Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Polityka gestów czy nowa jakość? Stosunki Polska - Rosja

Autorzy: 
Dr Olga Nadskakuła
Sąsiedztwo ze swej strony nie tylko zbliża, ale i odpycha, nie tylko przyciąga, lecz też odstręcza, nie tylko rodzi sympatię, ale i antypatię: kulturowo-historyczne zróżnicowanie, zaś stąd także często rozbieżne interesy sąsiadów, ich obraz życia, poglądy, byt, usposobienie i sam zewnętrzny wygląd są nieuniknionymi przesłankami zarówno wzajemnych pozytywnych układów, jak i wzajemnych konfrontacji” – napisał w swojej książce „Rosja i Polska: konfrontacja i grawitacja” Aleksander Lipatow.
Ostatnie wydarzenia związane ze stosunkami polsko-rosyjskimi pozwalają nam wysunąć tezę, że na obecnym etapie, sąsiedztwo nas zbliża, przyciąga i rodzi szereg pozytywnych układów. Po raz pierwszy od 8 lat prezydent Rosji składa oficjalną wizytę w Polsce.
 
Wizyta głowy państwa, jak zaznaczają rosyjscy eksperci, oznacza, że Kreml pozytywnie ocenia relacje z krajem, które odwiedza. W tym miejscu nasuwają się jednak pytania: czy zauważalne ostatnio zbliżenie Rosji i Polski można uznać za proces długofalowy? Czy można trwale na lepsze zmienić wzajemne relacje?
 
Próba odpowiedzi na te pytania wymaga od nas retrospektywnego spojrzenia na kwestie, które były dotychczas „kością niezgody” polsko-rosyjskich relacji. Przejście do rozważań nad tymi zagadnieniami wymaga uwypuklenia jednej zasadniczej cechy stosunków między Polską a Rosją. Jest nią asymetria. I chodzi tu nie tylko o dysproporcję potencjałów, ale również o różną intensywność zainteresowania problemami wzajemnych relacji. Kontakty z Polską stanowią jeden z dalece nie najważniejszych aspektów polityki zagranicznej Rosji. Tymczasem w Polsce, kwestie związane ze stosunkami z Rosją są o wiele bardziej akcentowane.
 
Od momentu wyzwolenia się Polski spod dominacji radzieckiej, stosunek do wschodniego sąsiada był w znacznym stopniu zasilany przez podejrzliwość, negatywne stereotypy, przesądy i uprzedzenia. To sprawiło, że niektórzy znawcy Rosji zaczęli wysuwać tezę, że „w Polsce przedmiotem sporu ideologicznego nie jest Rosja, lecz jej stereotyp”.
Gorzko napisał na ten temat wybitny znawca Rosji Andrzej Walicki „Od samego początku polskiej niepodległości środki masowego przekazu wbijały Polakom do głowy, że Rosja jest krajem obcym cywilizacyjnie i organicznie wrogim Polsce i Europie, że różnica między ZSRR a przedrewolucyjną Rosją jest mało ważna wobec wspólnego mianownika jakim był i jest nadal rosyjski imperializm(…)”.
 
Reorientacja polskiej polityki zagranicznej w tym okresie podparta była chęcią neutralizacji potencjalnego zagrożenia ze strony Rosji i szukaniem trwałych związków z Zachodem. Zajęci realizacją naszych aspiracji euroatlantyckich, bagatelizowaliśmy rozwój poprawnych stosunków ze wschodnim sąsiadem. Więcej nawet – manifestację rusofobii traktowaliśmy jak emanację niezależności i suwerenności kraju. Antyrosyjskość stała się elementem naszej polskiej tożsamości. W psychologii społecznej taki rodzaj samookreślenia nazywa się tożsamością negatywną, ekskluzywną. Budowana jest na zasadzie silnej opozycji wobec kogoś czy czegoś. Wróg jest potrzebny, wróg jednoczy. Jak czytamy w jednej z fraszek „lepiej nie myśleć co by było, gdyby wroga w pobliżu nie było”. Postawa ta podparta była niezawodnymi argumentami, utwierdzającymi nas w przekonaniu, że wina za jakość polsko-rosyjskich relacji leży po stronie rosyjskiej. 
 
Nasza nieufność i podejrzliwość wobec Rosji korespondowała z rosyjską oceną działań polskiej elity rządzącej. Rosyjski odbiór ówczesnej Polski ściśle wiązał się z motywem zdrady. Z rosyjskiej perspektywy, po 1989 roku Polacy stali się zdrajcami niedawnych ideałów braterstwa, co więcej, odstąpili od koncepcji rozwijania poprawnych relacji z Rosją. Do tego doszło dążenie do osłabiania wpływów Rosji na obszarze „bliskiej zagranicy”, oraz wspieranie antyrosyjskich działań USA w regionie. 
 
