Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


USA: najbogatszy bankrut na świecie

Autorzy: 
Bartosz Szyja

Bezprecedensowa sytuacja, w której Stany Zjednoczone utraciłyby płynność finansową wydaje się równie realna, co nierealna. Z jednej strony trudno wyobrazić sobie, że największa gospodarka światowa może ogłosić bankructwo, z drugiej jednak przedłużający się spór wokół podniesienia limitu zadłużenia powoduje wzrastający niepokój, co do niedalekiej przyszłości. Krach nastąpi, gdy skończą się rezerwy budżetowe, czyli zdaniem części analityków 2 sierpnia.

 

Sztucznie stworzony problem?
Dług publiczny Stanów Zjednoczonych wynosi obecnie 14,3 bln dolarów i jest to najwyższa wartość w historii (w przeliczeniu na jednego obywatela wynosi on 45,3 tys. dolarów). Osiągnięcie takiego pułapu oznacza, że konieczne jest podniesienie limitu zadłużenia (czego dokonać może Kongres), aby uniknąć sytuacji, w której USA nie mogłyby zaciągać kolejnych zobowiązań finansowych. W przeciwnym razie by obsłużyć zadłużenie konieczne będą radykalne cięcia wydatków, w celu utrzymania wysokiej wiarygodności kredytowej mierzonej ratingiem agencji Moody’s; Stany Zjednoczone obecnie posiadają najwyższy rating – AAA.


Oczywistym jest, że oszczędności trzeba będzie szukać tam, gdzie są największe wydatki, a więc na zbrojenia, ubezpieczenia zdrowotne (w tym fundusz Medicare dla osób starszych i fundusz Medicaid dla osób najbiedniejszych) oraz wypłatę emerytur (fundusz Social Security), które pochłaniają 83% budżetu. Zdaniem szefa Rezerwy Federalnej (Fed) Bena Bernanke, jeśli Kongres nie uchwali podniesienia prawnie dopuszczalnego limitu zadłużenia do 2 sierpnia rząd będzie musiał ograniczyć 40% wydatków, co oznacza, że zabraknie pieniędzy na opiekę medyczną (w szczególności dla osób starszych), pensje dla wojskowych, emerytury i inne wydatki budżetowe. Taki krok pozwoli uniknąć konieczności ogłoszenia niewypłacalności USA, co wystraszyłoby inwestorów i zmusiło do podniesienia stóp procentowych, czego efektem byłoby zahamowanie wzrostu gospodarczego.


Rozwiązanie obecnej sytuacji wydaje się proste: podwyższenie limitu zadłużenia przez Kongres (co w przeszłości czynione było wielokrotnie) pozwoliłoby na zaciągnięcie kolejnych zobowiązań kredytowych i utrzymanie płynności finansowej. Jednak w Izbie Reprezentantów większość mają Republikanie, którzy sprzeciwiają się podnoszeniu limitu. I tak zrodził się impas, którego rozwiązanie wymaga osiągnięcia porozumienia ponad partyjnymi podziałami.

Kilka złych rozwiązań
Uniknąć kolejnego kryzysu finansowego można na kilka sposobów. Po pierwsze, można posłuchać sugestii Demokratów i podnieść limit zadłużenia o 2,7 bln dolarów, co pozwoli utrzymać ciągłość finansową przez najbliższe kilkanaście miesięcy. Tym samym problem zadłużenia nie pojawiłby się podczas kampanii wyborczej jesienią tego roku. Jednak na takie rozwiązanie nie godzą się Republikanie, którzy przedstawili plan Johna Boehnera (przewodniczącego Izby Reprezentantów), gwarantujący podniesienie limitu zadłużenia z jednoczesnymi „znaczącymi” cięciami wydatków. Limit podnoszony miał być w dwóch etapach: obecnie o stosunkowo niewielką kwotę 900 mld dolarów, co wystarczyłoby na sześć miesięcy; a następnie o kolejne 1,6 bln dolarów na początku 2012 roku. Plan ten nie znalazł aprobaty Demokratów, a także członków stronnictwa Tea Party i 29 lipca odrzucony został przez Senat, po uprzednim przyjęciu w Izbie Reprezentantów stosunkiem głosów 218 do 210. Powodem odrzucenia był zakres cięć wydatków, które obejmowały m.in. pomoc społeczną oraz utrzymanie podatków na obecnym poziomie. O nieskuteczności planu przekonywali także analitycy Congressional Budget Office, którzy obliczyli, że plan zmniejszy wydatki w ciągu 10 lat o 850 mld dolarów, a nie o 1,2 bln dolarów, jak wcześniej zapewniali Republikanie.


