Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Mitt Romney – ostatnia nadzieja Republikanów?

Autorzy: 
Krzysztof Kołaski

Wciąż nie wiadomo, kto zostanie kandydatem Partii Republikańskiej w przyszłorocznych wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Pojawiały się już kandydatury Tima Pawlentego czy Michelle Bachmann. Obecnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych kandydatur jest były gubernator Massachusetts, 64-letni Mitt Romney. Czy zadeklarowany mormon o bardzo niesprecyzowanych poglądach ma szansę zostać 45 prezydentem w historii USA?


Kim są mormoni?


W Polsce niewiele się mówi o mormonach, przez co ta grupa wyznaniowa funkcjonuje w pewnej dozie tajemniczości. Przede wszystkim należy zaznaczyć, że to członkowie Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich – tak brzmi ich pełna i oficjalna nazwa. Samo słowo „mormon” pochodzi natomiast od proroka-kronikarza o tym imieniu, który według wyznawców spisywał dzieje narodu amerykańskiego w dawnych czasach. Mormoni uważają się za odłam chrześcijaństwa. Swoją naukę i wierzenia opierają na starożytnych i współczesnych prorokach, za pomocą których Bóg przemawia do ludzi.


Wyznawcy tego kościoła uznają Biblię, która stanowi jedną z podstawowych źródeł wiary. Poza tym za główne świadectwo o Jezusie Chrystusie uznają tzw. Księgę Mormonów, przetłumaczoną przez proroka Josepha Smitha Juniora, który dokonał tego drogą boskiego objawienia. Krytycy tej wspólnoty wskazują na powiązania mormonów z lożami masońskimi, co jednak tłumaczone jest jako pochodna zbieżności niektórych ceremoniałów. Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich stanowczo odcina się od wszelkich sugestii o bliskich związkach z masonerią.


Członkiem tej wspólnoty jest właśnie Mitt Romney. Podobnie jak jego ojciec, aktywnie udziela się w swojej religijnej społeczności i stara się przekazywać ludziom naukę płynącą od Boga.


Mitt Romney – polityk


64-letni obecnie Romney swoją karierę polityczną rozpoczął w połowie lat 90-tych. W 1994 roku zdecydował się kandydować do senatu z okręgu Massachusetts. Rzucił tym samym wyzwanie słynnemu Tedowi Kennedy’emu, który to stanowisko piastował od wielu kadencji. Ostatecznie Mitt Romney poniósł w wyborach porażkę. Udało mu się zdobyć niecałe 900 tysięcy głosów (ok. 41%), co było wynikiem gorszym o ponad 17% od zwycięzcy, czyli senatora Kennedy’ego.


Po raz kolejny zrobiło się o nim głośno w 2002 roku, gdy w Salt Lake City odbywały się XIX Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Mitt Romney piastował wtedy funkcję szefa komitetu organizacyjnego tej imprezy. Cała impreza przyniosła organizatorom pokaźny dochód finansowy, co nie jest regułą w kontekście tak wielkich wydarzeń sportowych. Sam Romney dał się poznać jako sprawny organizator, który potrafił wykorzystać w praktyce swoje wieloletnie doświadczenie biznesowe.


W tym samym roku rozpoczęła się kampania przed wyborami na gubernatora stanu Massachusetts. Początkowo, faworytką była, ówcześnie piastująca tę funkcję, Jane Swift, także członkini Partii Republikańskiej, która otwarcie mówiła o chęci kontynuowania pracy na tym stanowisku. Jednak w partyjnych prawyborach to właśnie Mitt Romney okazał się zwycięzcą. Jego głównymi przeciwniczkami w stanowych wyborach były Shannon O’Brien z Partii Demokratycznej oraz Jill Stein z „Zielonych”. W głosowaniu Romney otrzymał najwięcej, bo 49.77% głosów i 2 stycznia 2003 roku objął stanowisko Gubernatora Stanu Massachusetts. Był 70 osobą na tym stanowisku w historii USA, a urząd gubernatorski zajmował do 2007 roku.


