Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Narkotykowa wojna w Meksyku

Autorzy: 
Dagmara Suberlak

Strzelaniny, handel bronią i pościgi. Uzbrojeni policjanci stają do walki z gangsterami, którzy nielegalnie handlują narkotykami i wywożą je poza granice Meksyku. Na ulicach giną tysiące niewinnych ludzi. Do lokali, gdzie przebywają turyści podrzucane są ludzkie zwłoki. Krwawe porachunki między gangami, niemalże jak sceny z filmów to w Meksyku codzienność. Nielegalny handel narkotykami to jeden z największych problemów, nie tylko Meksyku, ale całej Ameryki Północnej.


Kiedy prezydent Felipe Calderon obejmował urząd prezydenta Meksyku obiecywał, że zlikwiduje nielegalny handel narkotykami, a ulice kraju staną się bezpieczne. Walka, która rozpoczęła się w 2006 roku trwa nieprzerwanie, a jej żniwo to 34 000 zabitych osób.


O tym, że skala zjawiska w samym Meksyku jest ogromna, wiedzą wszyscy. Do 2000 roku Meksykiem rządziła Partia Instytucjonalno - Rewolucyjna, która swój system władzy opierała na łapówkarstwie. Dzięki obietnicom odbudowy szkoły, dróg czy pomocy dla szpitala kupowała sobie głosy. Obiecywano tak dużo, jak dużo zapłacono.


Skorumpowany był cały kraj. Politycy kupowali głosy, gdy zabiegali o poparcie, za łapówki policjanci „przymykali” oczy na wykroczenia gangsterów, a wyżsi oficerowie otrzymywali nielegalne pieniądze za swoje usługi. W rękach mafii było wielu polityków, biznesmenów, ludzi ze świata nauki czy kultury. Nieraz przeciwnicy polityczni wynajmowali gangsterów, gdy chcieli załatwić swoje porachunki.


Z analizy danych AFI, meksykańskiej agencji do walki z przestępczością zorganizowaną wynikało, że na 7000 agentów państwowego wywiadu aż 1500 było związanych z kartelami narkotykowymi. Oba światy polityki i przestępczości wzajemnie na siebie oddziaływały. Za pieniądze, często pochodzące z nielegalnych interesów można było kupić wszystko.


W celu eliminacji zorganizowanej przestępczości zdecydowano, aby do walki użyć wojsko. Na samym początku idea walki z kartelami zawierała modernizację służb mundurowych, a więc szkolenia dla oficerów policji i wprowadzenie podwyżek, aby zniechęcić policjantów do sięgania po pieniądze gangsterów, co miało przyczynić się do zwalczenia zjawiska przestępczości. Ofensywa, która została zapoczątkowana za poprzedników Calderona nie przynosiła spodziewanych efektów, wręcz przeciwnie pogłębiła to zjawisko. W walkach ginęli policjanci i cywile, a kartele, których siła nie malała, ale rosła prowadziły sprzedaż narkotyków do innych państw.


Użycie wojska do walki z handlarzami narkotyków spotkało się z krytyką opinii publicznej. Protestowały światowe organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka, które poddawały argument, że wojsko może zrobić wszystko i nie podlega żadnej karze wymiaru sprawiedliwości. Z kolei w samym Meksyku, powstała obawa, o powtórkę sytuacji z przeszłości, kiedy w wyniku krwawych zamachów z udziałem wojska zginęło wielu ludzi. Prezydent Calderon w jednym z wywiadów udzielonych telewizji powiedział, że tą walkę wygrać musi. Z pewnością chciałby ją wygrać, jeśli obiecał to swoim wyborcom. Jednak przeciwnik okazał się być silniejszy, niż wymagała tego ofiara.


W ostatnich latach handel narkotykami przesunął się z kraju Ameryki Łacińskiej – Kolumbii do Meksyku. Jak podają dane statystyczne, 90% nielegalnej marihuany, amfetaminy czy kokainy przemycane jest właśnie z terytorium Meksyku do USA i dalej do innych części świata. Meksyk stał się krajem tranzytowym przez który, „płyną” tony białego proszku, a dochody sięgają kilkunastu miliardów dolarów rocznie.


