Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Przestańmy własną pieścić się boleścią

Autorzy: 
Tomasz Badowski
Pierwszy tydzień grudnia tego roku, przyniósł wydarzenia, które w pewien sposób powinny zmusić nas do przeformułowania dotychczasowego spojrzenia na polską politykę zagraniczną i roli jaką Polska odgrywa na arenie międzynarodowej. Publikacje WikiLeaks, wizyta Prezydenta Federacji Rosyjskiej, a następnie wizyta Prezydenta RP w Waszyngtonie, są dobrą okazją aby zastanowić się nad stanem faktycznym naszej polityki zagranicznej. 
 
Za sprawą australijskiego Don Kichota XXI wieku, Juliana Assange cały świat miał okazję poznać tajemnice amerykańskiego Departamentu Stanu, jak również przy okazji tajniki świata dyplomacji w ogóle. Media na całym świecie doszukują się sensacji w kolejnych clarysach publikowanych przez portal WikiLeaks. Lecz tak naprawdę publikacje WikiLeaks nic nowego nie wnoszą. Potwierdzają jedynie to, że polityka międzynarodowa to nic innego jak twarda gra o interesy narodowe.
 
W tym kontekście pojawia się pytanie czy Polska również potrafi skutecznie grać o swoje interesy na tej globalnej planszy do gry, a przede wszystkim czy potrafi je najpierw zdefiniować.
Od 20 lat, polska polityka zagraniczna, charakteryzowała się dystansem na kierunku wschodnim oraz bezgraniczną ufnością i wiarą na kierunku zachodnim w tym bezwarunkowym sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi. I o ile było to zrozumiałe, podczas procesu akcesji do struktur NATO i Unii Europejskiej, to jednocześnie sprawiło, że utraciliśmy możliwość stania się realnym pomostem pomiędzy zachodem a wschodem, i odgrywania roli kluczowego gracza  w stosunkach Zachodu z Rosją. 
 
„… kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią…”
 
Powodem wizyty Prezydenta Miedwiediewa, którą w polskich mediach na wyrost określa się mianem przełomowej była konieczność znormalizowania stosunków z krajami zachodnio europejskimi. Ostatni kryzys gospodarczy, uświadomił rosyjskim elitom, że bez kompleksowej modernizacji swojej gospodarki opartej na eksporcie surowców, i napływie nowych technologii, Rosja nie uzyska w świecie pozycji równiej Stanom Zjednoczonym czy Chinom. Aby to osiągnąć dla Kremla coraz bardziej istotna staje się kwestia zacieśnienia współpracy gospodarczej z krajami UE, i napływie nowych technologii. Polska ze swoim tradycyjnym antyrosyjskim stanowiskiem na forum unijnym stanowiła znaczną przeszkodę w dalszym rozwoju współpracy gospodarczej. Z stąd też wynika zmiana retoryki Kremla w stosunku do naszego kraju i gesty mające poprawić nasze wzajemne relacje. Ta zmiana podejścia jest też dużą szansą dla polski o ile będziemy w stanie sobie uświadomić jakie zmiany zaszły w Rosji. 
 
Rosja Anno Domini 2010, to nie ta sama Rosja o której uczyliśmy się na lekcjach historii.  Współczesna Rosja to przede wszystkim ogromny rynek zbytu dla polskich towarów i możliwość odegrania istotnej roli we wzajemnych relacjach rosyjsko – europejskich. I chociaż nigdy nie możemy zapomnieć o tamtej Rosji, która przez ponad 100 lat zsyłała polskich patriotów na sybir, wymordowała z zimną krwią polskich oficerów w Katyniu i przyniosła na bagnetach obcy totalitarny system spowolniając rozwój gospodarczy Polski na ponad 40 lat, to ze względu na przyszłe pokolenia, nie możemy jednocześnie stać się zakładnikami historii. 
 
