Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Koszmar Europejczyków w kolonialnej Afryce – magia czy medycyna?

Działy Artykułu: 
Autorzy: 
Sabina Brakoniecka

Można powiedzieć, że Europejczycy w dobie kolonializmu podbili Afrykę siłą. Pojawili się na kontynencie ze swoją nowoczesną bronią, karabinami i pistoletami, przeciwstawiając je afrykańskim włóczniom i łukom. Manifestacja europejskiej siły militarnej sprawiła, że Afrykanie musieli liczyć się z nowymi władzami kolonialnymi i poddawać się – przynajmniej częściowo – ich rozkazom. Nie w każdym jednak aspekcie współistnienia z Afrykanami europejska potęga militarna, ekonomiczna i technologiczna okazywała się skuteczna. Czasami nie wystarczała, by rozproszyć lęk, który ogarniał Europejczyków w związku z afrykańskimi chorobami, przerażającą siłą natury, czy w końcu z działalnością związków rytualnych, uzdrawiaczy i czarowników.

W przeważającej mierze Europejczycy, którzy znaleźli się w Afryce na początku okresu podboju kolonialnego, dysponowali szczątkową lub żadną wiedzą na temat afrykańskich tradycji, plemiennych struktur społecznych oraz metod zapobiegania chorobom. Nie mogli pochwalić się znajomością miejscowych języków, w których przekazywana była wiedza na temat sposobów walki z zagrożeniami związanymi z przebywaniem w zupełnie nowych warunkach klimatycznych. Niezdolność przybyszy bądź ich niechęć do czerpania z miejscowych źródeł wiedzy, połączone z poczuciem wyższości medycyny europejskiej nad rdzennie afrykańskimi metodami walki z chorobami, okazywały się tragiczne w skutkach zarówno dla najeźdźców, jak i dla samych mieszkańców podbitych terenów.

Odrobina zaufania dla medycyny afrykańskiej mogłaby zapobiec wielu tragediom, do których doszło w początkowych latach panowania europejskiego na kontynencie. Afrykanie znali bowiem sposoby zapobiegania epidemiom, unikania pasożytów i zarazków, orientowali się także w metodach chowu zdrowego bydła. Rdzenni mieszkańcy górzystych terenów Afryki Wschodniej unikali dłuższych pobytów w dolinach, gdzie było wysokie zagrożenie malaryczne. Europejczycy, którzy osiedlili się wówczas na terenach dzisiejszej Kenii, z pomocą broni palnej zmuszali miejscowych do pracy na nisko położonych terenach. Skutkowało to oczywiście niewiarygodnie wysokim stopniem śmiertelności wśród samych robotników, jak również wśród przedstawicieli władz kolonialnych.

Do niektórych tradycyjnych metod leczenia miejscowych chorób zaczęto przekonywać się dopiero w okresie międzywojennym. Dotyczyło to przede wszystkim walki z upiorną dla Europejczyków śpiączką, wywoływaną przez muchę tse-tse. Przebywający w koloniach lekarze zmieniali stopniowo swoje podejście do stosowanych przez Afrykańczyków metod walki z pasożytami, pojmując jednocześnie, dlaczego zwyczaje nakazują oczyścić teren z krzewów i niektórych gatunków drzew przed osiedleniem w nowym miejscu.

Również sami Europejczycy sprowadzali do Afryki choroby. W XIX wieku Włosi i Brytyjczycy przetransportowali na tereny dzisiejszej Erytrei i Sudanu ogromne ilości rosyjskiego bydła na potrzeby własnych wojsk. Przewieziona w ten sposób śmiertelna zaraza bydlęca spowodowała znaczny spadek ilości żyjących na wspomnianych terenach dzikich zwierząt. Zaburzona została równowaga biologiczna całych ekosystemów. Nadmierny rozrost krzewów stworzył idealne warunki dla rozprzestrzeniania się muchy tse-tse i koszmarnej śpiączki. Epidemia choroby w Afryce Wschodniej osiągnęła rekordowe wręcz rozmiary w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku, przyczyniając się do śmierci tysięcy ludzi.

