Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


"To nie USA się cofa, tylko świat się zmienia”

Działy Artykułu: 
Autorzy: 
Joanna Górska

18 stycznia w Collegium Civitas odbył się II wykład z cyklu pięciu wykładów „Mity Ameryki” poprowadzony przez prof. Henryka Szlajfera, wieloletniego dyrektora departamentu strategii i planowania polityki, a następnie departamentu Ameryki w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Tematem wykładu była „Polityka zagraniczna USA. Zanikające mocarstwo”?.


Podczas wykładu prof. Szlajfer starał się odpowiedzieć na pytanie- dlaczego o USA mówi się jako o upadającym mocarstwie? Przede wszystkim według profesora tzw. „upadku” Stanów Zjednoczonych należy się doszukiwać w przeszłości. Zaczynając od okresu zimnej wojny po 1945 roku i wielkiej zimnowojennej konfrontacji ze Związkiem Sowieckim, który ostatecznie zakończył się zwycięstwem Stanów Zjednoczonych i upadkiem bloku komunistycznego. Hasło „American Century” (wiek Ameryki), które ukuło się już w latach 40 ubiegłego wieku zaczynało stopniowo tracić na swoim znaczeniu. Kryzys gospodarczy, skok cywilizacyjny Rosji, pojawienie się Chin w roli stabilizatora na Dalekim Wschodzie mogącego zachwiać dotychczasową pozycję Stanów Zjednoczonych, a także zerwanie krajów Ameryki Łacińskiej z modelem amerykańskim w dużej mierze przyczyniło się do kresu „wieku Ameryki”. Próbując odzyskać swą dotychczasową silną pozycję, Stany Zjednoczone zaangażowały się w konflikt w Iraku i Afganistanie, doprowadzając w ocenie wielu specjalistów do katastrofy wojskowej i politycznej.


O pierwszych sygnałach upadku potęgi Stanów Zjednoczonych pisze w 1979 roku amerykański „Business Week”- „Rzym trwał 1000 lat, Imperium Brytyjskie 500 lat, dlaczego my upadamy po 50 latach?”. Przyczyny załamania potęgi USA można rozpatrywać w ujęciu tzw. fal upadkowości, wyróżnionych przez amerykańskiego politologa Samuela Huntingtona.


Do pierwszej fali należy okres rozpatrywany w kontekście zbrojeń nuklearnych i jego znaczenia. W 1957 roku w kosmos wylatuje pierwszy sztuczny satelita ziemi wystrzelony za pomocą rakiety przez ZSRR. W 1961 roku pierwszym człowiekiem w Kosmosie zostaje Rosjanin Jurij Gagarin. Świadczyć to mogło o pewnych lukach w wiedzy na temat tego, czym dysponuje Związek Sowiecki. Do tego okresu zalicza się także kryzys kubański w latach 60. i związane z tym rozmieszczenie sowieckich rakiet na Kubie.


Kolejny okres wspomnianej upadkowości przypada na koniec lat 60. i początek 70. Wydarzenia rozgrywające się zarówno na płaszczyźnie polityki wewnętrznej i zagranicznej Stanów Zjednoczonych, do których zalicza się końcową już fazę walki o wielką emancypację ludności czarnej, konflikt w Wietnamie, pozostawiający po sobie ogrom krytyki społeczeństwa amerykańskiego oraz pewnego rodzaju traumę załamującą wiarę Ameryki w bezgraniczność swych możliwości. Był to okres wieloletniego pesymizmu, trwającego aż do objęcia prezydentury przez Reagana. Powoli zaczyna się kończyć okres, w którym USA stanowi jedyne supermocarstwo zdolne dyktować warunki czy niezbędne rozwiązania. Wiąże się to z początkiem systemu wielobiegunowego. Zaczynają wyłaniać się siły takie jak Chiny, ZSRR, Japonia. Taka sytuacja uprzedzała przed tym, co będzie zachodzić w stosunkach międzynarodowych w najbliższych latach.


Następnie lata 70. przynoszą szok związany z wojną na Bliskim Wschodzie i rebelią krajów arabskich. Był to okres amerykańskiej stagnacji, stanowiącej coś nowego i dziwnego w Stanach Zjednoczonych. Uświadomiono sobie, że Ameryka już nie kontroluje wszystkiego i można się przeciw niej zbuntować. W Afryce z kolei dochodzi do triumfalnego marszu ZSRR, który wygrywa walkę m. in. o Angolę, Mozambik, Wyspy Zielonego Przylądka. Ameryka zaczęła się cofać, a jej sojusznicy idą do przodu. Dodatkowo w latach 80. Dochodzi do gwałtownego wzrostu deficytu budżetowego.


