Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Gdzie jest miejsce dla chrześcijanina? ‒ rozważania o papieskim apelu o konieczności mobilizacji chrześcijańskich wartości

Autorzy: 
Justyna Cywoniuk

 Niestabilna sytuacja międzynarodowa w poszczególnych regionach świata oraz apele Papieża Franciszka wygłoszone w Święto Bożego Narodzenia skłaniają do refleksji nad tematem statusu współczesnego chrześcijanina (w rozumieniu wierzącego uznającego zwierzchność papieża ‒ bowiem Franciszek często w swych przemówieniach zawęża owe postrzeganie do takich właśnie wiernych) na poszczególnych kontynentach. Biorąc pod uwagę determinanty kształtujące pozycję i wpływy chrześcijaństwa, a także główne kierunki oddziaływania watykańskiej polityki i dyplomacji, warto jednak zwrócić szczególną uwagę na pozycję chrześcijan w Europie, Afryce Północnej czy na Bliskim Wschodzie ‒ bowiem to w odniesieniu do tych części globu papież pochodzący z Argentyny odnosi się najczęściej mówiąc o losie „duchowych poddanych”.

  Chociaż mit potęgi papiestwa upadł już dawno, to warto jednak pamiętać, że (kolejni) papieże dalej przewodzą (duchowo) ponad 17% populacji wszystkich ludzi na świecie. Co istotniejsze, ogólna liczba (zadeklarowanych) katolików stale rośnie i zgodnie z danymi Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego z 2010 roku, a także w oparciu o Annuario Statisticum Ecclesiae z roku 2011 i Annuario Pontificio na rok 2013, w 2010 roku wyniosła od 1,146 mld do 1,196 mld (w zależności od źródła) wiernych. W 2011 roku było to około 1,214 mld, a w kolejnych latach liczba ta stale wzrastała o około 1,5% rocznie.

  Przedstawione dane mogą być jednak niespójne z rzeczywistością, bowiem o ile zawierają w sobie statystyczny pierwiastek chrześcijaństwa azjatyckiego, to tak naprawdę nie wlicza się w ramy przywołanych liczb katolików pochodzących bezpośrednio z Chin (z uwagi na brak normalizacji stosunków pomiędzy Watykanem i Chińską Republiką Ludową oraz konflikt pomiędzy Komunistyczną Partią Chin a Katolickim Kościołem Katakumbowym), czy de facto wiarygodnej liczby chrześcijan z Bliskiego Wschodu (konflikty zbrojne uniemożliwiają bowiem przeprowadzenie jakiejkolwiek formy ich rzeczywistego zliczenia).

  Wracając jednak do głównego wątku przemyśleń, warto zauważyć, że degradacja chrześcijaństwa w Europie, która w wyniku globalizacji i procesów integracyjnych rozlała się na cały kontynent, przenikając także do polityki, kultury i tradycji poszczególnych narodów, odcisnęła swe piętno na autorytecie i pozycji papiestwa. Nie sprowadziła ona jednak potencjalnego chrześcijanina do obywatela drugiej kategorii. Wydaje się wręcz, że na Starym Kontynencie, w obecnych czasach bardziej niż kiedykolwiek, nie można w ogóle mówić o prześladowaniach za wiarę ‒ chociaż gdy weźmie się pod uwagę konflikty na Bałkanach, czy napięcia w ramach chrześcijaństwa (pomiędzy protestantami, katolikami, prawosławnymi, itd.) owo stwierdzenie mogłoby być nieco złudne. Niemniej nie są to prześladowania i represje na miarę tych z Afryki czy Bliskiego Wschodu. Napięcia w Europie, którym w mediach przypisuje się znamiona „starcia cywilizacji zachodniej z cywilizacją islamską”, czy sporu religijnego to jedynie wyimaginowana nadinterpretacja faktów. Ujawniająca często frustrację, wynikającą z położenia socjalnego przybyłych obcokrajowców i zderzenia „snu o dobrobycie z europejską rzeczywistością”. Czego doświadczają chociażby Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy czy Szwecja.

  Multikulturowość, migracje i otwarcie granic na młodą oraz tanią siłę roboczą (coraz częściej obcą kulturowo i religijnie), a także forsowana neutralność, tolerancja i swoboda wyznań (chodzi tu przede wszystkim o ideowe budowanie tożsamości europejskiej bez odwołań do religii), to jedno co wpływa na status chrześcijanina i póki co nie prowadzi do większych napięć. Niemniej owa powszechna tolerancja i brak nadrzędnych odwołań do chrześcijaństwa, stanowią (według znacznej rzeszy duchownych) o nijakości Europy i w pewnym sensie odbierają jej osobowość kształtowaną przez wieki historii. Nie chodzi tu już o uprzedmiotowienie religii, którą zepchnięto na dalszy plan, mówiąc o wartościach wyznawanych na Starym Kontynencie, lecz o pewne zachwianie porządku społecznego i kulturowego. O powstałą pustkę wynikającą z odrzucenia dziedzictwa religijnego, z usunięcia religii, deklarowanego wyznania, wierzeń a w szerszym rozumowaniu także światopoglądu ‒ nie da się jej przecież zapełnić polityczną wizją zjednoczenia w imię wyższych wartości ‒ bo i jakich? – pokoju?

