Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Mitt Romney w Polsce

Autorzy: 
Karol Dobosz

Polska to kraj niebywałego dziedzictwa, tworzący niesamowitą przyszłość – mówił Mitt Romney podczas przemówienia w hali biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. W krótkiej wypowiedzi republikański kandydat na prezydenta USA złożył hołd Polakom słowami: Ja i Amerykanie jesteśmy pod wielkim wrażeniem drogi wolności, którą kroczą Polacy.

 


Podkreślił zasługi narodu polskiego w okresie II wojny światowej. Z podziwem opowiadał o walce i poświęceniu ludzi w czasie Powstania Warszawskiego i najwyższej ofierze, jaką przyszło im złożyć na ołtarzu wolności. Polska jest przykładem oporu wobec opresji – stwierdził i ponadto dodał - walczyliśmy razem i, umieraliśmy razem. Przypomniał, że słynne słowa Jana Pawła II z 1979 roku: Nie lękajcie się, pomogły obudzić ducha sprzeciwu wobec opresyjnych rządów i natchnąć serca milionów ludzi do zerwania żelaznej kurtyny.


Chwalił Polskę zarówno za Konstytucję 3 Maja jak i za walkę o demokratyzację kraju w latach ‘90. Słowa uznania kierował przede wszystkim pod adresem Lecha Wałęsy. Z szacunkiem opisywał jak dumny naród wybrał sobie na przywódcę skromnego elektryka. Ten z kolei pokazał, że: jeśli nie jesteś w stanie unieść czegoś sam to należy poprosić o pomoc innych, tworząc w ten sposób potężny ruch Solidarności. Dla przykładu, że Polacy i Amerykanie dzielą te same wartości przytoczył historię Rosy Parks, czarnoskórej kobiety ze stanu Alabama, która w czasach ostrej segregacji rasowej odmówiła białemu mężczyźnie użyczenia swojego miejsca w autobusie i stała się w ten sposób symbolem walki z rasizmem.


Gubernator stanu Massachusetts wyraził swój podziw dla polskiej gospodarki. W czasach, gdy kraje byłego bloku wschodniego przechodziły transformację gospodarczą mówiono: spójrzcie na Polskę. Dziś w dobie kryzysuodpowiedź brzmi identycznie: spójrzcie na Polskę. Polska pokonała kryzys i stała się najszybciej rozwijającą gospodarką w Europie. W ostatnich latach recesji i kryzysu oparliście się tej próbie i cały czas wzrastaliście – zaznaczył.


Jego uwadze nie uszło długoletnie zaangażowanie polskich sił zbrojnych w misje w Afganistanie i Iraku. Jak stwierdził - Polska nie ma większego przyjaciela i sojusznika niż Stany Zjednoczone. Z jego słów można było wywnioskować, że ceni sobie sojusz z Warszawą na równi z Londynem czy Tel Awiwem. Mówimy tym samym językiem wolności i sprawiedliwości, troszczymy się o prawo każdej osoby do życia w pokoju – stwierdził. Ze słów Mitta Romney’a wynikało ponadto, że sojusz ma przed sobą jeszcze wiele celów do osiągnięcia. Wśród zagrożeń dla wolności i pokoju gubernator stanu Massachussets wymienił Syrię, której opresyjne rządy pochłonęły tysiące ofiar, dyktatora Wenezueli Hugo Chaveza oraz co ciekawsze upadek demokracji w Rosji.


Nie usłyszeliśmy natomiast ani jednej spośród tak bardzo oczekiwanych kwestii dotyczących polityki zagranicznej USA. Z wypowiedzi niektórych komentatorów można było wywnioskować, że kandydat na prezydenta USA nie tylko nie zaspokoił oczekiwań słuchaczy, ale wręcz zawiódł swoim przemówieniem. Zabrakło deklaracji w sprawie zniesienia wiz czy budowy tarczy antyrakietowej. Amerykanista Zbigniew Lewicki z Uniwersytetu Warszawskiego w wywiadzie dla telewizji stwierdził, że Romney swoim przemówieniem nie porwał, ani razu nie dało się słyszeć owacji na sali, zaś sam gubernator był nijaki. Może jednak to polskie oczekiwania były zbyt wysokie.


