Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


USA: najbogatszy bankrut na świecie. Epilog.

Autorzy: 
Bartosz Szyja

Czarnego wtorku nie było i zapewne jeszcze długo nie będzie. Zgodnie z przewidywaniami wypracowany został kompromis, który uchronił Stany Zjednoczone od konieczności ogłoszenie niewypłacalności. Pozostaje jedno ALE: czy rzeczywiście są powody do świętowania?

 

 

Wielki dług będzie jeszcze większy
Niemożność wypracowania kompromisu na wcześniejszych etapach dochodzenia do porozumienia, którego głównym celem było podniesienie limitu zadłużenia, zmusiło do przyjęcia planu, będącego z jednej strony wyrazem uległości Demokratów, a z drugiej rozsądku partii rządzącej. Fakt, że plan ten nie satysfakcjonował w pełni ani Partię Demokratyczną, ani Republikańską odzwierciedlony został w podziale głosów w Izbie Reprezentantów – za głosowało 269 kongresmenów, przeciwko 161. W drugiej grupie byli członkowie stronnictwa Tea Party oraz około połowa Demokratów z lewego skrzydła partii. Wtorkowe głosowanie w Senacie było już formalnością – za uchwaleniem planu głosowało 74 deputowanych, przeciwko 26. Pozostaje jedynie podpis Baracka Obamy, który złożony będzie najprawdopodobniej najszybciej jak to możliwe.


Plan zakłada, że limit zadłużenia zostanie podniesiony jednorazowo o ok. 2,8 bln dolarów, co oznacza, że rząd będzie mógł zaciągać kredyty do końca 2012 roku. Konieczne będą jednak cięcia wydatków, które w założeniu opiewać mają na kwotę 2,5 bln dolarów w ciągu 10 lat. W sytuacji gdy zalecane cięcia nie zostałyby uchwalone przez Kongres do końca listopada, wtedy zastosowanie będzie miał tzw. mechanizm „cyngla” – wszystkie wydatki rządowe zostaną automatycznie zredukowane. Cięcia objęłyby wtedy m.in. wydatki na zbrojenia (zostałyby uszczuplone o połowę, czemu sprzeciwiali się Republikanie) oraz federalny program ubezpieczeń zdrowotnych dla ludzi starszych (Medicare). Alternatywą dla mechanizmu „cyngla” jest uchwalenie przez Kongres poprawki do Konstytucji o obowiązku zrównoważenia budżetu, ale z racji na konieczność zgromadzenia większości co najmniej 2/3 głosów oraz ratyfikacji przez 3/4 stanów jest mało realne, aby owa poprawka została uchwalona.


Demokraci ugięli się pod żądaniami Republikanów i w przyjętym planie nie ujęto podwyżek podatków.

Bankrut na niby czy naprawdę?
Chociaż widmo ogłoszenia przez Stany Zjednoczone niewypłacalności zostało oddalone, to jednak problem limitu zadłużenia najprawdopodobniej powróci w przyszłości. Zdaniem Fareeda Zakarii, cenionego komentatora CNN, ilekroć powracać będzie temat limitu zadłużenia, tylekroć pod wątpliwość poddawana będzie wiarygodność kredytowa USA, stąd należałoby rozważyć jego całkowite zniesienie. Warto przypomnieć, że oprócz Stanów Zjednoczonych taki limit ma tylko Dania, ale określony jest na tyle wysoko, by nie trzeba go było okresowo podnosić. Istnienie limitu byłoby zasadne w sytuacji, gdy jego osiągnięcie oznaczałoby faktyczny brak możliwości zaciągania kolejnych kredytów, ze względu na nie możność obsłużenia ich w przyszłości. Zatem jeśli limit ustalany jest sztucznie, a więc jego podniesienie i zaciągnięcie kolejnych zobowiązań nie wiąże się z utraceniem płynności finansowej, to można wątpić w sens jego określania.


W opinii ekonomisty i laureata Nagrody Nobla Paula Krugmana ograniczanie zadłużenia zmusza do czynienia oszczędności budżetowych, co może być przyczyną spowolnienia już i tak anemicznego wzrostu gospodarczego oraz utrzymania bezrobocia na obecnym, stosunkowo wysokim poziomie 9%.

Bez happy endu
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Demokraci odnieśli klęskę. Co prawda podnosić można, że ustępstwa jakie zostały poczynione świadczą o rozwadze polityków, którzy mieli na względzie w szczególności dobro gospodarki amerykańskiej (i przy okazji światowej), ale jednocześnie zaznaczyć należy, że przyjęty plan, kolokwialnie rzecz ujmując, jest mocno republikański. Cięcia wydatków, co prawda obejmą także sfery, których w opinii Partii Republikańskiej objąć nie powinny, ale zrezygnowano z podnoszenia podatków, czemu stanowczo sprzeciwiali się Demokraci. Widoczne jest zatem, jak istotne były ostatnie wybory do Kongresu, których wyniki przyczyniły się do kryzysu politycznego wokół limitu zadłużenia.


Inną ważną kwestią jest podział głosów w Izbie Reprezentantów podczas głosowania nad planem. Wyraźnie widoczne są wewnętrzne rozłamy zarówno w Partii Demokratycznej jak i Republikańskiej, mogące zaowocować sytuacjami, w których o przegłosowaniu danego aktu prawnego decydować będzie uwzględnienie w niej postulatów skrajnych skrzydeł obu partii.


Zakończony właśnie kryzys polityczny w Stanach Zjednoczonych pokazuje jak cienka może być granica między kryzysem politycznym a kryzysem ekonomicznym, który teoretycznie mógł wyniknąć, gdy nie zostałby podniesiony limit zadłużenia. Przyszłość pokaże czy przyjęty plan przyczyni się do poprawy sytuacji finansowej USA.

Reklama