Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Putin vs. Obama - 1:0

Autorzy: 
Tomasz Badowski

Rzadko się zdarza, aby wzajemne stosunki pomiędzy największymi mocarstwami zależały od jednego człowieka. Jednak do dobrych kilkunastu tygodni, jesteśmy świadkami jak polityka jednego z największych mocarstw stała się zakładnikiem jednego człowieka – Edwarda Snowdena. Ten, jeszcze parę miesięcy temu szeregowy pracownik amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa, stał się nagle jednym z ważniejszych czynników światowej polityki. 

Sprawa Snowdena z jednej strony wyraźnie wskazuje zamiany jakie zaszły na światowej scenie w ciągu ostatnich kilku lat, a z drugiej przyznanie ostatnio Snowdenowi rocznego azylu w Federacji Rosyjskiej, pokazuje że w grze wielkich mocarstw tak naprawdę wszystko toczy się według zasad ustalonych jeszcze w czasach Zimnej Wojny.

Aby zrozumieć tą pozorną sprzeczność, należy spojrzeć na sprawę byłego pracownika amerykańskich tajnych służb, z dwóch różnych perspektyw. Pierwsza, którą należy wziąć pod uwagę, to coraz słabsza pozycja Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej, jako niekwestionowanego autorytetu i przywódcy wolnego świata. Zdrajcy we własnych szeregach byli od zawsze, jednak sprawa Bradleya Manniga, który ujawnił tajne amerykańskie depesze dyplomatyczne całemu światu, a teraz sprawa Edwarda Snowdena pokazuje, że Stany Zjednoczone mają coraz większy problem aby uzasadnić swoje działania w walce z zagrożeniami nie tylko wobec reszty świata, ale nawet wobec swoich własnych – mogłoby się wydawać najbardziej pewnych obywateli. Ani Mannig ani Snowden (przynajmniej oficjalnie) w swoich działania nie kierowali się pobudkami finansowymi, nie zostali też zmuszeni do ujawnienia tajemnic państwowych za pomocą szantażu czy poprzez werbunek przez obce tajne służby. Działali z pobudek czysto ideologicznych – stwierdzili, że po prostu poprzez swoje działanie ulepszą świat. 

Wynika, z tego że Stany Zjednoczone mają poważny problem aby dalej uzasadnić swoją rolę lidera demokratycznego świata w takiej formie do jakiej się przyzwyczailiśmy, co najmniej od czasu zakończenia II Wojny Światowej. I zauważmy, że ma to miejsce nie podczas prezydentury Georga W. Busha, wobec którego pojawiały się głosy, że prowadzi politykę amerykańskiego imperializmu, ale podczas sprawowania rządów, przez Barracka Obamę, który rozpoczął swoje urzędowanie od otrzymania pokojowej nagrody Nobla. Dlaczego więc, po przeszło pięciu latach sprawowania przez niego urzędu, najsłabszym ogniwem w polityce amerykańskiej okazali się Ci, którzy mieli ją realizować w praktycznych działaniach? Szeregowego żołnierza i pracownika tajnych służb. Czyżby obaj uznali, że działania administracji demokraty Obamy stanowią większe zagrożenia dla świata niż, Georga W. Busha, który rozpoczął kontrowersyjną w wielu środowiskach wojnę w Iraku? 

I o ile to co ujawnił szeregowy Mannig, mogło mieć realny wpływ na działania amerykańskiej dyplomacji, to informacje o tym, że Stany Zjednoczone na bieżąco podsłuchują sieci telekomunikacyjne – w tym również swoich sojuszników – nie powinno wywołać aż takiego oburzenia. Przecież co najmniej od czasów wczesnej zimnej wojny, amerykanie sukcesywnie rozwijali system globalnego podsłuchu o nazwie ECHELON. Dlatego, też „rewelacje”, ujawnione światu przez Snowdena, że amerykańskie tajne służby mogą czytać nasze maile, sms-y oraz podsłuchiwać nasze rozmowy telefoniczne nie powinny być, dla nikogo zaskoczeniem. Skoro już w erze faksów i telefonów analogowych, zanim ktokolwiek jeszcze pomyślał o Internecie mogli to robić, to czemu mieliby tego zaprzestać w czasach kiedy wszyscy jesteśmy podłączeni do jednej wielkiej sieci? Amerykanom zależy na postawieniu Snowdena przed sądem, bynajmniej nie z powodu, że ogłosił światu, że administracja Obamy podsłuchuje wszystkich w tym również tak bardzo go kochających europejskich sojuszników, gdyż to dla nikogo kto rozumie zasady międzynarodowej polityki nie powinno być zaskoczeniem. Powody oskarżenia Edwarda Snowdena o zdradę, są zupełnie inne. 

