Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Amerykański prezydent łamie konstytucję?

Autorzy: 
Krzysztof Kołaski

Udział Stanów Zjednoczonych w operacji „Świt Odysei” bardzo poruszył całą tamtejszą scenę polityczną. Pojawiły się zarzuty, jakoby Barack Obama, podejmując decyzję o przyłączeniu do międzynarodowej koalicji, złamał konstytucję. Uczynił to bowiem bez konsultacji z Kongresem. Naruszenie prawa zarzucają prezydentowi nie tylko Republikanie i środowiska konserwatywne, ale nawet przedstawiciele Partii Demokratycznej.

 


W artykule II § 8 amerykańskiej ustawy zasadniczej zawarte są zasady dotyczące wypowiadania wojny przez USA. Na mocy tych przepisów jedyną instytucją do tego upoważnioną jest Kongres. Prezydent, za wyjątkiem sytuacji bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa państwa, nie ma prawa samodzielnie podjąć takiej decyzji. Musi ją uprzednio skonsultować i zapytać o zdanie kongresmenów. W jego kompetencjach znajduje się jedynie możliwość decydowania o „interwencjach militarnych nie będących wojną”


Od razu pojawiają się jednak problemy interpretacyjne. Sąd Najwyższy nigdy nie ustalił precyzyjnej wykładni przywołanych powyżej zapisów. Nie ma także w prawie amerykańskim jednolitego wyjaśnienia różnicy między „wojną”, a „interwencją militarną”. Panuje swego rodzaju pat prawny w tym zakresie, a kolejni urzędujący prezydenci kierują się panującym obyczajem i wzorują na działaniach swoich poprzedników.


Warto zauważyć, że w praktyce od ponad 60 lat, decyzje o udziale w wojnach oparte było jedynie na tzw. politycznej zgodzie, najczęściej w formie ustawy bądź rezolucji Kongresu. Właśnie na takiej podstawie Truman wysłał wojska na Półwysep Koreański, a Reagan uderzył na Libię w 1986 roku. Także Bill Clinton nie pytał formalnie kongresmanów o zgodę na atak na Somalię, Kosowo czy Haiti.
Tak głośne zarzuty wobec Baracka Obamy wiążą się z tym, że zadecydował on o udziale w operacji w Libii „w starym stylu”, podczas gdy jeszcze w kampanii wyborczej w 2007 roku wypowiadał się na ten temat zupełnie inaczej. Przeciwnicy polityczni wypominają mu wypowiedziane wtedy słowa w wywiadzie dla dziennika „Boston Globe”, w których podkreślał wielką wagę wspomnianego wyżej artykułu II § 8 Konstytucji USA. Republikanie wskazują na niestałość w poglądach, która nie przystoi przywódcy takiego państwa, jak Stany Zjednoczone.


Do osób, które najgłośniej wystąpiły przeciwko podjętej decyzji należą republikańscy senatorowie Richard Lugar i Rand Paul oraz przedstawiciele Kongresu z Partii Demokratycznej - Jerrold Nadler oraz Dennis Kucinich. Szczególnie aktywny jest w ostatnich dniach ostatni z wymienionych polityków. Otwarcie mówi o złamaniu konstytucji i konieczności wszczęcia wobec Obamy procedury impeachmentu. Kucinich jest ponadto gorącym przeciwnikiem zaangażowania wojsk amerykańskich w działaniach w Libii i pracuje nad wnioskiem o zaprzestanie finansowania tej operacji z budżetu państwa.


Barack Obama odpiera wszystkie zarzuty krytyków i zapewnia, że wszelkie procedury prawne zostały w tym wypadku zachowane. W liście napisanym do Kongresu zaznacza, że działania w Libii nie mają charakteru wojennego, a jedynie służą ochronie ludności cywilnej przed przemocą ze strony reżimu. Zaznaczył także, iż unormowanie sytuacji w tym kraju leży w interesie Stanów Zjednoczonych, co uzasadnia konieczność wzięcia udziału w „Świcie Odysei”. Misja ma być krótka pod względem czasowym i nie obciążać zbytnio kasy państwowej, która ma wiele innych pilnych wydatków.


Doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa w pełni popiera swojego zwierzchnika i nie widzi w jego postępowaniu żadnych znamion naruszenia prawa. Tom Donilon stwierdził, że w świetle obowiązującego w dyplomacji rozróżnienia między wojną, a interwencją militarną, prezydent Obama miał pełne prawo podjąć taką, a nie inną decyzję. Oczywiście takie wytłumaczenie w żadnym stopniu nie przekonuje opozycji, która coraz głośniej zaczyna się domagać wyciągnięcia konsekwencji wobec prezydenta.


Dodatkowego smaczku dodaje całej sytuacji fakt, iż nie da się konkretnie przewidzieć, ile potrwają działania przeciwko Muammarowi Kadafiemu. Jeśli dojdzie do rozszerzenia się konfliktu i ewentualnej inwazji wojsk lądowych to misja wojskowa w Libii może potrwać wiele miesięcy. Wówczas zmieni się diametralnie sytuacja prawna i wątpliwości dotyczące podjętej przez amerykańskiego przywódcę decyzji mogą znacznie przybrać na sile. Wtedy opozycja z pewnością uderzy w głowę państwa ze zdwojoną siłą, a ewentualny impeachment staje się realną ewentualnością, a nie tylko elementem gry politycznej.


To już druga sytuacja, kiedy Barack Obama wchodzi niejako „w konflikt” z konstytucją swojego kraju. Przypomnijmy, że ciągle pojawiają się głosy, iż urodził się on poza USA i nie może piastować urzędu prezydenta. Teraz będzie musiał się zmierzyć także z zarzutami odnośnie operacji wojskowej w Libii. Jak wybrnie z tej sytuacji? W czasie kampanii powtarzał wielokrotnie „Yes, we can” – także w odniesieniu do problemów, które Amerykanie muszą i są w stanie pokonać. Teraz ma okazje pokazać, że wyborcze hasło zachowało swoją aktualność, a on sam jest w stanie stawić czoła nadchodzącej politycznej burzy.
 

Reklama