Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Urok Showmena

Autorzy: 
Izabela Gromek
Co jest siłą przyciągania podczas kampanii wyborczej? Sztuka publicznego przemawiania, autoprezentacja, wygląd, urok osobisty czy rzeczowość, charyzma i sprecyzowany plan działania? Odpowiedz jest prosta. Wszystko zależy którą postacią był poprzednik i na ile udało mu się zagrać własnym PRem.
 
 
Czytając historię Stanów Zjednoczonych niejednokrotnie mamy okazję się o tym przekonać. Najbardziej znana i jednocześnie pierwsza debata telewizyjna kandydatów na prezydenta Johna F. Kennedyego i reprezentanta partii republikańskiej Richarda Nixona. Wówczas ewidentnie wygrał PR, a siła telewizji dla jednego z kandydatów była tragiczna. J.F.K. pokazał się wówczas jako młody, przystojny i dobrze prezentujący się mężczyzna, który może dać Ameryce swoistą świeżość. Łatwo skojarzyć tą postać z współcześnie urzędującym, który co prawda z nieco innymi hasłami, ale tym samym sposobem zdobył sobie sympatię wyborców. W tym wypadku głównym narzędziem był już internet. 
 
Siłą Kennedyego był fakt, że objął prezydenturę w okresie wielkiego boomu gospodarczego i gdyby nie zamach, prawdopodobnie ponownie zostałby prezydentem USA. Barack Obama nie ma tyle szczęścia, dlatego będzie musiał włożyć dużo pracy w to, by nie popełnić zbyt wielu błędów. Będzie musiał także podjąć środki doraźne tak, by społeczeństwu żyło się lepiej podczas jego kadencji. Na tej podstawie zostanie oceniony przez przeciętnego Amerykanina. 
 
Prezydentura G.W.Busha trwająca pełne dwie kadencje, pozostawiła w ludziach niechęć do republikanów. Wiadomo było, że jego następcą nie zostanie kandydat utożsamiający się z tą samą polityką. Dlatego czy to będzie Obama, czy Pani Clinton, tak naprawdę nie miało znaczenia. Partia demokratyczna dostała od Busha klucz do Białego Domu i nie zamierzała z niego rezygnować. 
 
Ta sama sytuacja miała miejsce kilka lat wcześniej. Wówczas Bush senior pochłonięty polityką zagraniczną i przejmowaniem roli przywódcy świata, zapomniał o polityce wewnętrznej. Sam sens był jak najbardziej zasadny. W Stanach Zjednoczonych na początku lat 90 nastał kryzys gospodarczy, który przecież zdarza się cyklicznie. Bush wiedział, że nawet nie robiąc nic, kryzys sam przejdzie i ponownie nastąpi gospodarczy boom. Było to rozsądne, ponieważ tak rzeczywiście się dzieje. Natomiast społeczeństwo odebrało to jako brak zainteresowania państwem. I znów demokraci dostali klucz do Białego Domu. Niejaki Bill Clinton wystąpił z hasłem "Economy, stupid!", co było uwieńczeniem sukcesu i pewną drogą do prezydentury. Wygrał, po czym podjął kilka głupich decyzji związanych z łagodzeniem skutków recesji. Te dopiero po jakimś czasie pokazały swoją prawdziwą twarz. Jednak w odczuciu obywateli był osobą, której można zaufać i która interesuje się ich losem. Ponownie mamy do czynienia z człowiekiem, który świetnie dbał o PR.
 
Bycie showmanem w polityce jest niezwykle dobrze sprzedającą się cechą. Potrafi przyciągać tłumy i uwodzić swoją atrakcyjnością. Ludzie tego potrzebują, by czuć osobistą więź o którą z resztą on sam cały czas zabiega. Jednak wszystko występuje cyklicznie. Tak jak w gospodarce, tak samo w polityce po kryzysie następuje wielkie boom.
 
Tags:

Reklama