Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Sierpniowi Straceńcy

Działy Artykułu: 
Autorzy: 
Tomasz Badowski

Jutro mija kolejna rocznica wybuchu Powstania w Warszawie. Z roku na roku coraz bardziej celebrowana i nadająca Powstaniu coraz większego znaczenia dla niepodległości Polski. W czwartek po raz kolejny będziemy śpiewać pełni dumy „Warszawskie dzieci pójdziemy w bój…”, kolejni eksperci i patrioci będą przekonywali jak wielkie znaczenie miała ofiara setek tysięcy młodych warszawiaków dla walki o niepodległość i wolność naszej Ojczyzny w sierpniu 1944. Walki z góry skazanej na przegraną, ale jakże pięknie wpisującej się w nasz XIX- romantyczny „polski” styl pojmowania patriotyzmu. Chwyćmy za broń, idźmy na barykady i jakoś to będzie. Najwyżej pięknie umrzemy i będą o nas śpiewać pieśni poeci.

Po raz kolejny, rocznica wybuchu Powstania w Warszawie stanie się okazją do celebrowania ofiarnej i bezsensownej daniny krwi tysięcy młodych ludzi którzy poszli w bój, zamiast do zadumy nad celowością i sensem podejmowanych ówcześnie decyzji. 1 sierpnia -zaraz po zapaleniu zniczy na grobach tysięcy ofiar Powstania - powinien stać się punktem wyjścia do dyskusji nad jego celowością oraz analizą błędów jakie popełnili ówcześni decydenci.

I to nie w celu potępiania tych, którzy dali bezpośredni rozkaz swoim podwładnym z konspiracyjnych batalionów do walki 1 sierpnia ( notabene o bezsensownej godzinie 17.00, kiedy Niemcy przez cały dzień mogli się zorientować, że coś się szykuje) ani tym bardziej Tych, którzy ufając swoim dowódcom szczerze wierzyli, że walczą o wolną Polskę, tylko aby na podstawie błędnych decyzji ówczesnych przywódców polskiego państwa podziemnego wyciągnąć odpowiednie wnioski na przyszłość. Tak aby nie popełnić po raz drugi podobnych błędów. 

O tym, że Powstanie w Warszawie a także cały plan „Burza” jest skazany na porażkę była wiadomo już po konferencji w Teheranie w 1943, kiedy nasi sojusznicy za cenę sojuszu z sowietami zgodzili się de facto oddać kontrolę nad polskimi ziemiami Stalinowi. Zaiste dziwnym jest zatem fakt wydania rozkazu do walki w Warszawie, w sytuacji kiedy zarówno legendarny Kurier z Warszawy Jan Nowak-Jeziorański składa regularnie raporty – ostatnie jeszcze w lipcu 1944 r. o tym, że Londyn i Waszyngton oddał Polskę Stalinowi i że ani Roosvelt ani Churchill, nie będą z tego powodu ryzykowali konfliktu z Sowietami, jak również meldunki oddziałów Armii Krajowej z Kresów, które przystąpiły do Akcji Burza, mówiące o tym, że Sowieci -dyplomatycznie mówiąc- nie byli skłoni do współpracy z Armia Krajową w walce z niemieckim okupantem. Jak w tej sytuacji dowództwo Okręgu Warszawskiego AK i przedstawiciele Delegatury Rządu na Kraj, mogli się łudzić, że wybuch Powstania w Warszawie mógłby cokolwiek zmienić w ówczesnej sytuacji geopolitycznej Polski?

Niestety w Sierpniu 1944 karty były już rozdane, sprawa Polska po śmierci Generała Sikorskiego w Gibraltarze nie była już w żaden sposób brana pod uwagę, a polskim wkładem, którzy stanowił 4-tą pod względem liczebności (większą od armii francuskiej) amię w walce z Niemcami, nikt już w 1944 wśród naszych anglosaskich „sojuszników” się nie liczył. 

19 lat temu, 50 rocznicę wybuchu Powstania w Warszawie warszawskie drużyny harcerskie obchodziły w zupełnie innej formie. W ciszy, zadumie, szacunku. Nie było tego całego medialnego szumu i aż takiego, czasami można by pomyśleć „świętowania” na siłę. Aby więcej, aby mocniej, aby głośniej. Jakbyśmy wygrali to Powstanie i dzięki niemu zmienili bieg historii. Niestety wiemy, że wbrew temu w co wierzyli m.in. moi dziadkowie ich walko okazała się z góry skazaną na przegraną. Wiadomo to było także w 1944, o czym m.in. informował Generał Anders, nazywając wybuch Powstania w Warszawie wielkim błędem. 

Pamiętając o ofiarnej walce warszawskich powstańców nie możemy zapominać, że poszli oni w bój na podstawie błędnych i opartych na naiwnych przesłankach rozkazów ówczesnych przywódców państwa podziemnego. I dlatego właśnie zamiast celebrować kolejny w polskiej historii jakże heroiczny i piękny ale przegrany zryw do walki o nasze prawa, powinniśmy dzisiaj, 69 lat po tamtej hekatombie, zacząć dyskutować i przede wszystkim analizować błędy popełnione przez przywódców polski podziemnej i rządu w Londynie. Po to aby wyciągnąć lekcje z historii i aby w przyszłości stare polskie przysłowie „ Mądry Polak po szkodzie” przestało być aktualne. 

