Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Początki pontyfikatu Franciszka - komentarz

Działy Artykułu: 
Autorzy: 
Justyna Cywoniuk

O ocenę pierwszych tygodni pontyfikatu papieża Franciszka poprosiliśmy Justynę Cywoniuk - naszą specjalistkę od spraw watykańskich.

Kilka tygodni temu minął 19 kwietnia 2013 roku – data, która posiada zarówno znaczenie symboliczne w historii Watykanu, jak i znamienne w ostatnim czasie. Otóż tego właśnie dnia (ale roku 2005) Joseph Ratzinger wstąpił na Tron Piotrowy. Okres urzędowania Benedykta XVI zakończyła zaskakująca abdykacja (przypomnijmy 28 lutego br.) obfitująca nie w większe emocje, niż te które wiązały się z wyborem nowego papieża.

Jorge Mario Bergoglio, argentyński Biskup Rzymu z pochodzenia Włoch (syn rodziny imigranckiej), choć piastuje urząd watykański od niedawna (pontyfikat oficjalnie zainaugurowany dnia 19 marca), to zdążył już przyzwyczaić swoich (zarówno) krytyków i zwolenników do niespodzianek. Po pierwsze przybierając (papieskie) imię „Francescoˮ wyznaczył ubogą, spokojną, pomocną i „czystą” drogę Kościoła (imię Franciszek kojarzone jest z ubóstwem, posłuszeństwem i skromnością) w życiu międzynarodowym. Nie bacząc na kryzys chrześcijaństwa, oficjalnie przeciwstawił się problemom pedofilii, korupcji i patrzeniu na religijne (rzymskokatolickie) instytucje przez pryzmat „świątynii biznesu”. Wskazał nowy trend – styl prosty, bez przepychu i sztuczności – utożsamiany z latynoskim powiewem wiatru, mającym na celu oczyścić Kościół z wszelkich, negatywnych zjawisk.

Krytycy i sceptycy uważają, że skromność, jaką emanuje Franciszek od początku swego pontyfikatu jest iluzją. Nie przekonuje ich fakt, że Jorge Mario Bergoglio (będąc jezuitą przywykł do ubogiego stylu życia) porzucił watykańskie apartamenty na rzecz pokoju w Domu Świętej Marty (złośliwi uważają, że uczynił to wyłącznie ze względu na remont Pałacu Apostolskiego), zamienił limuzynę na autobus, czy przeznaczył premie dostojników papieskich na cele charytatywne. Dla wielu sposób bycia nowego Papieża pozostaje wręcz drażniący.

Będący jednak w większości, sympatycy i zwolennicy Ojca Świętego, obdarzyli go nie tylko ogromnym kredytem zaufania, ale dostrzegli w Nim nadzieję na zmianę wizerunku Kościoła, a nawet odbudowę „siły” (w tym i misji) chrześcijaństwa. Warto zauważyć, że Franciszek nie zamknął się w sobie. Udźwignął ciężar i przyjął na swoje barki pokutę za błędy Kościoła i duchownych. Odważnie przeciwstawił się kapitalistycznej chęci bezwzględnego zysku. Wybrał (aż) ośmiu doradców z wszystkich kontynentów świata (świadczy to o chęci poszerzania wiedzy, poznania wielu punktów widzenia, podkreśleniu roli nauki). Starając się równocześnie w pełni realizować swoje pierwsze przesłanie do społeczności międzynarodowej, którym było „pragnienie Kościoła ubogiego i dla ubogich”. Zapoczątkował wszelkie zmiany „na swoim podwórku”, kładąc szczególny nacisk na wyplenienie patologii i zagrożeń (najpierw) w Kurii Rzymskiej, (potem) Watykanie, (a w końcu cały) Kościele – wyznaczył tym samym własną misję papieską.

Należy życzyć szczęścia Franciszkowi. Pojawił się On bowiem w trudnych dla ludzkości czasach. W erze (wspomnianego) postępującego kryzysu chrześcijaństwa, oraz epoce prześladowania chrześcijan. W dobie kryzysu gospodarczego i nierówności ekonomicznej. W okresie gdzie wartość materialna obaliła mit tej duchowej. Zatem, jak nie pójść za człowiekiem, który głosi tak szlachetne – choćby nawet złudne – przesłanie, w którym dąży do bliskości z drugim człowiekiem, a wiernych postrzega nie jako darczyńców lecz potrzebujących.
 

Reklama