Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Afryka - stracona dekada

Autorzy: 
Martin Meredith

W latach 1980. nastąpił tak gwałtowny regres gospodarki Afryki, że okres ten nazwano „straconą dekadą”. W jednym kraju po drugim warunki życia ulegały gwałtownemu pogorszeniu. Około połowy lat osiemdziesiątych Afrykanie byli biedni, a nawet biedniejsi niż w czasie uzyskania niepodległości.

Rządy afrykańskie, sparaliżowane długami, złym zarządzaniem i załamaniem się dochodów z podatków, nie były już w stanie utrzymywać służby publiczne na odpowiednim poziomie. Pogorszył się stan dróg, kolei, zaopatrzenia w wodę i elektryczność, a także stan systemu telefonii. Szkoły, uniwersytety i szpitale cierpiały na brak funduszy. Wkrótce ofiarami niedostatku stały się warunki pracy naukowej oraz działalność urzędów statystycznych. Na każdym szczeblu szybko zmniejszały się możliwości funkcjonowania rządów. Drastyczna erozja płac administracji państwowej zrujnowała resztki morale, uczciwości i skuteczności urzędników. Na przykład realna siła nabywcza administracji w Tanzanii w latach 1969-1985 spadła aż o 90%. Tysiące wykwalifikowanych urzędników państwowych zrezygnowało z pracy. Drenaż mózgów przybrał w Afryce gigantyczne rozmiary. Ocenia się, że między 1960 a 1987 r. około 100 000 wykształconych i wykwalifikowanych Afrykanów zdecydowało się na pracę za granicą. Tylko między 1986 a 1990 r. od około 50 000 do 60 000 menedżerów średniego i wysokiego szczebla opuściło Afrykę. Afrykańska administracja państwowa, pozbawiona fachowców, wsławiła się ciągłym uchylaniem się od pracy, olbrzymią korupcją, niskim morale i niezdolnością do wykonywania podstawowych zadań. Dokonany w 1995 r. przegląd dwudziestu krajów afrykańskich o niskim dochodzie, wykazał, że połowa z nich dysponowała w całym sektorze publicznym dwudziestoma pięcioma lub nawet mniejszą liczbą odpowiednio wykwalifikowanych księgowych.

Kiedy załamała się gospodarka, zubożały duże grupy klasy średniej. Miejscy pracownicy znaleźli zatrudnienie w gospodarce nieformalnej, zajmując się drobnym handlem i angażując się w nielegalny biznes. Szybko narastało oburzenie ludzi, skierowane przeciwko państwu i jego agendom. W 1990 r. nigeryjski politolog, Claude Ake pisał, że zwykli ludzie „postrzegają państwo jako wrogą siłę, której należy unikać, państwo można oszukiwać czy pokrzyżować jego plany, jeśli pozwolą na to okoliczności”. Powszechnie zajmowano się przemytem, rozwijał się czarny rynek, podejmowano na poły legalną działalność, aby utrzymać się przy życiu. Ocenia się, że w Zairze jego „druga” gospodarka była większa od gospodarki oficjalnej. Znaczne ilości złota, miedzi i diamentów tego kraju nielegalnie przemycano za granicę. Aby uniknąć niskich cen, ghańscy plantatorzy kakao przerzucali ogromne ilości tego produktu na Wybrzeże Kości Słoniowej. W 1980 r. dwie trzecie zbioru orzeszków ziemnych w Senegalu sprzedano nielegalnie w sąsiedniej Gambii. Na początku lat osiemdziesiątych dwie trzecie zbiorów płodów rolnych Tanzanii znalazło się na czarnym rynku. Rozporządzenia rządowe Tanzanii były w nieformalnym sektorze lekceważone do tego stopnia, że urzędnicy zaniechali ich egzekwowania. Z roku na rok rządy sprawowały coraz słabszą kontrolę nad życiem kraju. Poza oficjalnym nadzorem znajdowało się wszystko, począwszy od środków pieniężnych po żywność.