  Owszem o ile różnice religijne mogą bezpośrednio prowadzić do konfliktów, o tyle w obecnej Europie chrześcijanie ‒ a zawężając owo postrzeganie do papieskiego ‒ katolicy wydają się nie doświadczać prześladowań za wiarę. To co ich czeka na kontynencie to raczej kryzys wartości i poglądów targany kolejnymi aferami płynącymi z Watykanu czy kościołów narodowych niż ewentualne (otwarte) starcie (na przykład) z islamem.

  Położenie współczesnego chrześcijanina w multikulturalnej Europie – na „Kontynencie Swobód” ‒ wpływa również demoralizująco na jego postawę. Brak odwołań do korzeni chrześcijaństwa, (wielokrotnie przywoływana) neutralność religijna, powszechny materializm a nawet patologie kapitalizmu, prowokują bowiem do postawienia pytania o naturę wiary, natomiast rozwój nauki i technologii o faktyczny wyższy byt – Boga. O ile zatem Europa stała się miejscem godnym do osiedlenia, stała się także „obszarem pokus” burzącym egzystencjonalne „ja”.

  Obraz kontynentu europejskiego wydaje się więc stać w sprzeczności z wizerunkiem Bliskiego Wschodu, czy Afryki Północnej (oraz krajów Sahelu). Tam chrześcijan czuje się inwigilowany i prześladowany, a codziennie staje się także ofiarą przemocy (siłowego nawracania na islam lub wypędzania z miejsc osiedlenia) czy nawet morderstw. Tam też nie mówi się o reanimacji fundamentów wiary chrześcijańskiej, tam się za nią po prostu umiera ‒ jak stwierdza papież Franciszek. Stąd też owi, potencjalni „męczennicy” chociaż nie wiążą wyznawanych wartości z elementem materializmu, o tyle też szukają spokojnego miejsca do egzystencji. Sytuacja na Bliskim Wschodzie oraz znacznej części Afryki ujawnia jednak narastającą niechęć do chrześcijan, podsycaną przez „islamski ekstremizm”. Dowodów na owe stwierdzenie jest wiele, niemniej ten który wywołał głośną konsternację w Watykanie, był fakt wypędzenia wszystkich chrześcijan z irackiego Mosulu.

  Według Światowego Indeksu Prześladowań z 2014 roku, obok Iraku, krajami w których notorycznie dochodzi do prześladowań chrześcijan, były także Afganistan, Syria, Iran, Pakistan, Arabia Saudyjska, Oman czy Egipt. Niemniej największy wzrost przemocy wobec chrześcijan, Open Doors odnotowała w odniesieniu do krajów Sahelu, w których niechlubnie przoduje Somalia. Radykalne nastroje oraz (ponownie) islam to także powody homogeniczności pod względem religijnym społeczeństwa tureckiego ‒ dziś w Turcji chrześcijanie (tu w rozumieniu ogólnym) stanowią zaledwie około 0,2%. Widać zatem, że obszary objęte otwartymi konfliktami zbrojnymi czy działalnością członków Państwa Islamskiego, to nie jedyne regiony przesiąknięte determinantami wspierającymi prześladowania. Najlepszym tego przykładem są także, chociażby Chiny i Korea Północna, w których zamiast agresywnego i ekspansywnego islamu, prawa szariatu czy muzułmańskich ugrupowań terrorystycznych, przeciwnikiem chrześcijan staje się ideologia partyjna oraz partia polityczna trzymająca władzę w kraju.

  Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie publikując swój raport za rok 2014, stwierdziło wręcz, że chrześcijaństwo stało się na chwilę obecną najbardziej prześladowaną religią świata, a wolność religijna pozostaje zagrożona w 60% krajów (z 196 badanych). Ponadto uwidacznia, iż około 200 milionów chrześcijan (uznających zwierzchność papieża) pozostaje brutalnie prześladowanych każdego dnia, a ponad 350 milionów poddawanych jest różnym formom dyskryminacji i represji. Stąd też nasuwa się pytanie, skoro przywołana powyżej sytuacja ulega z roku na rok pogorszeniu, czy na Ziemi w ogóle istnieje takie miejsce, miejsce godne prawdziwego, wierzącego i praktykującego chrześcijanina, w którym nie postawi on pytań o spokojny byt i egzystencjonalne ja?
 

zdjęcie tytułowe: www.washingtontimes.com

Reklama