To co najbardziej istotne czyli szczegółowe techniki oraz główne obszary zainteresowania prowadzonego przez USA wywiadu elektronicznego - ELINT oraz wywiadu radiowego - SIGINT Snowden, zapewne przekazał już chińskim tajnym służbom podczas swojego pobytu w Hong-Kongu, oraz Rosjanom gdy przebywał na lotnisku Szeremietowo. Nie powinno więc nikogo dziwić, że amerykanie traktują go jak zdrajcę, i domagają się jego ekstradycji. Tak postąpiłby każdy kraj na świecie. Jednak amerykanie chyba zapomnieli, że pewne zasady w grze wielkich mocarstw są niezmienne. 

I w tym momencie dochodzimy do drugiego aspektu sprawy Snowdena. Pokazującego, że polityka wielkich mocarstw nadal toczy się według zasad znanych z czasów Zimnej Wojny. Z ta różnicą, że Waszyngton nie posiada obecnie żadnych „asów w rękawie”, które mógłby wymienić za Snowdena na moście Glienickie w Berlinie. 

Polityka „resetu”, którą Obama zapoczątkował wobec Rosji właśnie pokazała jak na dłoni, że Stany Zjednoczone pozbyły się jakichkolwiek narzędzi do prowadzenia skutecznej polityki wobec Rosji. Sprawa Snowdena pokazała całemu światu, że oto „król jest nagi” i bezsilny. Przypieczętowaniem tego, faktu jest właśnie decyzja Władimira Putina o przyznaniu Swondenowi rocznego azylu na terenie Federacji Rosyjskiej. Tym samym Putin zyskał mocną kartę negocjacyjną w jakichkolwiek rozmowach ze Stanami Zjednoczonymi. Amerykanie nie odpuszczą sprawy Snowdena, chociażby ze względów prestiżowych. Za rok sytuacja na świecie może być diametralnie różna i nikt już nie będzie pamiętał sprawy byłego pracownika amerykańskich tajnych służb. Rosjanie będą mogli wtedy albo przedłużyć mu azyl, albo po cichu przyznać paszport, dzięki któremu będzie mógł się udać do dowolnie wybranego kraj na świecie – ba jeśli uznają to za korzystne będę mogli nawet sami go przetransportować tajnym lotem w dowolne miejsce na świecie. W końcu precedens tajnych lotów, wyznaczył już ktoś inny. Zawsze też będą mogli go „przehandlować”, w negocjacjach z amerykanami w zamian za niemieszanie się w żywotne dla Rosji interesy. Czy to w Azji, na Bliskim Wschodzie czy też może się okazać, że w Europie Środkowo – Wschodniej.

Wczorajsza decyzja administracji Baracka Obamy o odwołania spotkania na szczycie z Władimirem Putinem, niczego tak naprawdę nie zmienia. Obecnie to Waszyngton bardziej potrzebuje wsparcia i przychylności Rosji, chociażby w takich sprawach jak wciąż nierozwiązana kwestia irańskiego programu jądrowego, wojny domowej w Syrii, wzrastającej pozycji Chin w Azji, czy też najbardziej istotnej - wsparcia logistycznego podczas operacji zakończenia misji w Afganistanie. Dzięki przyznaniu azylu Edwardowi Snowdenowi, Putin zyskał kolejną kartę przetargową i pokazał kto obecnie w stosunkach Rosja – USA rozdaje karty.
 

Reklama