Państwa afrykańskie nie były w stanie zgromadzić własnych środków, a banki komercyjne unikały takich klientów. Dlatego kraje te zwróciły się z prośbą o ratunek do Międzynarodowego Funduszu Walutowego i do Banku Światowego. W istocie rzeczy, zachodnie instytucje pomocowe przejęły funkcję bankierów Afryki. W 1979 r. Senegal został pierwszym państwem afrykańskim, które otrzymało z Banku Światowego pożyczkę celem „dostosowania strukturalnego”. W jego ślady kolejno poszły inne kraje. Na początku lat osiemdziesiątych zachodnie społeczności darczyńców były przekonane, że mają do czynienia z krótkoterminowym zjawiskiem, i że pod kierunkiem ekspertów, w ciągu trzech lat trudności afrykańskie zostaną przezwyciężone. Wkrótce jednak okazało się, że rozkład gospodarki był znacznie głębszy niż przypuszczano. Nie była to jakaś faza przejściowa, lecz Afrykę ogarnął długotrwały kryzys.

Lekarstwem zalecanym na chorobę Afryki miała być cała seria radykalnych reform gospodarczych. Na początku lat sześćdziesiątych zachodni ekonomiści do spraw rozwoju uważali, że to państwo winno napędzać rozwój gospodarczy, i odrzucali znaczenie gry rynkowej. Natomiast w latach osiemdziesiątych uznali państwo za główną przyczynę niepowodzeń na drodze rozwoju i wzywali do podjęcia zorientowanych na rynek strategii oraz do zaniechania interwencjonizmu państwowego. Tam, gdzie niegdyś zalecali własność państwową, teraz opowiadali się za swobodą działania sektora prywatnego, twierdząc, że prywatne przedsięwzięcia są bardziej efektywne. Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy domagały się od rządów afrykańskich podjęcia szeregu kroków w zamian za udzielane im wsparcie. Miały one zdewaluować pieniądze, zaniechać udzielania subsydiów, zmniejszyć bariery celne, podnieść ceny produktów rolnych, zmniejszyć liczebność ospałej biurokracji, sprzedać lub zamknąć przedsiębiorstwa państwowe, uwolnić ceny, zmniejszyć deficyt budżetowy i dług publiczny oraz znieść ograniczenia na inwestycje zagraniczne. Krótko mówiąc, celem tych posunięć miało być przestawienie działań rządów wspierających tak ulubioną przez elity konsumpcję na działalność inwestycyjną.

Narzucone przez MFW i Bank Światowy warunki wywołały w wielu krajach silny sprzeciw. Uczynienie efektywności gospodarczej głównym kryterium uzyskania pomocy zagroziło systemowi patronatu i dziedziczenia, będących podporą władzy większości przywódców afrykańskich. Ospałe biurokracje afrykańskie i odpowiednio skonstruowane przepisy były głównymi wartościami politycznymi, dzięki którym rządzące elity rozdzielały stanowiska, przyznawały kontrakty i stwarzały inne możliwości zapewnienia korzyści swym krewnym i stronnikom politycznym. Wybitny ekonomista, Douglas Rimmer, w opublikowanym w 1984 r. studium The Economies of West Africa (Gospodarka Afryki Zachodniej), tak podsumował swe spostrzeżenia: Afrykańscy przywódcy polityczni, mimo ich uroczystych zapewnień, nigdy nie troszczyli się w pierwszym rzędzie o rozwój gospodarczy, lecz raczej zależało im na utrzymaniu władzy politycznej i na przydzielaniu bogactw sobie samym i swym zwolennikom. Nie byli przyzwyczajeni do wstrzemięźliwości. Elity afrykańskie mogły utracić dodatkowe dochody i przywileje, które zapewniała im kontrola państwowa nad gospodarką. Działające w sektorze publicznym związki zawodowe ostrzegały przed utratą pracy. Co więcej, większość rządów nadal była silnie przywiązana do ideologii zakładającej kierowniczą rolę państwa i przewagę własności państwowej. Przedsiębiorstwa publiczne uważane były za symbol suwerenności narodowej, bez względu na marne wyniki ich działalności. Przez wiele lat traktowały one przedsiębiorców sektora prywatnego z pogardą i dyskryminacją. Wielu przywódców obawiało się, że w wyniku zniesienia subsydiów na żywność, co pozwalało im na kontrolę potencjalnego niezadowolenia w mieście, mogłoby dojść do zachwiania stabilności politycznej. Julius Nyerere z Tanzanii wsławił się jako elokwentny przeciwnik reform. Aż do przejścia na emeryturę w 1985 r. wstrzymywał się od przyjęcia warunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, twierdząc, że mogą one spowodować zamieszki na ulicach Dar es Salaam. Ogólnie rzecz biorąc, powszechnie odczuwało się niechęć do działań cudzoziemców, którzy domagali się podjęcia środków oszczędnościowych.

