Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Białoruska misja polsko - niemieckich dyplomatów

Autorzy: 
Grzegorz Dacko
Spotkanie z Aleksandrem Łukaszenką, Ministrem Spraw Zagranicznych Siarhiejem Martynauem, a także z szefem administracji prezydenta Białorusi - Uładzimirem Makiejem i wszystkimi  kandydatami na urząd prezydencki – tak przedstawiał się plan wizyty w Mińsku szefów dyplomacji Polski i Niemiec, Radosława Sikorskiego i Guido Westerwellego. Ministrowie spotkali się również z Andżeliką Orechwo ze Związku Polaków na Białorusi, nieuznawanego przez miejscowe władze.
Czym spowodowana jest jednoczesna wizyta szefów dyplomacji Polski i Niemiec na Białorusi? Zgodzić należy się, z p.o. dyrektor TV Biełsat, Agnieszką Romaszewską – Guzy, która przekonuje, iż „Niemcy nie chcą dogadywać się z Białorusią ponad głowami Polaków”.
 
W drodze do Mińska Radosław Sikorski zaznaczył, że celem wizyty jest: "danie Białorusi jasnego przekazu, że jest krajem europejskim. Wobec tego sądzimy, że będą w nim obowiązywały europejskie standardy demokracji, ochrony praw człowieka, w tym praw mniejszości narodowej".
 
Płonne nadzieje
 
Ogromne oczekiwania z wizytą Westerwellego i Sikorskiego wiązała białoruska opozycja. Domagała się bowiem dostępu obywateli do niezależnych mediów, ale przede wszystkim wstrzymania prześladowań. Potwierdzają to słowa Andrieja Sannikau, byłego wiceszefa dyplomacji białoruskiej, aktualnego kandydata na urząd Prezydenta, który w wywiadzie dla Polskiego Radia zaznaczył: 
„Oczekuję, że przedstawią władzom uczciwą ocenę sytuacji na Białorusi […] Białoruś już dojrzała do przemian, a jedynym ich hamulcem jest dyktatura Łukaszenki i dlatego naród ma prawo żądać zmiany władzy”. 
Inny opozycyjny kandydat podkreślał z kolei, iż istnieje realne zagrożenie niepodległości Białorusi. 
 
Pełniąca funkcję prezesa Związku Polaków na Białorusi Andżelika Orechwo miała także nadzieję, że wizyta Radosława Sikorskiego na Białorusi doprowadzi do legalizacji związku.  Orchewo zwróciła uwagę na fakt, że dialog polskiego MSZ z białoruskimi władzami trwa od pewnego czasu. Spotkania z Martynauem i Łukaszenką w Kijowie są tego dowodem. 
 
Grudniowe wybory
 
Podczas wizyty politycy poruszyli także kwestię uczestnictwa Białorusi w programie Partnerstwa Wschodniego, w tym m.in. ułatwienie reżimu wizowego. Istotne znaczenie miały w tym kontekście słowa białoruskiego Prezydenta: „Jesteśmy bardzo zainteresowani Europą, ale wydaje mi się, że i Europa nie może obyć się bez Białorusi”. Jednocześnie zaznaczył, że docenia rolę Polski i Niemiec w kreowaniu poprawnych relacji między UE a Białorusią. Zaznaczył również, że ostatnie nieprzychylne kroki Unii w postaci sankcji gospodarczych nie przyczyniają się do poprawy dwustronnych stosunków.
 
Jednak clue wizyty dyplomatów stanowiła kwestia zbliżającychsię wyborówprezydenckich. Według polskiego szefa dyplomacji odwynikuelekcji ważniejsza jest  jakość. Wyraził ponadto nadzieję, że nadchodzące wybory będą „bardziej demokratyczne od poprzednich”. Radosław Sikorski wyraził głębokie nadzieje, że grudniowe wybory prezydenckie okażą się demokratyczne. Wówczas Mińsk może liczyć na „szczodrą ofertę otwarcia współpracy pomiędzy Unią Europejską a Białorusią”.
 