Choć Amerykanie deklarują chęć niesienia pomocy w łapaniu nielegalnych przestępców na granicy terytorialnej, praktycznie niewiele z tym robią. Wszystkie podjęte do tej pory zobowiązania są albo spóźnioną reakcją na powstałe zagrożenie, albo nie umocowaną prawnie deklaracją niesienia pomocy. USA mają zalegalizowane prawo do posiadania broni w większości stanów, a w Arizonie, Teksasie czy Kalifornii przestępcy z łatwością zaopatrują się w broń, którą wwożą na teren Meksyku.


W 2008 roku Stany Zjednoczone uchwaliły projekt o przekazaniu rządowi Calderona 1, 4 mld dolarów na walkę z kartelami narkotykowymi. Ponadto zobowiązały, że przekażą sprzęt logistyczny, wojskowy i aparaturę rentgenowską do dyspozycji Meksyku. Amerykanie deklarowali także pomoc w przeszkoleniu żołnierzy i policji oraz współpracę przy powstaniu centralnych ośrodków wywiadowczych w rozpracowywaniu karteli narkotykowych.


Pomimo wysłania licznych oddziałów wojska i policji do walki z kartelami narkotykowymi siła ich działania nie słabła. Niemalże co godzinę ginął człowiek. Strzelaniny i pościgi jak z filmów rozgrywały się na meksykańskich osiedlach każdego dnia. Zdarzało się, że nawet w najbardziej strzeżonych miastach miały miejsce brutalne pojedynki między walczącymi gangami. W niektórych wydawać by się mogło bezpiecznych ośrodkach dla turystów, takich jak Acapulco, dochodziło do podrzucania ciał ofiar zabitych w walkach miejskich gangów. W szczególności ze swojej przestępczej działalności zasłynęły gangi: Tijuany, Ciudad Juárez, Zatoki Meksykańskiej (Cartel del Golfo) oraz mafijne rodziny ze stanów Sinaloa i Michoacán.


W ostatnich miesiącach zwiększyła się liczba ataków i krwawych porachunków na terytorium graniczącym z USA. W południowo - zachodnim stanie Guerrero w przeciągu paru dni w wyniku ataków zginęło 45 osób, a w stanie Chihuahua w weekend śmierć poniosło łącznie 36 osób, w tym także pracownicy amerykańskiego konsulatu. W zamachach co raz częściej giną obywatele USA, w lutym tego roku w wyniku pościgu postrzelono dwóch agentów, z których jeden został ranny, a drugi – Jamie Zapata zginął.


Walki pomiędzy gangami stale przynoszą szkodę państwu. Wzrost krwawych porachunków to poniekąd skutek wyścigu między kartelami o kurczący się rynek narkotykowego biznesu, ale również odwet za próby przeciwdziałania zjawisku. Prezydent Calderon i jego rząd podjęli walkę z kartelami narkotykowymi - na terytorium przygraniczne skierowano dodatkowo ok. 40 000 sił wojska i policji.


Swoją uwagę na sytuację przy meksykańskiej granicy skierował Barack Obama. Na krótko po tym, gdy spośród niewinnych ludzi ginęli Amerykanie prezydent zdecydował się na przeznaczenie dodatkowych pieniędzy dla oficerów policji i skierował amerykański sprzęt wojskowy do walki z kartelami. Ponadto obywatele amerykańscy, którzy przebywali na terytorium Meksyku otrzymali ostrzeżenie o wojnie pomiędzy gangami oraz możliwość powrotu do kraju. Pracownicy amerykańskiej ambasady dostali zgodę na powrót po tym jak ostrzeżono ich, że mogą być obiektem ataku.


