Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Ukraina: głos z głębi

Działy Artykułu: 
Autorzy: 
Maria Prociuk

Rosja nie jest „starszym bratem” dla Ukrainy – to stwierdzenie stało się ostatnio nad wyraz jasne i klarowne. Paradoksalnie, a wiedzą to wszyscy, którzy są zaznajomieni z historią państwowości na terenach Ukrainy i Rosji – „brat” ten dla Ukrainy nie jest wcale „starszy”, co więcej, to nie „brat”, a „siostra” – Moskowia. Oczywiste jest też to, że plan inwazji na Ukrainę Kreml przygotował już dawno, choć to właśnie teraz pojawił się casus belli, który skrupulatnie wykorzystał Władimir Putin - z Czerniowców Maria Prociuk.

Wszystkiemu winny Majdan! Czy na pewno?

„Gdyby nie Majdan, to tego wszystkiego nie byłoby!” – tak gorące głowy wyrażają dziś swoje oburzenie. Zimowe wydarzenia na kijowskim Majdanie spowodowały tylko, że wszystkie jego następstwa zdarzyły się teraz. Dlaczego? Aneksja Krymu i inwazja wojsk rosyjskich na wschodniej Ukrainie były tylko kwestią czasu. Każdy przypadek zderzenia władzy i społeczeństwa w najbliższym sąsiedztwie Putina przeraża. Na Ukrainie miała miejsce jedna prosta rzecz: ludzie obalili stary reżim, który splądrował i okradł kraj. Odbyło się to bez zaangażowania Kremla i pomimo jego sprzeciwu politycznego. Jednak Putin nie mógł dopuścić do europeizacji swojego dużego zachodniego sąsiada i postanowił „ukarać” Ukrainę. Jaki jest w trwającym konflikcie ostateczny i prawdziwy cel Moskwy?

Znany rosyjski polityk Władimir Łukin (który od lutego 2004 do marca 2014 r. był Komisarzem ds. Praw Człowieka w Rosji, a 20 lutego 2014 r. reprezentował Rosję w negocjacjach pomiędzy ówczesnym prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem a opozycją demokratyczną, przy udziale państw zachodnich) uważa, że zarówno Donbas, jak i Krym nie są końcowym celem Kremla. Celem tym jest na wpół zniszczony Donbas, który pozostając częścią Ukrainy, być może skutecznie uniemożliwi wejście Ukrainy do struktur NATO, jak również, będzie stanowić wygodne narzędzie wpływu Rosji na Kijów. Zniszczony region będzie wymagał pomocy gospodarczej ze strony Kijowa, służąc jako stałe źródło niestabilności politycznej. Ponadto, co dobrze wykazała historia najnowsza, Rosja może zawsze zaoferować pomoc humanitarną dla „ciemiężonej ludności” Donbasu przez władze w Kijowie, pozwalając Kremlowi wpływać na bieżącą ukraińską politykę.

Donbas – kolejny zamrożony konflikt?

Putin, jak i jego rosyjscy naśladowcy, na całym obszaru post-radzieckim wywołali niejeden konflikt o podłożu (najczęściej) etnicznym, który został później „zamrożony”, w imię realizacji polityki imperialnej Kremla. Co ma zatem zrobić Ukraina, żeby nie stać się kolejnym przykładem rozbijania i osłabiania państw od wewnątrz przez Federację Rosyjską? My nie możemy czekać. Z jednej strony - zostawmy Rosji Krym i oddajmy Donbas – jeśli Rosja się nimi zwyczajnie „zakrztusi”, to doprowadzi to do jej znacznego osłabienia. Z drugiej strony, jeśli oddamy Donieck i Ługansk, to Rosja się pewnie nie zatrzyma i wkrótce dotrze także na południową Ukrainę aż do Naddniestrza, otwierając sobie prostą drogę do Krymu nie przez Kercz, a przez obszar kontynentalnej Ukrainy. Ma to dopełnić formalności stworzenia Noworosji, którą w swoich marzeniach widzi Putin, urzeczywistniając tym samym doktrynę rosyjskiego imperializmu.

