Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Konflikt Koreański

Autorzy: 
Monika Stawiarska
Po wojnie koreańskiej toczącej się w latach 1950-1953, strony walczące podpisały rozejm 27 lipca 1953 w Panmundżomie. Ustalono również strefę demarkacyjną, czyli pas 4 kilometrów dzielący Półwysep Koreański na wysokości 38 równoleżnika. Jednak Korea Północna złamała rozejm z 1953 roku, przeprowadzając 23 listopada 2010 roku atak artyleryjski na południowokoreańską wyspę Yeonpyeong na Morzu Żółtym. Podczas godzinnego ostrzału zginęły dwie osoby, a ponad 18 zostało rannych. W wyniku natarcia mniej więcej 70 domów stanęło w płomieniach, a ok. 1200 mieszkańców wyspy poddano ewakuacji. Napaść Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej spowodowała wzburzenie na arenie międzynarodowej. Pomoc zadeklarował m. in. Prezydent USA Barack Obama.
 
Wojna koreańska zakończyła się jedynie rozejmem w postaci zawieszenia broni.  Nie został podpisany oficjalny traktat pokojowy. W ramach czuwania nad wypełnianiem warunków porozumienia powołano dwie międzynarodowe komisje: Komisja Nadzorczą Państw Neutralnych (Neutral Nations Supervisory Commission) oraz Komisję Repatriacyjna Państw Neutralnych (Neutral Nations Repatriation Commission). W skład pierwszej, zwanej rozbrojeniową wchodzili przedstawiciele Polski, Czechosłowacji, Szwajcarii i Szwecji. Natomiast drugą, nadzorującą i kontrolującą stworzyły Indie oraz wyżej wymienione państwa. Dochodzenie w sprawie incydentu na wyspie Yeonpyeong przeprowadzi prawdopodobnie Wojskowa Komisja Rozejmowa Dowództwa ONZ.
 
Wyspa Yeonpyeong znajduje się około 3 km na południe od granicy morskiej i 120 km na zachód od Seulu. Do śmiertelnych starć pomiędzy dwiema Koreami dochodziło tam już wcześniej. W 1999 roku zginęło 30 północnokoreańskich żołnierzy, a w 2002 roku zatopiony został południowokoreański okręt, sześciu marynarzy poniosło śmierć. Jednak to atak z 23 listopada 2010 roku eksperci uważają za najcięższy.
 
Prezydent Korei Południowej Li Miung Bak forsuje stanowczą politykę wobec sąsiada z północy. Grozi, iż na kolejną napaść Seul odpowie ogromnym odwetem. Jego zdaniem, masowe ataki na cywilów są niewybaczalne, także w znaczeniu humanitarnym. Taki samo uważa przedstawiciel południowokoreańskiego Ministerstwa Obrony Narodowej - to był zaplanowany i intencjonalny atak. Korea Północna z premedytacją złamała rozejm z 1953 r. To nieludzkie okrucieństwo. Kancelaria prezydenta Korei Południowej przypuszcza, że ostrzał Północy może być odpowiedzią na południowokoreańskie ćwiczenia wojskowe. Ministrowie odpowiedzialni za bezpieczeństwo Korei Południowej zebrali się na nadzwyczajnym posiedzeniu, odbywającym się w podziemnym bunkrze na terenie rezydencji prezydenta Li Miung Baka.
 
Publicysta strony internetowej northkorea.pl Nicolas Levi twierdzi, iż to kolejna prowokacja Korei Północnej, która na pewno nie doprowadzi do wojny. Phenian bez poparcia Chin nie ma szans z Koreą Południową, wspartą przez Stany Zjednoczone. Korea Północna straszy świat nie od dziś. […] Wie, że jest nietykalna, za to żąda pomocy gospodarczej, wojskowej i energetycznej. To standardowy szantaż. Korea Północna mówi: nie będziemy atakować, jeśli dostaniemy pomoc – ekspert zwraca uwagę na fakt, że niedługo miały być wznowione rozmowy sześciostronne w sprawie programu atomowego Korei Północnej, a ostrzał wyspy zmienia jej pozycję podczas negocjacji. Zdaniem Johna Hemmingsa ryzyko wojny jest całkiem prawdopodobne. Ekspert wojskowego ośrodka badawczego RUSI (Royal United Services Institute) stoi na stanowisku, że to poważny incydent wpisujący się w kontekst napiętych stosunków między obydwoma państwami koreańskimi i podnoszący ryzyko zbrojnej konfrontacji między nimi.
 
Prezydent USA Barack Obama ostro potępił atak Korei Północnej i zaapelował do społeczności międzynarodowej, aby wywarła presję na ten kraj - Korea Południowa jest naszym sojusznikiem, i tak było od czasów wojny koreańskiej. Z całą mocą potwierdzamy nasze zaangażowanie w obronę Korei Południowej, stanowiące część tego sojuszu. Obama zaapelował także do głównego sojusznika Phenianu, Chin. Zwrócił uwagę na fakt, iż atak zagraża stabilności nie tylko Półwyspu Koreańskiego, ale całego regionu. Odpowiedzią na jego apel były słowa rzecznika chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Honga Lei’a, który wyraził zaniepokojenie i nadzieję, że strony bardziej będą działać na rzecz pokoju i stabilizacji na Półwyspie Koreańskim. […] Chiny usilnie wzywają Koreę Północną i Południową do zachowania spokoju i okazania powściągliwości oraz do podjęcia dialogu i kontaktów tak szybko, jak tylko to możliwe. Rzecznik Białego Domu Robert Gibbs również podkreślił chęć zaangażowania się Stanów Zjednoczonych w obronę sojusznika oraz skrytykował Phenian (Pjongjang ) - Stany Zjednoczone stanowczo potępiają ten atak i wzywają Koreę Północną do powstrzymania się od agresywnych działań oraz do pełnego poszanowania warunków porozumienia dotyczącego zawieszenia broni.
 
