Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Stosunki polsko - ukraińskie w nowej Europie. Rozmowa z Prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim

Autorzy: 
Dr Piotr Kuspys

W tym roku mija dwudziesta rocznica ogłoszenia przez Ukrainę niepodległości. Czy Ukraina sobie poradziła z nowymi wyzwaniami? Jak wpłynęło to na stosunki polsko-ukraińskie? Co będzie dalej z europejskimi aspiracjami Kijowa? Na te i inne tematy rozmawia z Dr Piotrem Kuspysiem Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski.

SM: Panie Prezydencie, czy pamięta Pan ten okres, gdy w 1991 roku Ukraina przyjęła Akt Niepodległości?

Aleksander Kwaśniewski: Tak. Pamiętam.

SM: Był to pewien proces, który formalnie rozpoczął się w grudniu od referendum…

Aleksander Kwaśniewski: Warto zacząć właśnie od referendum. Jego wynik, to, że Ukraińcy w tak zdecydowany sposób opowiedzieli się za swoją niepodległością, było ogromnym zaskoczeniem dla istniejącego wówczas Związku Radzieckiego, jak i dla Europy. Nie wiem, czy nie stało się to ogromną niespodzianką również dla elit ukraińskich. Później konsekwencją tego referendum była deklaracja niepodległości i fakt, że Polska jako pierwszy kraj na świecie, który uznał niepodległą Ukrainę. Wydaje mi się, że to w dużej mierze określiło na kolejne dekady polską politykę wobec Ukrainy, jako aktywną i bardzo sprzyjającą aspiracjom ukraińskim.
Wydarzenia w 1991 roku mają ogromne znaczeniu historyczne, i gdy będziemy pisać książkę o historii Europy, to zarówno referendum ukraińskie, jak i deklaracja niepodległości zostaną oznaczone jako niezwykle znaczące, gdyż zmieniły architekturę geopolityczną Europy i zapisały na mapie Europy ważne europejskie państwo z 50 mln. mieszkańców.

SM: Wkrótce po uzyskaniu przez Ukrainę suwerenności formalnie rozpadł się Związek Radziecki. Czy miał Pan obawy, że to, co się działo wówczas na Wschodzie, mogło w jakiś sposób zaszkodzić Polsce?

Aleksander Kwaśniewski: W tamtym okresie oczywiście były duże obawy. Było dużo niewiadomych. Ten proces dokonywał się na naszych oczach. Pamiętajmy, że rozpoczął się w 1989 roku od wyzwalania się od wpływów radzieckich całej Europy Środkowo-Wschodniej. Później były protesty i walka o suwerenność w krajach bałtyckich, następnie dołączyła do tego procesu wielka Ukraina. To budziło wiele pytań, wiele wątpliwości, niepokojów. Proszę pamiętać, że w tamtym okresie w Polsce i w innych krajach Europy Środkowej wciąż stacjonowały wojska radzieckie. To wszystko nie było proste. Wydawało się nam, że proces jest nieodwracalny. Nawet w okresie puczu Janajewa było jasne, że proces jest nieodwracalny i klęska tego puczu mało kogo zaskoczyła. Sprawy zaszły za daleko, żeby taką metodą militarną, policyjną można było odwrócić bieg historii. Poza tym Polska już wtedy była po wyborach demokratycznych. Mieliśmy demokratycznie wybranego prezydenta, mieliśmy liczne partie polityczne w parlamencie. Ta droga w przypadku Polski była całkowicie już przesądzona. Natomiast, oczywiście, spodziewałem się, jak wielu ludzi w Polsce, że ten proces wyzwalania się dawnych krajów radzieckich może uwolnić różnego rodzaju demony, może kosztować wiele ofiar, co zresztą w niektórych sytuacjach miało miejsce.
Proszę pamiętać o tym, co w Polsce było ważne, może nawet silniejsze, niż w innych krajach bloku radzieckiego, a mianowicie szeroka zgodność polityczna wobec wolności, demokracji i wpisywania się Polski w struktury europejskie. Nie było istotnych ugrupowań politycznych, które by kwestionowały tę drogę.

SM: Gdy Związek Radziecki przestał istnieć, dwa niepodległe państwa - Polska i Ukraina – zaczęły aktywną współpracę dwustronną. Jakie wydarzenia lub okres – Pana zdaniem – należą do najtrudniejszych w stosunkach polsko-ukraińskich po roku 1991?