Szybko i ostatecznie zwyciężyć buntownikom na wschodzie Ukrainy się jednak nie udało. Groźba klapy Donieckiej i Ługanskiej Republiki Ludowej jasno potwierdziła fakt, że „projektu Noworosji” nie można zrealizować bez wysłania wojska rosyjskiego na Donbas. W czasie Dnia Niepodległości Ukrainy regularna armia Federacji Rosyjskiej wjechała na ukraińskie terytorium. Przypomnijmy, że wcześniej Putin uparcie utrzymywał, iż Rosjan na Ukrainie nie było (podobnie jak wczesną wiosną w trakcie „Operacji Krym’), a jedyną siłą przeciwstawiającą się rządowi w Kijowie są lokalni separatyści. Jak jednak wyjaśnić przeciętnym Rosjanom powód inwazji na Ukrainę? Prezydent Putin potrzebuje stworzyć przekonującą paletę przyczyn wypowiedzenia wojny, niegdyś braterskiej, Ukrainie. Jak się wydaje, używane dotychczas argumenty o „banderowcach” – nielegalnej władzy w Kijowie, Prawym Sektorze, czy zakazie języka rosyjskiego się wyczerpały.

Rosja – kolos na glinianych nogach

I sam „Pan na Kremlu” nie jest w najlepszej sytuacji. Każda próba zatrzymania trwającego konfliktu może doprowadzić do rychłego obalenia Putina. Jednocześnie, każde działanie zmierzające do intensyfikacji konfliktu doprowadzi do tego samego. Niewielka alternatywa, a raczej tylko kwestia czasu i ilości ofiar po obu stronach konfliktu zbrojnego. Zbigniew Brzeziński słusznie wskazał, że: „Nowy porządek świata będzie zbudowany przeciw Rosji, za rachunek Rosji i na ruinach Rosji”. Wewnętrzna sytuacja polityczna w Federacji Rosyjskiej jest bardzo zła – postępujący autorytaryzm władzy, wszechstronna propaganda (antyzachodnia, antyukraińska), pogłębiająca się „depresja” rosyjskich regionów peryferyjnych („hlubynky”), jak i ogólny upadek gospodarki, dodatkowo osłabianej poprzez wojnę z Ukrainą. To właśnie wojna pożera gospodarkę każdego kraju. Największe zagrożenie dla państwa rosyjskiego – to kompletne załamanie gospodarcze, które potęgują amerykańskie i europejskie sankcje.

Jak powszechnie wiadomo rosyjskich więźniów politycznych we współczesnej Rosji, którzy spędzają swoje życie za kratkami z powodu swoich przekonań i sprzeciwu wobec polityki Putina nie brakuje. Inna rzecz, że Ukraińców też można tam znaleźć. Najbardziej znanymi obywatelami Ukrainy, którzy są obecnie więźniami politycznymi w Rosji, są pilot Nadia Sawczenko i Oleg Sentsow, młody i utalentowany, obiecujący ukraiński reżyser urodzony na Krymie. Te osoby są uważane za współczesne symbole Ukrainy.

Nadchodzące wybory na Ukrainie – czy i co zmienią?

Warto wspomnieć o nadchodzących przedterminowych wyborach parlamentarnych na Ukrainie, ponieważ to właśnie wspomniana Nadia Sawczenko, z namaszczenia Julii Tymoszenko, stała numerem pierwszym w liście partii „Batkiwszczyna” („Ojczyzna”) co jest co najmniej zaskakujące, mając na względzie pobyt ukraińskiej porucznik w rosyjskim areszcie.
W rzeczywistości, czas pokaże, czy najbliższe wybory staną się kolejnym frontem na Ukrainie – tym razem politycznym.

„Łabędzi śpiew” ukraińskiego parlamentu

Z pewnością sukcesem obecnego parlamentu było przyjęcie wielu ważnych i pilnych aktów prawnych, choć równocześnie jest wysoce prawdopodobne, że przebywający w nim rozliczni malwersanci (nie bojąc się lustracji) spróbują ponownie, choć pod nowym szyldem, zdobyć mandat deputowanych do Rady Wierchownej Ukrainy.

Najistotniejszymi „osiągnięciami” parlamentu ukraińskiego są przyjęte z wielkim trudem dokumenty: ustawa o lustracji; tzw. ustawa o amnestii terrorystów; ustawa o specjalnym statusie regionów Doniecka i Ługańska; ratyfikacja Układu o Stowarzyszeniu między Ukrainą a Unią Europejską, który wejdzie w życie 1 listopada. Wskażmy po kolei ich najważniejsze cechy charakterystyczne.