Pierwszą próbę „wkroczenia” do Białego Domu podjął przy okazji poprzednich wyborów. Oficjalnie ogłosił swój start w kampanii i przez niemal rok, w okresie luty 2007 -luty 2008 starał się przekonać wyborców oraz członków swojej partii do udzielenia mu poparcia. Jednak z czasem jego popularność zaczęła spadać na rzecz duetu John McCain - Sarah Pahlin i ostatecznie Romney zdecydował się wycofać swoją kandydaturę. Przez ostatnie lata zajmował się głównie działaniami związanymi z gromadzeniem środków pieniężnych na start w wyborach w 2012 roku. Nie prowadził w tym żadnej działalności stricte politycznej ani nie sprawował urzędów publicznych. Aktywnie jednak komentował poczynania Baracka Obamy m.in. otwarcie krytykował decyzję obecnego prezydenta o wycofaniu się z projektu rozmieszczenia elementów tarczy antyrakietowej na terenie krajów Europy Środkowej.


Mąż, ojciec, biznesmen i … misjonarz


O samym Romney’u można powiedzieć wiele. Urodził się w Detroit w bardzo zamożnej i statecznej rodzinie. Jego ojcem był długoletni gubernator Michigan, Gorge W. Romney. Posiada bardzo prestiżowe wykształcenie – ukończył m.in. Harvard Business School i Harvard Law School. W 1965 ożenił się z Ann Davies, z którą obecnie ma pięciu dorosłych synów. Jako członek kościoła mormońskiego przez pewien czas przebywał na misji we Francji, gdzie poświęcał się także w pewnym stopniu działalności biznesowej. Nienaganna prezencja i ustabilizowane życie rodzinne z pewnością doskonale wpływają na jego wizerunek.


Ma za sobą bogatą karierę zawodową w świecie biznesu. Pracował w wielu firmach np. Boston Consulting Group czy Bain & Company. Romney doprowadził tę drugą do znacznego rozszerzenia profilu działalności i utworzenia nowej spółki Bain Capital. Te doświadczenia pozwoliły mu na zdobycie obycia w skali światowego biznesu. Szacuje się, że majątek państwa Romney wyniósł w 2007 roku 190-250 milionów dolarów. Biznesowy zmysł zaowocował chociażby nominacją na szefa komitetu organizacyjnego igrzysk w 2002 roku. Władze postawiły na sprawdzonego człowieka, który gwarantował sukcesy i odpowiedni rezultat finansowy. W kontekście kulejącej gospodarki amerykańskiej, doświadczenie Romney’a w biznesie i sprawach gospodarczych stanowi jeden z jego głównych atutów.


Ostatnia nadzieja republikanów


Pojawia się wiele opinii odnośnie kandydatury Mitta Romney’a na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Maciej Turek, doktorant z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego, stoi na stanowisku, że jest jeszcze za wcześnie na kreowanie jakichkolwiek bardziej wiążących opinii. Przypomina jednak sytuacje, której uczestnikiem był kilka lat temu. Mianowicie, w ramach Forum Zaawansowanych Studiów nad Stanami Zjednoczonymi im. Prof. Andrzeja Bartnickiego, organizowanym przez Akademię Humanistyczną w Pułtusku, odbywała się dyskusja o cechach idealnego przywódcy USA. Określano go jako mężczyznę w wieku 50-60 lat, posiadającego wykształcenie prawnicze, mającego doświadczenie w biznesie i polityce. W końcu jeden z zgromadzonych profesorów, William Glass z Ośrodka Studiów Amerykańskich UW powiedział: „Hey, to me it is like Mitt Romney we are talking about”. W wolnym tłumaczeniu te słowa należy rozumieć następująco: „Wydaje mi się, że mówimy o kimś pokroju Mitta Romey’a”.


