Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Brytyjski przyjaciel Rzeczpospolitej

Autorzy: 
Katarzyna Sobiepanek

Bardziej polonijna niż międzynarodowa wizyta nowego prezydenta Andrzeja Dudy w Londynie nie przyniosła zmiany w stosunkach polsko-brytyjskich. Relacje Londynu i Warszawy opierają się przede wszystkim o bezpieczeństwo i politykę wewnątrz Unii Europejskiej. W tym pierwszym sporo nas łączy, w tym drugim trochę dzieli, mamy jednak wspólny strategiczny interes.

Oba rządy Camerona – pierwszy koalicyjny z 2010r. i drugi, utworzony samodzielnie po majowych wyborach – przyjęły ostry kurs wobec Unii Europejskiej. Ogłoszenie chęci przeprowadzenia do końca 2017r. referendum w sprawie członkostwa we wspólnocie, poprzedzonego renegocjacją warunków, zwiększyło polityczny dystans Londynu i Warszawy, rządzonej przez otwarcie proeuropejską koalicję PO-PSL. Do pogorszenia atmosfery przyczyniło się już w 2009r. wystąpienie brytyjskich konserwatystów z Europejskiej Partii Ludowej, do której należą PO i PSL, i stworzenie przez nich własnej, eurosceptycznej grupy wspólnie z PiS. W kolejnych latach Warszawę, tak jak i całą Europę, niepokoił brak konkretów w sprawie renegocjacji warunków członkostwa UK w UE.

Z czterech kwestii, które ostatecznie Londyn chce renegocjować z Brukselą, relacje polsko-brytyjskie najmocniej komplikuje dziś domaganie się reformy swobodnego przepływu osób w ramach UE i ograniczenie dostępu obywateli innych państw członkowskich do świadczeń socjalnych w Wielkiej Brytanii. Polaków na Wyspach jest coraz więcej, choć nastroje wobec imigrantów są coraz mniej przychylne. Przyczynił się do tego sam premier, który w styczniu 2014r, w popularnym niedzielnym talk show politycznym Andrew Marra powiedział, że Polacy nie powinni mieć prawa pobierania zasiłków na dzieci, jeśli te mieszkają nadal w Polsce. Podsycił tym samym propagowane przez tabloidy przekonanie, że Polacy na Wyspy przyjeżdżają głównie po zasiłki.

Dodatkowym nieprzyjemnym akcentem było ujawnienie przez tygodnik Wprost taśm z nagraniem rozmów ministrów Sikorskiego i Rostowskiego. Ówczesny minister spraw zagranicznych stwierdził na nich, że Cameron „spieprzył sprawę relacji Wielkiej Brytanii z UE”. Pozornie wewnętrzna polska sprawa została wtedy użyta, jako argument w brytyjskiej dyskusji o zdolności premiera Camerona do renegocjacji z Brukselą. Premier Wielkiej Brytanii musiał się nawet tłumaczyć na jednej z konferencji prasowych po szczycie Rady Europejskiej.

Problem praw polskich imigrantów w Wielkiej Brytanii jest nośny medialnie i może sprawiać wrażenie, że Londyn i Warszawę więcej dzieli niż łączy. Dlatego ważne były słowa Camerona, który po wizycie prezydenta Dudy powiedział Polskiej Agencji Prasowej, że Polacy zawsze będą na Wyspach mile widziani i że próby reform nie są wymierzone w konkretne grupy. Musimy jednak pamiętać, że są to jednak tylko słowa dla prasy, nie ostateczne decyzje.

Dwa kolejne warunki renegocjacyjne Camerona wiążą się już ściślej z ideą integracji europejskiej. Na życzenie zwolnienia Wielkiej Brytanii z konieczności podlegania zasadzie „coraz ściślejszej Unii” Bruksela prawdopodobnie się zgodzi, a Polska nie ma na to wpływu. Z kolei zwiększenie roli parlamentów narodowych wobec Parlamentu Europejskiego, może w Polsce znaleźć sympatyków, szczególnie, jeśli dojdzie do zmiany partii rządzącej. Prezydent Duda, reprezentując stanowisku PiS-u, powiedział w wywiadzie dla Daily Telegraph, że zgadza się z Cameronem, co do sprawy suwerenności. – Suwerenność jest dla nas kwestią podstawową i w tej kwestii podzielam stanowisko premiera Camerona – powiedział Duda i dodał, że z Cameronem łaczy go też wiara w fundamentalne kwestie, jak ta, że UE, powinna być współnotą suwerennych państw.

