Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Barack Obama startuje po drugą kadencję

Autorzy: 
Krzysztof Kołaski

Urzędujący prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Hussein Obama będzie się ubiegał o swoją drugą kadencję w Białym Domu. Decyzję, którą od dłuższego czasu nieoficjalnie podawały wszystkie amerykańskie media, ogłoszono oficjalnie w poniedziałek 4 kwietnia. Najbliższe wybory prezydenckie w USA są zaplanowane na listopad 2012 roku.

 


"Nie zgadzam się we wszystkim z Barackiem Obamą, ale szanuję go i wierzę mu. Jest tak wiele spraw, którymi wciąż trzeba się zająć. Chcemy by zrobił to prezydent Obama” – tak mówią zwolennicy reelekcji Obamy. Fakt, że ich opinie pojawiły się na prywatnej stronie internetowej www.barackobama.com świadczy dobitnie o tym, że prezydent już teraz zamierza rozpocząć walkę o reelekcje. W najbliższych dniach powinien on złożyć oficjalne zawiadomienie do Federalnej Komisji Wyborczej o zamiarze kandydowania w wyborach.


Zgłoszenie kandydatury jest w USA niezwykle ważne, gdyż zezwala na formalne rozpoczęcie zbiórki pieniędzy na potrzeby kampanii wyborczej. Amerykańska prasa podaje, że prezydent już zaczął gromadzić fundusze, gdyż podczas ostatniej wizyty w Nowym Jorku, jego wyborcy przekazali mu na ten cel około 1,5 miliona dolarów. W przyszłym tygodniu ma on odwiedzić swoje rodzinne Chicago, gdzie z pewnością także może liczyć na hojność swoich zwolenników. Obama ma zresztą wielki dar do pozyskiwania środków finansowych. Według danych z poprzedniej kampanii dysponował on budżetem w astronomicznej wysokości 750 mln dolarów, a już teraz spekuluje się, że w 2012 ta suma może wynieść nawet okrągły miliard dolarów.


Kandydatem Partii Demokratycznej na urząd wiceprezydenta będzie ponownie Joe Biden. Sam zainteresowany już w styczniu, w programie „PBS News Hour” mówił, że Obama zwracał się do niego w tej sprawie, a ona sam odpowiedział twierdząco. „On (Obama - przyp. red.) już ponad rok temu poprosił mnie o to, a ja mu odpowiedziałem, że to zrobię. On wie, że zawsze go poprę, a ja wiem, że on zawsze poprze mnie” - te słowa Bidena można odbierać jako jednoznaczną deklarację w sprawie udziału w wyborach u boku urzędującego prezydenta.


Obecne notowania Baracka Obamy wskazują, że społeczeństwo amerykańskie jest podzielone w kwestii oceny głowy państwa. Instytut Real Clear Politics przedstawił ostatnio uśrednione wyniki kilku sondaży, z których wynika, że 47.7 % respondentów wyraża swoje zadowolenie z prezydenta, zaś 46.6% ocenia jego pracę negatywnie. Warto zauważyć, że oznacza to spadek notowań w porównaniu z pierwszymi tygodniami prezydentury o ponad 20%. Wówczas, w sondażu New York Times i telewizji CBS, 68% Amerykanów wystawiło Obamie pozytywną ocenę.


Najważniejszym aspektem kampanii wyborczej w 2012 roku będzie z pewnością stan amerykańskiej gospodarki, który obecnie spędza sen z powiek milionów obywateli. Najnowsze dane są korzystne dla władz i pozwalają na bardziej optymistyczne spojrzenie na przyszłość. Ministerstwo Pracy ogłosiło bowiem, że w marcu 2011 sektor gospodarczy powiększył się o 216 tysięcy miejsc pracy, co jest wynikiem lepszym od oczekiwań ekonomistów. Po raz czwarty z rzędu nastąpił także spadek bezrobocia, którego wskaźnik obecnie wynosi 8,8%. Te dane pokazują, że ożywienie gospodarcze na amerykańskim rynku nabiera coraz większego tempa.


W kampanii wyborczej Barack Obama z pewnością będzie się musiał zmierzyć z oskarżeniami dotyczącymi miejsca jego urodzenia oraz ewentualnego złamania konstytucji przy okazji interwencji wojskowej w Libii. Na pewno pojawią się też zarzuty o niewywiązanie się z obietnic przedwyborczych ze strony Republikanów, którzy od razu wyrazili swoją dezaprobatę dla decyzji prezydenta. Jeden z polityków tej partii, posiadający polskie korzenie, były gubernator Minnesoty Tim Pawlenty pyta wprost Obamę: „Jak pod Pana kierownictwem państwo może wygrać przyszłość, skoro Pańska polityka doprowadza do tego, że przegrywamy teraźniejszość? Jeśli Stany Zjednoczone chcą obrać nowy, lepszy kierunek to muszą wybrać nowego prezydenta”.


Póki co niewiele można powiedzieć o ewentualnych kontrkandydatach Obamy, których mogła by wystawić w wyborach Partia Republikańska. W mediach pojawiają się nazwiska wspomnianego już Pawlenty’ ego, byłego przewodniczącego Izby Reprezentantów Newta Gingricha czy nawet miliardera z Nowego Jorku, Donalda Trumpa. Jak mówi dyrektor polityczny ABC News Amy Walter, potencjalnych chętnych odstraszają wielkie nakłady finansowe niezbędne do skutecznej walki z urzędującym prezydentem. „Nikt nie chce startować w takiej kampanii wyborczej na prezydenta, w której mówi się o zgromadzeniu miliarda dolarów" – stwierdza jednoznacznie szanowana komentatorka amerykańskiej sceny politycznej.


W nadchodzącej kampanii na pewno nie zabraknie gorących dyskusji, ostrych sporów czy nawet personalnych ataków. Przecież już teraz jesteśmy świadkami ostrej wymiany zdań między prezydentem, a opozycją. Czy Obamie uda się zgromadzić 1 miliard dolarów na kampanie wyborczą? Czy Republikanie znajdą w swoich szeregach kandydata, który będzie w stanie nawiązać walkę w większym stopniu niż mało przekonujący McCain? Emocje można zagwarantować już teraz, gdyż sam fakt, że Obama rozpoczyna walkę o reelekcje już 18 miesięcy przed terminem wyborów, oznacza że spodziewa się zaciętej i ciężkiej batalii.


Przypomnijmy, że w 2008 roku Barack Obama pokonał wyraźnie swojego rywala senatora Johna McCaina, uzyskując 365 z 538 głosów w Kolegium Elektorskim. W ten sposób został 44. w historii i pierwszym czarnoskórym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Wcześniej w prawyborach wewnątrz Partii Demokratycznej pozostawił w pokonanym polu chociażby Hilary Clinton i Johna Edwardsa. Jego hasło „Yes, we can” porwało tłumy i stało się symbolem szans na zmiany dla wszystkich Amerykanów, szczególnie Afro-amerykanów i osób pochodzenia latynoskiego.
 

Reklama