 „Po upadku bipolarnego systemu – pisze Dymitr Piczugin w Katalogu wzajemnych uprzedzeń Polaków i Rosjan – kraj nad Wisłą szybko zamanifestował swoją wolę przynależności do struktur zachodnich, a w Rosji wróciła przedwojenna percepcja Polski „wielkopańskiej”, krnąbrnej i zadufanej w sobie, egoistycznej i chorej na rusofobie”. 
 
Niezwykle istotnym problemem we wzajemnych kontaktach od czasu rozpadu ZSRR jest ścieranie się interesów obu podmiotów na obszarze poradzieckim. Jego istotą jest odmienna wizja ładu w Europie Wschodniej. Polska dąży do zintegrowania państw leżących za jej wschodnią granicą z Zachodem, natomiast celem Rosji jest zachowanie jak największego wpływu politycznego, kulturowego, militarnego na tym obszarze. Jak zaznacza wiceszef Centrum Technologii Politycznej Aleksiej Makarkin: „Jeśli Polska nalega na konieczność demokratycznego rozwoju poradzieckich państw, to Rosja przypuszcza, że podobne działania są skierowane na obniżenie jej wpływu w regionie, rozmywanie prorosyjskich elit”. 
 
Taką politykę Warszawy Rosja ocenia z perspektywy polskich ambicji do odgrywania roli propagatora zachodnich wartości na obszarze poradzieckim, opiekuna i obrońcy przed zakusami rosyjskiego imperializmu. Swoisty protekcjonizm Polski wobec krajów byłego ZSRR i niezrozumienie rosyjskich interesów w regionie przebija z wypowiedzi byłego ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza, zdaniem którego członkostwo Ukrainy w UE i NATO przybliży do Zachodu również Rosję. „Niestety – pisze Dymitr Piczugin – Rosja jest krajem nie pragmatycznym, lecz dumnym – w czym jest zresztą bardzo podobna do Polski. I gdyby manewr przyłączenia jej byłych prowincji do strefy wpływów amerykańsko-niemiecko-polskich się udał, wywołałoby to dumne, ale i niebezpieczne odwrócenie się Rosji od Europy, zamknięcie się jej w sobie, pogrążenie się w kompleksie oblężonej twierdzy lub nawet zwrócenie się w stronę Chin”.
 
Wśród problemów dystansujących wzajemnie Polskę i Rosję po 1989 roku był brak wspólnej oceny przeszłości. Spory dotyczące minionej epoki wpływały na atmosferę wzajemnych relacji. Sytuacja zaczęła powoli zmieniać się w 2009 roku, kiedy do Polski  na obchody związane z rozpoczęciem drugiej wojny światowej przybył Władimir Putin. Zaczęliśmy obserwować początki procesu zbliżania naszych wizji historii XX wieku. 
 
Katastrofa polskiego samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem, w kwietniu 2010 roku przyniosła falę pozytywnych gestów Rosji wobec Polski i narodu polskiego. W państwowej telewizji rosyjskiej wyświetlono film „Katyń”, a biorący udział w uroczystościach pogrzebowych polskiej pary prezydenckiej Dymitr Miedwiediew głośno wyeksplikował wolę uczynienia kroków zbliżających oba narody. Znamiennie brzmią wypowiedziane wówczas przez rosyjskiego prezydenta słowa: „Mieliśmy różne okresy w historii i ostatni też nie był najprostszy. Jednak wobec tak ciężkich strat możemy uznać, że jesteśmy w stanie przedsięwziąć poważne wysiłki dla zbliżenia pozycji naszych krajów, aby nasze narody słuchały i słyszały się lepiej, abyśmy rozwijali drogocenne stosunki ekonomiczne i znajdywali rozwiązania najtrudniejszych problemów”. 
 
Strona rosyjska nie poprzestała na tych deklaracjach. W listopadzie br. Duma Państwowa uchwaliła rezolucję w sprawie zbrodni katyńskiej. W dokumencie widnieje zapis: „Stanowczo potępiając reżim, który gardził prawami i życiem ludzi, deputowani do Dumy Państwowej w imieniu narodu rosyjskiego wyciągają przyjazną dłoń do narodu polskiego. Wyrażają też nadzieję na początek nowego etapu w stosunkach między naszymi krajami, które będą rozwijać się na gruncie demokratycznych wartości”. Rosyjskie media prognozują, że uchwała Dumy Państwowej w sprawie Katynia może stać się częścią nowej kampanii, zmierzającej do destalinizacji społeczeństwa rosyjskiego. Potwierdzeniem tych oczekiwań mogą być słowa wybranego niedawno przewodniczącego Rady ds. Praw Człowieka i Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, Michaiła Fiedotowa, który zaznaczył, że w Rosji nastąpi sąd nad reżimem totalitarnym. Plan destalinizacji Rosji zakłada uwiecznienie pamięci ofiar totalitarnego reżimu, otwarcie archiwów KGB, prawne potępienie totalitaryzmu i uznanie go za ustrój zbrodniczy. 
 
