Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Kongo. Niechlubne zwierciadło Afryki

Działy Artykułu: 
Autorzy: 
Kamil Nadolski

Trzecie pod względem wielkości państwo w Afryce, w ciągu XX wieku zmieniało nazwę aż pięciokrotnie. Jak to się stało, że kraj, który po II wojnie światowej był drugim, po Ghanie, najbardziej dochodowym krajem w Afryce, na arenie stosunków międzynarodowych stał się dziś politycznym wrakiem? Nie pomogły nawet ogromne zasoby surowców mineralnych, które w znacznym stopniu przyczyniły się do osłabienia państwa. Historia Demokratycznej Republiki Konga to historia Afryki. Czarny Ląd może przeglądać się w niej jak w zwierciadle, ponieważ stanowi miniaturę problemów, z jakimi od kilkudziesięciu lat zmaga się cały kontynent.

Demokratyczna Republika Konga leży nieomal w samym centrum Czarnej Afryki. Z powierzchnią 2 345 000 km² jest trzecim pod względem wielkości krajem w Afryce, co stanowi 1/13 powierzchni całego kontynentu. Zamieszkiwana przez prawie 250 różnych kultur, dzieli się na cztery główne strefy etniczne, odpowiednio do stref geograficznych: strefę sawanny północnej, strefę wielkich jezior, strefę lasów równikowych i strefę sawanny południowej. Naturalną szatę roślinną stanowią tu wiecznie zielone lasy, pokrywające 75% powierzchni kraju.

Historia wyjątkowo okrutnie obeszła się z krajem, którego ziemia kryje ogromne bogactwa – od złota i diamentów po miedź, kobalt i ropę naftową. W zakresie wydobywania surowców, Kongo zajmowało czołową pozycję nie tylko w Afryce, ale i całym świecie kapitalistycznym. Kraj ten dostarczał Zachodowi 50-60% kobaltu, ponad 60% diamentów, 16% kolumbitu, 14% berylu, 8% miedzi i 5% manganu. Dziś po eksportowym bogactwie pozostało jedynie wspomnienie, mimo, iż w kraju znajduje się 70% światowych zasobów koltanu (rudy tantalu), wykorzystywanego głównie do produkcji telefonów komórkowych, iPhone’ów, odtwarzaczy mp3, laptopów, czy konsoli do gier komputerowych. Paradoksalnie jednak surowiec ten zamiast bogactwa przynosi mieszkańcom nędzę i spustoszenie, stając się obiektem pożądania rebeliantów. Na destabilizacji kraju zależy głównie wałęsającym się po dżungli watażkom, którzy ubijają szemrane interesy z międzynarodowymi koncernami.

Zanim Belgowie dotarli na tereny dzisiejszego Konga, tworząc jeden z najbardziej bezwzględnych i brutalnych systemów kolonialnych, pierwsze wzmianki o tych terenach pochodzą z XV wieku. W 1482 r. portugalska ekspedycja, pod wodzą Diogo Cao dotarła do zachodnich wybrzeży Konga, a trzy lata później pozostawiła tu już chrześcijańskich misjonarzy. Od tego czasu zaczęła się penetracja kraju pod administracją portugalską, która trwała do końca XVII wieku. Po Portugalczykach przyszli Holendrzy, a wraz z początkiem XIX wieku tereny dzisiejszego Konga stały się miejscem rywalizacji europejskich mocarstw.

Wolne Państwo Kongo (1885-1908)

Początków okupacji należy szukać w roku 1876, kiedy to z inicjatywy króla Leopolda II (1835-1909) zwołano w Brukseli międzynarodową konferencję geograficzną. Jednym z jej postanowień było wysłanie ekspedycji naukowej do Afryki (Międzynarodowego Stowarzyszenia Afrykańskiego - AIA). Jednak kiedy belgijski władca zrozumiał, że więcej korzyści osiągnie działając w pojedynkę założył własną instytucję, Komitet Studiów Górnego Konga (CEHC), która eksplorowała tereny Konga równocześnie z AIA. Różnica polegała na tym, że nie musiał już z nikim konsultować politycznych ambicji. Na czele swojej wyprawy wysłał wybitnego podróżnika Henry’ego Stanley’a. W roku 1882 przekształcił CEHC w Międzynarodowe Towarzystwo Konga (AIC), które zaczęło pozyskiwać nowe tereny w imieniu Leopolda II. Wszystkie te zmiany nazw instytucji i ich statusów miały na celu jedno – uprawomocnienie nie do końca etycznych działań, które w wyniku podstępnej intrygi miały przynieść olbrzymie zyski. Henry Stanley już jako agent Towarzystwa Konga podróżował po kraju prowadząc negocjacje handlowe z wodzami miejscowych plemion. W zamian za obietnicę protekcji i zysków z handlu dawał im do podpisania traktaty, na mocy których nie tylko zrzekali się suwerenności, ale również zobowiązywali do dostarczania Towarzystwu żołnierzy i robotników. Dodać należy, że wodzowie nie potrafili ani pisać ani czytać, więc de facto nie mieli pojęcia co podpisują. W sumie Stanley podpisał 2000 takich traktatów.