Zdaniem M. Turka obecnie jednak nie ma pewności, że to właśnie Romney będzie dobrym lekiem na amerykańskie problemy. Jednak określa się go jako ostatnią szansę Republikanów na nawiązanie walki z Barackiem Obamą. Warunkiem jest jednak przekonanie tzw. wyborców niezależnych, którzy zwykle nie deklarują swoich sympatii po stronie Partii Demokratycznej czy Republikańskiej. Pomocne mogą okazać się także co najwyżej średnie oceny prezydentury Obamy i niespełnienie przez niego większości obietnic wyborczych. Wśród obywateli może zwyciężyć chęć sprowadzenia nowej krwi do Białego Domu – prezydenta, który okaże się „lekiem na całe zło”. Właśnie w tych elementach upatruje się największe szanse Mitta Romneya w wyborach. Nie oznacza to jednak, że należy go stawiać na pozycji silnego faworyta. Słabiej wypada on bowiem przede wszystkim w debatach publicznych, co może mieć decydujący wpływ na decyzję bardziej umiarkowanych wyborców.


Co warto podkreślić, były gubernator Massachusetts ma szansę zwyciężyć w pojedynku z Barackiem Obamą, ale dużo trudniej może mu przyjść zdobycie nominacji republikańskiej do startu w wyborach. Przede wszystkim eksperci wskazują na aktualne tendencje panujące w Partii Republikańskiej. Maciej Turek zaznacza: „Konserwatyści dzielą dziś i rządzą Partią Republikańską, a umiarkowanemu Romney’owi trudno będzie ich do siebie przekonać”. Pokazuje on także sondaże, które potwierdzają powyższą tezę. Według badań jedynie ok. 25-32% wyborców jest gotowych poprzeć Romney’a czy też innego kandydata tej frakcji Johna Hunstmana. Pozostałe głosy zgromadzą raczej politycy bardziej radykalni i konserwatywni, których aż sześcioro, Newt Gingrich, Rick Perry, Ron Paul, Michelle Bachman, Rick Santorum oraz Herman Cain, walczy o nominację. Szansą dla Romney’a może być rozbicie głosów konserwatystów pomiędzy ich kandydatów, a wówczas ok. 24-27% głosów elektoratu „umiarkowanego” może wystarczyć do zwycięstwa w prawyborach. Podobna sytuacja miała miejsce w 1976 roku, gdy w wewnętrznej walce w Partii Demokratycznej, niespodziewanie zwyciężył najbardziej konserwatywny wśród startujących Jimmy Carter.


Niewykluczona jest także powtórka z 2008 roku, kiedy to Mitt Romney wydawał się być najmocniejszą republikańską lokomotywą wyborczą. Wszystko wskazywało na to, że nikt nie odbierze mu nominacji. Tymczasem ostatecznie pokonał go John McCain, który przez dużą część kampanii borykał się z brakiem środków finansowych. W obecnym cyklu wyborczym, rolę „Johna McCaina AD 2012” może przejąć Newt Gingrich, który ostatnio wręcz stwierdził, że „nominację partyjną ma już w kieszeni. O dużej różnicy między tymi politykami mogą świadczyć chociażby słowa Gingricha o Palestynie, wypowiedziane w wywiadzie dla Jewish Channel. Określił on naród palestyński jako „wymyślony” i negatywnie odniósł się do polityki administracji USA, która uznaje prawo Palestyńczyków do własnego państwa. Reakcja świata arabskiego była natychmiastowa – zarówno premier Autonomii Salam Fajad, jak i przedstawiciele Ligi Arabskiej kategorycznie zażądali przeprosin, nazywając tą wypowiedź „przejawem rasizmu i ignorancji”. Ciężko określić, na korzyść którego kandydata wpłynie ten incydent . Z jednej strony te ostra retoryka Gingricha może się podobać i wpłynie mobilizująca na skrajnie konserwatywną prawicę, natomiast bardziej umiarkowany Romney prędzej odbierze Obamie część głosów mniejszość żydowskie


Chorągiewka na wietrze czy postępowy polityk?


