Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Unia iskrzących się interesów. Rozmowa z Profesorem Zdzisławem Krasnodębskim cz.1

Autorzy: 
Tomasz Badowski

Kryzys na Ukrainie, postawił przed Europę wiele ważnych pytań, ale jednocześnie obnażył prawdziwe kierunki polityki zagranicznej prowadzonej przez największe kraje UE. Bardzo powściągliwa reakcja Niemiec i Francji na jawne łamanie porozumiem międzynarodowych przez Rosję, najlepiej pokazuje, że idea europejskiej solidarności nie zawsze zdaje egzamin. O przyczynach tych powściągliwych reakcji wobec Władimira Putina, wśród zachodnio europejskich elit a także o obecnej kondycji Unii Europejskiej i polskich interesach na tym forum z Profesorem Zdzisławem Krasnodębskim rozmawia Tomasz Badowski. 

Tomasz Badowski: Panie Profesorze można powiedzieć, że od paru miesięcy mamy zupełnie nową sytuację geopolityczną na kontynencie europejskim. Do czasu wybuchu kryzysu na Ukrainie, Europa wierzyła, że ustalony raz na zawsze system bezpieczeństwa pozostanie, niezmienny. Działania Władimira Putina pokazały, że Traktaty mogą być tyle warte ile papier, na których zostały wydrukowane. Jak Pana zdaniem ostatnie wydarzenia na Ukrainie wpłyną na Europę i przyszłość Unii Europejskiej?

Profesor Krasnodębski: Myślę, że zmieniła się nie tyle sytuacja geopolityczna- gdyż ta w swoich zasadniczych wymiarach pozostaje niezmienna od dziesięcioleci, a może nawet od wieków- tylko, zmieniła się nieco świadomość. Świadomość tego - głównie wśród elit europejskich, ale w pewnym stopniu również społeczeństw,- że możliwość wybuchu konfliktu zbrojnego w Europie na wielką skalę jest pomimo „końca historii” wciąż aktualna. Tak naprawdę, różne przesłanki świadczące o tym, że Rosja może uciec się do środków siłowych do realizacji swoich celów politycznych pojawiały się już znaczenie wcześniej. Na przykład wojna w Gruzji czy też broń energetyczna stosowana przez Rosję. To dla wszystkich było znane i jasne, tylko było bagatelizowane. Wśród elit europejskich, cały czas była nadzieja, kiedyś związana bardzo mocno z Miedwiediewem, że Rosja będzie się zmieniać w takim kierunku, w którym Zachód sobie życzy. Czyli, że Rosja poprzez modernizację będzie się jednocześnie liberalizować na wzór zachodni. Takie podejście, stanowiło jedną z podstawowych zasad polityki niemieckiej wobec Rosji. Głównym jej założeniem jest zmiana przez zbliżenie, i bliską współpracę. No i teraz oczywiście jest szok.

Można powiedzieć, że w pewnym sensie ostatnie wydarzenia – polegające na ukraińskim przebudzeniu narodowym – przerosły niemieckie, ale nie tylko, elity polityczne. W procesie planowania polityki zagranicznej należy zawsze, brać też pod uwagę czynnik społeczny, narodowy, demos, który bywa nieobliczalny. I właśnie tego zabrakło Zresztą bardzo podobne zaskoczenie wśród zachodnich europejskich elit intelektualnych było również roku 1989. Zapanował wtedy – podobnie jak dzisiaj- swoisty chaos umysłowy. Nagle wszystkie koordynaty polityki europejskiej ustalone przez dziesięciolecia, się zmieniły. Pamiętam, jak wielu moich kolegów uniwersyteckich na „Zachodzie”, znajdowało się wtedy stanie jakiegoś kompletnego wzburzenia. Dotychczas mieli wszystko jakoś uporządkowane, było wiadomo, że należy być raczej socjalistą niż zwolennikiem kapitalizmu wolnorynkowego, że należy w gruncie rzeczy mówić przychylnie o Związku Radzieckim i bloku wschodnim, gdyż dzięki temu powinien on się stopniowo demokratyzować. I nagle, głównie za sprawą zdecydowanych reakcji mieszkańców krajów europy centralnej wszystko się załamało.

Spotykałem w swoim życiu wielu, dzisiaj bardzo znanych socjologów czy politologów, tworzących idee europejskiej myśli politycznej, którzy byli marksistami czy neomarksistami od Habermasa po Clausa Offe czy Anthony'ego Giddensa. Więc po tym, jak system komunistyczny w końcu definitywnie upadł w Europie, trzeba było się z tym jakoś uporać. W jakiś sposób zracjonalizować to co się wydarzyło w Europie Centralnej. Powstała nowa ortodoksyjna interpretacja tego co się tak naprawdę stało. Do tej interpretacji należało przekonanie, że to w gruncie rzeczy Zachód nas wyzwolił i, że to on był tym czynnikiem zmian w naszej części Europy. Niemiecka Socjaldemokracja musiała na przykład jakoś sobie przedefiniować politykę wschodnią, która tak naprawdę była dość kompromitująca. Jeżeli sobie przypomnimy, że pierwszym politykiem który przyjechał do Warszawy w stanie wojennym był Herbert Wehner z SPD i co powiedział wtedy Helmut Schmidt po wprowadzeniu stanu wojennego wyrażając duże zrozumienie dla Rosji, to dzisiejsze zachowanie polityków SPD, w tym ministra Steinmeiera, w ogóle nie powinno dziwić. Dlatego też, po zmianach politycznych wykonano wielką pracę interpretacyjną, żeby można powiedzieć, że upadek komunizmu był możliwy dzięki Polityce Wschodniej SPD, i że to w ogóle były działania Zachodu. To jest jawna hipokryzja, bo przecież i wtedy stawiano na modernizację komunizmu i na takie osoby jak Mieczysław Rakowski. Teraz ktoś mógłby powiedzieć, że to był konieczny pragmatyzm, ale wie Pan, gdy człowiek nabiera doświadczenia życiowego to w zasadzie rozumie, że nigdy nie ma takich sytuacji, w których ktoś by się przyznał do błędu politycznego, chyba że sprawa zupełnie wymknie się spod kontroli. Lepiej jest dokonać odpowiedniej reinterpretacji przeszłości – i tak się stało z Polityką Wschodnią niemieckiej socjaldemokracji.

Bardzo szybko zapomniano na przykład, że nikt z polityków niemieckich nie chciał się nigdy spotkać z Lechem Wałęsą. Nagle się okazało, że wszyscy wspierali Solidarność. W odniesieniu do obecnej sytuacji na Ukrainie mamy w zasadzie bardzo podobną sytuację. Też była jakaś próba negocjacji z ramach Partnerstwa Wschodniego, aby wszelkie zmiany szły ewolucyjnie, krok po kroku, ale w gruncie rzeczy miały nie zadrażniać stosunków z Rosją. Jednak nagle społeczeństwo ukraińskie się obudziło i cały plan się rozsypał.

Reklama