• Słowo „lustracja” pojawiło się w debacie publicznej w praktyce od protestów na Majdanie w 2014 r. (a nawet jeszcze wcześniej, począwszy od protestów na Majdanie w 2004 r.). Przyjęcie ustawy o oczyszczeniu władzy na Ukrainie społeczeństwo postrzega pozytywnie, wierząc w nieuchronność zmian na lepsze. W szczególności, obecny prezydent Ukrainy Petro Poroszenko nazwał ten dokument kluczowym dla dalszego rozwoju Ukrainy. Z kolei premier Arsenij Jaceniuk zauważył, że prawem tym zostanie objętych około miliona urzędników i pracowników organów ścigania.

• Niezwykle istotna wydaje się ustawa o tzw. amnestii dla separatystów i terrorystów. Eksperci z dziedziny prawa zauważają, że z powodu jej widocznych niedoskonałości zastosowanie podstawowych przepisów aktów w praktyce staje się niemożliwe. Co więcej, ustawa jest sprzeczna z kodeksem karnym Ukrainy, choć jak należy zauważyć, amnestią nie zostaną objęci wszyscy ci, którzy dopuścili się ciężkiego naruszenia prawa międzynarodowego (np. zbrodni wojennych lub innych poważnych naruszeń praw człowieka i prawa humanitarnego).

Ustawa o specjalnym statusie oddzielnych terytoriów w regionie Donbasu została zatwierdzona w parlamencie bez debaty. W rzeczywistości chodzi w niej o samozwańcze Republiki Ludowe Doniecka i Ługanska. Przeciwnicy ustawy podnoszą, że tworzy swoiste „getto”, a Ukraińcy, którzy nie popierają separatystów, są w praktyce pozostawieni samym sobą, ze stałą groźbą naruszania ich praw. Ponadto, komentatorzy są pewni, że jest to tylko próba „uspokojenia agresora” Putina, co jednak nie pozwoli na przywrócenie trwałego pokoju na wschodnich rubieżach kraju. Zwolennicy ustawy wskazują, że tylko w spokojnym środowisku mogą zostać realizowane przepisy aktu: ustawodawcze wzmocnienie statusu języka rosyjskiego (sfera humanitarna), sprzedaż produktów na rynek rosyjski (sfera gospodarcza), usprawnienie infrastruktury i faktycznej sytuacji mieszkańców Donbasu - wreszcie zezwolenie na pozostawienie środków zarobionych przez region, a nie oddawanie ich do ośrodka centralnego (sfera socjalna i samorządowa). Ciekawy jest natomiast fakt, że tak Doniecka, jak i Ługańska Republika Ludowa (DRL i LRL), w stosunku do których przyjęte jest nowe prawo, deklarują siebie jako wolne i od Ukrainy, i od Rosji, ustawę o specjalnym statusie oddzielnych terytoriów w Donbasie postrzegając jako ustawę sąsiedniego państwa, niewiążącą prawnie obu samozwańczych republik.

• Ratyfikacja Układu o Stowarzyszeniu Ukrainy i UE odbyła się w bardzo uroczystej scenerii, ponieważ dokument przegłosowano jednocześnie w Kijowie oraz w Strasburgu. Niestety radość z tego bez wątpienia historycznego wydarzenia blednie na tle decyzji o odłożeniu stworzenia strefy wolnego handlu aż do końca przyszłego roku (to wynik oczywistej presji strony rosyjskiej) oraz, co jasne, trwających działań wojennych.

Wojna – to tysiące uchodźców (w tym wewnętrznych przesiedleńców) ze wschodu kraju i Krymu, którzy znaleźli tymczasowe schronienie lub nawet stały nowy dom głównie w zachodniej części Ukrainy. Wojna – to przede wszystkim niebezpieczny czas dla żołnierzy. Skoro o wojnie mowa, to porozmawiajmy o tych, którzy jako pierwsi tracą na niej swoje zdrowie, a nawet życie.

Główny front – wojskowy

Ministerstwo Polityki Socjalnej Ukrainy jest w trakcie przygotowań specjalnej instytucji, odnoszącej się do służby wojskowej i uczęstnictwa wielu ukraińskich mężczyzn w działaniach zbrojnych na wschodzie kraju. Jedną z głównych funkcji organu powinno być rozwiązanie kwestii statusu uczestnika działań bojowych, którzy znajdują się w strefie operacji antyterrorystycznej, wykonując rozkazy. Dla uzyskania leczenia na koszt publiczny dla mężczyzn, którzy zostali zmobilizowani jeszcze wiosną i doznali obrażeń, należy udowodnić swoją obecność na froncie, co nie jest wcale łatwym zadaniem. Widać wyraźnie, że Ukraina była zupełnie nieprzygotowana do wojny.