Jednakże stojąc w obliczu bankructwa, rządy afrykańskie nie miały w zasadzie alternatywy, jak tylko przystać na te żądania. W latach osiemdziesiątych trzydzieści sześć rządów w Afryce Subsaharyjskiej podpisało porozumienia stabilizacyjne z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, albo też uzgodniło programy dostosowania strukturalnego z Bankiem Światowym. Łącznie zawarto 243 porozumienia dotyczące pożyczek zaciąganych w tych instytucjach. Pomoc zagraniczna stawała się coraz bardziej istotnym składnikiem w gospodarkach Afryki. Dziesiątki instytucji darczyńców i zachodnich organizacji pozarządowych zaangażowało się w dzieło niesienia pomocy. Niektóre z nich przejmowały kluczowe funkcje państwa, a mianowicie opiekę zdrowotną i edukację. W wielu krajach afrykańskich instytucje niosące pomoc stały się ważnymi pracodawcami, plasując się w rankingu na drugim miejscu po państwie. W ciągu dwóch dekad, w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, Afryka otrzymała ponad 200 miliardów dolarów pomocy zagranicznej.

Jednakże chętnie przyjmując środki pieniężne od darczyńców, większość rządów dwuznacznie odnosiła się do reform, starając się zabezpieczyć swoje własne interesy. Wprowadzały one w życie niezbędne minimum zaleceń, koniecznych do utrzymania wsparcia ofiarodawców, nawet wtedy, kiedy godziło to w ideę odrodzenia gospodarczego. Tylko kilku przywódców afrykańskich poważnie podeszło do sprawy reform.

Niespodziewanie, gwiazdą w tym przedmiocie okazał się wojskowy władca Ghany, porucznik lotnictwa, Jerry Rawlings. Na scenie politycznej pojawił się on w 1982 r., w otoczeniu marksistowskich doradców. Podziwiał on Castro i Kaddafiego i naigrywał się z fatalnych wyników „imperializmu”. Jednakże po uruchomieniu szeregu populistycznych eksperymentów, dostrzegł potrzebę innego rozwiązania spraw państwowych. Około 1983 r. Ghana znalazła się na krawędzi upadku. Dostawy żywności były nieprzewidywalne; przez cały czas produkcja utrzymywała się na niskim poziomie; realne wydatki na służbę zdrowia stanowiły zaledwie jedną czwartą ich wielkości z 1976 r.; usługi medyczne stały się niedostępne; w ciągu siedmiu lat śmiertelność dzieci wzrosła z 80 do 120 na tysiąc nowo narodzonych; drogi były nieprzejezdne; inflacja osiągnęła poziom 123%; przynoszące straty organizacje parapaństwowe pochłaniały 10% wydatków rządu. W 1983 r. Ghańska Agencja Marketingu Kakao zatrudniała ponad 130 000 ludzi, którzy zajmowali się zbiorami o ponad połowę niższymi niż dwadzieścia lat wcześniej. Te dwukrotnie wyższe zbiory potrafiło wówczas zagospodarować 50 000 zatrudnionych. Produkt krajowy brutto na głowę mieszkańców obniżał się w tempie 7% rocznie. Jakby tego było jeszcze mało, milion obywateli Ghany usunięto z Nigerii, a ostra susza przyczyniła się do przerw w dostawach energii elektrycznej i do pożarów buszu.

