Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Amerykańskie zabójstwa na szczycie

Autorzy: 
Katarzyna Gryglaszewska

Prezydent Stanów Zjednoczonych jest niewątpliwie jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci na świecie. A co za tym idzie, również najlepiej chronionym człowiekiem na naszym globie. Lecz nie zawsze tak było. Secret Service, służba, która ochrania amerykańskiego prezydenta, została powołana dopiero 14 kwietnia 1865 roku i początkowo ograniczała swoją działalność do wykrywania fałszerstw. Dopiero z czasem do zakresu działań agentów włączono także ochronę prezydenta.

Amerykański prezydent, wybierany w demokratycznych wyborach, swoje rządy sprawuje zgodnie z prawem i z woli większości obywateli. Jednak nie od dziś wiadomo, iż dokonywano wielu prób zamordowania głowy państwa. Pierwsza z nich miała miejsce w 1835 roku, gdy to Richard Lawrence zaatakował prezydenta Andrew Jacksona. Szacuje się, iż do czasów obecnych dokonano ponad stu zamachów nie tylko na urzędujących prezydentów, lecz także na kandydatów do tego urzędu czy też tych, którzy już wyprowadzili się z Białego Domu. Cztery z zamachów na życie prezydentów okazały się udane. W ich wyniku, w trybie natychmiastowym, pełnienie obowiązków najważniejszej osoby w państwie przypadło wiceprezydentowi. Co ciekawe, nigdy jeszcze nie dokonano zamachu na życie żadnego z nich. Można więc uznać, iż jest to jedna z bezpieczniejszych funkcji, a przy tym ułatwiająca drogę do fotela prezydenckiego.

Tragiczna beztroska

Pierwszy z zamachów, w wyniku którego zmarła najważniejsza osoba w Stanach Zjednoczonych, miał miejsce w 1865 roku. Ofiarą zabójcy, aktora Johna W. Bootha, padł Abraham Lincoln, który miewał prorocze wizje i sny dotyczące swojej nagłej śmierci. Nie bał się o tym opowiadać i głęboko wierzył, iż któregoś dnia przepowiednia się sprawdzi. Lincoln, którego kadencja przypadła na okres wojny domowej, był zagorzałym zwolennikiem zniesienia niewolnictwa. Jak łatwo się domyślić, jego poglądy nie znajdowały zrozumienia u mieszkańców Południa. Stąd właśnie uzasadniona obawa, iż prezydent może paść ofiarą zamachu. Pechowym dniem okazał się 14 kwietnia 1865 roku. Tamtego wieczoru, Lincoln wraz z małżonką udał się na przedstawienie do Teatru Forda w Waszyngtonie. Gdy doszło do zabójstwa, służbę przy prezydencie miał pełnić posterunkowy John F. Parker. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, aby prezydenta, najważniejszą osobę w Stanach Zjednoczonych miał ochraniać jeden funkcjonariusz, który, jak się później okazało, otrzymał wcześniej wiele upomnień w wyniku zaniedbań obowiązków służbowych. Co więcej, Parker, który odpowiadał za bezpieczeństwo Abrahama Lincolna podczas wizyty w teatrze, udał się do pobliskiego baru, pozostawiając prezydenta bez ochrony. Dlatego też zamachowiec z taką łatwością wszedł do loży prezydenckiej i zamordował Lincolna. 

Pomimo tego, iż Lincoln otrzymywał wiele pogróżek, nie dbał o swoje bezpieczeństwo. Podchodził do tej kwestii wręcz w nonszalancki sposób, czego dowodzi fakt, iż bardzo często udawał się na nocne spacery. Wyruszał z Białego Domu i szedł aż do budynku, w którym wtedy znajdował się Departament Wojny. Oba te miejsca dzieliła odległość około pół kilometra. 