Oprócz walki z innymi republikańskimi kandydatami w prawyborach, Mitt Romney musi się zmierzyć z jeszcze jednym poważnym wyzwaniem. Otóż, dużo problemów może nastręczać kwestia określenia poglądów tego 64-letniego polityka. Jako gubernator Massachusetts, przeprowadził radykalną reformę systemu zdrowotnego, która była niemalże identyczna jak rozwiązania realizowane przez Baracka Obamę i jego administrację. Jak wiadomo „Obamacare” jest obecnie głównym powodem ataku Republikanów na urzędującego prezydenta. Dał się on także poznać jako zwolennik aborcji, sprzyjał legalizacji związków homoseksualnych czy też wspierał kwestię ekologii, nakładając na biznes liczne zobowiązania w zakresie ochrony środowiska. Należy po części zgodzić się z tłumaczeniem, że polityka Romney’a w tym jednym z najbardziej liberalnych stanów była wymuszona miejscową wieloletnią tradycją, której ciężko byłoby się stanowczo sprzeciwiać.


Obecnie Mitt Romney odcina się od większości swoich działań i decyzji z lat 2003-2007. Doskonale zdaje sobie sprawę, że musi starać się zdobyć przychylność republikańskiej prawicy, gdyż bez przychylności tej frakcji uzyskanie nominacji może być jeszcze trudniejsze. Jednak ciężko mu przekonać konserwatystów do swoich racji. Negatywnie jest do niego nastawiana chociażby Tea Party, która wytyka Romney’owi, że reprezentuje on konserwatyzm jedynie w kwestiach fiskalnych, podczas gdy jego poglądy społeczne znacznie odbiegają od linii Partii Republikańskiej. Ponadto, kłopoty budzi przynależność religijna byłego gubernatora. Stronnictwa związane z protestanckimi ewangelikami nie są w stanie zaakceptować mormona, jako republikańskiego kandydata na prezydenta. Zaczynają się także pojawiać coraz większe problemy wizerunkowe. Na ten moment Romney coraz bardziej staje się postrzegany nie jako dobry przywódca, lecz cyniczny polityk, który powie wszystko, aby tylko dostać się do Białego Domu. Przed byłym gubernatorem Massachusetts stoi więc trudne zadanie. Musi pokazać się, jako polityk konserwatywny, który zdobędzie zaufanie szerszych społeczności jako ewentualny, przyszły pogromca Baracka Obamy. Pojawia się tylko pytanie, czy będzie w stanie dokonać przemiany w oczach ludzi, skoro przez lata był politykiem o nieco odmiennej charakterystyce. Pewne jest tylko to, że obecnie ma na głowie dużo więcej problemów niż w momencie startu kampanii.


Maciej Turek podsumowuje, że na wynik wyborów w USA składa się tak wiele czynników, że niewykonalną rzeczą jest precyzyjnie określić, czy dany kandydat ma małe czy duże szanse na końcowy sukces. Pewne jest tylko jedno: 20 stycznia 2013 roku o godzinie 12 przysięgę prezydencką złoży Barack Obama albo… polityk Partii Republikańskiej. Czy może to być Mitt Romney?. Odpowiedzi na nurtujące nas pytania poznamy w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Na dzień dzisiejszy, więcej pewników w tym temacie ciężko jest wskazać. Walka między republikańskimi kandydatami z pewności będzie się nasilać i coraz częściej będzie można spotkać personalne ataki niż merytoryczną dyskusję na argumenty.

 


Od Autora: Serdeczne podziękowania dla Pana Macieja Turka, doktoranta w Instytucie Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego, za dużą pomoc i merytoryczne uwagi przy tworzeniu artykułu.

 

Krzysztof Kołaski - student ostatniego roku studiów magisterskich na kierunku międzynarodowe stosunki gospodarcze na Uniwersytecie Gdańskim oraz absolwent studiów licencjackich z administracji na tej samej uczelni. Interesuje się zagadnieniami z zakresu public relations, strategii budowania marki i mediów. Prywatnie pasjonat sportu oraz Kanady i USA.
 

Reklama