Przede wszystkim należy sobie uświadomić, że Mitt Romney przemawiał, jako kandydat, a nie, jako prezydent USA. Dlatego nie należało oczekiwać rewolucyjnych deklaracji czy konkretnych obietnic. Głównym adresatem wypowiedzi gubernatora byli przedstawiciele polonii amerykańskiej, której głos będzie miał decydujące znaczenie w nadchodzących wyborach prezydenckich. Słowa dobrane były z myślą o przeciętnym Polaku, nieobeznanym w mechanizmach polityki międzynarodowej. Przemowa miała na celu poruszyć serca i wyobraźnie Polaków. Zadośćuczynić poczuciu urażonej dumy narodowej. Po powrocie do kraju, gubernator Romney będzie mógł chwalić się, że był w Polsce, że Polacy są dla niego ważni, zaś ich interes leży mu na sercu.


Warto również zwrócić uwagę, że wizyta w Polsce obok Wielkiej Brytanii i Izraela jest wystarczającym sygnałem, świadczącym o tym, że Polska wyrobiła sobie stałą pozycję sojusznika u boku USA. W efekcie konsekwentnie udzielanego wsparcia, Rzeczpospolita znalazła się w końcu na mapie działań politycznych elit Stanów Zjednoczonych i jej rola będzie uwzględniona. Przejawem tego była nie tylko sama wizyta, ale również tematy rozmów poruszanych na spotkaniach z premierem Donaldem Tuskiem i ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim. Rozmowy dotyczyły między innymi geopolitycznych wyzwań w regionie, w szczególności kwestii tarczy antyrakietowej, Rosji czy Ukrainy.


Swoim przemówieniem Romney uderzył w ton emocjonalny i nie podawał konkretów. Widać jednak, że sztab Romney’a zapoznał się z historią narodu polskiego i zrozumiał bolączki przeciętnego Polaka. W okresie zimnowojennym niepodległa Polska zniknęła z map świata nie tylko politycznie, ale przede wszystkim ze świadomości innych narodów. Pojęcie regionu Europy Środkowowschodniej wyszło z użycia. Nie dostrzegano różnic kulturowych, zaś interesy Polaków rozumiane były wyłącznie przez pryzmat zaspokojenia interesów Moskwy. Po upadku bloku wschodniego i politycznej wolcie krajów regionu, Europa Środkowa powróciła do świadomości Europejczyków, a potem Amerykanów.


Każdy naród buduje swoją tożsamość na mitach. Amerykanie stworzyli swoje państwo na mitach: kraju ludzi wolnych, ojców założycieli czy świętości konstytucji USA. Mitt Romney dostrzegł i docenił mity tworzące polską tożsamość narodową. Bohaterstwo i ofiarność powstańców warszawskich, niezłomną walkę o wolność i niepodległość. Dotychczas Amerykanin przyjeżdżał i mówił, „co my Amerykanie lubimy w was Polakach”. Tym razem było inaczej. Gubernator Romney pokazał, że rozumie polski punkt widzenia.


Czy powyższe oznacza, że gubernator stanu Massachusetts byłby lepszym prezydentem z punktu widzenia polskiego interesu narodowego? Oczywiście, że nie. Co prawda Romney zapowiada bardziej zdecydowaną politykę zagraniczną, w tym zaostrzenie kursu wobec Rosji oraz dalsze zaangażowanie w regionie Bliskiego Wschodu, co teoretycznie może oznaczać preludium interwencji w Iranie. Jednak, jeśli wygra Mitt Romney to dzięki głosom tych Amerykanów, którzy uważają, że gospodarka Stanów Zjednoczonych mocno ucierpiała podczas niedawnego kryzysu i potrzebuje zdolności menadżerskich nowego prezydenta. Natomiast o prezydencie Barracku Obamie mówi się, że wykazał brak zdecydowania w działaniach wobec wrogów i nie okazał wystarczającego wsparcia sojusznikom, między innymi porzucając projekt budowy tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach. Nie należy jednak zapominać, iż ubiegający się o reelekcję Obama, będzie miał, więcej swobody podczas drugiej kadencji, co pozwoli mu na bardziej zdecydowane działania.


Ciężko przewidzieć, który z kandydatów, byłby lepszym prezydentem z punktu widzenia interesu Polski. Wiadomo natomiast, że do czasu oficjalnych wyników wyborów kandydaci będą mówili i robili wszystko z myślą o wyborcach. Dlatego należy zachować dystans do słów wypowiedzianych przez Mitta Romneya podczas pobytu w Polsce. Jednocześnie sam fakt wyboru Rzeczpospolitej na miejsce wizyty świadczy o rosnącej roli naszego państwa w świadomości amerykańskich elit politycznych.
 

Reklama