Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Sytuacja Polaków na Litwie nieprędko ulegnie zmianie

Autorzy: 
Martyna Kośka

W artykule „Litwa: kryzys mija, problemy Polaków pozostają”, pisałam o łamaniu praw mniejszości polskiej na Litwie. Najbardziej jaskrawymi przykładami tego rodzaju działań jest niedopuszczanie do używania języka polskiego w urzędach w tych obwodach, w których mieszka wielu Polaków, jak również ograniczanie funkcjonowania polskich szkół i odmowa rejestracji polskich nazwisk w tych sytuacjach, gdy zapis w języku litewskim brzmi inaczej. W tej właśnie sprawie wypowiedział się niedawno Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE).

Urząd w Wilnie odmówił Łukaszowi Pawłowi Wardynowi oraz jego małżonce, Małgorzacie Runiewicz-Wardyn, pochodzącej z Litwy, polskiej pisowni imienia i nazwiska. Uznali oni to za przejaw dyskryminacji i złożyli wniosek o rozpatrzenie sprawy przez sąd w Wilnie. Ten z kolei zwrócił się z prośba o interpretację do TSUE, który miał ustalić, czy odmowa polskiego zapisu imion i nazwisk nie stanowi naruszenia prawa unijnego. Urzędy litewskie od początku stały na stanowisku, iż to władze Litwy są władne ustalać sposób zapisu nazw własnych na obszarze kraju.

Orzeczenie Trybunału nie jest korzystne dla Polaków. Uznał on, iż odmowa polskiej pisowni imion i nazwisk przez urzędy na Litwie nie stanowi ograniczenia swobód, które przyznaje obywatelom prawo unijne. Trybunał wskazał dodatkowo, iż w razie, gdyby litewska pisownia imienia i nazwiska miała prowadzić do utrudnień w życiu codziennym, litewski sąd może wyrazić zgodę na polską pisownię. Wydane orzeczenie nie ułatwi zadania polskim organizacjom, które walczą z przejawami dyskryminacji obywateli przez urzędy i instytucje litewskie. Nie oznacza to jednak złożenie przez nie broni.

Szkolnictwo pod ostrzałem

Nie widać końca batalii o utrzymanie polskiego szkolnictwa. 17 marca 2011 roku litewski Sejm głosował nad projektem nowelizacji ustawy o oświacie, który dyskryminuje szkolnictwo mniejszości narodowych, w tym polskiej. Dotychczas ustawa przewidywała, iż nauka w szkołach dzieci polskiej mniejszości odbywa się w języku polskim (wyjątkiem są, co oczywiste, lekcje języka litewskiego). Nowelizacja ustawy przewiduje zupełne odejście od tych zapisów. Zwiększa ona liczbę godzin nauczanych w języku litewskim, co upodobni szkoły mniejszości do tych typowo litewskich. Zakłada również wprowadzenie ujednoliconego egzaminu maturalnego w obu typach szkół. Zgodnie z przepisami znowelizowanej ustawy, w małych miejscowościach zamykane będą szkoły mniejszości narodowych, a ich obowiązki przejmą szkoły litewskie, co nazwane zostało „optymalizacją sieci szkół”. Mniejszość polska zebrała ponad 60 tysięcy podpisów przeciw tym godzącym w jej prawa zmianom. Zostały one przekazane przedstawicielom najwyższych władz. W liście otwartym czytamy m.in.: „„Jesteśmy przekonani, że przyjęcie obecnego projektu nowej ustawy doprowadzi do zlikwidowania polskiego szkolnictwa na Litwie oraz przymusowej asymilacji litewskich Polaków i utraty ich tożsamości narodowej i kulturowej”.

