Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Kongres, a Prezydent

Autorzy: 
Dagmara Suberlak

Po raz pierwszy w tym roku, podczas kadencji prezydenta Baracka Obamy, kongresmen z Partii Republikanów - John Boehner otworzył 112 w historii Stanów Zjednoczonych zgromadzenie Kongresu.

Jon Boehner zastąpił na stanowisku speakera Izby Reprezentantów- Nancy Pelosi z Partii Demokratów, a przewodniczącym Senatu pozostał bez zmian wiceprezydent Joe Biden.

Zmiany, które miały miejsce w Kongresie to wynik wyborów Amerykanów, nieufnych wobec polityki prezydenta Baracka Obamy i przeciwnych rządom Demokratów w parlamencie.

Niestabilna sytuacja ekonomiczna w kraju, powiększający się z roku na rok deficyt budżetowy oraz brak miejsc pracy (bezrobocie na poziomie 10%), spowodowały, że Amerykanie sprzeciwili się partii rządzącej, która nie wywiązywała się z obietnic wyborczych. Zapowiadany „cud gospodarczy” nie wydarzył się. Przeciwnie, gospodarkę pogrążoną w kryzysie próbowano ratować reformą odbudowy koniunktury, dzięki której powstało 2 mln miejsc pracy, ale kosztem reformy 8 mln miejsc pracy przepadło. Większość Amerykanów krytykowała prezydenta za niewywiązywanie się ze zobowiązań wyborczych, a nieudolne przeprowadzone reformy przyczyniły się do recesji gospodarczej.

Tak, więc kiedy Amerykanie poszli do urn, głosowali przeciwko rządom Białego Domu i Demokratów, którzy nie wprowadzili swoich postanowień wyborczych w życie. W wyborach do Kongresu przewagę zdobyli Republikanie. W nowym Kongresie zasiądzie, więc w Izbie Reprezentantów 242 przedstawicieli Partii Republikanów oraz 193 przedstawicieli Partii Demokratów, z kolei w Senacie ze słabszą przewagą, ale większą liczbą zdobytych mandatów Demokraci mają 53 miejsca, a Republikanie otrzymają 47 miejsc.

Tym samym w „nowym” kongresie doszło do podziału władzy w obu Izbach. W procesie legislacyjnym, wywodzący się z obozu Demokratów prezydent Barack Obama, który będzie szukać poparcia dla swoich projektów reform, będzie zmuszony do ustępstw na rzecz Republikanów. Jej liderzy, którzy już zapowiedzieli, że nie zgadzają się z polityką obecnego prezydenta, zamierzają wetować większość jego ustaw.

Słaby wynik Demokratów w listopadowych wyborach wymusił na prezydencie zmiany kadrowe w swoim najbliższym otoczeniu. Są one konieczne i mają na celu poprawę wizerunku prezydenta przez dobór osób kompetentnych do pełnienia funkcji.

Z Białego Domu mają odejść rzecznik prasowy prezydenta Bill Gibbs, strateg polityczny David Axelord oraz starszy doradca Jim Messina. Zmiana nastąpi także na stanowisku szefa kancelarii prezydenta – Rahma Emanuela zastąpi William Daley.

Jak daje się zauważyć David Axelord będzie doradzał prezydentowi z Chicago, a wkrótce mają do niego dołączyć także inni bliscy współpracownicy prezydenta w tym David Plouffe doradca ds. kampanii, którzy razem mają wspomagać Obamę i budować jego zaplecze pod przyszłe wybory prezydenckie.

Prezydent Barack Obama, otrzymał od wyborców jasne ostrzeżenie - przegrana Demokratów w Izbie Reprezentantów to jednocześnie przegrany plebiscyt dla jego obecnej prezydentury. Dlatego też po porażce wyborczej w Kongresie, prezydent poszedł na kompromis i ustąpił Republikanom w sprawie przedłużenia cięć podatków dochodowych - ulgi, która miała zniknąć 31 grudnia 2010r. Obama zgodził się na kompromis w momencie, w którym Demokratom nie udało się złamać oporu w parlamencie i przeforsować ustawy nakładającej podatki na osoby zarabiające powyżej 250 tys. dolarów rocznie, tak jak chcieli demokraci. W zamian za to prezydent uzyskał od kongresmenów zgodę na przedłużenie świadczeń dla osób bezrobotnych.

Jak łatwo zauważyć, po ostatnich wyborach w amerykańskim kongresie dojdzie do ostrych sporów, jeśli wziąć pod uwagę ustawy istotne dla danej opcji politycznej. Zmiana pozycji lidera w Kongresie podczas pierwszej kadencji Obamy może przyczynić się do długotrwałego impasu legislacyjnego. Republikańska większość w parlamencie już zapowiedziała zawetowanie ustawy o świadczeniach zdrowotnych tzw. „Obama care”, tak istotnej dla Demokratów i samego prezydenta.

Ustawa, która gwarantowałaby powszechny system ubezpieczeń zdrowotnych i stworzenie podobnego na wzór państwowego funduszu ubezpieczeń lekarskich, stała się osią sporu pomiędzy prezydentem, a większością w Izbie Reprezentantów. Republikanie nie chcą dopuścić do uchwalenia reformy, bo uważają, że przyczyni się ona do większego zadłużenia państwa oraz dodają, że państwo przejęłoby kontrolę nad świadczeniami zdrowotnymi obywateli. Z kolei administracja prezydenta uważa reformę za swoje najważniejsze osiągnięcie, dodając jednocześnie, że system powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych obywateli zapewni redukcje kosztów funkcjonowania opieki zdrowotnej. Administracja Obamy szacuje, że w ciągu 10 lat reforma pozwoli na objęcie dodatkowym ubezpieczeniem 32 mln najuboższych Amerykanów, z drugiej strony zapewni oddłużenie państwa – deficyt zostanie zmniejszony o 138 mld dolarów. Reforma wzbudza wiele kontrowersji, dodatkowo zjednała przeciwników jej wprowadzenia po zakwestionowaniu jej postanowień przez sąd w Wirginii.

