Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Nigeria: Konfliktu etniczno-religijnego ciąg dalszy?

Działy Artykułu: 
Autorzy: 
Anna Łukasik

Nigeria – kraj kontrastów etniczno-religijnych. Państwo zamieszkiwane przez ponad 250 grup plemiennych, wyznawców chrześcijaństwa, islamu oraz pierwotnych religii animistycznych. Kraj od dziesięcioleci pogrążony w konflikcie. Państwo, w którym fala nienawiści wciąż wzbiera na sile. W samym tylko roku 2010 ofiarami rozruchów etniczno-religijnych padło niemal tysiąc osób. Jaka zatem przyszłość czeka Nigerię?


Cechą charakterystyczną systemu wewnętrznego niepodległej od 1960 roku Nigerii stał się niezależny rozwój trzech głównych regionów państwa – Północnego, zamieszkiwanego przez muzułmanów z ludów Hausa i Fulani; Wschodniego z chrześcijańską grupą etniczną Ibo oraz Zachodniego z Joruba wyznającymi pierwotne religie animistyczne. Antagonizmy tych grup w sposób oczywisty przełożyły się na rozwój regionalnych mechanizmów politycznych i organizacji. Po odzyskaniu niezależności powołano do życia centralny rząd i parlament, ale zachowano dotychczasowe rady prowincjonalne – spadek po epoce kolonializmu. Każda z nich posiadała władzę ustawodawczą i wykonawczą, a jedynym elementem łączącym trzy niezależne od siebie prowincje była tylko władza gubernatora. Wzajemną nieufność ludów oraz lęk jednej grupy etniczno-religijnej przed dominacją drugiej zaczęły dodatkowo pogłębiać dysproporcje w rozwoju gospodarczym północy i południa kraju, nierównomierny podział dochodu narodowego oraz powszechna korupcja, nepotyzm i wzajemne oskarżenia o wyborcze oszustwa.

Napięcia, spory i konflikty wewnętrzne bardzo szybko przybrały na sile. 15 stycznia 1966 roku doszło do zamachu stanu zorganizowanego przez majora Patricka Ch. K. Nzeogwu i oficerów z plemienia Ibo. W wyniku działań rebelianckich zginął premier Nigerii oraz premierzy Regionu Północnego i Regionu Zachodniego. Władzę w kraju przejęły nigeryjskie siły zbrojne, a na nowego szefa rządu federalnego wybrano generała Aguiyi Ironsiego, który zaraz po objęciu stanowiska rozwiązał parlament i zakazał wszelkiej działalności partii politycznych. Ironsi nie był jednak w stanie załagodzić napięć etniczno-religijnych. Na północy kraju potraktowano zamach jako spisek Ibo chcących przejąć władzę i kontrolę nad całym państwem. Wkrótce doszło do kolejnego zamachu i władzę w kraju przejął Yakubu Gowon. Jako chrześcijanin, pochodzący z muzułmańskiej północy miał być tym, który pogodzi zwaśnione ludy. Niestety lęk Hausa i Fulani przed dominacją Ibo okazał się silniejszy i doprowadził do masowych mordów na zamieszkujących Północ chrześcijanach. Szacuje się, że podczas owych zamieszek wymordowanych zostało od dziesięciu do trzydziestu tysięcy Ibo, a kolejny milion zmuszono do ucieczki.

Wśród poszczególnych grup etnicznych zaczęły rodzić się nowe tendencje. Wybrany z Północy rząd podjął działania zmierzające do centralizacji władzy, Joruba z Regionu Zachodniego do utworzenia luźnej konfederacji, Ibo zaś do oderwania Regionu Wschodniego od reszty kraju. Wobec silnych dążeń separatystycznych Gowon rozwiązał Najwyższą Radę Wojskową, ogłosił się dyktatorem i z początkiem roku 1967 podjął próbę wymuszenia na Ibo całkowitego podporządkowania. Blokada ekonomiczna Regionu Wschodniego nie przyniosła jednak zamierzonych skutków. Napięcia między stronami znacznie wzrosły i 30 maja wojskowy przywódca ruchu separatystycznego Chukwuemeka Odumegwu Ojukwu ogłosił niezależność wschodniej prowincji, proklamując ją niepodległą Republiką Biafry.

