Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Polska uzależniona od Niemiec. Niemiecka kanclerz w Polsce.

Autorzy: 
Dr Krzysztof Tokarz

Nasi politycy odtrąbili sukces i głoszą, że polska gospodarka rozwija się wzorcowo. Jednak to w dużej mierze nie zasługa nas samych, a naszego zachodniego sąsiada, z którym łączą nas powiązania gospodarcze. O tym wolą już głośno lub zbyt głośno nie mówić. 

To umniejszy ich własny sukces i może też skłonić niektórych do krytycznego myślenia. Od Niemiec jesteśmy gospodarczo i politycznie mocno uzależnieni. Ale póki co dobrze na tym wychodzimy. Tylko czy dobra koniunktura i dobre relacje potrwają wiecznie? Czy ktoś da Polsce gwarancje, że to się nie zmieni? Czy jakiekolwiek uzależnienie – zwłaszcza gospodarcze jest bezpieczne na dłuższą metę?

Jak napisała Wirtualna Polska 27 lutego Komisja Wschodnia Gospodarki Niemieckiej przedstawiła dane sprawozdawcze za ubiegły rok. Polska stała się najważniejszym partnerem Republiki Federalnej Niemiec. Wymiana handlowa pomiędzy Polską a Niemcami wzrosła o 4,3 proc., do wartości 78 miliardów euro. Polska wyprzedzała pod tym względem Rosję o 1,5 mld dol.

Prognozy gospodarcze wskazują, że niemiecka gospodarka będzie przyśpieszać w jeszcze lepszym tempie niż do tej pory przewidywano. W 2013 roku w niemieckiej gospodarce odnotowano wzrost o 0,4 procent, tymczasem przewiduje się, że w 2014 r. wyniesie on 1,8 proc., zaś w 2015 r. już 2,0 proc. Takie dane można przynajmniej odczytać w Wirtualnej Polsce. Można oczywiście cieszyć się z tego, że gospodarka polski, która jest stymulowana niemiecką na rozwoju Niemiec skorzysta. Nie jest tajemnicą, że polski eksport jest skierowany w dużej mierze właśnie do zachodnich sąsiadów Polski. Szkopuł jednak w tym, że my jesteśmy dostarczycielami różnego rodzaju półproduktów dla niemieckich firm. Raczej niewielki procent wysyłanych towarów do Niemiec to całkowity gotowy nasz własny produkt A to oznacza, że dopóki Niemcy będą mieli się dobrze, to nasza sytuacja będzie wyglądała podobnie jak ich. Ale takie uzależnienie ma też inny skutek. Brak dyferencji w gospodarce uzależnia nas także politycznie. Analityk cytowany przez wp.pl uważa „... że tak naprawdę nie wiele mamy innych opcji do wyboru. Kierunek wschodni to problem - Ukraina jest na skraju bankructwa, zaś Rosja często nakłada sankcje na nasze produkty, głównie spożywcze np. mięso. Nasi producenci jeszcze nie do końca podnieśli się po niedawnym embargu, które spowodował nieuczciwy rosyjski przedsiębiorca, a już teraz mamy kolejne za sprawą afrykańskiego pomoru świń. Ta choroba w Polsce nigdy nie występowała, ale dotarła do nas niedawno za sprawą kilku dzików z Białorusi. I chociaż nie stwierdzono żadnego przypadku w gospodarstwie, które hoduje zwierzęta, to Rosja natychmiast ustanowiła sankcje na naszą wieprzowinę”. To wszystko prawda, ale budowa dobrych relacji politycznych jest w rękach rządów. A dobre relacje polityczne bezpośrednio przekładają się na zyski ekonomiczne. Polacy nie zdołali wypracować dobrych stosunków z Rosją, a w obecnej sytuacji można mówić jedynie o ich pogorszeniu. Więc chyba nie ma co marzyć o zwiększaniu eksportu do Rosji, a należy się spodziewać, że nawet ten już istniejący zostanie mocno przez Rosjan ograniczony Współpraca handlowa z Niemcami ratuje nas przed wschodnimi turbulencjami. Jednak i to na nie powinno mocno usypiać. Niemiecka gospodarka jest mocno uzależniona od eksportu. Jeśli Niemcom ze względu na zawieruchę polityczną zacznie się gorzej wieść na kierunku wschodnim, zwłaszcza rosyjskim, my też to odczujemy. Jeśli pogorszy się niemiecki eksport do Chin- my musimy się liczyć z poważnymi cięciami.