Dzień po wystrzeleniu kilkudziesięciu pocisków artyleryjskich na południowokoreańską wyspę Yeonpyeong, amerykański lotniskowiec USS George Washington  wypłynął w środę ze swojej bazy w Japonii, by wziąć udział w trwających do 1 grudnia manewrach. Wraz z południowokoreańską marynarką wojenną 75 samolotów bojowych i ponad 6 tys. żołnierzy amerykańskich ćwiczyć ma obronę przeciwlotniczą i gotowość do odparcia ataku na wodzie. VII Flota USA podkreśliła, że było to planowane znacznie wcześniej, a kontynuacja manewrów pokazuje siłę koreańsko-amerykańskiego sojuszu i nasze zaangażowanie w stabilność regionalną przez wykorzystanie środków odstraszania.
 
Reakcje państw europejskich były również  wrogie i sceptyczne. Minister Spraw Zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow uznał, że to, co się stało, zasługuje na potępienie. Ci, którzy rozpoczęli i uciekają się do ostrzału południowokoreańskiej wyspy wzięli na siebie olbrzymią odpowiedzialność. Wymiana ognia musi natychmiast ustać. Jego niemiecki odpowiednik Guido Westerwelle powiedział, że jest bardzo przejęty  tą nową prowokacją wojskową  ze strony Phenianu. Jego zdaniem atak zagraża pokojowi w regionie. Szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton wyraziła głębokie zaniepokojenie zaistniałą sytuacją oraz ostro potępiła atak na Koreę Południową. Marcin Bosacki, piastujący od września 2010 roku urząd rzecznika prasowego w Ministerstwie Spraw Zagranicznych poinformował, że na wyspie nie było żadnych Polaków. Dodał, iż Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest głęboko zaniepokojone wymianą ognia wokół południowokoreańskiej wyspy Yeonpyeong, w wyniku czego są zabici i ranni. Wciąż analizujemy napływające stamtąd informacje […].Polska żywi nadzieję, iż obie strony unikną eskalacji napięcia, która mogłaby przerodzić się w kryzys stanowiący poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa w Azji Wschodniej i mieć negatywne skutki dla całego świata.
 
Dzień po ostrzelaniu, południowokoreański dziennik JoongAng Daily powołał się na anonimowe źródło, podając informację o rzekomo osobistym rozkazie ataku na wyspę północnokoreańskiego dyktatora Kima Dzonga II. Dzień przed atakiem miał on wraz z synem odwiedzić północnokoreańską bazę wojskową Gaemori, skąd zaatakowano Koreę Południową. Północnokoreańska agencja prasowa podała jednak, że Kim Dzong Il w poniedziałek wizytował hodowlę ryb w Yongyon.
 
W związku z atakiem, Korea Południowa postanowiła rozbudować swój potencjał wojskowy na zachodnim wybrzeżu. Na pięciu wyspach położonych na Morzu Żółtym miały zostać  rozmieszczone dodatkowe oddziały wojskowe, w tym siły lądowe. Sąsiad z północny uznał to za prowokację. Oficjalna agencja KCNA, powołując się na anonimowych północnokoreańskich wojskowych podała, że Korea Północna dokona bez wahania drugiej, a nawet trzeciej, serii ataków, jeśli podżegacze wojenni w Korei Południowej dopuszczą się ponownie lekkomyślnych prowokacji militarnych. Phenianowi nie podobały się również ćwiczenia odbywające się na terenie południowego sąsiada. Te ćwiczenia wojskowe amerykańskich imperialistów i ich południowokoreańskich marionetek są zwrócone przeciwko Korei Północnej - głosi oświadczenie komunistycznych władz w Phenianie.
 
Nie da się ukryć, że Półwysep Koreański znalazł się na krawędzi wojny. Trzy dni po pierwszym ataku, słyszano znowu odgłosy artylerii. Według południowokoreańskiej telewizji YTN pociski spadły na północ od spornej granicy morskiej pomiędzy obu państwami, ale wojsko nie uważa, aby ostrzał był wycelowany w Koreę Płd. W Seulu odbyły się demonstracje około tysiąca byłych żołnierzy południowokoreańskiej marynarki wojennej, którzy domagali się odwetu za wtorkowy atak artylerii Korei Północnej na południowokoreańską wyspę, w którym zginęły cztery osoby. Weterani palili flagi Korei Północnej i wizerunki przywódcy reżimu w Phenianie oraz jego najmłodszego syna i najprawdopodobniej następcy Kim Dzong Una.
 
Dodatkowo, amerykański fizyk atomowy Siegfried Hecker poinformował na początku listopada, że widział podczas pobytu w Korei Północnej zakłady posiadające setki wirówek służących do wzbogacania uranu. Korea Północna przyznała się do tego - obecnie konstruujemy reaktor lekkowodny […] i eksploatujemy nowoczesny system wzbogacania uranu, z tysiącami wirówek. Jak wiadomo, broń masowego rażenia wykorzystuje wewnątrzjądrową energię wydzielaną podczas łańcuchowej reakcji rozszczepienia jąder ciężkich pierwiastków -  plutonu oraz właśnie uranu.

Reklama