Tym bardziej, że Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, który jest w stanie w pełni zrozumieć tzw. rosyjską duszę. Jesteśmy też jednym z nielicznych narodów wobec których Rosjanie czują pewien respekt. To Polacy jako jedyni w historii zdobyli Moskwę i osadzili tam swojego władcę (co nie udało się ani Francuzom ani Niemcom). Wojsko Polskie jest jedyną armią, która była w stanie zatrzymać i pokonać Armię Czerwoną. To w końcu Polska jako jedyny kraj byłego bloku wschodniego cieszyła się najmniejszym zaufaniem wśród genseków na Kremlu. Na koniec to właśnie polska kultura cieszy się największym uznaniem wśród rosyjskiej inteligencji. O tym wszystkim Rosjanie doskonale pamiętają i wiedzą. Tym samym zdają sobie sprawę z faktu, że Polska to kraj z którym trzeba się liczyć. Tym bardziej , że jest największym krajem tej części Europy i należy do szóstki największych państw Unii Europejskiej. W związku z tym jakiekolwiek rozwój relacji z Europą nie będzie możliwy bez udziału Polski. 
 
Wszystkich atutów, jakie posiadamy w potencjalnych relacjach z naszym największym sąsiadem nie wykorzystywaliśmy ze względu na trudną i tragiczną historię wzajemnych stosunków. Od momentu odzyskania przez Polskę niezależności jedynym tak naprawdę tematem, który pojawiał się w kontekście relacji z Rosją była sprawa ludobójstwa dokonanego w Katyniu. Do tego dołączyła, mentalność naszych elit politycznych wciąż postrzegających świat w kategoriach zimnowojennych i ewentualnej konfrontacji zbrojnej w Europie na wielką skalę. I o ile w latach 90-tych, kiedy władza w Rosji była stosunkowo słaba i panowało ogólne bezhołowie co stanowiło również potencjalne  zagrożenie dla stabilności w Europie ze strony Rosji takie obawy mogły mieć swoje uzasadnienie, to o tyle od momentu objęcia władzy przez pragmatycznego Władimira Putina, paradoksalnie zagrożenie, że Rosja stanie się czynnikiem destabilizującym pokój w naszej części kontynentu znacząco spadło. Rządy twardej ręki i tzw. sterowana demokracja w Rosji sprawiły, że Rosja stała się państwem znacznie bardziej przewidywalnym i kierującym się w swoich działaniach logicznie pojmowanym interesem narodowym. Wyszkolony w Akademii KGB Władimir Putin , czy pragmatyczny liberał Dmitrij Miedwiediew nie zaryzykują wojny czy destabilizacji w Europie, gdyż doskonale zdają sobie sprawę, ze dzisiejsza Rosja jest uzależniona od bliskiej współpracy gospodarczej z Europą. Wojnę gruzińską w tym kontekście należy rozpatrywać jedynie w kontekście braku zdecydowania NATO, odnośnie euroatlantyckich aspiracji Gruzji, hipokryzji w odniesieniu do sytuacji na Bałkanach oraz charakteru gruzińskiego prezydenta.
 
Można by się zastanowić, czy gdyby Prezydent Lech Kaczyński miał bliższe i lepsze relacje z Dmitrijem Miedwiediewem, nie byłby w stanie odegrać dużo większej roli w rozwiązaniu kryzysu gruzińskiego i stać się autorem realnego porozumienia pokojowego zamiast Nicolasa Sarkozy’ego. 
 
Współczesna polityka międzynarodowa, w znacznej mierze opiera się na międzynarodowej współpracy gospodarczej i wymianie handlowej. Prezydenci, premierzy i ministrowie poszczególnych państw w swoich podróżach zagranicznych są przede wszystkim lobbystami na rzecz własnych przedsiębiorstw i gospodarek krajowych. I w tej właśnie roli wystąpił Prezydent Rosji podczas swojej ostatniej wizyty w Polsce. Głównym celem jego wizyty była kwestia możliwości zakupu Lotosu przez rosyjskie firmy, budowy elektrowni atomowej w Kaliningradzie, oraz modernizacji rosyjskiej gospodarki. Nie Katyń, nie śledztwo smoleńskie, nie sprawa jeńców wojny polsko – bolszewickiej, którzy zmarli w naszych obozach jenieckich, tylko właśnie sprawy gospodarcze są dla Rosjan najważniejsze. 
 
