Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Dramat po dramacie

Autorzy: 
Krzysztof Kołaski
Rok 2010 nie jest z całą pewnością szczęśliwym ani łatwym czasem dla Haiti. Ta pięknie położona karaibska wyspa musi bowiem wciąż borykać się z siłami natury. W styczniu  spustoszyło ją potworne trzęsienie ziemi o sile 7 stopni w skali Richtera, a w październiku mieszkańców zaatakowała epidemia cholery, która zbiera coraz bardziej tragiczne żniwo.
 
 
 
 
 
Najsilniejsze wstrząsy od lat
Trzęsienie ziemi, jakie nawiedziło kraj 12 stycznia było najsilniejszym w tym regionie od ponad 200 lat. Jego siłę odczuli  także mieszkańcy Dominikany, Kuby czy Jamajki. Ponadto odnotowano wiele wstrząsów wtórnych, z których wiele przekroczyło 5 stopni w skali Richtera. Epicentrum wstrząsów zlokalizowano 16 km od stolicy państwa Port-au-Prince. Właśnie to miasto i okolice ucierpiało najbardziej na skutek żywiołu.
 
Bilans ofiar z dnia na dzień wyglądał coraz bardziej porażająco. Ostatecznie potwierdzono śmierć ponad 230 tys. osób. Zaś kolejne 3 mln ludzi mogły ucierpieć w inny sposób – odniosły poważne obrażenia lub straciły dobytek całego życia. Wśród zabitych znaleźli się chociażby żołnierze z misji stabilizacyjnej ONZ wraz z dowódcą oraz wpływowi Haitańczycy: biskup Joseph Miot, kandydatka do Nagrody Nobla Zilda Arns oraz przywódca parlamentarnej opozycji Michel Gaillard.
 
Na skutek trzęsienia zniszczeniu uległo wiele ważnych budynków w Port-au-Prince. Praktycznie nic nie pozostało z Pałacu Prezydenckiego oraz budynku Zgromadzenia Narodowego. Jednak bardziej  istotne były szkody, jakie dotknęły placówki służby zdrowia. W ruinę zamienił się szpital w Petionville-przedmieściach stolicy oraz wiele innych placówek służby zdrowia w centrum miasta, co utrudniło udzielanie pomocy rannym.  Wielka siła powaliła także siedziby ONZ, Banku Światowego oraz hotele, których niektórzy goście wciąż są oficjalnie uznani za zaginionych..

Pomoc dla Haiti
 
Cały świat niezwłocznie zaangażował się w akcję ratunkową na Haiti. Polska przekazała 50 tys. dolarów  na rzecz potrzebujących oraz wysłała na wyspę wyspecjalizowany zespół ratowników . Warto podkreślić, że w tej operacji brali udział piloci, którzy 10 kwietnia pod Smoleńskiem. Pomoc płynęła także z USA, Unii Europejskiej czy Brazylii. Wsparcia poszkodowanym udzieliło wiele znanych osobistości, jak aktor Sean Pean, który  przeznaczył znaczne środki finansowe dla potrzebujących, a wcześniej sam pomagał w ratowaniu rannych spod gruzów.
 
Na rzecz Haiti zostały  zorganizowane  liczne koncerty charytatywne np. Hope for Haiti Now w Nowym Jorku. Dochód z nich został  przeznaczony na rzecz odbudowy zniszczonego kataklizmem kraju. Natomiast organizacja Music for Relief wydała album, z którego zyski przeznaczono na zakup niezbędnych do życia produktów dla mieszkańców Port-au-Prince i okolic.
W czasie akcji ratunkowej wiele kontrowersji budziło sposób rozdzielania pomocy przez Haitańczyków. Pojawiło się wiele pretensji, że mogą na nią liczyć jedynie mieszkańcy  stolicy, natomiast osoby w mniejszych miast są zdane tylko i wyłącznie na siebie. Po coraz szerszej fali tego typu informacji, organizacje międzynarodowe same zaczęły nadzorować proces przekazywania darów poszkodowanym.

Nieszczęść ciąg dalszy
 
W celu podniesieni się po tak tragicznych wydarzeń potrzeba wiele czasu oraz spokoju niezbędnego na wdrożenie odpowiednich planów naprawczych. Niestety, rzeczywistość nie była tak łaskawa dla Haiti, gdyż w niedługim czasie na karaibski kraj spadło kolejne wielkie nieszczęście – epidemia cholery. Na terytorium całego państwa ponownie wprowadzono stan wyjątkowy.
 
