Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Afera na zlecenie firm PR

Autorzy: 
Tomasz Badowski

W ostatnią sobotę 23 listopada, za sprawą publikacji Gazety Wyborczej wojna o zamówienia zbrojeniowe dla polskiej armii przybrała na sile. Otóż Wyborcza z wielkim hukiem i radością ogłosiła, że posiada niepodważalne dowody na faworyzowanie przez Gen. Waldemara Skrzypczaka wiceministra obrony odpowiedzialnego za modernizację polskiej armii, jednej z firm produkującej uzbrojenie. Według Gazety Wyborczej, Generał Skrzypczak miałby się opowiedzieć za ofertą izraelskiej firmy Elbit Systems, jeszcze przed ogłoszeniem formalnego przetargu na dostawy systemów bezzałogowych dla polskiej armii. Jest to jednym słowem, według gazety, ewidentny dowód na korupcję wysokiego urzędnika państwowego.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że mamy do czynienia z klasyczną aferą korupcyjną. Oto skorumpowany wiceminister mający, jak donosi polska prasa, od dłuższego czasu kontakty z lobbystami izraelskich firm, jeszcze przed ogłoszeniem przetargu na systemy bezzałogowe dla polskiej armii dokonał wyboru jego potencjalnego zwycięzcy. Po publikacji Gazety Wyborczej na Generała Skrzypczaka posypały się gromy potępienia. Posłanka Julia Pitera wprost stwierdziła, że Wiceminister Skrzypczak powinien się podać do dymisji. Według niej skandalem jest, że w oficjalnym piśmie do Dyrektora Departamentu zajmującego się w izraelskim Ministerstwie Obrony zakupami uzbrojenia oraz promocją izraelskich firm zbrojeniowych za granicą wymienił z nazwy jednego z producentów systemów, których potrzebuje polska armia. Jeżeli na takiej podstawie miałaby nastąpić dymisja członka polskiego rządu, to faktycznie należy się zacząć poważnie martwić o kondycję państwa polskiego. Niepokoić może bowiem fakt, że można w nim odwoływać członków rządu na podstawie sprawnie zorganizowanych przecieków do mediów, inspirowanych przez agencje PR działające na rzecz zagranicznych przedsiębiorstw. Szkoda, że posłanka Pitera wyciąga tak kategoryczne wnioski jedynie na podstawie publikacji w gazecie, nie zadając sobie trudu zweryfikowania, czy aby przypadkiem ktoś nie manipuluje faktami. 

Jednak dla opinii publicznej przyzwyczajonej do faktu, że w Polsce co chwila jest jakaś większa lub mniejsza afera, ujawniony przez Wyborczą „skandal” może się wydawać czymś oczywistym i prostym. Oto wysoki urzędnik państwowy, decydujący o wielomiliardowych przetargach dla polskiej armii dał się skorumpować jednej z zagranicznych firm i teraz będzie ją faworyzował. Jednak zastanawiające jest, skąd nagle takie nagromadzenie różnego rodzaju przecieków na temat wiceministra polskiego rządu, oficera Wojska Polskiego w stanie spoczynku, tuż przed ogłoszeniem jednych z największych przetargów dla polskiej armii, przetargu na systemy obrony przeciwlotniczej i przetargu na systemy bezzałogowych statków powietrznych.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że to właśnie od momentu objęcia przez Generała Skrzypczaka funkcji podsekretarza stanu ds. uzbrojenia i modernizacji zaczęto w końcu głośno mówić o konieczności polonizacji pozyskiwanego uzbrojenia i przenoszenia jego produkcji do krajowych zakładów. Takie podejście i stanowisko polskiego Ministerstwa Obrony wobec zagranicznych koncernów stoi w oczywistej sprzeczności z ich interesami oraz interesami gospodarczymi krajów, z których pochodzą. Bo jakiż one mogą mieć interes w tym, aby produkcję i jednocześnie technologię np. systemów bezzałogowych przenosić do jakiejś tam Polski, skoro muszą dbać o miejsca pracy we własnym kraju? Jak również, dlaczego mieliby się dzielić z polskimi przedsiębiorstwami zaawansowanymi technologiami do ich produkcji i zwiększali tym samym zdolności konkurencyjne polskich firm? Dlatego w interesie koncernów izraelskich, ale także niemieckich, amerykańskich, brytyjskich jest to, aby polska armia kupiła gotowy produkt z ich asortymentu bez dostępu do technologii i możliwości jego samodzielnego serwisowania. Po co mają zarabiać polskie zakłady, skoro serwis również może być za granicą? Tym bardziej, że przypadku sprzętu wojskowego koszty serwisu i modernizacji są często dużo wyższe niż cena samego zakupu. Po serii kilku porażek, jakie miały miejsce w przeszłości przy zakupach sprzętu dla polskiej armii z zagranicy, w MON-ie zaczęto w końcu dostrzegać, korzyści wynikające z faktu, że dany typ uzbrojenia jest produkowany w kraju i serwisowany przez polskie przedsiębiorstwa. Nowy Podsekretarz Stanu ds. modernizacji i uzbrojenia uporządkował wiele procedur i zasad w obszarze pozyskiwania przez polską armię nowego sprzętu. 

