Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Amerykanie wobec wybuchu I wojny światowej

Autorzy: 
Aleksander Zawilski

Pierwsza wojna światowa była dla Stanów Zjednoczonych ciężką próbą w kwestii tego, jaką politykę wobec niej obrać. Długoletnia koncepcja izolacjonizmu i postępowanie zgodne z Doktryną Monroe'a teoretycznie przekreślały zaangażowanie się w konflikt na Starym Kontynencie. Istotnie, tym ideom Stany Zjednoczone pozostawały wierne przez pierwsze lata wojny. W listopadzie 1916 r. prezydent Woodrow Wilson został wybrany na drugą kadencję, zwyciężając pod hasłem "On uchronił nas od wojny". Już pół roku później Stany przystąpiły jednak do konfliktu w Europie. 

Jak zareagowało na to amerykańskie społeczeństwo? Czy politycy są zdolni do manipulowania opinią publiczną i kontrolowania jej poglądów tak, by były wygodne dla polityki państwa?

Gdy w Europie wybuchła wojna, Ameryka zajęta była bogaceniem się. Bardzo szybko, bo 4 sierpnia 1914 r. prezydent USA Woodrow Wilson ogłosił neutralność Stanów Zjednocznych. Znaczna część społeczeństwa - od klasy robotniczej, przez średnich biznesmenów, aż po inteligencję reprezentowała podejście pacyfistyczne, traktując wojnę jako hamulec postępu ludzkości i nauki. Pomimo zróżnicowania etnicznego amerykańskiego społeczeństwa, gdzie obok siebie egzystowała proaliancka ludność pochodzenia angielskiego, niemiecka mniejszość przywiązana do swojej starej ojczyzny, antybrytyjscy Irlandczycy, czy antyrosyjscy Żydzi - społeczeństwu udało się zachować neutralność. Nawet świeżo przybyli imigranci także chętnie odcinali się od wojny, jako że konflikt w Europie w gruncie rzeczy stanowił część tego, od czego chcieli uciec. Na zachowanie neutralności naciskał sam prezydent, kierujący do społeczeństwa słowa "Niechaj miłość do kraju kieruje czynami i słowami każdego z nas, zgodnie z prawdziwym duchem neutralności". Zdecydowanie brak zaangażowania popierali amerykańscy biznesmeni. W okresie wojny produkcja globalna wzrosła o 15%, mocno w górę poszło także wydobycie surowców. Wojna spowodowała też fantastyczny skok w handlu zagranicznym pomimo niebezpieczeństwa ze strony niemieckich łodzi podwodnych. W okresie od 1914 do 1920 roku nastąpiło potrojenie wartości eksportu - z 2329 do 8080 milionów dolarów. Jego przedmiotami były naturalnie przede wszystkim produkty żywnościowe i sprzęt wojskowy. "New York Sun" pisał: "Wszystko co związane z tą wojną, zapewni ekonomiczną dominację obu Amerykom w przyszłości, a zwłaszcza Ameryce Północnej". Według innej gazety :"ta wojna to wielka szansa dla amerykańskich produktów, by zdobyć światowe rynki, to największa szansa tego wieku". Nastrój ten udzielał się również i w rządzie amerykańskim. Sekretarz handlu William C. Redfield powiedział: "nasze zasoby są nieograniczone, nasza stolica i siła robocza są bezpieczne, tam gdzie inni tracą, my zyskujemy, tam gdzie inni umierają, my żyjemy, tam gdzie oni spadają, my pniemy się w górę." Sekretarz rolnictwa David Houston za "nie do pomyślenia" uznał teorię, żeby "Europa po wojnie była w stanie rywalizować z naszym krajem, Ameryka może być pewna, że w okresie powojennym zniszczona Europa ulegnie ekonomicznym wpływom żywiołowych i nietkniętych wojną Stanom."

Neutralność ta utrzymywała się aż do 1917 r., społeczeństwem amerykańskim nie wstrząsała ani brytyjska blokada morska zagrażająca ich interesom handlowym, ani oświadczenie Niemiec o utworzeniu strefy wojennej na przybrzeżnych wodach Wielkiej Brytanii. Nawet zatopienie "Lusitanii" 7 maja 1915 r. nie wstrząsnęło w większym stopniu społeczeństwem. Amerykanów przekonywała argumentacja - po co powodować śmierć tysięcy Amerykanów za sto zatopionych ofiar? Prezydent Wilson w swoim oświadczeniu stwierdził, że "istnieje ktoś taki, jak człowiek zbyt dumny by walczyć."

W kwietniu 1917 r. Stany jednak przystąpiły do wojny, sprowokowane depeszą Zimmermana i coraz większymi ingerencjami rządu niemieckiego na terenie USA. Wiosna tego roku to okres, kiedy społeczeństwo gwałtownie dzieli się na dwa obozy - popierających i krytykujących przystąpienie Stanów do konfliktu w Europie. Jeszcze 1 kwietnia, dzień przed słynnym przemówieniem Wilsona do Kongresu, wybuchły ekscesy w Baltimore, kiedy to Emergency Peace Federation ze znanym pacyfistą Davidem Starrem Jordanem na czele, głosiła swoje antywojenne hasła. Podczas przemówienia Jordana prowojenny tłum wdarł się na salę, w której ten przemawiał i zmusił go do salwowania się ucieczką, grożąc mu powieszeniem.

Politycy byli podzieleni w sprawie przystąpienia do wojny, jego zwolennicy uważali wojnę na Starym Kontynencie za gigantyczną walkę demokracji z autokracją, czyli konflikt, do którego Stany mają moralny obowiązek przystąpić. Inni - np. ówczesny senator Ohio a późniejszy prezydent, Warren G. Harding - twierdzili z kolei, że Stanom nic do tego, jakie rządy posiadają europejskie narody, powodem przystąpienia do wojny powinny być jednak naruszane interesy i prawa Stanów Zjednoczonych. Ten brak zdecydowania, w imieniu jakiej idei i z jakich powodów USA przystąpiły do wojny będzie ciągnął się aż do końca konfliktu, a nawet i po jego zakończeniu.

Reklama