Sposobem zwiększenia wpływów do budżetu jest podwyższenie podatków, w szczególności tych dla najbogatszych obywateli, za czym obstaje Barack Obama. Możliwość taką odrzucają Republikanie, twierdząc, że uderzy to w przedsiębiorczość i stanie się powodem wyhamowania wzrostu gospodarczego. Warto dodać, że obecnie podatki są najniższe od półwiecza, głównie za sprawą Georga W. Busha, który je ostro zredukował. Niskie wpływy z podatków, wysokie koszty prowadzenia dwóch wojen oraz wydatki związane z likwidowaniem skutków kryzysu gospodarczego spowodowały rekordowo wysoki poziom długu publicznego USA.


Innym pomysłem zmniejszenia deficytu jest plan zaprezentowany przez tzw. Gang Sześciu (trzech senatorów z Partii Republikańskiej i trzech z Demokratycznej), będący projektem kompromisu budżetowego gwarantującego ograniczenie deficytu, obniżenie wydatków socjalnych oraz reformę podatkową. Plan ten, choć uzyskał poparcie B. Obamy nie znajduje aprobaty Partii Republikańskiej, ponieważ przewidywana reforma systemu podatkowego uwzględnia podniesienie niektórych podatków.


Alternatywą dla planu Boehnera miał być popierany przez B. Obamę plan Harry’ego Reida (przywódcy senatorów Partii Demokratycznej), który przewidywał redukcję wydatków bez naruszania takich popularnych programów, jak emerytury federalne i ubezpieczenia zdrowotne dla emerytów oraz bez podnoszenia podatków, ale Republikanie określili go mianem nierealnego i odmówili poparcia. W sobotę plan poddano pod głosowanie w Izbie Reprezentantów i odrzucono stosunkiem głosów 246 do 173.


Odrzucenie planu Boehnera i planu Reida przekonuje, że najbardziej realną opcją wyjścia z impasu jest, zaproponowany przez Republikanów, tzw. plan C. Przewiduje on umieszczenie w ustawie o podniesieniu limitu długu i redukcji deficytu zapisu mówiącego, że jeżeli w określonym czasie Kongres nie uchwali reform najbardziej kosztownych programów społecznych (m.in. federalnych emerytur i ubezpieczeń zdrowotnych) niezbędnych do zmniejszenia deficytu, to cięcia niektórych wydatków na te programy nastąpią automatycznie.
Rozważana jest również możliwość podniesienia limitu zadłużenia przez prezydenta bez zgody Kongresu na mocy XIV poprawki do Konstytucji, ale legalność takiego kroku jest kwestionowana przez prawników.

Czarnego wtorku nie będzie
Bez wątpienia należy się zgodzić z J. Boehnerem, że nikt tak naprawdę nie wie co nastąpiłoby, gdyby Stany Zjednoczone ogłosiły niewypłacalność, co jest realnym scenariuszem w przypadku niepodniesienia limitu zadłużenia. Niemniej jednak trudno wyobrazić sobie sytuację, w której Republikanie i Demokraci nie uzgodniliby kompromisu, zmierzającego do uniknięcia głębokiego kryzysu. Optymizm w tej kwestii wykazują rynki finansowe, które jak na razie nie reagują na przedłużający się impas w negocjacjach. Trudno oprzeć się wrażeniu, że obecny kryzys polityczny poniekąd wykreowany został celowo, aby wykazać słabości administracji B. Obamy. Wyjście z trwającego impasu będzie stanowiło pewien sukces i jak łatwo się domyślić obu partiom zależy na jego odniesieniu, co zostanie wykorzystane w kampanii wyborczej.


Wątpliwa jest także data 2 sierpnia. Zdaniem ekspertów z UBS i Barclays dzięki wyższym od oczekiwanych wpływom z podatków płynność finansowa utracona zostanie między 8 a 10 sierpnia, natomiast według analityków Wells Fargo środków wystarczy do końca sierpnia, co przekonuje, że katastrofalne przewidywania mogą okazać się przedwczesne.


Niemniej jednak samo podniesienie limitu zadłużenia nie rozwiąże problemów finansowych Stanów Zjednoczonych. Jak przekonuje były szef Fed, Alan Greenspan, ryzyko wystąpienia kryzysu na rynku obligacji w ciągu 2-3 lat wynosi mniej więcej 50/50. Dlatego konieczne jest opracowanie programu reform zmniejszających wydatki, których efektem byłaby redukcja deficytu budżetowego. Jednak program ten nie powstanie jeżeli nie poczynione zostaną ustępstwa zarówno ze strony Partii Republikańskiej, jak i Demokratycznej.

 

 

 

Od redakcji: w niedzielę wieczorem Prezydent Obama poinformował, o porozumieniu w sprawie podniesienia limitu zadłużenia USA. W poniedziałek 1.08.2011 będzie on poddany pod głosowanie w obu Izbach.
 

Reklama