Jak na razie z każdym rokiem te nasze polskie „szkody” i porażki wynosimy na ołtarze, a sukcesów się wstydzimy. Dlaczego świętujmy wybuch przegranego Powstania w Warszawie na skale prawie ogólnopolską a obchody pokonania bolszewików w bitwie Warszawskiej (18 bitwa w dziejach świata) jest obchodzona jako aż ale i tylko Święto Wojska Polskiego a nie jako zwycięstwo Polski i Polaków nad zagrożeniem dla całej Europy? Zaiste trudno również zrozumieć, dlaczego obchody przegranego Powstania Warszawskiego, swoją skalą przyćmiewają obchody jedynego w pełni zwycięskiego powstania w naszej historii, jakim było Powstanie Wielkopolskie. 

Na przykładzie 1 sierpnia, daty jak by nie było tragicznej dla Polski a dla Warszawy szczególnie - ponad 200 tysięcy zabitych, stolica kraju obrócona w ruinę - widać jak w soczewce jak ostatnie co najmniej 19 lat skrzywiło nasze spojrzenie na to wydarzenie. Najpierw przez 45 lat komuna zakazywała oficjalnych obchodów tego pamiętnego dla wielu warszawiaków dnia. Z powodów oczywistych. Po co „świętować” straceńczy zryw wymierzony w planowaną nową okupację. W wolnej Polsce niestety mówiąc językiem młodzieżowym przegieliśmy w druga stroną. 

Podczas upamiętnienia heroicznej walki dziesiątek tysięcy młodych ludzi z Armii Krajowej oraz ofiary setek tysięcy cywilnych mieszkańców stolicy, nie możemy zapominać że samo Powstanie było całkowitym nieporozumieniem pod względem strategii i walki o nasze interesy narodowe. Owszem, ktoś może zarzucić, że łatwo oceniać Powstanie z perspektywy czasu wiedząc jak potoczyła się dalej historia. Jednakże już wtedy w lipcu 1944, ówcześni przywódcy mieli wiedzę na temat przyszłej sytuacji geopolitycznej Polski. Czy w związku z tym decyzja o rozpoczęciu walk w Warszawie, była ostatnim aktem rozpaczy i niezgody na ustalenia jakie zawarli ze Stalinem nasi Sojusznicy? Nawet jeśli tym się kierowali przywódcy państwa podziemnego, to świadczy to tym bardziej na ich niekorzyść. Świadczy to o tym, że polscy przywódcy nie mieli żadnego pojęcia o zasadach polityki międzynarodowej. Zasadach w których liczą się tylko twarde interesy i własny interes narodowy. Dlaczego Anglicy czy Amerykanie mieliby ryzykować otwarty konflikt ze Stalinem, którego Armia Czerwona skutecznie wykrwawiała Niemców na froncie wschodnim na rzecz Polaków? Nie oszukujmy się, od czasów konferencji w Teheranie Polacy nie byli już potrzebni Aliantom w pokonaniu Hitlera. I chociaż zabrzmi to obrazoburczo, staliśmy się już tylko pionkiem w grze wielkich mocarstw ustalających nowy powojenny porządek świata. I wybuch Powstania w jakiejś tam z Warszawie nie mógł w żaden sposób zmienić planów Wielkiej Trójki. 

W przeciwieństwie do Francuzów, którzy różnymi zakulisowymi działaniami, doprowadzili do tego że zostali czwarta siłą okupacyjną Niemiec, polscy przywódcy zamiast myśleć w kategoriach polskiej racji stanu i zachowaniu biologicznej tkanki narodu postanowili po raz kolejny złożyć ofiarę krwi z setek tysięcy bohaterskich młodych ludzi. Przypomnijmy, ludzi którzy stanowili elitę naszego społeczeństwa. Można tylko domniemywać, czy gdyby wszyscy Oni przeżyli a Warszawa nie leżała w gruzach wprowadzanie władzy ludowej w Polsce odbywałoby się równie łatwo i czy komunizm w Polsce wyglądałby tak samo? A może rację ma Piotr Zychowicz, stawiający tezę że Dowódcy Armii Krajowej wydając rozkaz do rozpoczęcia walk tak naprawdę nieświadomie stali się sojusznikami Stalina, ułatwiając mu pozbycie się w straceńczej walce na barykadach najbardziej patriotycznie nastawionej części polskiego społeczeństwa?
Faktem bezdyskusyjnym, pozostaje jednak konieczność oddania hołdu Tym, którzy 69 lat temu chwycili za broń na ulicach Warszawy wierząc że walczą o Polskę jaką znali z sprzed wojny. 

Dlatego zatrzymajmy się na minutę 1 sierpnia o 17, aby w zastanowić się nad ich tragedią oraz sensem walki którą podjęli.
 

Reklama