aspirowała, czyli głównego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego. Polska w tej sytuacji staje się dla Francji naturalnym partnerem w budowaniu i rozwijaniu europejskich zdolności obronnych.

Tym też można tłumaczyć bardzo bogate przyjęcie jakie polskiemu prezydentowi zgotowali Francuzi. Ostatnim polskim prezydentem który składał wizytę nad Sekwaną w takiej oprawie był Prezydent Lech Wałęsa. Bronisława Komorowskiego powitała asysta kilku szwadronów konnej gwardii republikańskiej a wieczorem na cześć polskiego Prezydenta Francois Holland wydał „bankiet państwowy”. Według słów jednego z francuskich dyplomatów „ Królowa brytyjska nie byłaby lepiej przyjęta. To jest protokół wizyty państwowej, który stosujemy jeden – dwa razy do roku”


Nie ma darmowych obiadów

Tak wystawne i uroczyste przyjęcie polskiego Prezydenta nie wynika jednak z czystej sympatii ani wspomnieniami czasów gdy Polacy walczyli ramię w ramię z francuzami u boku Napoleona. Paryż liczy na konkretne korzyści wynikające z bliskiej współpracy z Polską. Od wielomiliardowych kontraktów na nowoczesnych sprzęt wojskowy po osłabienie a co najmniej zmiękczenie pozycji Niemiec. I o ile w stosunku do Niemiec, Francja raczej nie może liczyć na poparcie Polski w kwestiach gospodarczych, to jeśli chodzi o kwestie obronne, jak powiedział podczas wizyty Prezydent Komorowski – „Polsko-francuska wizja polityki bezpieczeństwa i obrony w sposób naturalny się dziś narzuca” . I właśnie w sferze współpracy obronnej należy upatrywać największych możliwości na wzmocnienie i rozwój wzajemnych relacji polsko – francuskich. To co nie udało się 10 lat temu, przy okazji przetargu na zakup nowoczesnego myśliwca dla polskiej armii, może się udać teraz. Szczególnie w świetle dwóch dużych przetargów jakie w najbliższym czasie musi rozpisać polskie ministerstwo obrony narodowej. Chodzi tutaj o zakup nowoczesnych okrętów podwodnych oraz nowoczesnego systemu obrony przeciwlotniczej ze zdolnościami do zwalczania taktycznych rakiet balistycznych. 

W obu tych przetargach francuzi są faworytami. Francuskie okręty podwodne klasy Scorpene są obecnie obok niemieckich okrętów Typu 214, faworytami jako następcy obecnie używanych w polskiej MW starych norweskich Kobbenów. Zaletą okrętów Scorpene jest dodatkowo możliwość odpalania pocisków manewrujących. Tym samym zakup francuskich okrętów podwodnych umożliwiłby polskiej armii osiągnięcie zdolności odstraszających. Potencjalny przeciwnik dwa razy się zastanowi zanim dokona uderzenia na Polską mając świadomość, że polskia armia posiada zdolność dokonania skrytego uderzenia odwetowego z spod powierzchni wody. Koszt jednego takiego okrętu w konfiguracji jaką zamówiła w 2002 roku Malezja wynosi około 480 mln USD. Zakładając, że polskie Ministerstwo Obrony przewiduje zakup co najmniej 3 okrętów podwodnych nowego typu daje to kwotę około 1,5 mld USD, które potencjalnie mogą zarobić francuskie przedsiębiorstwa. Wyraźnie widać, że opłaca się francuzom zabiegać o względy Polski.

Jednak o ile kwestia zakupu nowych okrętów podwodnych dla polskiej marynarki wojennej jest jeszcze w sferze prac analitycznych, dużo bliższa realizacji jest budowa nowoczesnego systemu obrony przeciwlotniczej ze zdolnościami do zwalczania taktycznych rakiet balistycznych.

Podpisana niedawna przez Prezydenta Komorowskiego ustawa gwarantujące finansowanie tego programu, sprawia że na stole jest do zgarnięcia kwota od 16 do nawet 30 mld złotych. Nic więc dziwnego, że do przetargu na kontrakt stulecia na budowę polskiego systemu obrony przeciwlotniczej szykują się wszyscy znaczący producenci systemów rakietowych na świecie. Od Izraela, przez amerykanów wspólnie z norwegami aż po francuzów. Przy rozstrzyganiu tego przetargu, kluczowym czynnikiem będzie zdolność do zwalczania rosyjskich taktycznych rakiet balistycznych Iskander oraz stopień kooperacji z polskim przemysłem zbrojeniowym i umieszczenie części produkcji w Polsce. Jak na razie największe możliwości współpracy z polskim przemysłem oferuje francusko – europejski koncern MBDA. W przeciwieństwie do konkurentów, francuzi są gotowi aby dostarczyć Polsce same rakiety (ASTER 30 średniego zasięgu i MICA VL – krótkiego zasięgu), które będą współpracowały z polskimi systemami radarowymi z Bumaru oraz polskimi systemami dowodzenia i zarządzania polem walki. Zarówno amerykanie jak i Izraelczycy natomiast chcą dostarczyć Polsce cały gotowy system, z nie określonym jeszcze stopniem współpracy z polskim przemysłem. W tej sytuacji oferta francuska wydaje się być najbardziej korzystna, zarówno pod względem operacyjnym jak również z punktu widzenia polskich interesów gospodarczych. Podziela ten punkt widzenia również Krzysztof Krystowski Prezes Bumaru, który wspólnie z MBDA utworzył konsorcjum dla realizacji projektu nowoczesnego systemu obrony przeciwlotniczej „Tarcza Polski” . W rozmowie z Rzeczpospolitą podkreślił, że „System MBDA jest w fazie tworzenie, więc bralibyśmy udział w jego rozwoju, a ponad połowa inwestycji trafiłaby do polskich zakładów zbrojeniowych”.