Przeciwnicy nowego porządku obawiają sir przymusowej asymilacji Polaków. Po ich stronie opowiedziały się polskie władze. Marcowa rozmowa ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego z ambasadorem Litwy, Loretą Zakarevičienė, nie przyniosła żadnego rezultatu, podobnie jak oświadczenia wydane przez MSZ. Minister oświaty i nauki Litwy Gintaras Steponavičius oświadczył, iż jego resort „jest gotowy w języku argumentów z całą odpowiedzialnością obronić przyjętych decyzji”. Co więcej, minister kilkakrotnie w mediach powtarzał, iż ustawa w zakresie swych najbardziej kontrowersyjnych postanowień wzorowana jest na polskich rozwiązaniach, toteż prowadzi do ujednolicenia sytuacji polskiej oświaty na Litwie i litewskiej w Polsce. Nie można się z tym zgodzić. Szkoły mniejszości litewskiej działają w Polsce bez zakłóceń i swobodnie realizują swoja podstawę programową, maturzyści na egzaminie dojrzałości mogą wybrać arkusz z językiem litewskim. „Użyto tego argumentu (o rzekomym ujednolicaniu sytuacji oświatowej w obu państwach – przyp. red.) wybiórczo, nie wspominając o funkcjonującym w Polsce uprzywilejowaniu szkół mniejszości, przekładającym się m. in. na znacznie wyższy poziom ich finansowania, niższe normy kompletowania klas i bezpłatne podręczniki oraz o obligatoryjnym egzaminie z języka ojczystego, który młodzi Litwini w Polsce zdają na maturze, a także o nauczaniu historii i geografii Litwy, jako odrębnych przedmiotów, wykładanych w języku ojczystym” – czytamy w oświadczeniu polskiego MSZ.

Zbyt wiele incydentów

Oliwy do ognia dolało nadawane w telewizji LNK reality show „Kocham Litwę”, którego uczestnicy w sposób demonstracyjny zerwali tabliczkę z polską nazwą w miejscowości w rejonie solecznickim. Sponsorami programu były przedstawicielstwa polskich firm ( Reserved i PZU). Ejszyszki, w których przykry incydent miał miejsce, to miejscowość zamieszkana w 90% przez ludność pochodzenia polskiego. Producenci programu zaprzeczyli, jakoby miał on obrażać uczucia Polaków. W oświadczeniu napisali, że zerwana tablica była stara i tak czy inaczej powinna zostać wymieniona, a w związku z brakiem przyjęcia przez litewski parlament ustawy dotyczącej podwójnego nazewnictwa, tablica z polskim napisem i tak nie miała dłużej racji bytu.

30 czerwca 2011 roku, a więc w dniu, w którym do Wilna przyjechać miał Radosław Sikorski, ta sama stacja zapowiedziała emisję programu „A gdyby tak Litwin wystrzelał cała polską wieś”. Program odwołuje się do wydarzeń sprzed 13 lat, gdy Polak, Leonard Zawistonowicz, zastrzelił swoich 8 sąsiadów. Autorzy filmu próbują dowieść, że było to zabójstwo na tle narodowościowym, a nie podyktowane zaburzeniami psychicznymi, jak stwierdzili biegli sądowi. „Jesteśmy mocno zaniepokojeni tą publikacją i zapowiedzią programu. Jest to bardzo dziwaczny i daleki od przyjaźni krok w dniu, w którym minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski będzie w Wilnie” - skomentował rzecznik MSZ Marcin Bosacki. W związku z zapowiedzią emisji programu ambasador RP na Litwie Janusz Skolimowski spotkał się w środę z wiceministrem spraw zagranicznych Litwy, Egidijusem Meilunasem i przekazał mu zaniepokojenie polskich władz.

Nie ma wątpliwości, że Polacy na Litwie będą walczyć o polskie szkoły, gdyż szkoła jest ostoją polskości i jednym z ostatnich miejsc, w których można, a przynajmniej można było, pielęgnować kulturę i tradycję w poszanowaniu dla kultury litewskiej. Niech wyrazem wiary Polaków w zwycięstwo w priorytetowej sprawie będą słowa posła Akcji Wyborczej Polaków na Litwie Jarosława Narkiewicza, wypowiedziane po głosowaniu nad ustawą: „Tym, którzy twierdzą, iż załatwiliśmy Polaków w Kownie, załatwimy i na Wileńszczyźnie, powiem: nie złamał nas carat, nie złamała okupacja niemiecka, rusyfikacja komunistyczna, ani emigracja zarobkowa, to i teraz przetrwamy”.
 

Reklama