Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


CIA na dłużej w Iraku i Afganistanie

Autorzy: 
Michał Jarocki

Według oficjalnych informacji do końca 2013 wszystkie oddziały bojowe US Army zostaną wycofane z Afganistanu. Wówczas kontrolę nad państwem, ale też i jarzmo obowiązku czuwania nad jego bezpieczeństwem (zarówno wewnętrznym jak i zewnętrznym) przejmą siły zbrojne kontrolowane przez Kabul. Proces stopniowego przekazywania dowództwa nad poszczególnymi regionami kraju trwa zresztą już od pewnego czasu. Kolejne dystrykty, zlokalizowane gównie na północy i zachodzie kraju, są opuszczane przez siły koalicji, a odpowiedzialność za ich zarządzanie przejmują lokalne wojska.

Ostateczne wycofanie się Amerykanów z Afganistanu jest wydarzeniem mocno wyczekiwanym chyba przez wszystkie strony konfliktu (no, może poza rządem centralnym). Najbardziej ochoczo na taką perspektywę patrzą talibowie, którzy w opuszczeniu kraju przez USA upatrują największej od lat szansy ponownego dojścia do władzy. Nawet jeżeli w pierwszym okresie będą ją musieli dzielić ze środowiskiem reprezentowanym przez Hamida Karazaia. Na wycofaniu amerykańskich wojsk mogą, choć nie muszą, zyskać też Pakistańczycy. Jako jedyny podmiot państwowy mający jakikolwiek (nawet jeżeli umiarkowany) wpływ na działania talibow, Pakistan będzie odgrywał jedną z decydujących ról z kształtowaniu przyszłego systemu bezpieczeństwa i relacji polityczno-wojskowych pomiędzy poszczególnymi graczami w regionie.

Powrotu do domu chcą też sami Amerykanie (a także towarzyszący im sojusznicy). Trwająca ponad dekadę misja w Afganistanie wyczerpuje zasoby ekonomiczne i militarne państwa, wpływa też negatywnie na morale samych żołnierzy, jak i postawę opinii publicznej w kraju. Wycofanie wojsk z tego środkowoazjatyckiego państwa jest o tyle słuszne, iż systematycznie maleje polityczne znaczenie samej obecności na afgańskiej ziemi. Koszty utrzymania koalicji w ryzach, a także zaspakajania potrzeb władz w Kabulu, pozostają bowiem niewspółmierne do korzyści z tego czerpanych. Z drugiej zaś strony, interesy USA zadają się orbitować teraz wokół problemu zaognienia się sytuacji wokół i destabilizacji rejonu Zatoki Perskiej oraz zabezpieczenia amerykańskich interesów strategicznych na Pacyfiku.

O ile jednak aspekt czysto polityczny obecności w „Afganie” nie jest już tak istotny, niezaprzeczalnie ważnym czynnikiem pozostaje kwestia bezpieczeństwa i działań anty- i kontrterrorystycznych. Co więcej, Afganistan sam w sobie stanowi świetną bazę wypadową dla wszelkich działań operacyjnych regionie. Styczność geograficzna z popadającym w destabilizację wewnętrzną i polityczną anarchię Pakistanem, sąsiedztwo z jak najbardziej groźnym Iranem, czy możliwość częściowego przynajmniej kontrolowania wydarzeń w coraz mniej spokojnych republikach Azji Środkowej, są czynnikami które powodują, iż Amerykańskie interesy pozostaną w Afganie na długo po tym, jak kraj opuszczą ostatnie pododdziały regularnej armii.

Z tego też powodu jeszcze przez długie lata Afganistanu nie opuszczą amerykańskie wojska specjalne i rzesze agentów służb wywiadowczych. Opublikowane w ostatnich dniach wypowiedzi przedstawicieli Departamentu Obrony oraz Pentagonu wskazują na to, iż zarówno w Afganistanie jak i Iraku jeszcze przez wiele lat aktywnie działać będą pracownicy najważniejszej amerykańskiej wywiadowni – CIA. 

Rozsiani po terytorium obydwu krajów agenci, których szacunkową liczbę podaje się w setkach, realizować będą szereg zadań związanych nie tylko z kontrolą i utrzymaniem wpływu na pozostawione w Kabulu i Bagdadzie władze państwowe. Spec służby skupią się też na realizacji swych zadań, przy niemałym wsparciu ze strony żołnierzy sił specjalnych, praktycznie na całym omawianym obszarze.

CIA wraz ze specjalsami będzie więc prowadzić operacje zarówno na terytorium Afganistanu, jak i na afgańsko-pakistańskim pograniczu, nieraz zapewne przekraczając sporną i niedoprecyzowaną linię graniczną w celu pojmania wybranego terrorysty lub też zebrania odpowiednich danych wywiadowczych. Niewykluczone, iż dochodzić będzie też do świadomego przekraczania granicy z Pakistanem w celu rozwinięcia działań operacyjnych na terenie „sojusznika”. 

Z kolei w Iraku CIA będzie miała trudne zadanie nie tylko w przypadku, wspomnianego już, kontrolowania poczynań władz w Bagdadzie, lecz także ograniczenia wpływów tajnych służb Iranu operujących nad Eufratem. W powszechnej opinii specjalistów, Teheran może starać się wykorzystać podziały religijne i społeczne w Iraku w celu destabilizacji wschodniego sąsiada oraz dodatkowego zaognienia i tak już napiętej sytuacji w regionie.

Decyzja o pozostawieniu na terytorium obydwu krajów setek agentów tajnych służb, pomimo ostatecznego wycofania z nich żołnierzy regularnych wojsk, nie dziwi, bo dziwić nie może. Interesy Waszyngtonu w regionie to bowiem nie tylko Irak i Afganistan, ale całe spektrum podmiotów i wydarzeń. Jeżeli USA chcą w dalszym ciągu kontrolować sytuację i nie dopuścić aby wymknęła się spod (amerykańskiej) kontroli, będą musiały podejmować się w przyszłości bardziej nieoficjalnych działań, przy wykorzystaniu środków nie do końca legalnych, czy też aprobowanych przez państwa trzecie, takie jak Pakistan, Iran, Rosja lub Chiny.

Amerykanie doskonale zdają sobie sprawę z jeszcze jednego faktu. Zarówno Irak jak i Afganistan stanowią obszary zainteresowania także innych graczy, zarówno tych państwowych, jak i ponadnarodowych. Wszyscy oni są już teraz niezwykle aktywni w regionie, często podejmując próby kształtowania biegu wydarzeń na własną rękę i według własnych upodobań. Bez odpowiednio licznej i silnej obecności wywiadowczo-wojskowej na omawianych terenach, Waszyngton pozostanie z pustymi rękoma, umiejętnie manipulowany i rozgrywany przez obce służby.
 

Reklama