Jak pisze wp.pl dochodzi do takich sytuacji, że inwestorzy nie reagują na dane makroekonomiczne z naszej gospodarki, tylko oczekują na ogłoszenie informacji z rynku niemieckiego w celu podjęcia decyzji, co do działań w Polsce. Oznacza to, że już teraz przynajmniej częściowo straciliśmy panowanie nad własną gospodarką. Stery polskiej gospodarki zostały oddane w ręce Berlina. Nie chodzi też o to by kogokolwiek straszyć Niemcami. Póki co relacje te polityczne na linii Warszawa – Berlin są bardziej niż poprawne. Do Warszawy przyjechała długo wyczekiwana kanclerz Angela Merkel. Pewnie obecne rozmowy z polskim premierem nie będą dotyczyć tylko gospodarki, ale przede wszystkim polityki i sytuacji na Ukrainie. Ale to właśnie gospodarka w relacjach z Niemcami zaczyna być dla Polski o wiele istotniejsza od tego, czy Polacy Niemców kochają czy odwrotnie. Silne powiązanie ekonomiczne Polski z niemiecką gospodarką to żadna nowość. Już do dawna polskie przedsiębiorstwa korzystają z niemieckiej prosperity. Jako poddostawca części do niemieckich produktów mogą się rozwijać. Co tu dużo kryć - dla wielu z polskich firm i ich pracowników to w ogóle być albo nie być. Powiedzmy sobie wprost - to dzięki Niemcom sporo obecnie zyskujemy. I czy to się komuś podoba czy nie, Niemcy sobie bez nas poradzą, a my już nie. Oni bardzo szybko znajdą sobie poddostawców gdzie indziej, my tak łatwo nie zastąpimy ani niemieckiego kapitału, ani niemieckiego rynku zbytu. Niestety nic się nie uczymy jako naród i państwo.

Obecne relacje handlowo-gospodarcze z Niemcami powinny nas paru rzeczy nauczyć. Przede wszystkim w skali makro gospodarczej nasi politycy nie wyciągają żadnych wniosków. Po prostu nie uczą się od Niemców i nie wprowadzają w życie rozwiązań tam funkcjonalnych i zapewniających im sukces. Zadowalają się poklepywaniem po plecach i wtłoczeniem nas w rolę poddostawcy. Zamiast czerpać z niemieckich doświadczeń ich technologii i narzędzi ekonomicznych. Słusznie podaje za dobry przykład cytowana przez wp.pl prof. Mączyńska edukację. Prof. Mączyńska uważa, że nasi zachodni sąsiedzi mają relatywnie niską stopę bezrobocia między innymi, dlatego że jest tam bardzo ścisła współpraca sektora edukacji z przedsiębiorstwami. Niemcy nigdy nie zlikwidowały zawodowych szkół średnich, do tego na wyższych szkołach zawodowych student ma od początku kontakt z praktyką i spędza część zajęć w danym zakładzie. Dzięki temu korzystają uczelnie i biznes. Warto też dążyć podobnie jak Niemcy to rozwoju własnego eksportu do innych krajów, nie korzystając z pośrednictwa Niemiec. Niemcom się to udało dzięki bardzo bliskiej i dobrej współpracy polityki z biznesem. To widać nawet teraz kiedy Angela Merkel wyraźnie chłodzi nastroje antyrosyjskie w czasie trwającego kryzysu na Ukrainie. Nie zapala się do walki o Ukrainę, nie chcąc zbytnio zaszkodzić niemieckiemu biznesowi z Rosją.

Również Niemcy nie stoją w pierwszej linii obrońców praw człowieka w Chinach, bo tam leżą ich interesy. Kiedy Merkel onegdaj była z wizytą w Chinach niemieckie media wytykały jej, że unika Dalajlamy czy poruszania tematów niewygodnych dla chińskich władców. Przypadek?. Dlatego bieżąca wizytę niemieckiej kanclerz w Polsce nie powinno się tylko „zabijać polityką” nawet tą wielką, kosztem gospodarki. Jest szansa, że tak się stanie. Wizyta w Polsce kanclerz Merkel to nie tylko zapowiedź rozmów o sytuacji na Ukrainie. Polski premier jeszcze przed wizytą kanclerki zapowiedział, że chce także poruszyć temat energetyki i niezależności gazowej Europy od Rosji. Właśnie energetyka jest kluczową sprawą. Niemcy, które wpompowały miliardy euro w energetykę odnawialną chcą teraz odzyskać swoje pieniądze sprzedając ją nam i innych krajom. Nie chcą słyszeć o zmianie stosunku do węgla. Chociaż technologie wydobycia węgla i jego spalania są dziś o niebo bardziej przyjazne środowisku niż wtedy kiedy Niemcy decydowali o losie własnego przemysłu węglowego. Przyczyna niemieckiej niechęci do węgla jest ciągle ta sama. Ochrona własnego interesu ekonomicznego pod pretekstem ekologii. Zmiana podejścia do problematyki węgla oznaczałby ogromną konkurencję dla niemieckich producentów energii odnawialnej. W polskim interesie narodowym jest to, aby nie dać się wmanewrować w niepotrzebne koszty związane z wprowadzeniem przepisów ochrony środowiska.

Zwłaszcza w obecnych czasach mocnego uzależnienia od Rosji nie wolno dać stłamsić własnego przemysłu energetycznego. Niemcy swoim ulubionym sposobem realizowania własnych interesów ekonomicznych poprzez wprowadzanie odpowiednich zapisów sprawie UE - chcą wymusić korzystne jedynie dla siebie rozwiązania. Niemcom nie podoba się również pomysł budowania w Polsce elektrowni atomowych. Bardzo mocno przeciwko temu protestują i nie kryją swojej niechęci. Pewnie wszystkich tych tematów nie da się zgłębić podczas wizyty Merkel w Warszawie, ale na pewno jest to dobra okazja aby o tym wszystkim na spokojnie porozmawiać.
 

Reklama