Wtórował mu minister Westerwelle podkreślając znaczenie demokratycznej elekcji, co może być zapewnione m.in. przez dopuszczenie opozycji do wolnych mediów.
Łukaszenka zapewnił, że prawa mniejszości będą akceptowane, zaś wybory – uczciwe. Jak przyznał Sikorski „trzymamy go za słowo”.
 
„Chcę zapewnić Was, że wybory będą według najbardziej demokratycznych standardów. Nie mamy potrzeby przeprowadzania nieprzejrzystych wyborów, które wzbudzałyby wątpliwość społeczności światowej.  Nigdy się jeszcze u nas nie zdarzyło, żeby wybory były przeprowadzone niedemokratycznie” – oświadczył urzędujący Prezydent Białorusi.
 
Przekonanie o rozwoju stosunków dwustronnych wyraził także Westerwelle. Pomoc gospodarczą Unii warunkował jednak rządami prawa i demokratyzacją ustroju.
Odpowiedzią na zapowiedzi ministrów okazały się słowa szefa prezydenckiej administracji, Makieja: „jeśli pieniądze będą otoczone warunkami politycznymi, to nie są nam potrzebne”. Jednak jak zaznaczył szef polskiej dyplomacji: „Dzięki podobnemu apelowi, rok temu Mołdawia wkroczyła na drogę demokracji i w ciągu najbliższych lat otrzyma pakiet pomocy gospodarczej wart około 2 miliardów euro” .
 
Wybory prezydenckie na Białorusi odbędą się 19 grudnia. Kontrkandydatami Łukaszenki w wyborach na najwyższy urząd w państwie są politycy opozycji: Uładzimir Niaklajeu - lider kampanii obywatelskiej "Mów Prawdę!", Aleś Michalewicz - szef komitetu organizacyjnego związku "O Modernizację", Ryhor Kastusiou - wiceszef partii Białoruski Front Narodowy, Andrej Sannikau - lider kampanii "Europejska Białoruś” oraz liderzy dwóch niezarejestrowanych partii: Wital Rymaszeuski i Mikoła Statkiewicz.
 
Wizyta przedstawicieli zachodnich państw odbiła się głośnym echem w białoruskich mediach. Periodyk „Nasza Niwa” zwraca uwagę, że z wizyty Sikorskiego i Westerwelle usatysfakcjonowani są zarówno dyplomaci pozostałych państw europejskich, prezydent Łukaszenka, a nade wszystko opozycjoniści. Ci ostatni uzyskali bowiem zapewnienie, że nadal mogą liczyć na poparcie państw zachodnich. Z kolei gazeta „Zwiazda” podnosi znaczenie jednoczesnego przyjazdu do białoruskiego reżimu dwóch szefów MSZ.
 
Cel (nie)osiągnięty?
 
Czy pierwotne założenia udało się zrealizować? Pytanie nader kłopotliwe.
Przyjazd czołowych polityków Polski i Niemiec zapowiadano jako kolejny krok ku demokratyzacji reżimu Łukaszenki. Jednak jak się wydaje nawet obecność niemieckiego ministra nie przyniosła spodziewanych efektów. 
 
Po raz kolejny przyznał to Sikorski, stwierdzając,  że Łukaszenka jest trudnym partnerem dyskusyjnym. Patetyczne i wzniosłe hasła unijnych posłańców były efektywnie zagłuszane przez białoruski reżim. Trudno bowiem przypuszczać, że demokratyzacja Białorusi rozpocznie się wraz z grudniowymi wyborami. Czołowi publicyści zachodnioeuropejscy są zgodni: dyplomatom nie uda się przyciągnąć Białorusi do unijnej strefy wpływów, przynajmniej dopóki rządy sprawuje Łukaszenka.
 
Wybory stanowić będą jedynie kolejny dowód o nieprzejednanej polityce białoruskiego prezydenta. Jednak już sam fakt podjęcia rozmowy dotyczącej uczciwości grudniowej elekcji budzić muszą zdziwienie zachodnioeuropejskiego społeczeństwa.
 
Jak się wydaje jedynym efektem białoruskiej wizyty okazało się przekonanie, że Unia Europejska przemawia jednym głosem. Chociaż nawet kwestia „wspólnego głosu Unii” jest wysoce kontrowersyjna.

Reklama