Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Obudź się Europo.

Autorzy: 
Tomasz Badowski

Pierwszego dnia wiosny, można powiedzieć, że ostatecznie zakończyliśmy postzimnowojenny porządek europejski. 21 marca za sprawą ogłoszenia przez prezydenta Rosji Władimira Putina włączenia w skład Federacji Rosyjskiej części terytorium innego suwerennego państwa, ład europejski ustalony na podstawie powojennych porozumień międzynarodowych ostatecznie legł w gruzach.

Na ironię historii może zakrawać fakt, że równo w setną rocznicę wybuchu I wojny światowej oraz dwudziestą piątą zakończenia Zimnej Wojny przed Europą stanęło widmo potencjalnej konfrontacji zbrojnej. Zdecydowane i bardzo konkretne działania Władimira Putina wobec Ukrainy doprowadziły do sytuacji, z którą Europa i Stany Zjednoczone nie do końca wiedzą jak sobie poradzić. A właściwie bardziej trafnym wydaje się być stwierdzenie, że zapomniały, jak sobie radzić z twardą Realpolitik. 

Aneksja Krymu przez Federację Rosyjską oraz wcześniejsza wojna z Gruzją jest czymś, co doskonale znamy z kart historii i nie jest tak naprawdę niczym nowym w stosunkach międzynarodowych. Jednak wielu polityków i komentatorów wyraża ogromne zdziwienie i oburzenie polityką prowadzoną przez obecnego prezydenta Rosji. Sojusze, traktaty i gwarancje międzynarodowe tak długo są wartościowe, jak długo nie trzeba z nich korzystać. Władimir Putin, były czekista i wychowanek czasów Zimnej Wojny, doskonale zdaje sobie sprawę z tego oczywistego stwierdzenia, którego prawdziwość już nie raz udowodniła historia. Obecnie naocznie się o tym przekonaliśmy w odniesieniu do Memorandum Budapesztańskiego, gwarantującego nienaruszalność terytorialną Ukrainy przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Rosję.

Bez wątpienia decyzja o włączeniu fragmentu niepodległego europejskiego państwa w skład Federacji Rosyjskiej istotnie zmienia nie tylko sytuację geopolityczną w Europie, ale przede wszystkim wymusza całkowitą zmianę dotychczasowych zasad prowadzenia polityki zagranicznej przez kraje Europy. 

Ćwierć wieku błogiego spokoju.

Po zakończeniu Zimnej Wojny „Zachód” odetchnął i w poczuciu samozadowolenia po upadku komunizmu pogrążył się w słodkim letargu. Opublikowany w 1989 roku słynny esej Francisa Fukuyamy tylko utwierdził ówczesnych przywódców w przekonaniu, że oto historia konfrontacji ideologicznej i walki o wpływy pomiędzy państwami wraz z upadkiem komunizmu dobiegła końca oraz, że liberalna demokracja oraz rynkowy porządek gospodarczy są najdoskonalszym z możliwych do urzeczywistnienia systemów politycznych. I z tego powodu wszyscy na świecie zechcą przestrzegać uniwersalnych praw, uświęconych zapisami w takich dokumentach, jak np. Powszechna Deklaracja Praw Człowieka czy Karta Narodów Zjednoczonych. Efektem takiego myślenia było skoncentrowanie się europejskich przywódców na takich pobocznych sprawach jak: prawa mniejszości, ustalanie krzywizny banana czy też określanie czy mężczyzna jest aby na pewno mężczyzną a nie ukrytą kobietą. 

Jednak 25 lat później (notabene mniej więcej tyle samo czasu zajęło Hitlerowi obalenie ustalonego porządku po pokoju Wersalskim) jesteśmy świadkami, że zasady i wartości na których opieraliśmy swoje postrzeganie świata należy odłożyć do lamusa i niestety powrócić do myślenia w kategoriach rywalizacji i stałej konfrontacji pomiędzy odmiennymi systemami wartości.

Jak błędne, naiwne i szkodliwe jest postrzeganie polityki zagranicznej przez pryzmat idei o końcu historii Francisa Fukuyamy, czarno na białym pokazuje obecny kryzys krymski. Za koronny przykład naiwności w myśleniu o współczesnej polityce międzynarodowej może posłużyć wypowiedź sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego, że Rosja nie może prowadzić polityki zagranicznej metodami rodem z XIX wieku. Właściwie dlaczego nie? Co takiego uległo zmianie w ludzkiej naturze, że zasady opisane przez Machiavellego w „Księciu”, nagle straciły na aktualności w odniesieniu do prowadzenia polityki zagranicznej? Skoro w biznesie pozycja tego florenckiego dyplomaty i filozofa zyskuje uznanie, to dlaczego jej zasady nie miałyby zostać wykorzystane w globalnej grze o interesy? Wbrew oczekiwaniom wielu światłych intelektualistów i przywódców zachodnioeuropejskich rosyjski przywódca nie zamierza dalej grać według zasad ustalonych przez demokracje cywilizacji euroatlantyckiej, gdyż doskonale rozumie, że w ramach tych zasad nie uda mu się zrealizować swojego głównego celu, jakim jest odbudowa imperialnej pozycji Rosji na arenie międzynarodowej. 

Reklama