To pokazuje, że najnowsze wydarzenia nie są „jedynie prezentem” dla Polaków przed wizytą prezydenta Rosyjskiej Federacji w Polsce, instrumentalną zagrywką, ale początkiem pogłębionej refleksji nad czasami totalitaryzmu i rozliczeń z przeszłością we współczesnej Rosji. 
 
Mając na uwadze trwałą poprawę stosunków polsko-rosyjskich, warto zrezygnować z refleksji w stylu „co jeszcze powinna zrobić Rosja, by relacje między naszymi krajami układały się jak najlepiej”. Polska biorąc współodpowiedzialność za kształt i jakość tych kontaktów, powinna przede wszystkim skoncentrować się na własnej postawie. Jest oczywiste, że w stosunkach międzynarodowych funkcjonuje zasada akcja – reakcja i nasze działania w mniejszym lub większym stopniu są odpowiedzią na politykę strony przeciwnej. Tym niemniej, chodzi tu o porzucenie pewnej wizji życzeniowej ufundowanej na przekonaniu, że to Rosja musi się zmienić, dostosować do naszych standardów, by wzajemne relacje układały się poprawnie. „Odstąpmy od romantycznych marzeń o trzeciej Rosji. Zacznijmy współpracować z tą, która jest.” – radzi łódzki uczony Andrzej de Lazari.
 
Chciałoby się dodać – doceńmy też wykonywane przez stronę rosyjską gesty. Niewątpliwie jednym z ważniejszych zagrożeń wynikających z polskiej postawy wobec procesu ocieplania stosunków między Polską i Rosją jest nieustanne doszukiwanie się fałszu w działaniach naszego wschodniego sąsiada, lub, co gorsza, interpretowanie procesu zbliżania obu narodów jako nową formę wasalizacji Polski. Parę lat temu podczas wywiadu ze Sławomirem Popowskim Wiktor Jerofiejew podkreślał, że „największą biedą w stosunkach polsko-rosyjskich jest to, że Polacy widzą Rosję taką, jakiej w istocie już nie ma. W polskiej świadomości ciągle jeszcze funkcjonuje jej historyczny mit – mit Rosji carskiej i sowieckiej, która ich zniewalała”. 
 
Jest to o tyle myślenie niekorzystne, że z pewnością nie ułatwia nam realizacji narzuconej sobie roli bycia pomostem między Rosją a Zachodem. Nie staliśmy się dla Zachodu „znawcami Rosji”, raczej dyżurnymi rusofobami w UE. Taką postawą, jak zaznacza cytowany już Andrzej Walicki „marnujemy, niestety, duże możliwości naszego kraju we wpływaniu na pozytywny rozwój sytuacji w Rosji, w integrowaniu jej z Zachodem. Wielu z nas bowiem boi się nie przysłowiowego barbarzyństwa rosyjskiego niedźwiedzia, lecz właśnie europejskiego rozkwitu i odrodzenia Rosji”.  W innym miejscu historyk idei mówi „Rosja może być dla Polski ważnym partnerem, rynkiem zbytu nie tylko dla polskich towarów, lecz również dla polskiej kultury. Umiejętność konstruktywnej współpracy z Rosją nie uczyniłaby nas wasalem Rosji, zwiększyłaby natomiast życzliwość i szacunek dla nas w krajach Unii Europejskiej oraz pozwoliłaby nam odgrywać pozytywną rolę w integrowaniu z Europą wszystkich naszych wschodnich sąsiadów”. 
 
Na szczęście powiedzenie panta rhei ma swoje zastosowanie również w polityce. Widząc, że polityka „straszenia” Rosją nie przynosi oczekiwanych rezultatów, możemy przeformułować swoje podejście do wschodniego sąsiada, skupiając się na polityce współpracy i budowaniu pozytywnych sąsiedzkich stosunków. Pozostaje mieć nadzieję, że taką drogę rozwoju wzajemnych relacji otworzy wizyta prezydenta Rosji w Polsce. 
 

Reklama