Obecnie agenci Secret Service są przy prezydencie dwadzieścia cztery godziny na dobę, gotowi oddać za niego życie. Miesiącami szkoli się ich, aby potrafili dostrzec każde zagrożenie i zapobiec niebezpieczeństwu. Uczy się ich również metod ewakuacji osoby ochranianej oraz sposobów udzielania pierwszej pomocy. Przygotowuje ich Centrum Szkolenia imienia Jamesa J. Rowleya, które znajduje się w Laurel w stanie Maryland. Pierwszy etap szkolenia trwa tam szesnaście tygodni. Kolejne dwanaście tygodni kandydaci do służby spędzają w Centrum Szkoleniowym Agencji Ochrony Porządku Publicznego (Federal Law Enforcement Training Center), gdzie uczą się między innymi, jak w tłumie dostrzec osobę, która może dokonać zamachu, czy metod przesłuchiwania. Agenci muszą być w doskonałej formie fizycznej, posiadać dyplom uniwersytecki, a także doświadczenie w pracy śledczej. Poddawani są licznym testom na obecność narkotyków oraz badaniom na wariografie. Od czasów Abrahama Lincolna służba ochraniająca prezydenta zmieniła się w profesjonalną instytucję, której członków widać zawsze u boku prezydenta.

Nauka poszła w las

Kolejny z zamachowców, prawnik Charles Guiteau, niewątpliwie chory psychicznie, zastrzelił w 1881 roku dwudziestego prezydenta USA – Jamesa Garfielda – gdyż ten nie chciał zatrudnić go w przedstawicielstwie amerykańskim w Paryżu. Guiteau tak wziął sobie do serca odmowę prezydenta, iż zdecydował się dokonać zamachu na jego życie. Podczas procesu bronił się mówiąc, iż to siła wyższa nakazała mu pozbyć się Garfielda.. Prezydenta nie strzegli wówczas żadni funkcjonariusze policji ani ochrony, dlatego zamachowiec bez trudu mógł go zamordować. Gdyby władze wyciągnęły odpowiednie wnioski po zamachu na Lincolna, możliwe, iż kolejnej tragedii można byłoby uniknąć. 

Polski ślad

Leon Czołgosz, Amerykanin polskiego pochodzenia, w 1901 roku postanowił zamordować prezydenta Williama McKinleya. W tamtym okresie polityka amerykańska była ściśle związana z gospodarką. Rząd dążył do utworzenia silnego i dość scentralizowanego systemu władzy. McKinley dużą część stanowisk w rządzie obsadził kapitalistami, chciał, aby było mniej rządu w biznesie i więcej biznesu w rządzie. Nie podobało się to tej grupie społeczeństwa amerykańskiego, która wyznawała anarchistyczne poglądy. Do osób tych niewątpliwie należał zamachowiec, Leon Czołgosz, który wierzył, że zabijając McKinleya, uwolni społeczeństwo amerykańskie od ucisku i niepotrzebnej władzy. 

Obecnie, każdy kto w jakikolwiek sposób grozi głowie państwa jest dokładnie sprawdzany przez agentów Secret Service oraz zaliczany do jednej z trzech grup, w zależności od stopnia, w jakim może zagrażać prezydentowi. „Trzymamy się pewnej formuły” – mówi jeden z agentów – „Badamy, czy dana osoba ma przeszkolenie wojskowe albo potrafi strzelać, czy cierpi na chorobę umysłową i jakie jest prawdopodobieństwo, że byłaby w stanie zrealizować swój plan. Trzeba ustalić te kwestie podczas przesłuchań podejrzanego i ocenić powagę groźby”.
Czołgosz, który był aktywnym członkiem organizacji anarchistycznych, brał udział w wiecach i spotkaniach, powinien znajdować się na czarnej liście Białego Domu. Gdyby taką ewidencję prowadzono za prezydentury McKinleya, najprawdopodobniej zamachu można by uniknąć. 

Zamach, który wstrząsnął Ameryką

Jedną z największych i do tej pory nierozwiązanych zagadek XX wieku pozostaje zabójstwo trzydziestego piątego prezydenta Stanów Zjednoczonych – Johna Fitzgeralda Kennedy'ego. Specjalnie powołana komisja, która miała rozwikłać tą zagadkę, kierowana przez prezesa Sądu Najwyższego Earla Warrena, w końcowym raporcie ogłosiła, iż zamachu w 1963 roku dokonał dwudziestoczteroletni były żołnierz amerykańskiej piechoty morskiej Lee Harvey Oswald i że działał on w pojedynkę. Jednak po dzień dzisiejszy orzeczenie to wywołuje wiele kontrowersji i pozostawia wątpliwości, czy aby na pewno oficjalna wersja wydarzeń jest tą prawdziwą. 