Czwarty, i chyba najważniejszy, warunek renegocjacyjny Camerona zbiega się z polskimi interesami niezależnie od tego, która opcja będzie rządzić w Warszawie. Polska i Wielka Brytania pozostają poza strefą euro i tym samym dzielą obawę o odsunięcie od podejmowania najważniejszych decyzji gospodarczych we wspólnocie. Choć Wielka Brytania pod rządami konserwatystów nie pretenduje do przewodzenia Europie i bywa postrzegana, jako outsider europejskiej integracji to pilnuje swojego głównego interesu w UE – korzyści gospodarczych z wymiany handlowej. Londyn chce mieć pewność, że ewentualne silniejsze integrowanie się strefy euro nie zagrozi integralności jednolitego rynku europejskiego, ani pozycji londyńskiego City, jako centrum transakcji finansowych. Polska, choć w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii kiedyś wspólną walutę przyjmie, to do tego czasu także musi pilnować, aby być „przy stole, a nie w menu”. Wspólne cele to także chęć dokończenia budowy jednolitego rynku cyfrowego i wspólnego rynku usług.

Niezależnie od opcji politycznej w Polsce, Londyn i Warszawa będą też podobnie patrzeć na kwestie bezpieczeństwa w Europie Środkowej i Wschodniej. Wraz ze zwiększającą się niepewnością na wschodzie Europy i rosnącym zagrożeniem ze strony Moskwy we wspólnym interesem obu krajów leży wypełnianie zobowiązań Sojuszu wobec państw bałtyckich. Geopolityczne położenie Polski powoduje naturalne zainteresowanie stabilnością w regionie. Ale Wielka Brytania także doświadcza na własnych granicach dużej aktywności samolotów rosyjskich, a jej relacje z Rosją od pewnego czasu regularnie ulegają pogorszeniu. Rosyjska ambasada w Londynie pozowała sobie nawet na kąśliwe uwagi wobec premiera, stając niejako w obronie nowo wybranego ultralewicowego lidera opozycyjnej Partii Pracy.

Dlatego ustalenia szczytu w Newport co do rozbudowania tzw. wschodniej flanki Sojuszu zostały przyjęte pozytywnie zarówno w Warszawie, jak i w Londynie. Wielka Brytania regularnie udostępnia swoje myśliwce do operacji patrolowych w przestrzeni powietrznej państw bałtyckich oraz wysyła wojska na wspólne ćwiczenia w regionie. Wątek rozwijania wschodniej flanki NATO pojawił się także teraz w rozmowach prezydenta w Londynie. Duda stwierdził, że Cameron podtrzymuje swoje zobowiązania do wzmacniania NATO w regionie. Z takiego stanowiska zadowolony jest zarówno polski rząd, jak i opozycja.

Polska i Wielka Brytania zajmowały jednak różne stanowiska w sprawie stworzenia armii europejskiej. Sprzeciw Wielkiej Brytanii wynikał z niechęci wobec dublowania struktur natowskich, natomiast obecny polski rząd widzi w projekcie ważny filar integracji europejskiej. Temat wywołany niedawno ponownie przez szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera, podchwyciła brytyjska prasa sugerując, że Cameron może się zgodzić na wspólną armię europejską, jeśli w zamian Unia przychyli się do sugerowanych przez Londyn reform swobodnego przepływu osób. Paweł Świdlicki z Open Europe mówi jednak, że na udział Brytyjczyków w europejskich strukturach wojskowych nie ma, co liczyć. Co najwyżej, jeśli inne państwa członkowskie spróbują podjąć taką inicjatywę Wielka Brytania nie będzie im w tym przeszkadzać.

Z punktu widzenia polskiej polityki ciekawostkę jest jak Cameron traktował prezydenta Dudę: tylko oficjalnie jak prezydenta, czy także, jako jednego z liderów sojuszniczej opcji politycznej? To oczywiście oficjalna wizyta głowy państwa, ale w ciągu godzinnej rozmowy mogli też znaleźć czas na omówienie spraw partyjnych i europartyjnych, jeśli tylko prezydent miał do tego mandat. Paweł Świdlicki z Open Europe uważa jednak, że zmiana na stanowisku prezydenta nie wpływa na razie znacząco na stosunki polsko-brytyjskie, bo politykę międzynarodową w pierwszej kolejności prowadzi rząd. Gdyby ten miał się zmienić, na pewno ze strony Londynu można spodziewać się przyjaźniejszych gestów, choć nie rozwiązuje to problemu róznic politycznych, od polityki klimatycznej do spraw swobodnego przepływu osób w UE.

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Londynie była oficjalnie związana przede wszystkim z obchodami 75 rocznicy Bitwy o Anglię. Prezydent spotkał się w wielu miejscach z brytyjską Polonią, a także z weteranami. W części uroczystości prezydent brał udział wspólnie z brytyjskim premierem, podczas spotkania z weteranami w Lancaster House obecny był także minister obrony Wielkiej Brytanii Michael Fallon. Obaj brytyjscy politycy otwarcie mówili o zasługach polskich pilotów w czasie Bitwy o Anglię i uznanie tych zasług cieszy. Jednak polityka historyczna i współczesna to dwie różne sprawy. Jeśli w Warszawie zmieni się rząd, możemy spodziewać się więcej przyjaznych sygnałów z Londynu, ale ktokolwiek będzie rządził w Warszawie nie może zapomnieć o starej zasadzie, że Brytyjczycy nie mają stałych przyjaciół, tylko stałe interesy.
 

Reklama