Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Dwa zamiast jednego, czyli o referendum w Sudanie

Autorzy: 
Amal El-Maaytah

Wydaje się, że większość analityków obserwujących wybory w Sudanie południowym nie miało przez chwilę cienia wątpliwości co do wyników referendum. Południe Sudanu wydaje się odliczać minuty do momentu ogłoszenia niepodległości i niezależności od Chartumu. Długa historia konfliktu pomiędzy obiema częściami tego kraju wskazuje, że decyzja ta będzie służyć interesom obywateli obu części. Czy rzeczywiście tak jednak będzie? Czy taki układ może być pokojowy i bezkonfliktowy?

 

Północ i Południe Sudanu to różne nacje, różne religie, różne tożsamości kulturowe i narodowe. Nic dziwnego więc, że obie części kraju od wielu dekad dzieliły wojny, konflikty i animozje. Wzajemna niechęć zrodziła się z przymusowego współegzystowania, o którym zdecyowały brytyjskie siły kolonizacyjne oraz Egipt, którego częścią niegdyś był Sudan. Sztucznie narysowana granica przez Imperium nie po raz pierwszy sprawiła, że jedni czuli się niesprawiedliwie traktowani, a drudzy uważali się za lepszych. Na północy Sudanu żyją Arabowie o wyznaniu muzułmańskim, zaś Półudnie zamieszkane jest przez plemienia afrykańskie o wyznaniu chrześcijańskim, czy animistycznym. Jeszcze przed epoką kolonializacji Południe kraju służyło Północy jako zaplecze niewolników, poza tym całkowicie ignorowane i zaniedbywane. Praktyka ta niewiele się zmieniła, gdy w latach 1899 – 1955 kraj ten był kondominium egipsko-brytyjskim. Pretensje i frustracja znalazły swój wyraz już w 1956 roku, gdy wybuchła wojna domowa. Wojna, choć zawieszona na 10 lat, wybuchła na nowo głównie przez politykę islmizacji wprowadzoną na początku lat 80-tych przez prezydenta Dża’fara Nimeiriego. Południe sztucznie i na siłę zislamizowano.
Z czasów bardziej nam współczesnych pamiętamy układ pokojowy z 2005 roku – Comprehensive Peace Agreement, który obejmuje zawieszenie broni oraz podział władzy oraz zasobów między Południem a Północą. Układ zakładał również ustanowienie niezależnego samorządu na Południu, jednakże do wyborów tegoż rządu doszło dopiero w kwietniu 2010 r. Do tego momentu Południe rządzone było przez system jednopartyjny – Sudan People’s Liberation Movement/ Army, ruch powstańczy, który przemienił się w partię polityczną.


Wobec takiej historii wydaje się niemożliwym, by Południe zagłosowało za pozostaniem w jedności z Północą Sudanu. Jednakże pytanie brzmi: co stanie się z Południem, gdy odłączy się od Chartumu? Czy w kraju zapanuje pokój i przede wszystkim czy Południe będzie w stanie politycznie i gospodarczo funkcjonować?
Odpowiedzi na te pytania należy doszukiwać się głównie w złożach naturalnych kraju, przede wszystkim w ropie. To ona powoduje, że władze na Północy będą gorzko płakać po utracie Południa. Dla Południa zaś ropa będzie jedynym źródłem utrzymania, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż przez lata region ten był bardzo zaniedbywany przez rząd centralny. Paradoks tej sytyuacji polega jednak na tym, że obie strony wzjemnie są od siebie w tej mierze zależne: Południe być może posiada bogate złoża, ale to Północ jest właścielem ropociągów. Ponadto, na południu nie ma żadnej rafinerii. Budowa nowych rafinerii z pewnością będzie konieczna, jednak na razie jest rozwiązaniem długoterminowym.


Ugoda w szczegółach zarysowuje system podziału dochodów ze złóż i gwarantuje, że 2 procent tego zysku będzie przeznaczone dla ludności, która mieszka na tym terenie – głównie z powodu utraty przez nich gruntów. Reszta dzielona ma być równo między Północą a Południem. Jednakże ten układ z pewnością będzie renegocjowany po ogłoszeniu wyników referendum oraz po wygaśnięciu ważności układu w lipcu tego roku.
 

Ponadto, wiele pomniejszych złóż ropy leży wzdłuż granicy obu stron i stanowi potencjalne źródło konfliktu. Na pograniczu – w Górach Nubijskich i południowym Kordofanie oraz na brzegach Nilu Błekitnego mieszka ludność, która czuje większą przynależność do południa kraju, a która geograficznie umiejscowiona jest w obrębie granic Północy. Ponadto, otwarta pozostaje kwestia nomadów, którzy wędrują i regularnie przekraczają granicę z Północą. Ich kwestia mogłaby zostać rozwiązana, gdyby granica pozostała umowa, jednakże z powodu obecności ropy w tym rejonie, obu stronom będzie zależało na jej sprecyzowaniu.
Niezależnie od kwestii gospodarczych pozostają kwestie demograficzne i społeczne. Na północy kraju żyje ogromna ilość Sudańczyków, którzy przenieśli się tam z południa kraju w poszukiwaniu pracy i lepszego standardu życia. Wydaje się wielce prawdopodobnym, iż po ogłoszeniu wyników referendum – jeśli zadecyduje ono o podziale kraju- rozpocznie się kampania wypędzania obywateli z południa do ich nowej ojczyzny. Może się to przerodzić w poważny konflikt, gdyż pomimo kilkukrotnych demobilizacji partyzantów i wezwań do zaprzestanai działań zbrojnych, takowe się zdarzają, a broń palna jest powszechnie dostępna.


Według eskeprta ds. Sudanu z Amnesty International różnego rodzaju konflikty w Sudanie są możliwe, ale będą krótktotrwałe. Możliwe są stracia pomiędzy różnymi plemionami na Południu oraz Południowcami na Północy, którzy będą marginalizowani i dyskryminowani, jednakże przewiduje się, że szybko one wygasną. Najbardziej prawdopodobny jest konflikt o bogate w rioę Abyei, jednaże według eksperta z pewnością wkroczą tam siły ONZ, które do czasu stabilizacji sytuacji będą miały na celu zapewnienie bezpieczeństwa dla regionu.

 

Wydaje się, że nieuniknionym jest, aby dwa nowe kraje pojawiły się na mapie świata- Sudan Północny i Sudan Południowy. O ile taki stan rzeczy będzie sprawiedliwszy dla tych Sudańczyków, którzy od pokoleń czuli się obywatelami drugiej kategorii w swojej własnej ojczyźnie, to jednak istnieją pewne obawy, że pomimo niepodległości Południe może przez następne lata być krajem na skraju ubóstwa, nieradzącym sobie z podstawowymi wyzwaniami gospodarczymi. Naturalnie, pierwszą reakcją świata rozwiniętego będzie okazanie pomocy w postaci miliardów dolarów oraz zapewne pokojowych oddziałów tej lub innej organizacji międzynarodowej. Jednakże, czy to nie prowadzi do wiecznej tymczasowości, do wiecznego zawieszenia kraju w pewnej gospodarczej i społeczno-politycznej próźni. Czy nie doprowadzi to do zastąpienia uzależnienia od Chartumu uzależnieniem od całej reszty świata, która w niezależnym Sudanie Południowym zobaczy łakomy kąsek i będzie próbowała ugrać swoje interesy? Póki co, w kraju panuje euforia i radosne wyczekiwanie na ogłoszenie długo oczekiwanej niepodległości.

Reklama