I kto wie, jak by to było, gdyby nie wolontariusze, którzy ochoczo pomagają żołnierzom ukraińskiej armii. Do strefy operacji antyterrorystycznej Ukraińcy przekazują dosłownie wszystko – od talizmanów i rysunków, wykonanych przez dzieci, a mających przynieść szczęście, aż do jedzenia i amunicji. Należy wyraźnie wskazać, że tak powszechnego i masowego zjednoczenia Ukraińców wokół jednej sprawy, wobec jeszcze nie do końca rozwiniętego społeczeństwa obywatelskiego z siecią dobrze funkcjonujących organizacji i instytucji, na Ukrainie nie było być może jeszcze nigdy.

W świetle wydarzeń ostatnich sześciu miesięcy i codziennych wiadomości dochodzących z frontu warto przywołać oświadczenie Ministra Obrony Ukrainy Walerija Geleteja, w którym zastanawia się czy warto przywrócić status jądrowy Ukrainy. Walizka z czerwonym przyciskiem być może umożliwi Ukrainie osiągnięcie choć minimalnej gwarancji własnego bezpieczeństwa.

Rosja rozpoczęła agresywną wojnę rękami swoich żołnierzy. Ale czy tak naprawdę dba o nich? Ukraińscy polegli żołnierze grzebani są jako prawdziwi bohaterowie, co potwierdzają okrzyki: „bohaterowie”, „sława”, „bohaterowie nie umierają”. Rosyjscy sołdaci są chowani bez rozgłosu, po cichu, a Kreml podnosi, że żołnierze podczas wakacji z własnej chęci jadą do Donbasu. Co gorsza, przerażające jest to, że chowają ich bez nazwisk, a tylko ponumerowanych, niekiedy poddając zwłoki kremacji w mobilnych krematoriach, zlokalizowanych w pobliżu granicy ukraińsko-rosyjskiej. Wszystko to dzieje się, żeby zmniejszyć ilość sławetnego „ładunku 200” oraz zaniepokojenia, a być może i wzburzenia zdezorientowanych obywateli rosyjskich. Rosjanie „chowają” martwych żołnierzy w sensie dosłownym i przenośnym.
Kto zatem może powiedzieć, że „to nie jest nasza wojna”? I kto w końcu będzie miał rację?

Tymczasowo „nie-Ukraińska” Republika Autonomiczna. Rzut oka na Krym

Społeczność międzynarodowa, jak i sam Kijów koncentrują swoją uwage na wschodniej Ukrainie, co starają się wykorzystać rosyjskie władze lokalne na Krymie, próbując pobudzić swoją gospodarkę, jednocześnie nie respektując praw ludności rdzennej półwyspu. Sytuację tę wzmocniło wezwanie rdzennej ludności krymskiej – Tatarów Krymskich – do zbojkotowania wyborów 14 września do rosyjskiej Dumy Państwowej (co zresztą poparło także ukraińskie Ministerstwa Spraw Zagranicznych). Nagminnie dokonywane są rewizje i przeszukania w prywatnych mieszkaniach członków krymsko-tatarskiego medżlisu. Budynek samego medżlisu został również przetrzebiony pod pretekstem szukania zakazanej literatury fundamentalistów islamskich – to naprawdę nic innego, jak tylko odwet na Tatarach za bojkot wyborów oraz jasne, pro-ukraińskie stanowisko. Należy również zauważyć, że Krym cierpi z tak prozaicznych powodów jak brak jedzenia, czy innych środków codziennego użytku. Kreml głośno podnosił, że może zapewnić „swojemu” Krymowi wszystko, co półwysep potrzebuje…

„Niebiesko-żółta Ukraina” lub sztuczni wrogowie i różnice cywilizacyjne

W tej beczce dziegciu jest jednak łyżka miodu. To rodzący się patriotyczny zapał, który raduje serca, a który objawia się na wielu mostach, bramach, słupach, ławkach – wszystkich malowanych w kolorach ukraińskiej flagi. Przy wjeździe do każdego większego miasta, ale i mniejszych miejscowości widać z daleka ich niebiesko-żółte nazwy, napisane wielkimi literami. Przypomnijmy, że moda by właśnie w taki sposób oznaczać wjazdy do miasta narodziła się jeszcze w ZSRR, ale przyozdabianie liter niebiesko-żółtą barwą – to „zasługa” Putina.