Pomimo, że relacje USA i Meksyku od zawsze były napięte, dodatkowo „oliwy do ognia” dolał serwis Wikileaks, którego przecieki sugerowały jakoby sam prezydent Calderon nie radził sobie z sytuacją w kraju i to jego rządy doprowadziły do ekspansji agresji gangów i rozlewu krwi na ulicach Meksyku. Przecieki dotyczyły sytuacji w kraju i wśród meksykańskiej armii, a także wad w działaniu meksykańskich agencji ochrony, łamania praw człowieka i obaw związanych z korupcją.


Na odpowiedź ze strony prezydenta Calderona nie trzeba było długo czeka. W jednym z udzielonych wywiadów skierował uwagę na dyplomację amerykańską i jej agencje rządowe, które w celu przeciwdziałania kartelom narkotykowym nie zrobiły nic i nie skoordynowały swoich działań. Jednak szefowa amerykańskiej Homeland Security, Janet Napoliatano stwierdziła, że nie tylko rządowe agencje wywiadowcze dobrze sobie radzą, ale i współpracują z ich meksykańskimi odpowiednikami.


Chociaż oba państwa obwiniały się o odpowiedzialność za działania przeciwko meksykańskim kartelom, nie prowadziły wspólnych skoordynowanych akcji w celu poprawy sytuacji w kraju jak i na granicy. W obecnej napiętej sytuacji, kiedy przestępcy nie obawiają się niczego USA i Meksyk winny prowadzić takie działania, które wyeliminują nielegalny przemyt narkotyków i zwalczą przestępczości w kraju. Jak podkreślają eksperci nie tylko same akcje wymierzone przeciwko DTO’s ( organizacje skupiające handlarzy nielegalnie handlujących narkotykami) nie rozwiążą problemu, jeśli w kraju nie wyeliminuje się korupcji, a na ich miejscu nie powstaną instytucje demokratyczne zwalczające kartele narkotykowe. W przyszłości nieskoordynowane akcje mogą doprowadzić do nasilenia zjawiska i zniechęcić społeczeństwo Meksyku do już rozpoczętych operacji.


Podczas spotkania na szczycie w Waszyngtonie 3 marca 2011 roku, prezydenci Calderon i Obama podjęli decyzję o współpracy i przeciwdziałaniu kartelom narkotykowym. Część komentatorów zaprzecza jakoby ponad roku temu zostało utworzone centrum wywiadowcze w samym Mexico City, które rozpracowywałoby kartele narkotykowe. Waszyngton nie potwierdził także doniesień, jakoby Amerykanie mieli dostęp do tajnych informacji o przestępcach szmuglujących narkotyki do innych krajów. Oba państwa opowiedziały się raczej za zwiększeniem wysiłków w celu rozpracowania gangów narkotykowych.


Wojny narkotykowe trwać będą jeszcze długo, dłużej niż kadencje Calderona i Obamy, bo skala tego zjawiska jest ogromna i zatacza co raz to nowsze kręgi. Giną setki niewinnych ludzi, a próba przeciwdziałania zjawisku zachęca przestępców do kolejnych działań i szmuglowania narkotykami. Meksyk jest krajem, w którym znaczna część społeczeństwa żyje w ubóstwie i wyjeżdża z kraju, niejednokrotnie do USA w celu poprawy swojej sytuacji. Nic więc dziwnego, że obietnice łatwego zarobku w zamian za pracę w narkobiznesie przyciągają wielu chętnych. Kartele są bardzo trudne do rozpracowania, ponieważ jeśli zostanie złapany szef, jego współpracownicy godnie go zastępują i prowadzą kolejne akcje, a próba rozbicia takiej grupy kończy się zazwyczaj tragicznie dla jednostki, która nie chce współpracować. Dlatego tak ważne jest prowadzenie operacji wywiadowczych i skoordynowanych akcji przez Meksyk z pomocą USA. Z pewnością zaprowadzenie porządku przyczyni się do osłabienia karteli i odnalezienia sprawców brutalnych napaści.
 

Reklama