Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Masowe strajki w RPA

Autorzy: 
Jakub Nikodem
Republikę Południowej Afryki ogarnęła największa od trzech lat fala strajków pracowników budżetówki i – w mniejszym stopniu – sektora prywatnego. Kraj, który jeszcze parę miesięcy temu był ona oczach i ustach całego świata z powodu goszczenia u siebie piłkarskich mistrzostw świata, boryka się teraz z poważnymi problemami wewnętrznymi, destabilizującymi życie społeczne i polityczne tej największej afrykańskiej gospodarki.
 
Szacuje się, że strajkuje ok. 1,3 mln ludzi, lecz w poczuciu solidarności do strajkujących ciągle przyłączają się nowe grupy pracowników.
Strajkują pielęgniarki, nauczyciele, górnicy, pracownicy komunikacji i metalowcy. Z powodu zastoju w pracy nie działają publiczne szkoły i szpitale, co dodatkowo podgrzewa atmosferę, ponieważ dzieci i chorzy nie mogą skorzystać z przysługującej im opieki.
 
Z drugie strony liderzy strajków mówią, że są świadomi trudnych warunków, jakie panują w placówkach opiekuńczych, ale – jak twierdzą – są do tego zmuszeni, bo walczą o przetrwanie. W samym Gauteng [najmniejsza pod względem powierzchni, ale najbardziej zurbanizowana prowincja RPA z Johannesburgiem i Pretorią] potrzeba dodatkowo 6 tys. pielęgniarek do pracy – twierdzi Mzwandile Makwayiba, lider związku NEHAWU, zrzeszającego pracowników państwowej oświaty i służby zdrowia.
 
Większość strajkujących zrzeszona jest w związkach skupionych w największej południowoafrykańskiej federacji związkowej COSATU, liczącej ok 1,8 mln osób. Liderzy tej organizacji domagają się od rządu podwyżek płac w budżetówce o 8,6 % oraz podwyższenia dodatku mieszkaniowego do 1 tys. randów miesięcznie (ok. 430 zł). Rząd idzie w zaparte i nie zgadza się na na dodatkowe wydatki z kasy państwa, które pogłębią i tak dużą już dziurę budżetową. Od paru jednak tygodni trwają zakulisowe negocjacje, w których strona rządowa proponuje podwyżki, ale niższe od tych, jakich domagają się związkowcy, w związku z czym rozmowy co chwila są zrywane, by w kolejnym tygodniu wznowić je nową ofertą rządową.  W sierpniu południowoafrykańskie indeksy giełdowe zanotowały znaczne spadki, spowodowane przyłączeniem się do strajków pracowników prywatnych fabryk produkujących samochody dla BMW, Toyoty, Volkswagena i GM, lecz na początku września wskaźniki znów poszły w górę. Reuters podaje za niewymienionym z nazwiska „prominentnym ekonomistą”, że jeden dzień takich strajków to dla gospodarki koszt rzędu 150 mln dolarów.
 
Masowe strajki w południowej Afryce mają też wymiar stricte polityczny. Jacob Zuma, prezydent RPA i lider rządzącego Afrykańskiego Kongresu Narodowego, został wyniesiony do władzy w 2009 r. dzięki poparciu lewicujących związków zrzeszonych w COSATU oraz kongresowej lewicy. Zuma obiecywał mniej liberalną politykę gospodarczą od tej, jaką prowadzili jego poprzednicy. Teraz dawni sojusznicy wypominają mu, że niczego w tej kwestii nie zrobił i dalej – śladem Mandeli i Mbekiego – prowadzi politykę polegającą na wspieraniu rosnącej klasy średniej kosztem zwalczaniu biedy i nierówności społecznych. Mimo upadku Apartheidu w 1994 r. władza ekonomiczna w RPA nadal znajduje się w rękach białej mniejszości, a czarna większość – spośród której rekrutują się strajkujący – pogrążona jest w biedzie jak dawniej. Jak pisze Wojciech Jagielski w Gazecie Wyborczej Zuma – którego kadencja kończy się w 2014 r. - ma prawo obawiać się, że na wrześniowym zjeździe partii w Durbanie opozycja wewnątrzpartyjna spróbuje go nawet obalić i straci on kontrolę nad partią. Nawet jeśli do tego nie dojdzie, przed prezydentem RPA jeszcze co najmniej cztery lata rządów i wiele sezonów strajkowych, których nie ugasi ogólnonarodowa duma z organizacji piłkarskich mistrzostw świata czy innych sportowych igrzysk.
 
Tags:

Reklama