Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Niegościnna Arizona

Autorzy: 
Krzysztof Kołaski
Niezwykle ważną rolę w funkcjonowaniu Stanów Zjednoczonych odgrywają przepisy imigracyjne. Ostatnio z pierwszych stron gazet nie schodzi kwestia nowego prawa w stanie Arizona. Podpisana przez gubernator stanu Jan Brewer 23 kwietna bieżącego roku ustawa, zdecydowanie podzieliła społeczeństwo. Została bez wahania określona, jako najsurowsza  w całym kraju.
 
Istotą aktu SB1070 jest uznanie nielegalnego pobytu w Arizonie za osobne przestępstwo. Przepisy nakładają na policję obowiązek sprawdzania osób, co do których zachodzi podejrzenie, iż znajdują się w USA nielegalnie. Imigranci zostali zobowiązani do noszenia przy sobie niezbędnych dokumentów potwierdzających legalność pobytu. Obywatele mają także prawo kierować do sądu wnioski przeciw stróżom prawa, gdy ci nie wywiązują się z nowych zadań. Surowe kary uderzają także w  pracodawców zatrudniających bądź nawet transportujących nielegalnych przybyszy.
 
Protesty i głosy poparcia – dyskusja w USA
 
Tradycyjnie, także w tym temacie, linia sporu przebiega pomiędzy środowiskami konserwatywnych republikanów i liberałów popierających Partię Demokratyczną. Wydźwięk konfliktu można było odczuć w czasie May Day, kiedy to wiele parad i wieców publicznych skupiło się na protestach przeciwko Arizonie.
 
W ocenie władz stanowych, nowe przepisy mają na celu skuteczniejsze egzekwowanie prawa federalnego. Ustawa ma poparcie zdecydowanej większości mieszkańców Arizony, a także ogółu społeczeństwa. W tym drugim przypadku różnica „na tak” jest jednak bardzo nieznaczna. Za ojca „anty-imigracyjnych” nastrojów uważany jest senator Russel Pearce, twórcą kontrowersyjnych przepisów. Polityk określa zjawisko imigracji jako inwazję, jednak nie zgadza się z opinią, że kieruje nim niechęć do obcych. Jako powód swojej działalności podaje falę przestępczości powodowanej przez imigrantów oraz wielkie koszty, jakie Arizona ponosi na ich edukacje czy leczenie. Zdaniem senatora to niesprawiedliwe obciążenie lokalnego społeczeństwa.
 
Natomiast krytycy zwracają uwagę  na paragraf B omawianej ustawy, a zwłaszcza zdanie „w razie racjonalnego podejrzenie, że osoba jest obcokrajowcem, przebywającym w Stanach Zjednoczonych nielegalnie, należy podjąć właściwe działania, w celu ustalenie statusu imigracyjnego tej osoby". Słowa „racjonalne podejrzenie” określają jako  termin skonstruowany nieostro, co w praktyce doprowadzi do oceny człowieka na podstawie jego cech zewnętrznych. Budzi to obawę, że ramach ochrony prawa, zarówno przez prawo federalne i stanowe. Organizacje już alarmują o głosach ludzi mówiących o wzroście negatywnych nastrojów wśród społeczeństwa. Konsulat Meksyku wręcz odradza swoim obywatelom podróż do Arizony.
 
Pojawiają się także ujemne skutki obowiązywania nowego prawa dla gospodarki amerykańskiej. Przykładem stał się rodzinny biznes rodziny Tellezów – firma dystrybuująca owoce morza. Większość klientów stanowili Latynosi, którzy jednak w obawie przez kontrolą policji przestali odwiedzać restauracje i bary, co doprowadziło do spadku popytu nawet o 60%.
    
Finał w Sądzie Najwyższym?
 
W oryginalnym kształcie ustawa SB1070 funkcjonowała zaledwie kilka dni. Już 28 lipca sąd federalny w Arizonie zablokował możliwość stosowania jej głównych przepisów. Stało się tak na skutek interwencji administracji prezydenta Obamy, który poparł pozwy różnych organizacji w tej sprawie. Sędzia Susan Bolton zablokowała kontrolowanie przez policję statusu imigracyjnego osób zatrzymanych czy też konieczność noszenia wszystkich dokumentów imigracyjnych. Sąd argumentował, iż te kwestie leżą w gestii prawa federalnego i nie mogą być regulowane innymi przepisami. Władze stanu odwołały się od powyższej decyzji. Powołują się na opinie, iż ich prawo jedynie uzupełnia przepisy federalne. Zdaniem ekspertów, ostateczny wyrok wyda dopiero Sąd Najwyższy.
 
Nie będzie to pierwsze „spotkanie” Arizony w Sądzie Najwyższym w kwestii prawa imigracyjnego. W grudniu tego roku sąd ma zająć się kwestią programu E-Verify, który stan wprowadził w 2007 roku. Dotyczy on obowiązku pracodawców w zakresie sprawdzenia pozwoleń na prace osób zatrudnianych w ich firmach.
 
Inne stany chcą iść w ślady Arizony
 
Zainteresowanie nowym prawem Arizony wykazało kilka innych stanów USA . Jak mówią, wobec opieszałości władz federalnych, same muszą zadbać o odpowiednie przepisy. Micheal Hethmon z Immigration  Reform Law Institute powiedział, że zgłosili się do niego przedstawiciele 4 stanów zainteresowanych informacjami na temat sposobu wprowadzenia podobnych przepisów.
  
Wiadomo, że zmiany w prawie rozważają Colorado, Nebraska,  Utah, Floryda, Tennessee czy Oklahoma. Zachęciła ich do tego liczba imigrantów, jaka po podpisaniu SB1070 opuściła Arizonę. Delegacja z Colorado dokonała już nawet pewnych konsultacji z tamtejszymi prawnikami w kontekście kontrowersyjnej ustawy. Ponadto, przedstawiciele Departamentu Bezpieczeńśtwa Krajowego ogłosili, że projekt z Arizony ma zostać rozszerzony także na stan Illinois.
 
Co jest istotą problemu?
 
Dyskusja na temat Arizony zapewne nie skończy się nawet wraz z wyrokiem Sądu Najwyższego. Natomiast wydaje się, że trzeba na sprawę spojrzeć trochę inaczej. Prawdziwym problemem jest brak prawa federalnego kompleksowo regulującego status imigrantów w Stanach Zjednoczonych. O takie rozwiązanie postuluje wielu ekspertów, uważając, że jest to najlepsze wyjście z patowej sytuacji. Barack Obama, krytykując gubernator Brewer, także mówił o konieczności szybkiego uchwalenia nowych regulacji. Tymczasem Partia Demokratyczna nie jest w stanie przeforsować swojej koncepcji federalnego prawa, a po listopadowych wyborach o nowe przepisy może być jeszcze trudnie. Według  sondaży pozycja Demokratów w Kongresie ulegnie ponownemu osłabieniu, co ostatecznie uniemożliwi przyjęcie istniejącego projektu ustawy.
 
Dopóki w Stanach Zjednoczonych, na poziomie federalnym, nie zostanie uchwalone nowe prawo, można się spodziewać co jakiś czas podobnych kontrowersji, jak te z Arizony. Nie ma też pewności czy ustawa państwowa w pełni rozwiąże problem. Przy tak dużej liczbie imigrantów zawsze znajdzie się grupa społeczna, której nowe regulacje nie przypadną do gustu. Kolejnych dyskusji, a nawet sporów na pewno nie zabraknie.
 

Reklama