Na konferencji berlińskiej w 1885 r. Leopold II umiejętnie wykorzystując spory między państwami imperialistycznymi, doprowadził do uznania Międzynarodowego Towarzystwa Konga za organizację państwową, mającą prawo zarządzania zagarniętymi terytoriami. Warunek był jeden – utworzenie na nowym terenie strefy wolnego handlu, by wszystkie państwa mogły prowadzić tam interesy. Kilka miesięcy później Towarzystwo zrzekło się na rzecz Leopolda wszystkich praw, wobec czego został jedynym władcą nowo utworzonego bytu politycznego – Wolnego Państwa Kongo. Zaznaczyć należy fakt, że Leopold II był władcą nowego państwa jako osoba prywatna, nie jako król Belgii, dlatego do dziś zdumiewa jedna z najbardziej kuriozalnych decyzji konferencji berlińskiej, która jednemu człowiekowi oddaje na własność tak duży kraj.

Jednym z pierwszych przedsięwzięć nowego państwa była budowa infrastruktury komunikacyjnej w Dolnym Kongu, by usprawnić swobodny przepływ handlowy (w sumie wybudowano 950 km linii kolejowych, 2160 km linii telegraficznych i telefonicznych). Najcenniejszym wówczas surowcem była kość słoniowa i kauczuk, których w Kongu były ogromne zasoby. Przez 23 lata funkcjonowania Wolnego Państwa Kongo, dochód z tego tytułu przyniósł ponad 66 milionów franków belgijskich w złocie, co na tamte czasy było sumą zawrotną. Dla porównania dochód budżetowy Belgii za okres 1908-1956 wyniósł jedynie 25 milionów franków w złocie. Drugą stroną medalu był ogromny wyzysk miejscowej ludności. Belgijski system kolonialny, mimo, iż terytorialnie nie największy, należał z pewnością do najbardziej brutalnych. Kongijczykom nie można było opuszczać swojego miejsca zamieszkania. Nawet podróżowanie po terenie kraju wymagało specjalnego pozwolenia. Na porządku dziennym były chłosty, gwałty, czy obcinanie rąk, stóp lub, by bardziej upokorzyć tubylców i dać stosowny przykład, genitaliów, za nie wywiązywanie się z obowiązków. A obowiązkiem była praca i danina w naturze, które narzucono na całą ludność Konga. Budowa 1 km kolei, którą tak szczycili się Belgowie kosztowała życie średnio 100 mężczyzn, zaś 23 lata rządów Leopolda – życie 5-8 milionów Kongijczyków. 

Zastanawiać może fakt dlaczego autochtoni cierpliwie znosili jarzmo kolonialne, dlaczego nie było buntów? Otóż, Afrykanie pierwotnie przyznawali białym rodzaj siły wyższej. W ich oczach przybysze jawili się jako zmartwychwstali czarni, którzy przez śmierć zbieleli. Ulegli przez to fascynacji, umożliwiającej bezkonfliktowe władztwo Europejczyków. W okresie późniejszym postanowili ich naśladować.

Największe i najbogatsze prywatne dominium w historii zatrzęsło się jednak w posadach, kiedy w 1891 r. Leopold II wydał dekret, na mocy którego zmonopolizował handel kością słoniową i kauczukiem, likwidując tym samym strefę wolnego handlu. Wówczas zachodnie imperia zaczęły oburzać się na sposób w jaki system leopoldyjski traktuje ludność tubylczą. Po ujawnionym przez Brytyjczyków raporcie w 1903 r. opinia światowa zawrzała. Francja groziła nawet interwencją zbrojną. Wszystko przez rzekomą troskę, jaką otaczano plemiona. Jednak, gdy w 1906 r. do protestów przyłączyły się Stany Zjednoczone, sytuacja zdaje się być przesądzona, tym bardziej, że polityka Leopolda nie zjednywała mu poparcia w samej Belgii. W listopadzie 1908 r. parlament belgijski za mocy ugody z królem, uchwala Wolne Państwo Kongo oficjalną kolonią belgijską. W ten oto sposób powstało Kongo Belgijskie, rzekomo nowy twór polityczny. Najważniejszą zmianą była jednak sytuacja prawna Konga. Odtąd nie było już prywatną własnością Leopolda II, lecz oficjalnym terytorium zamorskim Belgii.

Reklama