I chociaż nie możemy i nie powinniśmy nigdy zapominać o trudnej historii w stosunkach z Rosją, to dużo łatwiej i szybciej osiągniemy porozumienia w tych trudnych kwestiach mając z Rosją normalne stosunki sąsiedzkie, nie podszyte nieufnością i wrogim nastawieniem. 
Przykładem skutecznych relacji ze współczesną Rosją są chociażby Niemcy. Gdy polska polityka wschodnia, opierała się głównie na polityce historycznej i strachu przed potencjalnym zagrożeniem ze strony Rosji,  Niemcy w tym czasie stali się głównym partnerem handlowym Rosji.  Podczas gdy polski deficyt wymiany handlowej z Rosją wynosi ponad 2 mld Euro, Niemcy stali się głównym partnerem handlowym Rosji w Europie. Dzięki temu to głos Niemiec jest na Kremlu przede wszystkim brany pod uwagę jeśli chodzi o kwestie europejskie. 
 
„… mężom przystoi w milczeniu się zbroić…”
 
Drugim spotkaniem na szczycie polskiego Prezydenta była wizyta w Stanach Zjednoczonych. Według polskich mediów wizyta ta  minęła pod hasłem wyprawy na polowanie. Słynne już powiedzenie, że kobiety powinny zostać bezpieczne w domu gdy mężczyźni idą na polowanie skierowane do prezydenta Obamy, z jednej strony dobrze oddaje nasze oczekiwania wobec amerykańskiego partnera a z drugiej ukazuje słabość naszej dotychczasowej polityki bezpieczeństwa. Polityki, której głównej i jedyną podstawą stała się przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi. Niestety w kwestiach polityki bezpieczeństwa podobnie jak w stosunkach z Rosją staliśmy się zakładnikami myślenia rodem z epoki zimnej wojny. Polskie władze, jako jeden ze swoich największych sukcesów w dziedzinie bezpieczeństwa ogłaszają, że na polskiej ziemi będą stacjonowały oddziały amerykańskiej armii. Zupełnie jakby polska armia nie nadawało się już do niczego innego poza misjami zagranicznymi, a polskie terytorium mogą obronić jedynie żołnierze US Army. Najpierw wielkim sukcesem miało być rotacyjne stacjonowanie nieuzbrojonej baterii rakiet Patriot, której wartość bojowa jest zerowa a jej rzeczywistym powodem przybycia są cele marketingowe producenta tych rakiet, przed przetargiem, który polski MON ma zamiar ogłosić na nowy system obrony powietrznej. Teraz wielkim sukcesem mającym zwiększyć nasze bezpieczeństwo ma być obecność w Polsce raz na kwartał eskadry amerykańskich F-16 i samolotów transportowych Hercules. 
 
Bez wątpienia, w momencie ogłoszenia mobilizacji na Białorusi oraz dyslokacji jednostek armii białoruskiej pod Grodno, lub koncentracji oddziałów armii rosyjskiej w Obwodzie Kaliningradzkim taka obecność posiadałaby czynnik odstraszający potencjalnego przeciwnika przed atakiem i zwiększałaby nasze bezpieczeństwo. Jednakże w rzeczywistości Anno Domini 2010, kiedy naszej części Europy nie grozi w przewidywalnej przyszłości tradycyjny konflikt zbrojny, obecność amerykańskich F-16, może mieć jedynie charakter  symboliczny i cennej wymiany doświadczeń w użytkowaniu danego typu maszyny. Jednakże taka wymiana doświadczeń powinna być i jest czymś normalnym pomiędzy sojusznikami, i nie bardzo można tutaj mówić o jakimś wielkim sukcesie. Ćwiczenia zgrywania załóg, integracji systemów przekazywania informacji oraz dostosowywania naszych systemów kontroli powietrznej do współpracy z amerykanami, i innymi sojusznikami z państw NATO, trwają już od dobrych kilku lat podczas regularnych wzajemnych manewrów . Przybycie jednej eskadry amerykańskich F-16, nie wnosi w tym obszarze nowej jakości. 
 