Aleksander Kwaśniewski: Możemy powiedzieć, że mamy dwa zjawiska, z których jedno, jest bardzo pozytywne i konsekwentne zarówno po stronie polskiej, jak i ukraińskiej. Stosunki polsko-ukraińskie są traktowane jako niezwykle ważne, wręcz priorytetowe. Tak było za czasów Leonida Kuczmy, Wiktora Juszczenki, tak jest obecnie za Wiktora Janukowycza. W Polsce tak było podczas mojej dziesięcioletniej prezydentury i za czasów Lecha Kaczyńskiego. W dużej mierze tę politykę kontynuuję obecnie Bronisław Komorowski. Mamy wysoki poziom kontaktów politycznych, dużą aktywność i wzajemną otwartość. Niezmiennie od kilkunastu lat, w tym od siedmiu lat, gdy Polska jest członkiem Unii Europejskiej, jesteśmy adwokatami zbliżenia Ukrainy z UE. Chcielibyśmy, żeby kiedyś Ukraina stała się członkiem Unii Europejskiej. Myślę, że polska prezydencja w Unii Europejskiej w tych dniach może być ważna ze względu na trwające negocjacje w sprawie umowy stowarzyszeniowej między Ukrainą i Unią Europejską, oraz umowy o wolnym handlu. Gdyby się udało osiągnąć to podczas polskiej prezydencji, nastąpiłby przełom. Otworzyliśmy granice; mnóstwo ludzi z Ukrainy przebywa w Polsce. Jest współpraca na poziomie miast, między uczelniami.
Jeśli chodzi o trudniejsze momenty, było ich kilka. Był bardzo trudny okres, gdy Ukraina potrzebowała wsparcia w związku z oskarżeniami w sprawie Gongadze, czy też słynną „Kolczugą”, co okazało się nieprawdą. Wtedy ja musiałem przyjąć na siebie rolę lidera europejskiego, który nie zmniejszył swojego zaufania do władz ukraińskich, do prezydenta Leonida Kuczmy. Pamiętam trudny szczyt NATO Partnerstwa dla Pokoju w Pradze, podczas którego musiałem bardzo zaangażować się w to, aby Zachód nie zmienił swojego podejścia do Ukrainy. To było na pewno trudne.

Drugi trudny moment, to realizacja deklaracji o pojednaniu naszych narodów, którą podpisaliśmy na Uniwersytecie Kijowskim z Leonidem Kuczmą, a częścią tej deklaracji było przygotowanie obchodów rocznicy zbrodni wołyńskiej. To są te wydarzenia historyczne, który niezwykle podzieliły Polaków i Ukraińców, i kosztowały życie kilkuset tysięcy ludzi po obu stronach. Ciągle ta liczba nie jest dokładna, ale mówi się o 200 tys. ofiar. Te uroczystości w Pawliwce, w których uczestniczyliśmy z Leonidem Kuczmą, miały istotne znaczenie. Później ten proces pojednania był kontynuowany przez Lecha Kaczyńskiego i Wiktora Juszczenkę, jednak z poważnym zgrzytem, jakim było – w ostatnich dniach prezydentury Juszczenki – mianowanie Bandery bohaterem narodowym. Nie chodzi o to, że uznano go za bohatera. Zdaję sobie sprawę, że postać Bandery zawsze będzie dzieliła Polaków i Ukraińców. Inaczej mogą patrzeć na niego Ukraińcy, a inaczej Polacy. Natomiast sposób, w jaki to zrobił Prezydent Juszczenko, wydawał się być bardzo nieodpowiedzialnym – w ostatniej chwili, bez poważniejszej dyskusji, jaka powinna być między Polską a Ukrainą. Proces pojednania, który ma swoje kolejne etapy, na pewno jest taką istotną trudnością. Dzisiaj bym powiedział, że trudnością jest negocjowanie umowy stowarzyszeniowej i ten moment, w którym jesteśmy – zmniejszenie zaufania do Ukrainy w związku z niejasnością wokół sprawy Julii Tymoszenko, poważną krytyką stanu państwa prawa na Ukrainie, niezawisłości sądów, walki z korupcją. W tym wypadku znowu mam ważne zadanie, aby przekonać naszych europejskich partnerów, a jednocześnie Ukraińców, do zmian, żeby w tym procesie negocjacyjnym Ukraina była wiarogodna.

Myślę, że również gospodarczo można było osiągnąć więcej. Bariery biurokratyczne i korupcja są poważnym problemem dla zwiększenia zaangażowania polskich inwestorów na Ukrainie. Także brak zwrotu podatku VAT, to stały temat, który się pojawia przez te ostatnie lata i ciągle nie jest rozwiązany. W każdym bądź razie lista trudnych spraw jest spora. Jednak gdybyśmy zrobili bilans pozytywnych i negatywnych spraw, to na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat w relacjach polsko-ukraińskich jest więcej pozytywów. Jest to okres wyjątkowy, bardzo owocny i obiecujący.

SM: Wspomniał Pan o Unii Europejskiej. Z uwagi na swoje doświadczenie i kompetencje jest Pan najbardziej zorientowanym politykiem w Polsce i w Europie, jeśli chodzi o sprawy ukraińskie. Czy Pana zdaniem są szanse, aby Ukraina dołączyła do Unii Europejskiej już w najbliższych latach? Czy jest to w ogóle możliwe, biorąc pod uwagę wahanie się Kijowa między Unią Europejską a Unią Celną Rosji, Białorusi i Kazachstan?

