Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Reprodukcja dyskursu kolonialnego w kontekście retoryki praw człowieka? Uwagi na kanwie »Orientalizmu« Edwarda Saida

Autorzy: 
Przemysław Brzuszczak

Przyjmijmy za Wiktorem Osiatyńskim, iż być może „najpoważniejsze […] wyzwanie wiąże się z uniwersalizmem praw człowieka. Coraz częściej rozlegają się zarzuty, że prawa człowieka zostały narzucone światu przez Zachód wbrew tradycjom i wartościom innych kultur. Zarzut ten należy potraktować poważnie, zwłaszcza w obliczu sporów między Zachodem a światem islamu”[1]. W tym kontekście należałoby sięgnąć po pracę, bez której akademickie spekulacje wydają się najzwyczajniej uboższe. Mowa rzecz jasna o „Orientalizmie” Edwarda Saida, stanowiącym dla tego rodzaju rozważań punkt wyjścia czy zaczepienia.

Opracowanie Saida ma charakter unidyscyplinarny czy postdyscyplinarny, wymykający się prostym kategoryzacjom, a dla tezy postawionej na początku tego krótkiego eseju (czy raczej jego próby) nabiera znaczenia wręcz kardynalnego. Siłą rzeczy – wokół tak obszernie dyskutowanej pozycji narosło wiele mitów, symplifikacji, fałszerstw intelektualnych. Także sam autor „Orientalizmu” nie uniknął prostych kategoryzacji dokonywanych zarówno przez jego apologetów, jak i zaciekłych wrogów. Zdaje się – te właśnie binarności poniekąd sprawiły, że Said – zrazu szerzej nieznany teoretyk literatury – urósł do rangi jednej z najważniejszych postaci „stulecia intelektualistów”. Innymi słowy – jego prace, dalekie od specjalistycznych spekulacji, za sprawą śmiałych i całościowych tez, „nadawały sens złożonemu światu”[2]. Chciałbym zająć się pokrótce dwiema cliches, jakie pojawiły się wokół osoby Saida. Idzie o jego stosunek do praw człowieka (i ich uniwersalizacji) oraz pogląd dotyczący przemocy politycznej. Obie te abstrakcje bywają współzależne – jedna służy ideowemu uzasadnieniu pewnych racji, druga z kolei pozwala niekiedy na aplikację tej pierwszej w praktyce, innym razem stanowi zaprzeczenie istoty praw i wolności.

Na lata 70. XX w. przypada dyplomatyczna kampania na rzecz praw człowieka zainicjowana przez Jimmy'ego Cartera. Ówczesna „moda” na prawa człowieka niewątpliwie wpływa na pewien ferment intelektualny w postaci pojawienia się interesujących propozycji na rzecz relatywizmu kulturowego oraz – w opozycji doń – w obronie uniwersalizmu niejako zadekretowanego w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Studia postkolonialne, zdaniem wielu zapoczątkowane właśnie pracą Saida z lat 70 XX w.[3], korespondują z pytaniami, na które szukają odpowiedzi badacze kulturowych i cywilizacyjnych aspektów praw człowieka. Trudno zatem o lepszą pracę niż „Orientalizm” jako kanwę dla tych wyimkowych spostrzeżeń. Spór o uniwersalny charakter praw zdominował w postzimnowojennym dwudziestoleciu międzynarodową dyskusję poświęconą problematyce praw człowieka. I choć spośród licznych propozycji intelektualnych na rzecz relatywizmu kulturowego jedyną naprawdę sugestywną była koncepcja „azjatyckich wartości”, wątpliwości wokół uniwersalizmu praw człowieka co rusz przetaczają się przez globalną debatę na temat współczesnego rozumienia suwerenności, ingerencji w kulturę czy tzw. humanitarnej interwencji. Obradująca w Wiedniu w 1993 r. Światowa Konferencja Praw Człowieka w końcowej Deklaracji przyjęła, że „narodowa i regionalna specyfika oraz różnorodne historyczne, kulturalne i religijne uwarunkowania” mogą wpływać na proces implementacji uniwersalnego kanonu praw człowieka w poszczególnych krajach. Było to ustępstwo na rzecz państw, które na kilka tygodni przed konferencją wiedeńską podczas szczytu państw azjatyckich przyjęły Deklarację z Bangkoku[4], swoisty manifest relatywizmu kulturowego sformułowany w ramach wspomnianej już koncepcji „azjatyckich wartości”. Ta swoista koncesja na rzecz regionalizmu w nastawieniu do idei praw człowieka nieco osłabiała homogeniczny prima facie wydźwięk podpisanych dokumentów. Najlepszym demaskatorem słabości założeń koncepcji „azjatyckich wartości” okazał się jej początkowy entuzjasta – Amartya Sen, który przedstawił wykaz niedoskonałości tej teorii, począwszy od bodaj największego zarzutu, jakim była supozycja, iż kontynent azjatycki stanowi ideowy monolit[5].