Działania zbrojne przeciwko Biafrze rozpoczęły się 5 lipca 1967 roku. Początkowa przewaga leżała po stronie secesjonistów uzbrojonych we francuski sprzęt i szkolonych przez instruktorów Legii Cudzoziemskiej. Wojska biafrańskie już w sierpniu przekroczyły Niger i w błyskawicznym tempie zajęły Prowincję Zachodnią. Wobec takich posunięć wojska federalne zmobilizowały swoje siły, a 2 września rząd centralny wypowiedział Biafrze wojnę totalną. Dzięki wsparciu ze strony USA, Związku Radzieckiego i Wielkiej Brytanii wojska rządowe przeszły do pełnej ofensywy. 20 września odzyskano stolicę Prowincji Zachodniej, a 5 października zajęto Engugu. Pomimo zawziętego oporu wojsk biafrańskich siły federalne odbijały kolejne terytoria, aż wreszcie na przełomie 1969-1970 roku wojska secesjonistów zostały całkowicie rozbite. 11 stycznia Ojukwu opuścił Biafrę, a cztery dni później jego następca – podpułkownik Philip Effiong – podpisał akt bezwarunkowej kapitulacji.

Trzy dekady względnej stabilizacji

Po zakończeniu wojny domowej uspokajanie negatywnych nastrojów postępowało bardzo szybko. W kolejnych trzech dekadach - mimo licznych, głównie bezkrwawych przewrotów i zamachów stanu, w wyniku których do władzy dochodzili raz muzułmanie, a raz chrześcijanie - kraj kroczył ścieżką intensywnego rozwoju gospodarczego. Dochody skarbu państwa zaczęły znacznie wzrastać, w tym zwłaszcza wpływy z handlu zagranicznego. Po obaleniu Gowona, Murtala Mohammed wymienił tysiące urzędników administracji państwowej i zapowiedział przejście władzy w ręce cywilów. Jego następca podjął kroki zmierzające do unowocześnienia armii i wykorzystania wpływów z ropy naftowej na modernizację i rozwój państwowej gospodarki. W 1978 roku uchwalono konstytucję i rozpisano wybory. Zniesiono zakaz działalności politycznej, sformowano pięć partii i zgłoszono kandydatów na prezydenta, wiceprezydenta, członków Zgromadzenia Narodowego, zgromadzeń stanowych i gubernatorów. W 1985 roku Ibrahim Babangida przywrócił wolność prasy i uwolnił więźniów politycznych.

Wzrost niepokojów nastąpił dopiero z początkiem lat dziewięćdziesiątych i miał głównie związek z oszustwami wyborczymi oraz wzajemnymi oskarżeniami polityków o powszechną korupcję, nieudolność rządów, brak środków zaradczych na bolączki trapiące społeczeństwo nigeryjskie. W 1993 roku minister obrony Sani Abacha zmusił prezydenta Ernesta Shonekana do dymisji i natychmiast po przejęciu władzy w kraju zniósł wszelkie instytucje demokratyczne. Zaczęto prześladować polityków i niezależną prasę. Poprzez wojsko, policję i sądy, administracja rządowa poczęła narzucać swoją wątpliwą pod względem legalności władzę. W związku z licznymi naruszeniami praw człowieka państwa Unii Europejskiej i Commonwealth nałożyły na Nigerię międzynarodowe sankcje, w tym chyba najbardziej dotkliwe w postaci zablokowania sprzedaży broni oraz wstrzymania pomocy wojskowej. Wybuchły strajki generalne związków zawodowych i tym samym gospodarka kraju zaczęła popadać w kryzys.