Pod koniec pierwszej kadencji Kennedy, pragnąc ponownie zostać prezydentem, udał się w podróż po kraju, odwiedzając między innymi jedenaście stanów znajdujących się na południu USA. Obecnie w każdej krajowej podróży prezydentowi towarzyszy pojazd Zespołu Wsparcia Taktycznego uzbrojony w karabiny maszynowe. Kolejny samochód należy do wywiadu Secret Service. Agenci, którzy się nim poruszają mają za zadanie obserwację otoczenia oraz osób, które mogą stwarzać zagrożenie. Prezydent nigdy nie przemieszcza się kabrioletem, jak to było w przypadku Kennedy'ego. Zawsze jest to najwyższej klasy, opancerzona, zamknięta limuzyna, którą agenci nazwali „Bestią”. Zasadne wydaje się stwierdzenie, iż śmierci Kennedy'ego można by uniknąć, gdyby jechał on zakrytym samochodem.

Istnieje kilka prawdopodobnych hipotez dotyczących zabójstwa trzydziestego piątego prezydenta amerykańskiego. Część z nich mówi o tym, iż zamachu mogły dokonać CIA, FBI, organizacje antykomunistyczne, kontrrewolucjoniści kubańscy, Związek Radziecki czy mafia, a Oswald był jedynie nieświadomym narzędziem spiskowców lub w ogóle nie brał udziału w całym zajściu. Za tym, iż wersja komisji Warrena może mijać się z prawdą przemawia kilka czynników. Jednym z nich jest to, iż wielu świadków uważa, że padły co najmniej trzy, strzały. Komisja uznała, że strzelano tylko dwukrotnie. Amatorski film nakręcony przez Abrahama Zaprudera ukazuje, iż jedna kula trafiła Kennedy'ego z przodu. Potwierdzają to zeznania lekarzy, którzy ratowali prezydenta i uznali, iż rana z tyłu głowa była raną wylotową. Wielokrotnie powtarzane badania akustyczne dowodzą, że padły cztery strzały, a jeden z nich z przodu. Niemożliwym także wydaję się, aby jeden zamachowiec mógł w odstępie zaledwie dwóch sekund tyle razy zranić Kennedy'ego.

Postać Lee Harveya Oswalda przedstawiana jest na różne sposoby, począwszy od tego, iż był on faktycznym zamachowcem, a kończąc na tezach, iż stał się tylko niewinną ofiarą spisku. Wielu ekspertów nie raz podejmowało próby rozwikłania zagadki 1963 roku. Jednak oficjalną wersją rządu Stanów Zjednoczonych pozostaje ta przedstawiona w raporcie Komisji Warrena. Czy kiedykolwiek dowiemy się kto tak naprawdę stoi za zamachem i co rzeczywiście stało się 22 listopada 1963 roku w Dallas? Możliwe, że dopiero po odtajnieniu dokumentów, które nastąpi w 2029 roku, na światło dzienne wyjdzie prawda. Jednak do tego momentu, możemy jedynie czekać i nadal próbować rozważać możliwe wyjaśnienia jednej z największych tajemnic XX wieku.

Po tragicznym w skutkach zamachu na prezydenta Kennedy'ego Secret Service wyciągnął wiele wniosków. Pierwsze z nich dotyczyły szkoleń agentów. Zostały one znacznie rozbudowane. Podwoiła się również liczba osób ochraniających prezydenta, bazy danych zostały znacznie powiększone i udoskonalone. Do grup, które zajmowały się przygotowaniem wizyt prezydenckich przydzielono zdecydowanie większą liczbę agentów. Nawiązano współpracę z policją oraz ze służbami specjalnymi innych krajów. Działania te w znacznej mierze poprawiły bezpieczeństwo prezydenta Stanów Zjednoczonych i od tamtej pory żaden z nich nie zginął z ręki zamachowca.
 

Zdjęcia w artykule Internet

Reklama