Nie ma tu miejsca na szczegółowe omówienia tej propozycji na rzecz relatywizmu kulturowego oraz wnikliwą analizę argumentacji używanej przez jej przeciwników. Dla nas istotna jest rola Saida jako rzekomego patrona „mocnego” kontekstualizmu kulturowego. Tony Judt w eseju poświęconym autorowi „Orientalizmu” opisuje to gombrowiczowskie „doprawianie gęby” następująco: „Edward Said był idealizowanym bohaterem dla całego pokolenia relatywistów kulturowych na uniwersytetach od Berkeley po Bombaj, dla których »orientalizm« stanowił poręczenie dla wszystkiego, od przejawów karierowiczostwa w »postkolonialnym obskurantyzmie« (»pisanie innego«), po potępianie zachodniej kultury w uniwersyteckich programach”[6]. Tymczasem Said, gdyby prześledzić jego wystąpienia (szczególnie te na niedługo przed jego śmiercią w 2003 r.), jawi się we współczesnych kategoriach („gębach”) jako „miękki” uniwersalista. Postawę tę wyraził w dość bezpośredni i klarowny sposób, odnosząc się w jednym ze swoich późnych tekstów do praw człowieka i ich uniwersalności: „nie są kwestią kultury czy gramatyki i jeśli się je narusza, stają się tak samo realne jak wszystko, co możemy napotkać”[7].

Drugą intuicją, obok relatywizmu kulturowego w odniesieniu do praw człowieka, która mogłaby się nasuwać po powierzchownej lekturze pierwszych głośnych prac Saida, jest jego aprobatywny stosunek do instytucji przemocy politycznej. Choć przedmiotem dociekań Saida jest jednak przede wszystkim przemoc symboliczna, charakterystyczna dla dyskursu postkolonialnego, niektórzy jego egzegeci nie odmawiali mu fascynacji narracją agonistyczną również w sensie fizykalnym. W tym kontekście należałoby jeszcze poczynić uwagę natury ogólnej – przedwczesne okazały się przewidywania zwolenników liberalnej demokracji o coraz mniejszej użyteczności przemocy jako narzędzia politycznego[8]. Said tę prawidłowość dostrzegał, co w połączeniu z jego „gniewnymi”, „wojującymi” publikacjami przydawało mu łatkę „profesora terroru”. Nic bardziej mylnego. Said – jak to ocenia fascynat jego twórczości Tony Judt – „był tak naprawdę konsekwentnym krytykiem przemocy politycznej we wszystkich jej przejawach”[9]. To spostrzeżenie szczególnie symptomatyczne w związku z co rusz pojawiającymi się pod adresem Saida zarzutami o nadmierną propalestyńskość i rzekome poparcie Saida dla rozwiązań siłowych w konflikcie na Bliskim Wschodzie. Trudno także spodziewać się afirmacji dla działalności terrorystycznej ze strony osoby, która jak Said sama padła ofiarą przemocy politycznej. Różni się tym choćby od Frantza Fanona[10] czy Jeana-Paula Sartre'a, którzy w okresie dekolonizacji wprost głosili pochwałę odwetu na „białym człowieku”.

Said jawi się raczej jako „gniewny” akademik, którego stosunek do praw człowieka czy przemocy politycznej nie jest, wbrew komentatorom jego twórczości, nadto różny od zasad, jakie zakłada poczucie przyzwoitości i odpowiedzialności intelektualisty. Mamy tu do czynienia prędzej ze sprzeciwem (bywa że ostrym!) wobec bezrefleksyjnej próby aplikacji „zachodnich” wzorców: „Orientalizm jako machina kulturalna cały jest agresją, aktywnością, osądem, »wolą prawdy« i wiedzą”[11]
 

Przypisy:
[1] W. Osiatyński, Czy to zmierzch praw człowieka?, „Gazeta Wyborcza” z 6-7 grudnia 2003 r.
[2] T. Judt, T. Snyder, Rozważania o wieku XX, Poznań 2013, s. 328.
[3] M. F. Gawrycki, A. Szeptycki, Podporządkowanie – niedorozwój – wyobcowanie. Postkolonializm a stosunki międzynarodowe, Warszawa 2011, s. 65-67.
[4] M. Stępień, Deklaracja Bangkocka – azjatycki głos w sprawie praw człowieka, „Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska” 2010, vol. XVII, s. 23-31.
[5] A. Sen, Rozwój i wolność, Poznań 2002, s. 244-264.
[6] T. Judt, Edward Said: kosmopolita bez korzeni, [w:] idem, Zapomniany wiek dwudziesty. Retrospekcje, Warszawa 2011, s. 197.
[7] E. Said, Humanism and Democratic Criticism, New York 2004, s. 10, 136.
[8] Vide: J. Baszkiewicz, Władza, Warszawa 2009.
[9] T. Judt, Edward Said..., s. 198.
[10] F. Fanon, Wyklęty lud ziemi, Warszawa 1985.
[11] E. Said, Orientalizm, Warszawa 1991, s. 299.
 

Reklama