Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Quarterback ekonomii

Autorzy: 
Jakub Kędzior
W futbolu amerykańskim, czyli jednym z najbardziej kochanym przez Amerykanów sporcie, jest to kluczowa pozycja. Quaterback decyduje o tym, komu, gdzie i kiedy podać piłkę, kreuje całą akcję. W ekonomii przez bardzo długi czas takim rozgrywającym były Stany Zjednoczone. Teraz muszą powoli wyjść z roli głównego kreatora działań i podzielić się władzą z Chinami, Rosją i Unią Europejską. Dowiódł tego ostatni szczyt G-20.
 
 
Spotkanie przywódców największych światowych potęg odbyło się w Seulu 11 listopada. Od początku budził on spore emocje, ponieważ w obecnej sytuacji jesteśmy na krawędzi wojny walutowej pomiędzy USA a Chinami. Oczekiwano, że wspólne spotkanie przywódców obu państw na tym szczycie przyniesie satysfakcjonujący kompromis. Tym czasem byliśmy świadkami znaczącego osłabienia pozycji na arenie międzynarodowej Baracka Obamy, a co za tym idzie całych Stanów. Nalegania na Chińczyków, aby przestali trzymać juana w ryzach i pozwolili, żeby jego wartość wzrosła, po raz kolejny nie przyniosły żadnego rezultatu. Co więcej Hu Jintao delikatnie zasugerował, żeby USA nie wtrącały się do chińskiej polityki monetarnej i poprosił, aby nie kierowały się tylko własnymi interesami, lecz także dobrem ogólnoświatowej gospodarki.

Jak wiadomo państwa posiadające spora nadwyżkę w handlu zagranicznym, czyli głównie Chiny i Niemcy są bardzo zainteresowane żeby dolar wciąż był mocny, a działania FED zmierzają do osłabienia jego pozycji. To może przynieść pozytywne skutki dla gospodarki Stanów Zjednoczonych, jednak dla eksporterów przyniesie wyłącznie niekorzystne skutki.
Co prawda Amerykanie zapierają się, że nie mają w planie zagrać „kartą walutową” i celowo obniżać wartości dolara, jednak przeznaczenie wielkich pieniędzy na wykup obligacji może temu przeczyć.

Jednak, co ważniejsze, słabsze wpływy USA na arenie międzynarodowej to już nie tylko problem z porozumieniem się z Chinami czy Rosją, ale także z państwami europejskimi, takimi jak Niemcy, które zazwyczaj stały po stronie Amerykanów. Europejczycy nie do końca akceptują metody pobudzania gospodarki, jakie proponuje im Obama. To sprawiło, że na zakończenie szczytu nie zdołano ustalić żadnych znaczących planów działania, a jedynie kilka ogólnych wniosków. Prezydent USA przekonuje, że to tylko początek bardzo długiej drogi, jaką do pokonania ma świat i pozostaje mieć nadzieje, że jego optymizm to nie tylko urzędowe robienie dobrej miny do złej gry.

Faktem jest jednak, że Obama zdaje sobie sprawę z tego, że przestał być już pierwszym rozgrywającym światowej gospodarki i musi dzielić tą pozycję z Hu Jintao a w przyszłości może także z innymi przywódcami. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się, więc gra zespołowa, która powinna przynieść pozytywne rezultaty dla całej globalnej ekonomii, chroniąc nas przed wojną walutową a co za tym idzie kolejnym kryzysem.

Reklama