A zatem upadek USA ma swoją historię. Biorąc pod uwagę zagrożenie dla pozycji USA dziś i jutro na pewno nie będzie to zagrożenie dla potencjału militarnego. Warto podkreślić, że pozycja Stanów Zjednoczonych była unikatowa, szczególnie po II wojnie światowej. Były jedynym krajem dysponującym wówczas ponad 50 % wskaźnikiem produkcji światowej. Zarówno w 1938 roku, jak i w 1960 udział USA w światowej produkcji wynosił 38%. Ten sam poziom utrzymują w latach 80. Teraz jest to 24 % światowego dochodu. Świat się rozwijał, a USA utrzymywały swoją pozycję mimo zachodzących różnych zmian. Nie można powiedzieć, że USA się cofają, tylko świat się zmienia. Nastąpiła gwałtowna przyspieszona koncentracja w rękach innych państw, swego rodzaju przegrupowanie, a następnie wyłonienie liderów. Jednym słowem pojawiła się konkurencja. Dziś takim konkurentem, w wymiarze gospodarczym, jest Unia Europejska, następnie Chiny, Japonia, kolejni w kolejce to Indie, Indonezja, Turcja, Brazylia.


Konkurenci Stanów Zjednoczonych byli dotychczas albo nieskoncentrowani, albo niezdeterminowani, albo interesowało ich coś innego. Wielu uwierzyło w wielobiegunowość świata. Nastąpił szok związany z pojawieniem się konkurencji. Warto przyjrzeć się tutaj Chinom, które są jednocześnie więźniem i strażnikiem. Dotyczy to kwestii gospodarki i związanej z tym głębokiej zależności amerykańsko- chińskiej oraz kwestii militarnej odnajdującej swój wyraz w coraz większej roli Chin w bezpieczeństwie Azji Wschodniej.


Potęga Stanów Zjednoczonych, szczególnie potęga militarna zawiera się w stwierdzeniu, że Ameryka jest w stanie prowadzić 2 i pół konfliktu jednocześnie. Dziś prawdopodobnie nie byłaby w stanie prowadzić półtora. Mówi to o znaczącym ograniczeniu siły militarnej. Pojawia się więc pytanie- jest zmierzch, czy nie? Odpowiedzią na pytanie może być kolejne- ilu sojuszników posiadają Stany Zjednoczone? Jest ich 62- a zatem tak duża liczba świadczy o atrakcyjności danego państwa, jego sile przyciągania i atrakcyjności zwanej w stosunkach międzynarodowych soft power. Atrakcyjność USA jako mocarstwa jest nadal dość wysoka i trudno mówić o jego zmierzchu.


Jednak pewne wątpliwości oczywiście są i pojawiły się one szczególnie po wojnie w Iraku i Afganistanie. Uświadomiono sobie, że Stany Zjednoczone nie mogą już działać same i występują pewne trudności przy zdobywaniu sojuszników. Tak naprawdę gotowi walczyć są tylko niektórzy.


Problemy i wyzwania przed którymi już dziś stoi Ameryka jest wiele. Pierwszym z nich niewątpliwie jest terroryzm, stanowiący nadchodzącą burzę, która ogarnie cały świat. Warto przytoczyć tutaj słowa amerykańskiego specjalisty z CATO Institute Justina Logana, który o problemie terroryzmu mówi jako o „niezwykle ekspansywnej i niezdefiniowanej misji stabilizacyjnej”. Te problemy wiążą się według niego z takim skradaniem się, z taką ekspansją i „te problemy będą nękać amerykańskich strategów jeszcze przez lata jeśli wciąż Stany Zjednoczone będą sądzić, że radzenie sobie z tamtejszym terroryzm wymaga misji stabilizacyjnych z ich strony”.


Kolejny problem to kwestia poradzenia sobie z ciągle wzrastającą pozycją Chin i ogólnym wzmocnieniem Azji, kwestia porozumienia dyplomatycznego z Indiami, otwarcie na Indie, a do przyszłych wyzwań dojdą jeszcze relacje z Europą. Dużym wyzwaniem będzie także wypracowanie wspólnego stanowiska co do sytuacji w Ameryce Łacińskiej i jej nieprzychylności do Stanów. Kolejny obszar, nad którym warto będzie się w przyszłości pochylić, to Afryka- ze względu na surowce staje się niezwykle ważna. I ostatni z rozważanych- chyba obecnie najtrudniejszy- Afganistan, z którego w końcu trzeba będzie wyjść i który prawdopodobnie stanie się czynnikiem napędzającym współpracę z Rosją, której neutralność może okazać się kluczowa.


Podsumowując i próbując jeszcze raz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy mamy do czynienia z zanikającym mocarstwem, możemy powiedzieć, że prawdopodobnie XXI wiek nie będzie wiekiem Ameryki, ale na pewno nie będzie wiekiem bez Ameryki.
 

Reklama