O ewentualnej wymianie doświadczeń w użytkowaniu transportowych Herculesów, nie warto się tutaj rozwodzić, gdyż chociaż otrzymaliśmy w ramach amerykańskiej pomocy 5 samolotów tego typu, to pierwszy, który otrzymaliśmy rozleciał się ze starości podczas swojej pierwszej misji do Afganistanu. 
 
Dochodzimy w tym miejscu do pytania co tak naprawdę uzyskaliśmy w relacjach z USA, po ostatniej wizycie Prezydenta w Waszyngtonie. Amerykański Prezydent uzyskał bardzo istotne dla niego z punktu widzenia polityki wewnętrznej poparcie Polski dla redukcji głowic nuklearnych. Dzięki temu łatwiej mu będzie przeprowadzić głosowanie nad ratyfikacją Układu START w Kongresie. Co zyskaliśmy w zamian? Jedynym konkretem jaki padł to obietnica Baracka Obamy, że do końca swojej kadencji postara się aby Kongres zniósł wizy dla polaków. Na tle efektów współpracy z innymi krajami to niewiele ale zawsze coś. Jednakże czy najważniejszym zadaniem naszego prezydenta podczas wizyt w Waszyngtonie ma być kwestia wiz, a we wzajemnych relacjach nie chcemy uzyskać nic więcej poza zniesieniem wiz i symboliczną obecnością amerykańskich żołnierzy na polskiej ziemi?
 
Dużo ważniejszym z punktu widzenia polskiej racji stanu, byłoby choćby podpisanie przez Prezydentów Polski i USA, umów dotyczących modernizacji polskiej gospodarki (analogicznej do tej z jaką przyjechał do Polski Prezydent Miedwiediew) czy umów zwiększających współprace naukową i transfer technologii. Jednym słowem wszystko to co pomogłoby w zwiększeniu konkurencyjności polskiej gospodarki. Gdyż to właśnie siła gospodarki i rozwój technologiczny jest wyznacznikiem pozycji i siły państwa w XXI wieku. 
 
Polska administracja sprawia wrażenia, że na relacje z USA, cały czas patrzy przez pryzmat zimnej wojny i konfrontacji wschodu z zachodem. Z stąd też wynika chyba przekonanie, że  im większa liczba amerykańskich żołnierzy na polskiej ziemi tym bardziej  bezpieczna będzie Polska. Zakrawa na ironię fakt, że polski Minister Obrony jako gwaranta polskiego bezpieczeństwa uznaje armię amerykańską a nie Wojsko Polskie. Zamiast cieszyć się z kolejnej symbolicznej obecności US Army w Polsce, powinniśmy przede wszystkim dbać o rozwijanie i wzmacnianie własnego potencjału obronnego i polskiej armii. Tak abyśmy samodzielnie stanowili siłę, z którą potencjalny przeciwnik musiałby się liczyć, a atak na Polskę po prostu stałby się nieopłacalny. 
 
Jak pokazała historia a ostatnio rewelacje portalu WikiLeaks, wszelkie porozumienia są niewiele więcej warte  niż papier na którym zostały spisane w obliczu konieczności uzyskania innych  ważniejszych celów. Administracja Prezydenta Lecha Kaczyńskiego jako wielki sukces i gwarancje bezpieczeństwa polski ogłaszała projekt rozmieszczenia amerykańskich rakiet na polskim terytorium. Ile były warte amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa dla Polski po zbudowaniu amerykańskiej bazy w Redzikowie, mogliśmy się wszyscy przekonać z lektury portalu WikiLeaks, gdy antyrakiety w Polsce stanęły w opozycji do konieczności zdobycia poparcia Rosji w celu powstrzymania irańskiego programu atomowego. 
 