W 1983 r., przy wsparciu udzielonym przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy, Rawlings zapoczątkował wielkie reformy, akceptując dyscyplinę rynkową i ograniczoną rolę państwa. Prawie natychmiast wzrosły ceny kakao, w latach 1983-1988 osiągnęły czterokrotną wysokość początkowej wartości. „Spłacamy historyczny dług zaciągnięty u rolników przez cały naród,” oświadczył Rawlings. „W ten sposób odrzucamy monstrualną niesprawiedliwość z przeszłości, dzięki której tak naprawdę utrzymywaliśmy w ruchu całą maszynerię państwową, opierając ją na zmęczonych plecach producentów rolnych, a dostarczając im tak niewiele dla zaspokojenia ich podstawowych potrzeb.”

Krok po kroku obniżano wartość miejscowej waluty, z nieco mniej niż trzech cedi za dolara w 1983 r. do 450 cedi w 1992 r. Zniesiono system licencjonowania importu. Podjęto duży wysiłek dla zmniejszenia deficytu budżetowego i dla zracjonalizowania sektora publicznego. Badania nad funkcjonowaniem administracji państwowej wykazały, że „w niektórych departamentach można było zastać trzy maszynistki obsługujące jedną maszynę do pisania i dziesięciu kierowców przypisanych do jednego auta. Mógłbyś zobaczyć na własne oczy, jak całymi dniami siedzą i nic nie robią.” W późnych latach 1980. ponad 60 000 zatrudnionych w sektorze publicznym uznano za zbędnych. Rawlings również chętnie podkreślił znaczącą rolę sektora prywatnego. „Gorliwość i werwa prywatnej własności jest prostą drogą do zrównoważonego wzrostu gospodarczego,” oznajmiła jego rada wojskowa. Mimo wewnętrznej opozycji, zapoczątkowano prywatyzację organizacji parapaństwowych, w tym Ashanti Goldfields (Złotonośnych obszarów Aszantów).

Oglądane z zewnątrz, wyniki tych posunięć robiły duże wrażenie. Do 1986 r. produkcja kakao wzrosła ze 155 000 do 220 000 ton. Wzrosła także produkcja żywności na głowę mieszkańca. Rozwijał się sektor przemysłowy. Inflacja spadła ze 123% w 1983 r. do około 40% w 1990 r. W latach 1984-1989 roczny wzrost gospodarczy osiągał przeciętnie wielkość 6%.

Jednakże to odrodzenie gospodarcze miało wysoką cenę. W latach 1983-1988 zagraniczne zadłużenie Ghany wzrosło ponad dwukrotnie i osiągnęło wartość 3,3 miliarda dolarów. Co więcej, zaangażowanie rządu w przeprowadzane reformy nie powstrzymało kryzysu. Ghana tak głęboko pogrążyła się w ubóstwie, że powrót do utraconych pozycji musiałby być długotrwałym procesem. Około 1998 r., po piętnastu latach reformatorskiego wysiłku, ghański produkt narodowy brutto był ciągle o 16% niższy niż w 1970 r.

W Tanzani, kiedy tylko Nyerere zrezygnował ze sprawowania władzy, jego następca, Ali Hassan Mwinyi aby ustrzec się bankructwa, szybko doszedł do porozumienia w sprawie reform z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Braki produktów konsumpcyjnych, materiałów, wyposażenia i części zamiennych rzuciły gospodarkę kraju na kolana. W kraju przestały funkcjonować duże obszary systemu medycznego i edukacyjnego, zachowując jedynie swe nazwy. Liczba dzieci uczęszczających do szkół podstawowych zmniejszyła się z 98% w 1981 r. do 76% w 1988 r.; koszty obsługi długu w połowie lat osiemdziesiątych osiągnęły niebotyczną wysokość 66% ich wartości; coraz bardziej wzrastało zapotrzebowanie na pomoc żywnościową, aby uniknąć katastrofy; szalały korupcja i przekupstwo.