Aleksander Kwaśniewski: Po pierwsze, decyzja o tym, gdzie będzie Ukraina, musi być podjęta na Ukrainie. To nie jest decyzja, która może być podjęta gdziekolwiek indziej. Ja wierzę, że ogromna większość Ukraińców jest zainteresowana tym, aby włączyć Ukrainę do krwiobiegu europejskiego, mówiąc wprost – żeby Ukraina była członkiem Unii Europejskiej. Nie wiem, czy to będzie za kilka czy za kilkanaście lat, ale wciąż jest to wyobrażalna perspektywa. Myślę, że Ukraina – z punktu widzenia koncepcji Europy – jest naturalnym partnerem: ma europejskie korzenia, jest częścią europejskiej kultury, tradycji, historii. Natomiast jeśli chodzi o Unię Celną z Rosją, o co pan pytał, jest to kwestia decyzji podjętej w Kijowie. Gdybym ja dzisiaj był liderem Ukrainy, zadałbym sobie następujące pytanie: jeżeli trafnie definiujemy potrzeby Ukrainy, uznając, że największą potrzebą jest modernizacja gospodarcza i społeczna, kontynuowanie budowy społeczeństwa obywatelskiego, budowanie państwa prawa, utworzenie nowoczesnego państwa zgodnie ze standardami, jakie obowiązują w świecie współczesnym, to oferta, którą ma Ukraina ze strony Unii Europejskiej, jest nieporównywalna z tym, co może zaproponować Unia Celna Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Wejście do Unii Celnej oznacza dla Ukrainy podzielenie się tymi samymi problemami, gdy kraje te, zwłaszcza Białoruś i Rosją, stoją przed takimi samymi wyzwaniami modernizacyjnymi. Natomiast Unia Europejska, ze względu na swoje wielkie doświadczenia, potencjał, środki finansowe, rynek może być partnerem nieporównywalnie bardziej interesującym, bardziej efektywnym i skuteczniejszym. Moja odpowiedź jako lidera ukraińskiego byłaby jasna: trzeba się starać o wejście do Unii Europejskiej. Ten proces nie jest łatwy. Proszę pamiętać, że Polska rozpoczęła negocjowanie umowy o stowarzyszeniu w 1991 roku, a weszliśmy do Unii Europejskiej w 2004 roku. To trwało trzynaście lat. Wówczas nie tylko negocjowaliśmy, ale pracowaliśmy. To był okres wielkich zmian, które dokonały się w polskim prawie, gospodarce, instytucjach państwowych. Ukraina musi wykonać podobną pracę, zadanie domowe w zakresie prawa, wymiaru sprawiedliwości, walki z korupcją. Powinna także doprowadzić do decentralizacji państwa – stworzyć skuteczne mechanizmy dla lokalnej społeczności. Ukraińcy mają przed sobą wiele pracy. Na końcu jest wejście do Unii Europejskiej, i to będzie dla Ukrainy najlepsze rozwiązanie, jakie można sobie wyobrazić. Polska jest tego doskonałym dowodem. Nasze wejście do Unii Europejskiej przyniosło dużo korzyści i niewiele kłopotów, nawet jeśli teraz mówi się o kryzysie gospodarczym w Unii Europejskiej.

SM: Czego Pan życzy Ukrainie w jej dwudziestą rocznicę niepodległości?

Aleksander Kwaśniewski: Życzę, aby te kolejne dekady były wykorzystaniem tej wielkiej szansy, która się pojawiła dwadzieścia lat temu. Proszę pamiętać, że Ukraina nie miała szczęścia do swojej państwowości. W nowoczesnych dziejach, po pierwszej wojnie światowej, cieszyła się niepodległością zaledwie kilka miesięcy, a teraz mamy dwadzieścia lat niepodległości. Mamy rosnącą – w moim przekonaniu – tożsamość ukraińską. Mamy coraz więcej wielkich postaci, które na świece są kojarzone z Ukrainą. Mówię o ludziach kultury, sportu, chociażby o braciach Kliczko. Ukraina będzie mogła zaprezentować się na arenie międzynarodowej jako współorganizator EURO 2012, co jest ogromną promocją, odkryciem Ukrainy dla świata. Dla nas Polaków Ukraina jest krajem znanym i lubianym, natomiast dla Portugalczyków czy Hiszpanów jest to wciąż bardzo odległy ląd. Te kolejne lata Ukraina powinna wykorzystać do umacniania niepodległości, państwa i pozycji Ukrainy w świecie, czego należy dokonać poprzez akcesję do Unii Europejskiej. Dla samych Ukraińców powinno to oznaczać więcej bezpieczeństwa, więcej stabilności, więcej zamożności i otwarte granice, otwarty świat. Tego z całego serca moim ukraińskim przyjaciołom życzę.

SM: Dziękuję za rozmowę.
 

Reklama