Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Ważna rola organizacji humanitarnych

Autorzy: 
Anna Łukasik

Organizacje humanitarne to jedne z tych instytucji, które spotykają się z największą krytyką. Ale czy wiemy o nich wystarczająco dużo, by móc je oceniać? Czy zdajemy sobie sprawę, w jakich warunkach pracują ochotnicy? Z jakimi problemami zmagają się wolontariusze? Jak często ludzie niosący pomoc narażają swoje życie? Wojenne realia, zagrożenie różnego rodzaju chorobami, trudności z dostarczeniem żywności oraz leków, głód i cierpienie czekających na pomoc – to codzienność pracowników organizacji humanitarnych. „Świat nie jest zły tylko ze względu na tych, którzy źle czynią, ale także ze względu na tych, którzy patrzą i nic nie robią, by do tego nie dopuścić.” Wolontariusze to ludzie, którzy nie pozostają bierni.

Aby móc skonfrontować działalność współczesnych organizacji pomocowych z pierwotną ideą humanitaryzmu, należałoby sięgnąć nieco do ich korzeni. Kiedy w II połowie XIX wieku rodził się Międzynarodowy Komitet Pomocy Rannym - pierwsza w świecie instytucja dbająca o rannych i chorych żołnierzy - oraz wspierające ją akta prawne, największa uwaga społeczności międzynarodowej skupiona była na okrucieństwach trapiących ją ciągle wojen. Wówczas zastanawiano się głównie nad tym jak zapobiegać wybuchom konfliktów zbrojnych i jak chronić ich ofiary. Wojny te dalece bardziej różnią się jednak od tych współczesnych.

Do wybuchu II wojny światowej konflikty zbrojne posiadały w sobie pewien ładunek dżentelmeński, armie zdecydowanie bardziej kierowały się honorem i łatwiej było znaleźć i osądzić winnego niegodnych postępków. Sprawa była zatem względnie prosta. Organizacje humanitarne doskonale wiedziały na jakich zasadach działać oraz komu i jak pomagać. Dzisiejsze wojny mają już jednak zupełnie inny charakter. Ich zasięg i siła rażenia mocno się zwiększyły, zbrutalizowały się także metody walki. W najbardziej zapalnych punktach na świecie walczą ze sobą uzbrojone bandy z samozwańczymi watażkami na czele. Nie wiadomo wtedy, z kim ustalać warunki i reguły, na których będzie działać w danym kraju organizacja pomocowa, ani do kogo zwracać się w razie zagrożenia. W wojnach między państwami celem jest głównie kontrola nad terytorium, w tych prowadzonych przez partyzantki i zbrojne bandy chodzi już tylko o łatwe pieniądze z nielegalnej sprzedaży surowców, rabunki, czy takie wręcz zbrodnie jak czystki etniczne. Modelowym przykładem takich zachowań może tu być kontynent afrykański z krwawymi wojnami bojówek sierraleońskiego Zjednoczonego Frontu Rewolucyjnego i Narodowego Patriotycznego Frontu Liberii o dostęp do złóż diamentów w obu krajach, czy też ludobójstwo Tutsi jakiego dokonało plemię Hutu w 1994 roku w Rwandzie.

Nowe pierwiastki konfliktów zbrojnych

Innym – nowym – elementem współczesnych wojen jest terroryzm. I tu warunki dla działalności organizacji humanitarnych nie są lepsze. Odkąd w 2001 roku Osama Bin Laden ogłosił ONZ narzędziem grzechu, zmieniającym struktury społeczeństw muzułmańskich ataki na organizacje humanitarne (nie tylko te działające pod auspicjami ONZ) i ich pracowników znacznie wzrosły. Statystyki mówią o 155 atakach w roku 2008 przy zaledwie 27 w roku 1998. W tym samym okresie czasu liczba zabitych zwiększyła się z 36 do 122, a porwanych z 18 do 62. Giną przyjezdni i miejscowi. Jedni za „tożsamość” z siłami Zachodu, drudzy za zdradę własnych narodów. Dziś międzynarodowe flagi – Czerwonego Krzyża, czy ONZ – nie stanowią już ochrony dla pracowników i wolontariuszy. Prędzej już tarczę strzelniczą z dobrze oznaczonym celem.

Wojny zaczęły rodzić także rzesze uchodźców, na niespotykaną dotąd skalę. Co prawda organizacje humanitarne dbają o to, by zmuszeni do migracji trafiali pod dobrą opiekę, ale nie zawsze założenie obozu, czy dostarczenie darów jest rzeczą prostą. Także w samych obozach napotyka się wiele problemów związanych z adaptacją kulturową, łamaniem praw człowieka, gwałtami i przemocą, epidemiami chorób, małymi dostawami żywności oraz wody pitnej, a także nieodpowiednią infrastrukturą. O trudnej sytuacji gwałconych kobiet, znajdujących się w obozie Aradip w rejonie Dar Sila we wschodnim Czadzie donosi Amnesty International. UNICEF alarmuje o niewystarczających dostawach żywnościowych i zagrożeniu malarią w zalanych podczas tegorocznej powodzi obozach w południowym Pakistanie. Z kolei gazeta „Refugee” informuje o łamaniu praw człowieka w nepalskich obozach dla uchodźców z Bhutanu i Tybetu oraz nieodpowiedniej infrastrukturze w Sudanie. Chodzi tu głównie o brak studni, dzięki którym zachorowalność na biegunkę, bilharcjozę i choroby skórne znacznie by się zmniejszyła.