Paradoksalnie, ale to sam Władimir Putin jest „winny” ukraińskiego narodowo-patriotycznego przebudzenia, zjednoczenia narodu w obliczu wspólnego wroga. Nie jesteśmy już tylko grupą etniczną – jesteśmy narodem politycznym, nawet jeśli tylko na etapie tworzenia. Nic tak nie jednoczy ludzi – co wskazywał Machiavelli – jak walka i zwycięstwo nad wspólnym wrogiem.

Teza ta nawet bardziej, niż kiedykolwiek, jest aktualna także dla współczesnej Rosji. Putin musiał zjednoczyć naród wobec wroga, wroga zewnętrznego, tworząc jego przeróżne miraże i oblicza, a przede wszystkim sztucznego i nieistniejącego w rzeczywistości. I wróg ten pojawił się również w celu odwrócenia uwagi zwykłych Rosjan od rosyjskich problemów wewnętrznych.

Należy jednak pamiętać, że konflikty cywilizacyjne nie powinny być leczone poprzez wojny. Sam konflikt widziany był natomiast gołym okiem. Co jednak istotne uwypuklenia, „rosyjski świat”, w który tak gorąco wierzą i wspierają Rosjanie – to nie jest nasz świat. Nawet prawosławie jako jeden z fundamentów Ukraińców i Rosjan nie jest identyczne w tych obu państwach. Ukraińska cerkiew, w przeciwieństwie do rosyjskiej, nie jest powiązana z polityką. Ostatnimi czasy, dzięki widocznej mobilizacji parafian, coraz więcej ukraińskich wsi przechodzi spod zarządzania moskiewskiego patriarchatu pod kierownictwo kijowskiego. W tym kontekście nie może zaskakiwać, że opór mobilizacji w niektórych regionach Ukrainy jest podgrzewany przez cerkiewnych urzędników rosyjskiego patriarchatu. Stosowane są różne sztuczki i machinacje – na Ukrainie pojawiła się niedawno sekta satanistyczna, podlegająca podobnej organizacji w Rosji, mimo, iż takie działania są zabronione przez prawo naszego kraju. Rozgłos o działalności sekty natychmiast wykorzystały rosyjskie media, próbując stworzyć na Ukrainie antyprawosławną organizację, tylko po to, aby „znaleźć” jeszcze jeden powód dla inwazji na Ukrainę – ochronę ludności prawosławnej.

A dalej – jasna przyszłość

W obecnej sytuacji ta władza Ukrainy, która będzie w stanie poradzić sobie z propagandą rosyjską (wojną informacyjną i agresją), i wygrać wojnę o niepodległość i suwerenność dla narodu ukraińskiego, nie tylko przejdzie do historii, ale będzie mieć wszelkie kompetencje do odbudowy państwa, w tym ożywienia ukraińskiej gospodarki. Silny i sprawny rząd powinien dokończyć to, co zaczęło się na kijowskim Majdanie, a co „dzięki” aneksji Krymu i wojnie na wschodzie kraju nie było możliwe do zrealizowania. To przede wszystkim i lustracja ludzi starego reżimu, ale i wprowadzenie całego pakietu reform demokratycznych. Ukraina powinna budować własne państwo na idei demokracji liberalnej, śmiało krocząc na drodze do Europy. W chwili obecnej nie ma innej drogi dla państwa, które chce się rozwijać – to główny powód, dla którego w ostatnich wyborach prezydenckich Petro Poroszenko otrzymał niezwykle wielki, bezprecedensowy na Ukrainie, kredyt zaufania.

Fot. źródło www.rmf24.pl

Autorka jest doktorantką w Katedrze Stosunków Międzynarodowych na Wydziale Historii, Politologii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Narodowego im. Jurija Fedkowycza w Czerniowcach (Ukraina). Przygotowuje rozprawę doktorską na temat „Dyplomacji publicznej jako formy „miękkiej siły” w ukraińsko-polskich relacjach”
 

Reklama