Tak więc rozpoczęła się walka wyborcza o reformę zdrowia, którą w ostateczność prezydent zawetuje, jeśli nie uzyska poparcia w kongresie. A Republikanie zapewniają, że będą demontować reformę „kawałek po kawałku” w celu obcięcia jej funduszy na zapowiedzianą modernizacje systemu ubezpieczeń zdrowotnych.

Kolejnym punktem zapalnym pomiędzy administracją prezydenta Obamy, a obecnie urzędującą partią Republikanów będzie redukcja funduszy na wydatki rządowe. Republikanie domagają się redukcji budżetu o 100 mld dolarów w celu zmniejszenia długu publicznego oraz deficytu budżetowego. W tym celu zaproponowali redukcję kosztów rządowych o 5% w latach 2011 i 2012 w stosunku do roku 2010 oraz obcięcie wydatków m.in. na funkcjonowanie biur kongresmenów. Republikanie nie zadeklarowali, w którym z resortów należałoby szukać funduszy, ale potwierdzili, że nie będzie to z pewnością redukcja pieniędzy służących walce z terroryzmem, wydatkach na zbrojenia czy funduszy służących pomocy weteranom.

Do ostrej wymiany zdań między obiema partiami może dojść już w lutym, kiedy w Kongresie planowana jest debata dotycząca podniesienia progu zadłużenia publicznego powyżej 14 bilionów dolarów. Republikanie sceptycznie podchodzą do pomysłu podniesienia limitu, a administracja Obamy odpowiada, że niepodniesienie progu może mieć fatalne skutki dla gospodarki amerykańskiej w przyszłości. USA jako światowy gracz może doprowadzić do impasu w gospodarce światowej, gdyż państwo nie będzie w stanie wywiązać się ze zobowiązań płatniczych danych inwestorom.

Istotne dla każdej administracji państwowej, w tym dla obecnie urzędującej ekipy Obamy, są również fundusze na finansowanie jej pracy. Polityka cięć finansowych i redukcji zadłużenia zaproponowana przez Republikanów oraz nieuchwalenie niezbędnych funduszy koniecznych do jej skutecznego administrowania może skutkować np. zablokowaniem emerytur, tak jak miało to miejsce w 1995 roku, kiedy prezydentem był Bill Clinton, a Republikanie zablokowali kolejne reformy uniemożliwiając wypłatę świadczeń.

Chociaż obie partie deklarują chęć współpracy w kluczowych dziedzinach dla państwa zapowiada się ostra walka przedwyborcza o głosy elektoratu.

Republikanie, jak już sami pokazali, nie są skłonni do kompromisu. W grudniu 2010 roku w kongresie przepadła ustawa „Dream act”, która dawałaby dzieciom nielegalnych imigrantów prawo do uzyskania amerykańskiego obywatelstwa, pod warunkiem, że nie ukończyły 16 roku życia, a w przyszłości rozpoczną naukę w college’u lub będą służyć w wojsku. Ustawa, mająca poparcie prezydenta Obamy oraz Demokratów zasiadających w Izbie Reprezentantów, przepadła w Senacie, gdyż nie udało się zgromadzić 60 głosów koniecznych do zakończenia czytania i przejścia do głosowania. Ustawa odebrała 2 mln młodych ludzi nielegalnie zamieszkujących Stany Zjednoczone szanse na zostanie Amerykanami.

Prezydenta Baracka Obamę wraz z początkiem roku czeka pracowity okres, nie tylko jako głowę jednego z najpotężniejszych państw na świecie, ale również jako przedstawiciela najwyższej władzy wykonawczej. 10 stycznia 2011 roku zaplanowane jest spotkanie z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym, a następnie USA odwiedzi prezydent Chin - Hu Jinato. Za kilka tygodni prezydent Obama ma wygłosić orędzie do narodu, w którym przedstawi najważniejsze cele dla gospodarki oraz wyzwania, przed którymi stoi Ameryka. Dla prezydenta najważniejszym celem z pewnością będzie przeprowadzenie reform gospodarczych, które zapewnią stabilną sytuacje ekonomiczną w kraju oraz stworzenie jak największej liczby miejsc pracy, a przy tym redukcję bezrobocia.

W kongresie zapowiada się walka o głosy wyborców obu partii. Republikanie zapowiadają wetowanie projektów prezydenta, a ten deklaruje, że dla dobra państwa najlepsze są pomysły płynące z „obu stron” i proponuje kompromisowe rozwiązania dla propozycji obu partii. Dla dobra funkcjonowania kraju konieczne będzie wprowadzenie takich reform jak reforma podatkowa, ubezpieczenia zdrowotne dla emerytów, czy też cięcia w finansach państwa.

Prezydent Barack Obama rozpoczyna także walkę o ewentualną reelekcje, a jego dotychczasowe działania mają ugruntować jego polityczną pozycje i stworzyć przesłanie polityczne na kolejne lata.
 

Reklama