Co więcej, od momentu powołania pierwowzoru jednej z największych organizacji humanitarnych – Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca – minęło już prawie 150 lat. Świat w tym czasie uległ diametralnym zmianom. Społeczność międzynarodowa, dotychczas skupiona na okrucieństwach wojen trapiących świat w XIX i I połowie XX wieku zaczęła doświadczać wielu innych gwałtownych zjawisk. Przestało już chodzić tylko o ofiary otwartych konfliktów zbrojnych. Głód i ubóstwo wzrastają w zastraszającym tempie, wybuchają epidemie wcześniej nieznanych chorób, katastrofalne w skutkach zjawiska naturalne przybierają na sile, a tendencje separatystyczne i terrorystyczne osiągają nikomu wcześniej nieznane rozmiary. Różnego rodzaju partyzantki i zbrojne bandy nie liczą się z ludnością cywilną. Z resztą trudno ją czasem odróżnić od żołnierzy wcielonych do regularnych armii. Kilku-kilkunastoletnie dzieci-żołnierze to zjawisko dość powszechne na kontynencie afrykańskim. Z kolei sytuacja panująca w państwach takich jak Irak, czy Afganistan, zmusza ich mieszańców do przetrzymywania w domach broni palnej w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Pierwotna idea humanitaryzmu musiała zatem stanąć do konfrontacji z obecną rzeczywistością.

Głód, ubóstwo, klęski żywiołowe – plaga współczesnego świata

Jednym z najbardziej alarmujących zjawisk współczesnego świata jest wciąż zwiększająca się skala ubóstwa, głodu i niedożywienia. W jednym z ostatnich raportów – podsumowujących rok 2004 – Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa podała, że mamy do czynienia z 850 mln. głodujących i żyjących w skrajnym ubóstwie ludzi. Średnio co 3,6 sekundy umiera jakiś człowiek, z czego połowa to dzieci, które nie ukończyły 10 roku życia. Paradoksem tego stanu rzeczy jest fakt, iż rozmiar światowej produkcji żywności jest bliski osiągnięcia historycznego apogeum. W 2002 roku World Food Programme podał, że na świecie znajduje się 1,5 razy więcej żywności, niż jest to konieczne do wykarmienia ludzkości. Mimo wzrostu produkcji artykułów konsumpcyjnych ich dystrybucja jest niestety nadal przerażająco nierównomierna. Głód i niedożywienie zagraża milionom ludzi głównie z regionów Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej. Spowodowane jest to zarówno czynnikami naturalnymi (np. nieurodzaje), jak również okolicznościami o charakterze politycznym lub ekonomicznym.

W większości państw afrykańskich pomoc przekazywana przez organizacje humanitarne jest najzwyczajniej rozkradana. Tak na przykład było w Etiopii, gdzie komunistyczny dyktator Mengystu Hajle Mariam rozkradł pieniądze i dary zebrane przez Live Aid dla ratowania ofiar głodu, jaki nastał w latach osiemdziesiątych po serii ciężkich susz. W Nigerii z kolei - od czasu uzyskania niepodległości w 1960 roku - rozkradzionych zostało ponad 375 mld dolarów – to po uwzględnieniu zmiany wartości dolara sześć razy więcej, niż w ramach programu Marshalla dostała powojenna Europa. Ogólny chaos, przerażająco duża korupcja, wewnętrzne walki i plemienne waśnie, utrudniają dotarcie pomocy do najbardziej potrzebujących. Bywa też tak, że pomoc, która dociera jest najzwyczajniej marnotrawiona. Taka sytuacja wynika najczęściej z tego, że na miejscu organizacje humanitarne napotykają na problemy związane z zaopatrzeniem oraz magazynowaniem żywności i produktów rolnych.

Klęski żywiołowe – tak nieprzewidywalne, jak nieposkromione – dotykają codziennie tysiące osób na całym świecie. Niezależnie od tego, czy wieje wiatr czy wylewają wody i bez względu na rozmiary zniszczeń, zawsze w świadomości ofiar rodzi się nieprzezwyciężone poczucie niemocy i bezradności. Powrót do normalnego życia to długa i trudna droga. Zwłaszcza dla tych, którzy stracili dach nad głową. Działania organizacji humanitarnych oraz wsparcie ze strony społeczeństwa to dla ofiar klęsk najczęściej jedyna pomoc na jaką mogą liczyć.

