Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Ad rem: Globalny terroryzm a sprawa polska

Autorzy: 
Krzysztof Surdyk

Z zainteresowaniem, ale również z pewnym niepokojem przeczytałem artykuł dra hab. Ryszarda M. Machnikowskiego pt. „Globalny terroryzm a sprawa polska”, w nr 71-72/2011 „Stosunków Międzynarodowych”. Niepokój mój wynika z pogłębionej lekturą artykułu, przygnębiającej refleksji, dot. praktycznej realizacji obrony naszego kraju przed zagrożeniami terrorystycznymi. 

Do obaw autora wynikających m.in. ze szczegółowej analizy potencjalnych zagrożeń dla Polski, stanu prawa mającego zapewnić sprawną organizację działań służb i instytucji zaangażowanych w przeciwdziałanie terroryzmowi, chciałbym dodać kilka obserwacji, wynikających z własnego /z pewnością ograniczonego/ zaangażowania w walkę z tą plagą naszej współczesności.

Będąc przez kilka lat faktycznym realizatorem jednego z elementów tej walki, tzn. rozpoznania zagrożeń terrorystycznych dla Polski, prowadzonego poza granicami kraju /szef Zarządu Wywiadu Wojskowego WSI/ i obserwując w praktyce realizację zasady współpracy naszych służb odpowiedzialnych za działania antyterrorystyczne, jestem zmuszony zgodzić się ze stanowiskiem autora, który zauważa, że „brak podstaw prawnych i organizacyjnych sprzyja chaosowi kompetencyjnemu, podsycanemu przez instytucjonalne ambicje i partykularyzmy oraz waśnie i niechęci personalne, dając w efekcie stan, który jest wysoce nieadekwatny do rosnącego zagrożenia wynikającego z międzynarodowej aktywności naszego kraju na polu ‘globalnej walki z terroryzmem’”.

Konieczność zachowania tajemnicy uniemożliwia mi dzielenie się szczegółami działań mojej służby w ww. dziedzinie aktywności wywiadowczej, myślę jednak, że zarówno czytelników SM, jak i samego dra Machnikowskiego mogą zainteresować stosowane w naszym państwie „metody” spożytkowania informacji o rozpoznanych, planowanych atakach wobec naszego kraju i innych działaniach terrorystycznych, na podstawie danych ujawnionych przy innych okazjach. Oto przykład.

W lutym 2007 roku opublikowany został „Raport z weryfikacji WSI”, w którym jego autorzy stwierdzają m.in., że szef WSI „zimą 2005 r. sugerował władzom państwowym wprowadzenie w państwie nadzwyczajnych środków mających ochronić przed zamachem terrorystycznym. Realizacja jego sugestii oznaczałaby narażenie spokoju społecznego na istotne zagrożenie”. Towarzyszące temu stwierdzeniu opisy, komentarze i własne analizy prowadzą autorów do wniosku, że celem służby Wywiadu Wojskowego było wprowadzenie w błąd „Prezydenta RP, najwyższych instancji państwowych oraz sojuszników Polski”. Nie będę wypowiadał się na temat słuszności tego wniosku i innych wywodów Komisji Weryfikacyjnej ponieważ z mojego zawiadomienia sprawę tę bada prokuratura. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na przedrukowaną w maju br. przez polską prasę informację gazety „Pakistan Today”. Pakistańska gazeta powołuje się na opublikowane 25 kwietnia 2011 r., na stronach demaskatorskiego portalu Wikileaks tajne dokumenty sporządzone w amerykańskim więzieniu Guantanamo (Joint Task Force at Guantanamo Bay - JTF-GTMO). Z dokumentów wynika, że Libijczyk Abu al-Libi, znany również jako Mustafa Faradż Muhammad lub Muhammad Masud al-Dżadid al-Uzajbi, spotkał się w grudniu 2004 roku w Bajaur w Pakistanie z Shawqim Marzuqiem Abd al-Alamem Dabbasem, znanym jako Khalid Habibi. „Dyskutowali oni na temat ewentualnych przyszłych operacji przeciwko interesom USA w Polsce". A więc był przygotowany atak terrorystyczny na Polskę czy nie?

Cytowana wyżej informacja pojawiła się na krótko przed planowaną na maj br. wizytą w Polsce prezydenta St. Zjednoczonych Baraka Obamy. W swojej naiwności sądziłem, że moja wiedza na temat szczegółów działań podejmowanych przeciw Polsce w latach 2004-6, mająca przełożenie również na lata późniejsze, może być przydatna organizatorom wizyty, w tym prezydenckiemu BBN. Nic z tego. Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem nawet odpowiedzi na moje pismo w tej sprawie.