W czerwcu 1998 roku, po śmierci Abacha i przejęciu władzy przez generała Abdulsalami Abubakara, sytuacja w Nigerii uległa lekkiej poprawie. Nowy przywódca państwa przywrócił swobodę działania związków zawodowych i uwolnił ich liderów. Nie poradził sobie jednak z łamaniem takich wolności, jak swoboda zgromadzeń czy poruszania się oraz przemocą wobec kobiet, zwłaszcza z ich obrzezaniem i dyskryminacją. Kiedy rok później Olusegun Obasanjo przejmował, w drodze demokratycznych wyborów, urząd prezydenta nieporozumienia etniczno-religijne osiągnęły poziom krytyczny. W maju 1999 roku w stanie Kaduna wybuchły zamieszki związane z następstwem po lokalnym emirze. W ich wyniku śmierć poniosło ponad sto osób. Pół roku później w południowym stanie Bayelsa, w mieście Odi, wojsko zabiło wielu cywilów w odwecie za śmierć dwunastu policjantów, poniesioną z rąk członków lokalnego gangu. Tuż po zajęciu stanowiska Obasanjo – deklarujący się reprezentantem wszystkich Nigeryjczyków, bez względu na przynależność etniczną i wyznanie – stanął zatem przed dużym problemem wyłagodzenia konfliktu. Jego próby nie przyniosły jednak pożądanych efektów.

Nowa odsłona konfliktu

Początkiem eskalacji etniczno-religijnego terroru stało się w 2000 roku wprowadzenie w północnych prowincjach państwa prawa koranicznego. Obowiązująca obecnie konstytucja Nigerii uznaje przepisy szariatu, ale tylko w związku z czynnościami cywilnymi – małżeństwami, adopcjami, dziedziczeniem. Wprowadzenie zasad Koranu rozciąga zaś jurysdykcję szariatu również na prawo karne. W rzeczywistości oznacza to upowszechnienie m.in. takich sankcji, jak biczowanie, kamienowanie, czy obcinanie kończyn za grzeszne i wyjątkowo haniebne czyny, do których można przykładowo zaliczyć kradzieże, cudzołóstwo i zdradę islamu na rzecz innej religii. Dodać także należy, że kary te bardzo często wydawane są przez jednoosobowy sąd o wyłącznie religijnych kompetencjach.

Próba upowszechniania prawa koranicznego wywołała w Nigerii znane już z wojny domowej uczucie lęku przed dominacją jednej z wielkich grup etniczno-religijnych. Do pierwszych otwartych protestów chrześcijan doszło w lutym 2000 roku w stanie Kaduna. Manifestanci zostali wówczas zaatakowani przez bojówki muzułmańskie i bardzo szybko protesty przekształciły się w krwawe zamieszki. W ich wyniku zginęło ponad tysiąc osób, głównie chrześcijan atakowanych tak na ulicy, jak i w kościołach, czy seminariach teologicznych. Na ratunek Kadunie przyszedł prezydent Obasanjo, który zmusił gubernatora prowincji do powołania Komisji Bezpieczeństwa Narodowego. Instytucja, której celem było wyciszenie zatargów religijnych nie uspokoiła jednak żyjących w Kadunie chrześcijan. Gubernator Ahmed Makarfi musiał zatem szukać innych rozwiązań poprzez wprowadzanie do lokalnego prawodawstwa praw zwyczajowych poszczególnych grup etnicznych. To nieco wyłagodziło nastroje w Kadunie, ale sytuacja w innych prowincjach kraju zaczęła powoli wymykać się spod kontroli władz lokalnych i centralnych.