Ogniskiem choroby był region Artibonite, gdzie zanotowano pierwsze przypadki zachorowań. Szpitale szybko przestały nadążać z przyjmowaniem i leczeniem pacjentów , co sprawiło, że szybko rozprzestrzeniła się ona na inne miasta. W drugiej połowie października pojawili się pierwsi chorzy  w Port-au-Prince. Zarażenia cholerą odnotowano także w takich miastach, jak: Limbe, Mirebalais i Arcahaie.     
 
Eksperci ustalili, że przyczynę epidemii stanowiła skażona woda z rzeki Artibonite, która w poprzedzających tragedię tygodniach kilkakrotnie występowała z brzegów i tym samym przedostała się do wód gruntowych.

Kolejne ofiary

Mimo podejmowanych prób walki z chorobą, nie udaje się jak dotąd zatrzymać liczby zgonów i zarażeń. Statystyki są niezwykle płynne i zmieniają się niemal każdego dnia. 22 listopada Ministerstwo Zdrowia Haiti ogłosiło, że do tej pory zmarło około 1,2 tys. osób, a niemal 17 tys. zostało hospitalizowanych. Według  informacji organizacji Lekarze bez Granic w samej stolicy liczbę chorych szacuje się na kilkaset osób, z czego wiele znajduje się w ciężkim stanie.
 
Na szybkie rozprzestrzenianie się choroby wpływają w znacznej mierze tragiczne warunki, w jakich są zmuszeni żyć Haitańczycy po styczniowym trzęsieniu ziemi. Nie ma możliwości ani środków na odbudowę wszystkich zniszczonych domów, wiec ludzie mieszkają w prowizorycznych schroniskach, gdzie standard sanitarny jest niemal na poziomie zerowym.
 
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że liczba ofiar wkrótce jeszcze się zwiększy. Pojawiają się głosy, że w wielu miejscach są problemy z dostępem do nieskażonej wody pitnej. Taka sytuacja nagminnie występuje w stolicy kraju i pobliskich miasteczkach. Organizacje humanitarne alarmują, że w ten sposób ryzyko zarażenia cholerą stale się zwiększa, a szczególnie narażone są dzieci pozbawione należytej opieki medycznej.
 
W zeszłym tygodniu śmiertelna choroba wykroczyła poza granice wyspy. Na Dominikanie stwierdzono przypadek cholery u Haitańczyka, który kilka dni wcześniej wrócił z rodzinnego kraju.  Władze tego krajów, jak również innych państwa leżących w tym rejonie apelują o spokój, mówiąc że chory prawdopodobnie zaraził się podczas pobytu w domu. Jednocześnie wzmocnieniu uległy kontrole w portach czy na lotniskach w stosunku do osób podróżujących z Haiti.

Społeczny wymiar dramatu
 
Bank Światowy szacuje, że samo trzęsienie ziemi spowodowały straty w wysokości nawet 15% rocznego PKB karaibskiej republiki. Proces „naprawy” tego wskaźnika będzie bardzo czasochłonny i uzależniony od wsparcia finansowego ze strony międzynarodowych organizacji i państw trzecich. Niemal miesiąc po tragedii Międzynarodowy Bank Rozwoju ogłosił, że odbudowa Haiti może kosztować nawet 14 mld dolarów.
 
Także nastroje na wyspie uległy znacznemu pogorszeniu. Ludzie mniej przychylnie odnoszą się do zagranicznych osób. W miastach Hinche oraz Cap-Haitien doszło nawet do obrzucenia kamieniami misji ONZ. Miejscowa ludność oskarża siły wojskowe o przywiezienie choroby z Nepalu oraz spowodowanie wybuchu epidemii. Żołnierze zostali wezwani do natychmiastowego opuszczenia państwa.
 
Z agresją zetknęli się także Lekarze bez Granic, którym grupa demonstrantów uniemożliwiła otwarcie nowego szpitala w Saint-Marc. Wraz z rozwojem epidemii dochodzi do coraz większej liczby antyrządowych manifestacji. Władze są oskarżanie o bezczynność, nieudolność i brak pomysłu na poprawę dramatycznego położenia Haiti. Rosną obawy, że wraz z pogorszeniem sytuacji, nastroje społeczne mogą ulec jeszcze większej radykalizacji.
 
Z pewnością wiele czasu upłynie zanim życie na Haiti powróci do normalności, a wydarzenia, z którym obecnie boryka się ten kraj, staną się jedynie tragicznymi wspomnieniami. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że natura oszczędzi Haitańczyków, nie doświadczy ich kolejnymi problemami, a wtedy mieszkańcy będą mogli spokojnie zabrać się za dalszą odbudowę swojej ojczyzny.
 

Reklama