Globalne zmiany klimatyczne coraz częściej wpływają na częstotliwość i siłę zjawisk przyrodniczych. Według badań naukowców z Georgia Institute of Technology oraz The National Center for Atmospheric Research liczba występujących na świecie huraganów czwartego i piątego stopnia w pięciopunktowej skali Saffira-Simpsona w ciągu ostatnich 35 lat wzrosła prawie o 100%. Największy przyrost huraganów, tornad i cyklonów odnotowano na północnym i południowym Pacyfiku, oraz północnej i południowej części Oceanu Indyjskiego. Nieco mniejszy zaś na północnym Atlantyku. W ciągu ostatnich pięciu lat mieliśmy do czynienia z ośmioma huraganami IV i V stopnia – Katriną, Ritą i Wilmą w 2005r.; Dean’em i Cyklonem Sidr w 2007r.; Gustawem i Ike’iem w 2008r. oraz huraganem Earl w roku bieżącym.

Podczas huraganu Katrina życie straciło ponad 1800 osób, ponad milion ludzi musiało opuścić swoje domy, a 1700 oddzielonych od rodzin dzieci zostało wciągniętych na listę zaginionych. Największą rolę w niesieniu pomocy poszkodowanym odegrały międzynarodowe organizacje humanitarne, głównie agendy Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża. W trakcie huraganu i tuż po jego przejściu ewakuowana ludność znalazła schronienie w 709 krajowych placówkach Czerwonego Krzyża. Do Stanów Zjednoczonych zjechali wolontariusze z wielu państw – głównie Kanady, Meksyku i Anglii. MKCK wspomógł swoje amerykańskie placówki w organizowaniu ciepłych posiłków, opieki medycznej i psychologicznej, a także bezpłatnych połączeń telefonicznych i dostępu do strony internetowej dla osób poszukujących bliskich. Działania MKCK wsparło także wiele innych krajowych i międzynarodowych organizacji humanitarnych.

Nie zawsze jednak dotarcie z pomocą jest tak proste jak w przypadku Katriny. W 2008 roku podobny żywioł – Cyklon Nargis – uderzył w najbardziej zaludnioną część Birmy Rangun i deltę Irrawaddy, ryżowy spichlerz kraju. Ponad 22,5 tys. ofiar śmiertelnych, więcej niż 41 tys. zaginionych, blisko dwa miliony ludzi bez dachu nad głową, ruiny domów, zatopione wioski i pola ryżowe to obraz jaki pozostawił po sobie Nargis. Światowe organizacje humanitarne (m.in. UNICEF, za którego pośrednictwem polski rząd przekazał 0,5 mln PLN, Save the Children, World Food Programme, Polska Akcja Humanitarna) zareagowały bardzo szybko. Po dziś dzień nie ma jednak pewności, czy udzielona przez nie pomoc dotarła do naprawdę potrzebujących. Rządząca w Birmie junta wojskowa skutecznie utrudniała wolontariuszom dojechanie na miejsce katastrofy. Według Grega Becka, dyrektora regionalnego International Rescue Committee w dziesięć dni po katastrofie pozwolenie na wjazd do Birmy otrzymały zaledwie 22 organizacje. Dla porównania dodać należy, że na Sri Lance po tsunami w 2004 roku działało ich ponad 300. W przypadku Birmy większość czekała w Bangkoku na wizy. Ci natomiast, którym udało się wjechać na teren kraju, otrzymali zakaz opuszczania Rangunu, na którego drogach wylotowych wojsko ustawiło punkty kontrolujące ruch obcokrajowców. Mało kto mógł dotrzeć także do delty Irrawaddy. Działalność organizacji utrudniały dodatkowo ulewne deszcze oraz rozmyte drogi, brak odpowiednich środków transportu i paliwa.

Ważna rola organizacji humanitarnych

Międzynarodowe organizacje humanitarne to instytucje o niezwykle istotnym znaczeniu. Pomoc jaką codziennie, w każdym zakątku świata, niosą miliony pracowników ruchów pomocowych i wolontariuszy, jest wprost nieoceniona. Dzięki nim cierpienie ludzkie jest choć odrobinę mniejsze. Głodujący otrzymują żywność, żyjący w ubóstwie odzież i prowizoryczne dachy nad głowami, a ci, którzy znajdują się w samym środku konfliktów zbrojnych dostają pomocną dłoń w wydostaniu się z niebezpiecznego rejonu.

Niejednokrotnie zdarza się, że organizacje humanitarne są krytykowane za swoje niepowodzenia. Należy jednak pamiętać o tym, w jak trudnych okolicznościach zwykle przychodzi pracować ochotnikom. Ciężkie warunki klimatyczne, niewyjaśnione sytuacje polityczne, działania zbrojne i ataki wymierzane nie tyle w samych pracowników misji humanitarnych, co – za ich pośrednictwem - w polityków państw angażujących się w wewnętrzne sprawy innych krajów sprawiają, że działalności organizacji pomocowych nie można nazwać idealną, ale nie jest to jeszcze powód, by ją ostro krytykować. Należałoby się raczej zastanowić co można by zrobić, aby tę pomoc udoskonalić.

Reklama