Na przełomie września i października 2001 roku rozruchy wybuchły w wieloetnicznych stanach Plateau, Benue, Taraba oraz Nassarawa. W Plateau, przykładowo, zarzewiem konfliktu stały się oskarżenia wobec muzułmanów o kradzież ziem chrześcijan z plemienia Tarok. We wrześniu 2001 roku, w samym mieście Jos - stolicy prowincji – zginęło około tysiąca osób. Kolejna fala brutalnych starć przetoczyła się przez Plateau na przełomie 2002 oraz 2003 roku i przyniosła za sobą siedemdziesiąt spalonych wsi. Z kolei walki osiadłych chrześcijan z muzułmańskimi nomadami z wiosny 2004 roku doprowadziły w mieście Yelwa do śmierci siedmiuset osób i zniszczenia wielu kościołów. To zmusiło władze lokalne do wprowadzenia na terenie prowincji, stanu wyjątkowego.

Rok 2004 przyniósł także zamieszki w islamskim Kano na północy Nigerii. Tu przyczyną rozruchów była, początkowo niewielka, demonstracja muzułmanów przeciwko śmierci współwyznawców z innej części kraju, ale na ich krwawy przebieg złożyły się także wydarzenia z lat wcześniejszych. Odkąd lokalne władze wprowadziły do ustawodawstwa wewnętrznego prawo szariatu, chrześcijanie zaczęli być zmuszani do przestrzegania koranicznych nakazów. I tak przykładowo w roku 2003 pozbawiono chrześcijanki pracy w szkołach i szpitalach, ponieważ nie zakrywały one włosów i twarzy tak, jak nakazuje tego święta księga islamu. W tym samym roku władze Kano utrudniły wyznawcom Chrystusa uczestniczenie w nabożeństwach Wielkanocnych, wprowadzając dzienną i nocną godzinę policyjną. Tysiące wiernych złamało jednak zakazy i w drodze do kościołów naraziło się na liczne ataki ze strony muzułmanów.

Ubiegły – 2010 – rok nie był, pod względem konfliktu etniczno-religijnego, wyjątkiem. Do starć chrześcijańsko-muzułmańskich doszło już 17 stycznia w mieście Jos. W ciągu czterech dni walk życie straciło – według różnych źródeł – od 160 do 300 osób, a kolejnych 18 tysięcy opuściło swoje miejsca zamieszkania. Rzekomym powodem rozruchów stała się budowa meczetu w chrześcijańskiej dzielnicy miasta. Wprowadzenie stanu wyjątkowego oraz zmobilizowanie oddziałów wojskowych i policyjnych nie utrzymało jednak porządku na długo, bowiem kolejna fala starć przetoczyła się przez Jos i jego okolice po niespełna dwóch miesiącach. Do najbardziej krwawych incydentów doszło we wsi Dogo Nahawa, gdzie zginęło ponad 500 osób, głównie kobiet i dzieci bestialsko pociętych maczetami. Przypuszcza się, że atak był odwetem muzułmanów z plemienia Fulani na zamieszkujących osadę chrześcijanach z ludu Berom za styczniowe wydarzenia. Przedłużenie godzin policyjnych, postawienie służb porządkowych w stan najwyższej gotowości i ściganie odpowiedzialnych za masakrę przyniosło pożądane efekty. Negatywne nastroje zostały wyciszone i prawie do końca roku udało się podtrzymać stabilizację w rejonie Jos.

Ponowne walki wybuchły 24 grudnia, kiedy uzbrojona bojówka muzułmańska zaatakowała kościół baptystów i zabiła pastora wraz z dwiema innymi osobami. Ponadto napastnicy podpalili świątynię i dom duchownego. Seria wybuchów wstrząsnęła dzielnicą chrześcijańską. Zginęło 38 osób, a kolejnych 70 zostało rannych. Prawdopodobnie za zamachami stoi radykalne ugrupowanie Boko Haram, domagające się wprowadzenia zasad szariatu na terenie całego kraju i odrzucające zachodni system szkolnictwa, jako sprzeczny z kanonami islamu. Na miejsce zamieszek bardzo szybko przybyło wojsko i policja. Służby porządkowe zintensyfikowały uliczne patrole, ale sytuacja w mieście nie ulega zbytniej poprawie.