A właściwie reakcja BBN nie powinna dziwić. Do niedawnego jeszcze ministra ON Bogdana Klicha wysłałem w latach 2007-10, kilka pism proponując zapoznanie go z wiedzą mającą wpływ na bezpieczeństwo państwa, w tym z wiedzą dot. zagrożeń terrorystycznych /MON jest jedyną osobą, której podlegają byli żołnierze WSI w kwestiach dot. informacji niejawnych/. Na żadne z pism nie otrzymałem odpowiedzi, a przecież w tym czasie miało miejsce szereg wydarzeń mających wpływ na bezpieczeństwo Polski i jej obywateli, w tym uprowadzenie i zamordowanie w Pakistanie inżyniera Geofizyki Kraków, Piotra Stańczaka. Ten sam minister nie dopuścił również do szerszego przedstawienia tych problemów sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, odmawiając zwolnienia mnie z zachowania tajemnicy /moja wstępna informacja w tej sprawie wzbudziła duże zainteresowanie posłów/.

Daleki jestem od tego aby przeceniać posiadaną wiedzę nt. ew. zagrożeń terrorystycznych wobec naszego kraju. Z całą pewnością jest to wiedza fragmentaryczna, częściowo zdezaktualizowana. Jednak w rozpoznaniu wywiadowczym rzadko mamy do czynienia z pełnymi i wyczerpującymi informacjami. Często ze strzępów danych uzyskiwanych z różnych źródeł tworzona jest całość. Poza tym mógłbym zrozumieć sytuację, kiedy po stosownej ocenie, przekazane informacje uznane zostają za mało przydatne lub nawet bezwartościowe. Nie wiem jednak do czego może prowadzić opisane wyżej „chowanie głowy w piasek” i mogę jedynie wyrazić nadzieję, że przeciętny obywatel RP, wchodzący w posiadanie wiedzy o zagrożeniu bezpieczeństwa kraju zostanie lepiej potraktowany, niż to ma miejsce w przypadku byłego szefa wywiadu.

Cóż więc pozostaje? Już jakiś czas temu, mając „zamknięte usta” /brak zwolnienia z zachowania tajemnicy/ i napotykając na zadziwiającą bierność osób i instytucji związanych z bezpieczeństwem państwa, ośmieliłem się w kilku publikacjach /zamieszczonych również na łamach SM/, zwracać uwagę na coraz bardziej wyrafinowane działania terrorystów z jednej strony i co najmniej niewystarczający potencjał, organizację i kwalifikacje naszych służb, z drugiej - mając /chyba płonną/ nadzieję poruszyć „serca i umysły” osób odpowiadających obecnie za rozpoznanie zagrożeń terrorystycznych w Polsce. Zdaję sobie jednak w pełni sprawę z tego, że gdyby nasz kraj faktycznie stanął w obliczu „prawdziwej próby”, to tego typu dobre rady trudno porównać z rzeczywistą wiedzą o dotychczasowych próbach działań terrorystów wobec naszego kraju.

Myślę, że przytoczone wyżej kilka refleksji, wpisujących się przecież w ogólną sytuację bezpieczeństwa państwa, koresponduje z zauważoną przez autora publikacji „Globalny terroryzm a sprawa polska”, oceną stanu przygotowania państwa do przeciwdziałania współczesnemu terroryzmowi. Do wymienionych przez autora cech charakteryzujących ten stan /patrz cytat wyżej/ dodałbym jeszcze jedną – upolitycznienie instytucji i służb, uniemożliwiające współpracę często nawet kompetentnych osób, promowanych/popieranych przez różne ugrupowania polityczne - prowadzące do zaniku myślenia w kategoriach państwa. Obserwując ten stan przez kilka lat, miałem nadzieję, że przystąpienie Polski do „koalicji antyterrorystycznej” i realne zagrożenie kraju wymusi adekwatne reakcje odpowiedzialnych osób i instytucji. W latach późniejszych będąc już poza służbą WW, mając świadomość możliwości zaistnienia na naszym terenie ataku terrorystycznego, byłem przekonany, że taki dramat wywołałby w kraju prawdziwe „trzęsienie ziemi”. Teraz, kiedy „sugerowanie władzom państwowym wzmożenia środków mających ochronić przed zamachem terrorystycznym” - a nie sam atak terrorystyczny - oznacza „narażenie spokoju społecznego na istotne zagrożenie” /porównaj z cytatem wyżej/, muszę zgodzić się z cytowanym wyżej autorem, który mając w pamięci casus „smoleński” stwierdza, że:

gdy kiedyś w Polsce stanie się coś strasznego i niewyobrażalnego i będzie już za późno by cokolwiek zmienić, nikt nie poniesie nawet odpowiedzialności za zaniechania i zaniedbania, które do tego doprowadziły”.

Autor jest płk rez. dr nauk technicznych, w latach 2003 - 2006 był Szefem Zarządu Wywiadu Wojskowego WSI
 

Reklama