Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Reformy niezbyt popularne

Autorzy: 
Jakub Kędzior

Prezydent Barack Obama nie ma łatwego życia w ostatnim okresie. Przeciek z Wikileaks, które obiegły cały świat, źle świadczą o kondycji wywiadowczej całego państwa. Co jednak ważniejsze dla samych Amerykanów, wewnątrz kraju właśnie rozpoczął się konflikt prezydenta z Amerykańską Izbą Handlową (U.S. Chamber of Commerce), która zamierza powstrzymywać dwa sztandarowe projekty Obamy: reformę służby zdrowia oraz plany pomocowe dla ratowania gospodarki.

 

Pierwszy projekt zakładający masowe ubezpieczenia dla prawie wszystkich mieszkańców USA, był najważniejszym zobowiązaniem prezydenta podczas jego kampanii oraz na początku prezydentury. Zarazem była to jedna z największych reform przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych od kilkudziesięciu lat. Jest także bardzo kosztowna, gdyż ma ona pochłonąć około 871 miliardów dolarów w przeciągu dziesięciu lat. Suma robi wrażenie, jednak jak się wydaje nie na tak potężnym kraju jak USA.


Niestety nie wszystkim mieszkańcom ta reforma się podobała. Samo założenie, że ten sektor trzeba zreformować, nie było niczym nowym. Przypomnijmy, że już prezydent Bill Clinton, z pomocą swojej żony Hilary, próbowali to zrobić. Jednak wtedy próba zakończyła się niepowodzeniem a liczący ponad tysiąc stron projekt wylądował w koszu, jako niezbyt popularny.


Tym razem Obama obrał inną strategię, która opierała się nie na tym żeby narzucić z góry ułożony plan, ale podać tylko ogólne podstawy a resztę pozostawić do opracowania w Kongresie. To niestety przyniosło zarzuty, że prezydent nie ma jednolitego pomysłu jak tą reformę przeprowadzić. Jego krytycy wypominali mu, że plan, który miał służyć oszczędzaniu i redukcji deficytu budżetowego, tak naprawdę ten deficyt tylko zwiększy.


Reforma została jednak przyjęta i prawie 46 milionów Amerykanów zostało zobligowanych do ubezpieczenia się, na koszt swój lub państwa. Pomimo iż jasnym dla wszystkich było, że system ubezpieczeniowy funkcjonujący przed reformą Obamy był nieefektywny i przynosił spore straty, to nowo wprowadzony także nie wydaje się lepszy. Amerykańska Izba Handlowa bardzo mocno sprzeciwia się tej reformie, argumentując, że w czasie kryzysu należy szukać jak największych oszczędności, obniżać podatki i likwidować deficyt budżetowy, a projekt Obamy tylko zwiększył koszty. Mając coraz większe poparcie Izba wywiera spore naciski na Kongres w celu blokowania reformy.


Porażka demokratów w ostatnich wyborach zdecydowanie sprzyja takim działaniom. W ostatnim czasie przewodniczący Amerykańskiej Izby Handlowej Tom Donohue opracował tak zwany Plan Donohue, który zakłada kilka istotnych działań, mających zniwelować działanie reform, między innymi większą deregulację gospodarki, obniżkę podatków etc. Prowadzi to do jawnego konfliktu pomiędzy Izbą a administracją Obamy, a rozmowy pomiędzy nimi nie przynoszą żadnych rezultatów. Być może bardziej owocne okażą się rozmowy z poszczególnymi członkami tej instytucji, które ostatnio zastąpiły dialog z samą Izbą.


Podobnie sprawa ma się z planem ratowania gospodarki amerykańskiej poprzez wpompowanie w nią olbrzymiego pakietu pomocowego. Jak wiadomo rząd Obamy pragnąć ożywić zgnębioną kryzysem gospodarkę przeznaczył na to olbrzymie kwoty. Rzecz jasna dla zwolenników wolnego rynku tak duża ingerencja ze strony państwa jest nieodpowiednia. Dla Donohue, który jest zwolennikiem ostrych cięć w budżecie, ten pakiet jest po prostu zły. Ponadto ostatnie działanie FED mające na celu przeznaczenie około 600 miliardów dolarów na wykup obligacji rządowych, które w zamyśle mają stymulować wzrost gospodarczy, także nie spotkały się z aprobatą Amerykańskiej Izbie Handlowej. W tej sytuacji coraz bardziej oddala się możliwość porozumienia między tą wpływową instytucją a administracją prezydenta.


Ostatnie miesiące dla Baracka Obamy nie układaję się zbyt dobrze, zarówno na swoim podwórku jak i na arenie międzynarodowej. Konflikt z Amerykańską Izbą Handlową oraz niezadowolenie społeczeństwa z pierwszego okresu prezydentury zostaną zapewne rozwiązane wraz z poprawą sytuacji finansowej państwa, o ile taka poprawa nastąpi. Inaczej sprawa wygląda z problemami na arenie międzynarodowej. Spadek zaufania do amerykańskiego przywódcy był widoczny już na niedawnym szczycie G-20. Teraz po wypłynięciu not dyplomatycznych na Wikileaks śmiało możemy mówić o kryzysie zaufania do Stanów Zjednoczonych. Ponadto sytuacja znajdujących się na pograniczu konfliktu Korei Płn i Płd będzie stanowić nie lada wyzwanie dla amerykańskiej dyplomacji, która musi liczyć się z tym, że dzieje się to w chińskiej strefie wpływów. Rozwiązanie tych problemów jest niestety bardziej złożone, bo sytuacji na świecie nie da się po prostu zreformować i możemy liczyć tylko na współpracę wielkich tego świata. Pozostaje mieć nadzieję, że administracja prezydenta Obamy poradzi sobie zarówno z problemami wewnątrz kraju jak i na świecie.

Reklama