Po dwudziestu trzech latach eksperymentów z socjalizmem, formalnie zarzucono Deklarację z Aruszy, stanowiącą dotychczas wytyczną działania dla rozwoju kraju. Mimo ostrzeżeń byłego prezydenta Nyerere przed zakłóceniem stabilności politycznej, ludność była skłonna do zaakceptowania reform. „Tak naprawdę to nie było żadnej uzewnętrzniającej się opozycji w stosunku do kroków oszczędnościowych, które towarzyszyły dostosowaniu strukturalnemu,” relacjonowała Aili Mari Tripp w jej studium Changing the Rules (Zmiana zasad gry). Przyczyną takiego stanu rzeczy było to, że ponad 90% rodzin w Dar es Salaam uzyskiwało swe dochody z nieformalnych przedsięwzięć, jakie pojawiły się w odpowiedzi na kryzys. Tanzania, tak samo jak Ghana, trafiła na listę społeczności darczyńców jako „dobry uczeń”. Jedno ze studiów Banku Światowego na temat przeprowadzanych tam reform nosiło podtytuł: „Stanowcze działanie”.

Jednakże większość rządów wzbraniała się przed radykalnym zerwaniem z przeszłością. Wkrótce przekonały się też one, że nie pociąga to za sobą poważniejszych sankcji karnych. Pomoc napływała nadal. W latach osiemdziesiątych. Kenia czterokrotnie wyrażała zgodę na podjęcie tych samych reform rolnych; nie doprowadziła do redukcji zatrudnienia w służbach państwowych; i niewiele też zrobiła dla liberalizacji gospodarki. Jednakże wielkość pozyskanych przez nią grantów wzrosła z 1% produktu krajowego brutto w 1986 r., do ponad 3% w 1990 r. W przypadkach, kiedy „niepodporządkowanie się” zaszło zbyt daleko, programy pomocowe były niekiedy zawieszane, ale zawsze pozostawały otwarte na „renegocjacje”. Przymuszane do redukcji budżetów, rządy wybierały miękkie rozwiązania. Wolały obcinać programy inwestycyjne i wydatki na utrzymanie infrastruktury niż zmniejszać liczbę zatrudnionych urzędników, którzy podtrzymywali ich rozwinięte sieci patronatu. Tak naprawdę, rządy wykorzystywały fundusze darczyńców w takim samym stopniu na opóźnianie reform, jak i na ich wprowadzanie w życie. Zasoby pomocowe zamiast służyć dostosowaniu strukturalnemu, osłabiały inicjatywy rządów w zakresie niezbędnych reform. W ostatecznym rachunku wydatki rządowe wzrastały nawet wtedy, gdy wysiłki w kierunku rozwoju gospodarczego traciły swe tempo. Pozwalano na narastanie długów, wielokrotnie odkładanych w czasie. Odkładanie terminów spłaty stało się niemal rytuałem. Około 1990 r. trzydzieści krajów negocjowało przesunięcie terminów spłaty 130 długów. W większości przypadków, w ramach dostosowania strukturalnego doprowadzono co najwyżej do częściowych reform, które pozwoliły elitom państwowym na kontynuowanie ich rządów w niezmienionej formie.

Rządy znalazły także sposoby na manipulowanie procesem reform dla ich własnych korzyści. Początkowo były one wrogo nastawione do idei prywatyzowania organizacji parapaństwowych, które służyły im za główne źródło patronatu. Później zrozumiały, że sam proces prywatyzacji może służyć jako środek zabezpieczania patronatu. Prywatyzacja była jednym z głównych celów działalności Banku Światowego, przeto fundusze na jej przeprowadzenie były łatwo dostępne. Około dwóch trzecich pożyczek, udzielonych w latach 1989-1991 rządom afrykańskim przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy na rzecz dostosowania strukturalnego, zostało skierowanych na reformy parapaństwowe, a mianowicie na prywatyzację spółek publicznych. Jednakże ofiarodawcy nie kontrolowali skrupulatnie tego procesu. Przywódcy afrykańscy dostali więc niepowtarzalną okazję do wyprzedaży po minimalnej cenie mienia rządowego swym politycznym kolesiom i wybranym biznesmenom, i to na wielce korzystnych warunkach, jak niskie oprocentowanie kredytów i długie okresy ich spłaty. Z tej żyły złota korzystały także organizacje parapaństwowe, w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych utworzone dzięki wsparciu ofiarodawców. W latach osiemdziesiątych otrzymały one pomoc finansową na uzdrowienie ich działalności. Większość zabiegów prywatyzacyjnych przeprowadzano w wielkiej tajemnicy. Kapitalizm „kolesiów” kwitł jak nigdy przedtem.