Nie tylko choroby powodowały wzmożoną umieralność w dobie kolonializmu w Afryce. Poprzez inwazję europejską pobudzone zostały ruchy migracyjne, skierowane przede wszystkim ze wsi do miast, w których poszukiwano nowych form zatrudnienia. Choroby przenoszone były także wzdłuż nowo powstałych szlaków komunikacyjnych – zbudowanych przez administrację kolonialną dróg, linii kolejowych i głównych kanałów przemieszczania się ludności. Choroby takie jak ospa, gruźlica czy rzeżączka znajdowały idealne warunki do rozwoju w środowiskach migrujących osób. Przenoszone były z miejsca do miejsca na coraz bardziej rozległych terenach. Rozrostu wszelkich epidemii nie blokowały również warunki, w których lokalna ludność zmuszona była pracować. Oderwanie od wiejskich instytucji oferujących tradycyjne formy lecznictwa, tragiczne warunki lokalowe i żywieniowe, a także często stosowane kary cielesne i gwałty przez dekady przynosiły tragiczne plony, znacznie zwiększając stopień umieralności na terenach administrowanych przez Europejczyków.

Oprócz rozwijających się w zastraszającym tempie epidemii, kolonizatorzy musieli stawić czoła jeszcze jednej odsłonie ich afrykańskiego koszmaru: należało ustosunkować się do rytualnego lecznictwa i lokalnych metod uzdrawiania chorych oraz – co najtrudniejsze – zaakceptować przynajmniej częściowo skuteczność tradycyjnej medycyny afrykańskiej. Problem był niemały, ponieważ wiedza miejscowych w dziedzinie lecznictwa jawiła się Europejczykom jako zabobony, bałwochwalstwo i pogańskie praktyki. Tradycyjna medycyna w Afryce przedkolonialnej opierała się bowiem na silnie rozwiniętym ziołolecznictwie, a bogata wiedza specjalistów zabarwiona była magią i tajemniczymi rytuałami. Mimo całej tej niecodziennej otoczki, która kazała Europejczykom wątpić w racjonalność medycyny afrykańskiej, była to jednak wiedza zdobywana przez wieki, pozwalająca przetrwać całym pokoleniom. Jej skuteczność spędzała kolonizatorom sen z powiek.

Nie mogąc pogodzić się w żaden sposób z faktem, że na podbitych terenach tak silną władzę posiadają przywódcy rytualni, Europejczycy wszczynali przeciwko tradycyjnym instytucjom leczniczym otwartą wojnę. Delegalizowano tradycyjne formy uzdrawiania, a specjalistom w dziedzinie medycyny ludowej, czarownikom i wróżbitom zakazywano dalszej działalności pod groźbą aresztowania. Takie bezrefleksyjne naruszenie istniejących od wieków instytucji kończyło się to nieraz otwartym sprzeciwem ze strony Afrykanów, którzy stawali w obronie własnej tradycji. Zbrojne powstanie przeciwko władzy kolonialnej, prowadzone przez czarowników i uzdrawiaczy, podniósł pod koniec XIX wieku lud Szona w Afryce Południowej. Podobne wydarzenia miejsce miały także na terenach dzisiejszej Tanzanii w pierwszej dekadzie XX wieku.

Uporczywa walka Europejczyków z tradycyjnym lecznictwem Afryki po wielu latach przyniosła w końcu skutki – niekoniecznie jednak takie, jakich kolonizatorzy mogliby oczekiwać. Co prawda większość zawodów związanych z uzdrawianiem została całkowicie zdelegalizowana, a krajobrazy wioskowe oczyściły się z wróżbitów, czarowników i wyroczni. Był to jednak sukces wyłącznie pozorny. To, co kiedyś stanowiło dobro publiczne, stało się teraz aktywnością prowadzoną w ukryciu. Uzdrawiacze zmuszeni byli, by ukrywać swoją wiedzę, atrybuty i stosowane praktyki. Ich działalność nabrała dzięki temu tajemniczości – niezbędnej, by wzmacniać status społeczny i autorytet specjalistów w dziedzinie rytualnego lecznictwa.

 

Fotografie załączone do artykułu przedstawiają tanzańskich uzdrawiaczy i czarowników. Pochodzą z serwisu www.bbc.co.uk.

Reklama