Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


US Army w Europie Centralnej. Realne wsparcie czy medialny PR?

Autorzy: 
Jakub Kurczewski

Stany Zjednoczone planują przebazować pewną ilość ciężkiego sprzętu wojskowego(bojowe wozy piechoty, czołgi, haubice samobieżne), do baz w „nowych” krajach NATO, w Polsce, Bułgarii, Rumunii, krajach nadbałtyckich, Węgrzech. Początkowo oficjalnie twierdzono, że decyzja ta zapadła wyłącznie z przyczyn finansowych. Dzięki temu ćwiczenia wojskowe w których będą brać udział amerykańskie jednostki miały stać się tańsze, co nie jest bez znaczenia przy obecnym stanie finansów USA.

Według przedstawiciela Pentagonu pomysł ten powstał już kilka lat temu, zaś jego zrealizowanie w tym konkretnym momencie nie ma nic wspólnego z aktualną polityką rosyjską i nie jest w najmniejszym stopniu wymierzone przeciw Rosji. Z drugiej strony same ćwiczenia są przecież jasnym sygnałem skierowanym do Rosji. Po paru dniach sekretarz stanu USA przyznał zaś, iż inicjatywa ta ma wesprzeć europejskich członków NATO czujących się zagrożonymi przez Rosję. Tak czy inaczej jest to jak dotąd najsilniejszy sygnał wsparcia dany przez obecną amerykańską administrację wschodnio- i środkowoeuropejskim państwom NATO zaniepokojonym wizją rosyjskiej agresji. Rosja również odbiera to jako wzmacnianie obecności militarnej Sojuszu na swych granicach. Jej przywódcy uważają ten krok za „najbardziej agresywny od czasu zakończenia Zimnej Wojny” i za naruszenie obietnicy danej przez Zachód, że na terytorium nowych członków NATO dawniej wchodzących w skład Układu Warszawskiego nie powstaną natowskie bazy wojskowe. W odpowiedzi Rosjanie ogłosili, iż znacznie wzmocnią siły zbrojne stacjonujące na zachodniej granicy, przerzucając tam ciężki, konwencjonalny sprzęt wojskowy i pociski samosterujące Iskander-M.

Z praktycznego punktu widzenia nie jest to jednak aż tak wielka zmiana w amerykańskiej polityce jak mogłoby się wydawać. Państwa nadbałtyckie czy Polska od momentu rozpoczęcia przez Władimira Putina ataków na terytorium ukraińskie naciskały na władze Sojuszu, by przebazowały wojska amerykańskie i zachodnioeuropejskie do stałych baz na ich terenie. Jak dotąd udało im się uzyskać jedynie co najwyżej rotacyjne stacjonowanie małych jednostek. Obecny przerzut sprzętu niewiele zmieni w kwestii politycznej. Do utrzymania go w sprawności potrzeba bowiem niewielkiej liczby personelu wojskowego. Gdyby większa liczba żołnierzy USA stacjonowała w zagrożonych państwach NATO w razie agresji rosyjskiej zapewne część z nich zginęłaby w walce. To zaś oznaczałoby swoiste przekroczenie Rubikonu. Waszyngton nie mógłby wycofać się z walki bez ogromnych kłopotów w polityce zagranicznej i wewnętrznej. Żadna administracja amerykańska nie odważyłaby się na taki krok. Sprzęt wojskowy jednak łatwiej poświęcić niż życie żołnierzy. Jego utrata w razie ewentualnej agresji nie oznaczałaby przekroczenia punktu bez powrotu, teoretycznie wciąż istniałaby możliwość nie zaangażowania się USA w konflikt w wymiarze wojskowym. W praktyce oznaczałoby to podważenie roli Stanów Zjednoczonych w świecie, więc jest mało realne, ale teoretycznie...Biorąc zaś pod uwagę sposób myślenia władz rosyjskich nie można wykluczyć, iż spróbowałyby sprawdzić, jak poważnie USA traktują swoje zobowiązania sojusznicze co mogłoby doprowadzić do otwartej wojny. Pod względem militarnym przebazowanie sprzętu także niewiele zmienia. Po pierwsze, będzie go stosunkowo niewiele (ok.250 sztuk ciężkiego sprzętu dla 5000 żołnierzy), po drugie w razie inwazji rosyjskiej np. na kraje nadbałtyckie żołnierze nie zdążą dotrzeć do niego na czas, zostanie więc przejęty przez wroga. W przypadku Polski ze względu na większe terytorium i silniejszą armię wyglądałoby to inaczej, ale to Łotwa i Estonia są najprawdopodobniejszymi celami Rosji ze względu na dużą mniejszość rosyjskojęzyczną i bliskość geograficzną. Generalnie szybszy czas reakcji wojsk USA niewiele by więc im pomógł, przynajmniej na krótką metę.
 

Reklama