Prezydent Houphouët-Boigny z Wybrzeża Kości Słoniowej wykorzystał proces prywatyzacji jako sposób na utwierdzenie swej kontroli nad sieciami klienteli. Urzędnicy z Banku Światowego, którzy entuzjastycznie wspierali jego akcję prywatyzacyjną z wiarą w to, że może ona umocnić miejscową własność prywatną, z przerażeniem odkryli później, że ich fundusze w rzeczywistości pomogły w umocnieniu większego i mniej niezależnego sektora parapaństwowego. Prezydent Biya z Kamerunu wykorzystał nadarzającą się okazję do umocnienia siły ekonomicznej swych współplemieńców Beti. W Nigerii, przy końcu lat osiemdziesiątych, oficerowie wojskowi przejęli większość akcji w czterech piątych spośród 100 firm państwowych, które zostały sprywatyzowane. W Kenii, Ugandzie, Zairze, Gwinei i Senegalu przedsiębiorstwa publiczne sprzedano krewnym i klientom elity politycznej. W Kongu-Brazzaville jeden z przywódców związków zawodowych narzekał: „Tak naprawdę i faktycznie, ludzie stojący w kolejce po zakup wystawionych na sprzedaż spółek, to nikt inny, jak tylko członkowie rządu.”

Przy końcu lat osiemdziesiątych, po dekadzie dostosowania strukturalnego, niewiele zmieniło się na lepsze. Afryka staczała się do kategorii płotek. Dochód na głowę ludności Czarnej Afryki, liczącej 450 milionów mieszkańców, był niższy niż w 1960 r. W latach osiemdziesiątych dochód spadał w tempie 2,2% rocznie. Trzykrotnie wzrosło zadłużenie zagraniczne, osiągając wartość 160 miliardów dolarów: była to suma przewyższająca cały produkt narodowy brutto. Sama obsługa długu stanowiła 25% dochodów uzyskiwanych z eksportu towarów i usług. W rzeczywistości spłacano zaledwie około połowę kosztów obsługi długów, ale nawet w tej sytuacji wypływ środków pieniężnych przewyższał przypływ pomocy i inwestycji zagranicznych. Deficyty rządowe kształtowały się na poziomie powyżej 6%, w porównaniu z 2% w 1980 r.

Ciągle pogarszały się warunki handlowe na towary afrykańskie. W latach osiemdziesiątych, co roku siła nabywcza eksportu spadała do tego stopnia, że przy końcu dekady stanowiła zaledwie 77% poziomu z 1982 r. Innymi słowy, niepomyślne zmiany w warunkach handlowych kosztowały kraje afrykańskie 25% siły nabywczej ich eksportu. Jeśli chodzi o dwa produkty rolne o podstawowym znaczeniu, to jest kakao i kawę, w latach 1986-1989 ceny spadły odpowiednio o 48% i 55%. W wyniku spadku cen na te artykuły Afryka potencjalnie utraciła w latach 1986-1988 aż 50 miliardów dolarów.