„…miejcie odwagę nie tą tchnącą szałem…” 
 
Jednakże pomimo pewnego niedosytu należy uczciwie przyznać, szczególnie w odniesieniu do dotychczasowego sposobu prowadzenia polskiej polityki zagranicznej, że zarówno wizyta Prezydenta Rosji w Polsce jak i wizyta Prezydenta RP w Waszyngtonie, może być początkiem pewnych zmian na lepsze w stosunkach zarówno z Rosją i z USA. Otóż po raz pierwszy od bardzo dawna, byliśmy w stanie rozmawiać z Rosjanami nie tylko o kłamstwie katyńskim, lecz również o ewentualnej współpracy energetycznej i sprawach gospodarczych. Znamienne w tym kontekście mogą być słowa Prezydenta Miedwiediewa wypowiedziane po zakończeniu zamkniętego koncertu z okazji 30 rocznicy śmierci Włodzimierza Wysockiego na warszawskiej Pradze: „Drodzy przyjaciele Polacy. Cały dzisiejszy dzień, wspólnie z Prezydentem Komorowskim rozmawialiśmy nad tym jak poprawić i ulepszyć nasze wzajemne stosunki. Podczas tego koncertu, polskich artystów śpiewających piosenki Włodzimierza Wysockiego,  zrozumiałem jak wiele mamy wspólnego i jak wiele nas łączy.” Pozostaje tylko mieć nadzieję, że pozytywny klimat, jaki się pojawił po tej wizycie będziemy potrafili wykorzystać aby rozwiązać wszelkie trudne kwestie jakie są we wzajemnych stosunkach polsko – rosyjskich.
 
Również w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi pojawiła się pewna zmiana tonu. Polski Prezydent po raz pierwszy nie prosił o zniesienie nieszczęsnych wiz dla polaków, tylko wyśmiał procedury wizowe jakimi są poddawani Polacy podczas ubiegania się o wizę. Po raz pierwszy również,  jasno przedstawił nasze stanowisko w sprawie bezpieczeństwa, w odniesieniu do zaangażowania się w misje zagraniczne. Dużym sukcesem może się również okazać przybycie Baracka Obamy na szczyt prezydentów krajów Europy Środkowej w przyszłym roku. Jeśli Prezydent Obama skorzysta z zaproszenia wystosowanego przez Prezydenta Komorowskiego i ta wizyta dojdzie do skutku będzie to najlepszym potwierdzeniem  i umocnieniem pozycji Polski jako najważniejszego państwa naszego regionu Europy.  
 
Podsumowując, można powiedzieć, że polska dyplomacja odrobiła pierwszą lekcję z przedmiotu pt. jak liczyć się na arenie międzynarodowej. Do sukcesu jednak jeszcze droga daleka. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że nie zabraknie nam odwagi aby coraz odważniej i racjonalniej zacząć formułować cele polityki zagranicznej zgodnej z polską racją stanu a następnie podejmować skuteczną i odważną grę na arenie międzynarodowej aby je skutecznie realizować. Nie przeniesiemy Polski w inny bardziej sprzyjający region świata. Jesteśmy skazani sąsiedztwo Rosji i Niemiec, jednakże umiejętnie rozgrywając to położenie oraz korzystając przy tym z bliskich stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, możemy nasze położenie geograficzne, które nie raz było naszym przekleństwem przekuć w atut. Kluczem do tego, jednak jest, porzucenie naszego polskiego romantyzmu i wychwalania krzywd oraz przegranych zrywów narodowych, na rzecz pragmatyzmu i podkreślania własnych sukcesów. 
 

Reklama