W związku z tym, czy to tylko przypadek, że nagle wobec Generała Skrzypczaka, od pewnego czasu zaczęły się pojawiać różnego rodzaju pogłoski o jego rzekomo korupcyjnych kontaktach z przedstawicielami przemysłu zbrojeniowego? Jednym z koronnych dowodów nie niejasne kontakty obecnego wiceministra ma być jego współpraca z firmami zbrojeniowymi w czasie, kiedy po zdjęciu munduru wojskowego był na emeryturze. Jednak w żadnej publikacji w polskich mediach nikt nie zauważa, że owszem Generał emeryt Waldemar Skrzypczak, oficer z wieloletnim doświadczeniem, w tym bojowym w Iraku, doskonale znający realia wojska i potrzeby żołnierzy, służył swoją wiedzą i doświadczeniem firmom zbrojeniowym ale polskim. Wszystkie przedsiębiorstwa sektora obronnego, z którymi współpracował generał Skrzypczak, będąc formalnie cywilem na emeryturze, to firmy z polskim kapitałem, płacące podatki w Polsce, i zatrudniające polskich pracowników. W związku z tym, co jest nagannego w fakcie, że emerytowany generał Wojska Polskiego służy swoją wiedzą i bezcennym doświadczeniem polskim przedsiębiorstwom i pomaga im zwiększyć konkurencyjność ich oferty wobec koncernów zagranicznych? Tym bardziej, że ich konkurenci na światowym rynku uzbrojenia nie mają problemów, aby do promocji swojego uzbrojenia zatrudniać byłych oficerów lub polityków odpowiedzialnych za sprawy bezpieczeństwa. No ale w kraju nad Wisłą każdy, kto ma kontakty i wspiera polski przemysł jest od razu podejrzany o korupcję i nieczyste interesy. Szkoda tylko, ze nie dotyczy to kontaktów z zagranicznymi koncernami i firmami. 

W nagłośnionej przez Wyborczą „aferze” zastanawiających jest kilka rzeczy. Jako pierwsze nasuwa się pytanie dlaczego została ona nagłośniona dopiero teraz, skoro Minister Skrzypczak wprost mówił, już kilka miesięcy temu, że były na niego wywierane naciski przez różnego rodzaju lobbystów w tym Mieczysława Bulla, znanego lobbystę firm izraelskich? Dlaczego wtedy Gazeta Wyborcza nie podjęła tematu i nie starała się ustalić, która z zagranicznych firm sięga po niedozwolone praktyki w zdobyciu zamówień dla polskiego wojska? 

Ciekawa jest również ostra reakcja współpracowniczki Pana Bulla, Pani Monika Bal, prowadzącej firmę PR Intorvil, której klientami są między innymi takie firmy jak IAI oraz Aeronautics. Obie te firmy z Izraela. Pani Monika Bal złożyła nawet zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez generała Skrzypczaka zgodnie z art. 238 Kodeksu karnego: „Kto zawiadamia o przestępstwie lub o przestępstwie skarbowym organ powołany do ścigania, wiedząc, że przestępstwa nie popełniono, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. 