Nieznana przyszłość Nigerii

Spory i konflikty etniczno-religijne są problemem trapiącym niepodległą Nigerię od samego jej powstania. Największy kłopot tkwi w tym, że religie dwóch najbardziej zwalczających się grup mają całkiem odmienne charaktery. W islamie nie istnieje granica między sferą duchową i świecką. Prawo koraniczne kontroluje i reguluje całe życie wspólnotowe, od relacji rodzinnych poczynając, na państwie i jego funkcjonowaniu kończąc. Staje się on zatem doskonałym narzędziem manipulacji politycznej. Islam nawołuje także do „świętej walki” za wiarę i współwyznawców. Kościół chrześcijański natomiast, zerwawszy dawno z krucjatami i inkwizycjami, stara się prowadzić dialogi międzywyznaniowe. Nakazuje miłować bliźnich i wybaczać winowajcom, co w kontekście nigeryjskim zakrawa na lekką hipokryzję. Tamtejsi chrześcijanie nie są bowiem skorzy do nadstawiania drugiego policzka względem muzułmanów. Tak, czy inaczej kościół wyznawców Chrystusa jest w swym charakterze mniej totalny. Reguluje kwestie duchowe, ale nie wtrąca się do państwa i polityki, chyba że problem dotyczy wolności wyznań. Muzułmanie chcą kraju islamskiego, chrześcijanie państwa laickiego. Wyznawcy Allaha widzą w islamie jedyną słuszną religię, chrześcijanie wykazują większą w tej kwestii tolerancję uznając równość wyznań. Jak widać zatem, nie można w obu religiach znaleźć wspólnego pierwiastka dającego porządny grunt pod rozmowy pokojowe.

Obok czysto religijnych kanonów duży problem – paradoksalnie – stanowi także silne poczucie więzi ze współwiernymi. Oba wyznania nawołują do traktowania bliźnich w wierze jako braci i siostry, ale chyba w żadnej religii nie przybiera ono tak intensywnej formy jak w islamie. Jest to o tyle kłopotliwe, że społeczność muzułmańska – również ta w Nigerii – bardzo wrażliwie reaguje na pewne wydarzenia międzynarodowe. Tak było na przykład w 2001 roku, kiedy NATO interweniowało w Afganistanie. Władzom nigeryjskim z trudem udało się wówczas opanować negatywne nastroje muzułmanów, związane z bombardowaniami lotniczymi prowadzonymi przez wojska koalicji. Wydawać się zatem może, że silny mechanizm zemsty sprawdza się w Nigerii doskonale.

Podziały etniczno-religijne w sposób bardzo wyraźny nakładają się także na wewnętrzne kwestie polityczne. Funkcjonujące od 2000 roku, nieformalne porozumienie między Północą i Południem, dotyczące podziału władzy wg klucza: prezydent-chrześcijanin, wiceprezydent-muzułmanin i odwrotnie, zaczyna tracić na wartości. Kiedy w maju 2010 roku zmarł nagle – po trzech z czterech lat kadencji – prezydent Yara’Adue, muzułmanin z Północy, władzę w kraju przejął jego zastępca Goodluck Jonathan. Mimo tego, że po chrześcijaninie obowiązki prezydenta powinien przejąć wyznawca Allaha nic nie zapowiada zmian na najwyższym stanowisku państwa. Jonathan nie ma zamiaru łatwo oddać zdobytej władzy i już zapowiedział ponowne ubieganie się o sprawowany obecnie urząd. Jeśli zatem dodać do rozpisanych na 20 stycznia br. wyborów prezydenckich, ekstremizm muzułmańskiej Północy, plemienne waśnie w wieloetnicznym centrum kraju i tendencje separatystyczne Delty Nigru, uznać można, że istnieje duże prawdopodobieństwo wybuchu konfliktu na skalę przypominającą wojnę domową z lat 1967-1970.
 

Na zdjęciach: nigeryjscy żołnierze na misjach ONZ

Tags:

Reklama