Napływ kapitału prywatnego – poza inwestycjami w ropę naftową i zasoby mineralne – miał minimalne znaczenie. Zagraniczni biznesmeni, którzy niegdyś uważali Afrykę za obszar wysokiego ryzyka, ale jednocześnie możliwości osiągania wielkich zysków, obecnie postrzegali ją jako miejsce jeszcze większego ryzyka, ale przynoszące małe zyski. Pomoc zagraniczna była niezbędna do wypełnienia coraz bardziej poszerzającej się luki w finansach, a w niektórych przypadkach stała się substytutem dla działalności rządu. W 1980 r. oficjalna pomoc rozwojowa wynosiła mniej niż 4% produktu krajowego brutto całej Czarnej Afryki; w 1989 r. wzrosła do poziomu niemal 10%. W realnych wymiarach, pomoc zagraniczna podwoiła się w latach osiemdziesiątych i wzrosła z 7,6 miliarda dolarów rocznie do 15 miliardów. Ponadto, umorzono łącznie 6 miliardów dolarów długu. Jednakże w tym samym czasie, kiedy finanse publiczne zostały wysoce uzależnione od wsparcia ofiarodawców, brak postępu w Afryce przyśpieszył proces „zmęczenia darczyńców”.

Nawet Bank Światowy doszedł do wniosku, że same reformy gospodarcze nie są w stanie rozwiązać kryzysu; zasadnicze znaczenia mają również reformy polityczne. W bardzo znaczącym raporcie opublikowanym w listopadzie 1989 r., From Crisis to Self-Sustainable Growth, Bank Światowy po raz pierwszy bez ogródek przyznał, że całe nieszczęście gospodarcze Afryki ma zarówno polityczne, jak i ekonomiczne korzenie. Według opinii tego banku Afryka nie tyle potrzebuje mniejszego udziału rządu, co lepszego rządu.

Wysiłki zmierzające do stworzenia przyjaznego środowiska i zbudowania możliwości produkcyjnych pójdą na marne, jeśli nie będzie im sprzyjać przyjazny kontekst polityczny. … Ostatecznie, oznacza to zmasowany atak na korupcję, od najwyższego do najniższego szczebla. Lepsze rządzenie wymaga odrodzenia politycznego. Można tego dokonać, dając dobry przykład, poprzez wzmocnienie odpowiedzialności, poprzez zachęcanie do debaty publicznej oraz stworzenia wolnej prasy. Oznacza to również … sprzyjanie obywatelskim i pozarządowym organizacjom, w rodzaju stowarzyszeń rolniczych.

Krótko mówiąc, Bank Światowy opowiedział się za liberalizacją polityczną. Utrzymywał on, że sukces gospodarczy w dużym stopniu zależy od skutecznego i uczciwego rządu, od rządów prawa, otwartej gospodarki i demokracji politycznej.

Prezydent Banku Światowego, Barber Conable, wystąpił z bardziej bezpośrednią krytyką: Rozwój wielu krajów Afryki Subsaharyjskiej był całkiem niepotrzebnie ograniczany ich systemami politycznymi. Afrykanie mogą i muszą uporać się z tym problemem. Bezdyskusyjnie, trzy dekady po uzyskaniu niepodległości zbyt wiele krajów afrykańskich nie potrafiło zbudować takich systemów politycznych i gospodarczych, w których byłyby pomyślne warunki rozwoju. … Ludzie potrzebują wolności, aby wykorzystać swój osobisty i zbiorowy potencjał. Ograniczone, a nawet potępione zostało jawne uczestnictwo polityczne, a ci, którzy mają odwagę uzewnętrzniać swe poglądy, zbyt często podejmują wielkie ryzyko polityczne. Obawiam się, że wielu afrykańskim przywódcom politycznym bardziej zależy na utrzymaniu władzy, niż na długoterminowych potrzebach rozwojowych ich ludu. Cena, jaką płacą miliony Afrykanów, … jest niewybaczalnie wysoka.

Od tego czasu oznaczało to, że afrykańskie reżymy w ich kontaktach z Zachodem musiały nie tylko spełniać warunki ekonomiczne, niezbędne do uzyskania pomocy, ale również warunki polityczne.

Jednocześnie, na całym kontynencie pojawiły się oznaki wskazujące na to, że ludy Afryki zaczęły buntować się przeciwko grabieżczej władzy ich przywódców politycznych.
 

Artykuł jest fragmentem książki pod tytułem „Historia współczesnej Afryki” (autor: Martin Meredith, wydawnictwo: Dialog, tłumaczenie: Stanisław Piłaszewicz). Przedruk za zgodą wydawnictwa Dialog.

Tags:

Reklama