      

Bez wątpienia, współpraca z Francją w zakresie budowy nowoczesnego systemu obrony przeciwlotniczej mogłaby stanowić istotny impuls modernizacyjny dla polskiej gospodarki. Według nieoficjalnych informacji polska mogłaby zyskać przy tej okazji zdolności do produkcji rakiet krótkiego zasięgu (20 km i więcej), których obecnie nasze zakłady nie posiadają lub są dopiero na etapie pierwszych prac badawczo – rozwojowych. 

Wieczna przyjaźń?

Jednak każda współpraca na jakimkolwiek polu powinna przynosić korzyści obu stronom. Polska co prawda może dużo zyskać na współpracy z Francją w zakresie modernizacji polskiej armii jednak równie dużo zyska na tym sama Francja i jej przedsiębiorstwa zbrojeniowe. Czy poza zakupem francuskiej bronii i ewentualnej współpracy w rozwijaniu europejskich zdolności obronnych są jeszcze obszary istotne z punktu widzenia polskiej racji stanu, w których moglibyśmy liczyć na wsparcie Francji? Niestety chyba nie. Dla Polski, jako kraju granicznego UE i NATO priorytetem powinno być jak najszybsze i najpełniejsze włączenie Ukrainy do obszaru euro-atlantyckiego. Niestety na pytanie czy Francja poprze polskie starania o zawarcie układu stowarzyszeniowego Ukrainy z UE podczas zbliżającego się listopadowego szczytu w Wilnie, francuski prezydent odpowiedział wymijająco. Dla Francji Ukraina to kraj, który obecnie może przynieść tylko kłopoty UE, a po drugie lepiej nie ryzykować niepotrzebnego ich zdaniem drażnienia Rosji. Francja nie podziela również polskich obaw w stosunku do coraz bardziej prężącej muskuły Rosji. Według francuzów Rosja jest obecnie w zapaści i nie posiada zdolności ani sił aby w najbliższej przyszłości doprowadzić do jakiegoś kryzysu w Europie. Dlatego też nie możemy liczyć na ewentualnie wsparcie w przypadku jakiegoś zatargu z Rosją oraz w ogóle w kwestiach polityki wschodniej.

Kolejnym punktem spornym między Polską a Francją mogą być sprawy energetyczne. I o ile w kwestii budowy w Polsce elektrowni jądrowej z pewnością możemy liczyć na francuską przychylność - kolejna szansa na zarobek dla francuskich przedsiębiorstw, to dużo bardziej skomplikowana pozostaje kwestia gazu łupkowego. Dla Polski rozwój technologii wydobycia gazu łupkowego, którego zasoby według różnych szacunków sytuują nas na trzecim miejscu w Europie po Francji i Norwegi, może być szansą na energetyczne uniezależnienie się do Rosji oraz przysłowiową kurą znoszącą złote jajka. We Francji natomiast wizja uniezależnienia się do rosyjskiego monopolisty Gazpromu, zeszła na dalszy plan, na rzecz kwestii ekologicznych. Jaka jest w tym zasługa różnego rodzaju organizacji ekologicznych opłacanych przez Gazprom, to już inna kwestia. Faktem pozostaje, że obecnie Francja stoi na stanowisku, że technologia wydobycia gazu łupkowego jest szkodliwa dla środowiska i w związku z tym powinna być zakazana w Europie. Tym samym przekreśla szanse na nasze polskie gazowe eldorado.

Tak więc jak widać, szanse na współpracę i bliski sojusz Warszawy i Paryża dotyczą tylko kwestii dotyczących bezpieczeństwa i wspólnych programów zbrojeniowych. W pozostałych obszarach takich jak polityka wschodnia UE, polityka gospodarcza czy też kwestie surowcowe nie za bardzo nam po drodze z Paryżem. Niestety w tych obszarach Polska będzie musiała szukać sobie innych sojuszników na arenie europejskiej. Nawet za cenę konfliktu interesów z Paryżem. Zgodnie z zasadą brytyjskiego wicehrabiego Palmerstona, że Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników, ma tylko wieczne interesy, powinniśmy jak najbardziej blisko współpracować z Francją tam gdzie Polska ma w tym interes, jednakże sojusz polsko – francuski w kwestiach bezpieczeństwa, nie może w żadnym przypadku stanowić przeszkody w realizacji polskich interesów w innych obszarach istotnych z punktu widzenia polskiej racji stanu.
 

Reklama