Mamy więc klasyczną sytuację, słowo przeciwko słowu. Z jednej strony Generał Skrzypczak, od dłuższego już czasu głoszący, że lobbyści wywierają na niego naciski a z drugiej przedstawicielka interesów izraelskich firm zbrojeniowych, oskarżająca oficera Wojska Polskiego i urzędującego Wiceministra o popełnienie przestępstwa. Oczywistym jest fakt, że w tej sytuacji dużo bardziej wiarygodnym dla opinii publicznej i nie tylko powinien być Minister Skrzypczak. I to nie tylko dlatego, że jest emerytowanym oficerem Wojska Polskiego (honor oficerski przecież jeszcze nie zginął) oraz przedstawicielem polskich władz, ale choćby z bardzo prostego powodu. Gdyby rzeczywiście miał jakieś niejasne powiązania z lobbystami, to czy w jego interesie byłoby ujawnianie tego faktu publicznie? 

Warto zwrócić również uwagę na fakt, że firma Pani Moniki Bal reprezentuje interesy między innymi firmy Aeronatics, która w poprzednim przetargu na systemy bezzałogowe średniego zasięgu dla polskiej armii nie była w stanie wywiązać się z zawartego kontraktu. Tym samym polscy żołnierze w Afganistanie pozostali bez potrzebnych bezzałogowych systemów rozpoznania średniego zasięgu. Co prawda dostali je później ale do ich obsługi trzeba była wynająć prywatną firmę (z sektora tzw. Private Military Contractors -PMC). Zatem dlaczego polskie Ministerstwo Obrony przy przetargu na systemu bezzałogowe miałoby brać pod uwagę po raz kolejny ofertę firmy, która już raz nie wywiązała się z kontraktu? Z pewnością nie powinno tego robić, dlatego też po objęciu stanowiska Generał Skrzypczak rozwiązał umowę z firmą Aeronautics, która nie była w stanie spełnić potrzeb polskiej armii. Ten ruch Wiceministra Skrzypczaka z pewnością nie przysporzył mu sympatii klientów Pani Moniki Bal. 

Z pewnością korzystniejszym rozwiązaniem, zarówno dla polskiej armii jak i polskiej gospodarki, byłoby znalezienie firmy, posiadającej odpowiednie technologie (jakich polskie firmy jeszcze nie posiadają), mającej interes w bliskiej współpracy z polskimi firmami i na transfer odpowiednich technologii do Polski. Jeżeli taką propozycję złożyła firma Elbit Systems, wymieniona w liście Generała Skrzypczaka do jego izraelskiego odpowiednika, to jako polski podatnik nie widzę tutaj działania na szkodę polskiego interesu. 

Zastanawiający jest również fakt podania do publicznej wiadomości treści oficjalnej korespondencji pomiędzy polskim i izraelskim Ministerstwem Obrony i tym samym burzy jaką ona wywołała. Gazeta Wyborcza pisze wprost, że zdobyła ją konkurencja Elbitu – firmy wymienionej w liście. W takim razie mamy do czynienia ze zwykła wewnętrzną walką konkurencyjną pomiędzy izraelskimi firmami. Dlaczego jednak z powodu normalnej walki o kontrakt pomiędzy izraelskimi firmami mielibyśmy paraliżować pracę naszego Ministerstwa Obrony? Wewnętrzna walka izraelskich firm powinna być ich problemem, a już z pewnością nie powinna mieć wpływu na polski rząd. Jako suwerenne państwo, powinniśmy mieć pełne prawo wyboru takiej oferty, która najlepiej spełnia potrzeby polskiej armii oraz interesy gospodarcze naszego kraju. Jeśli oferta firmy Elbit jest najkorzystniejsza pod względem potrzeb operacyjnych polskiej armii oraz możliwości współpracy z polskim przemysłem, to nie ma powodów aby z niej rezygnować, lub żebyśmy mieli brać poważnie pod uwagę gorszą ofertę.

Jak na razie Wiceministrowi Obrony nie postawiono żadnych zarzutów, ani też nie skazano prawomocnym wyrokiem sądu. Jednak zakulisowe działania lobbystów działających na rzecz zagranicznych koncernów, już doprowadziły do paraliżu w systemie zamówień dla polskiej armii. Pytanie tylko w czyim interesie Gazeta Wyborcza wywołała aferę o której pisze? W interesie polskiej racji stanu czy też może w interesie, działających za pośrednictwem agencji PR, izraelskich firm zbrojeniowych, które nie przedstawiły Ministerstwu Obrony oferty, korzystnej z polskiego punktu widzenia?
 

Reklama