Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


10 lat od dnia, w którym zamarł świat

Autorzy: 
Krzysztof Kołaski

W niedzielę Stany Zjednoczone obchodziły 10 rocznicę zamachów terrorystycznych dokonanych przez bojowników Al-Kaidy w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Tak, minęła już dekada od dnia, w którym cały świat z zapartym tchem i przerażeniem śledził owe dramatyczne doniesienia. To wtedy zmieniło się podejście do kwestii terroryzmu i uświadomiono sobie, że jest on w obecnych czasach zagrożeniem w skali globalnej. Do dziś wiele osób, nie tylko rodzin ofiar ataków na World Trade Center i Pentagon, twierdzi, iż dla nich świat po 11 września 2001 nie jest już taki sam.


Trochę historii


Cały dramat rozpoczął się w spokojny i słoneczny wtorek około godziny 8:00 czasu wschodnioamerykańskiego. Mniej więcej w tym czasie z lotnisk w Bostonie, Waszyngtonie i Newark wystartowały cztery samoloty, które wkrótce po starcie zostały porwane przez terrorystów. Na ich pokładach znajdowało się w sumie 19 porywaczy. Dwa z nich uderzyły w obie wieże World Trade Center, w których tysiące nowojorczyków, jak co dzień zaczynało dzień pracy. W gigantycznych budynkach doszło do pożarów wywołanych przez eksplodujące paliwo lotnicze, a wkrótce potem Światowe Centrum Handlu uległo zawaleniu na skutek naruszenie swojej stalowej konstrukcji nośnej. Kolejna maszyna zaatakowała i zniszczyła zachodnie skrzydło Pentagonu. Jedynym samolotem, który „nie zrealizował” zadania był Boeing linii United Airlines UA93, który rozbił się w stanie Pensylwania. Pasażerowie tego lotu dowiedzieli się o tragicznym losie pozostałych jednostek i podjęli próbę odbicia samolotu z rąk terrorystów. Prawdopodobnie maszyna miała uderzyć w Kapitol lub nawet Biały Dom.


Tragiczny bilans śmiertelnych ofiar wynosi 2973 osoby, w tym sześcioro Polaków. Zginęło także wszystkich 19 zamachowców, a 26 osób do dnia dzisiejszego jest oficjalnie uznawanych za zaginione. Oprócz pasażerów, samolotów, pracowników Pentagonu i WTC wielkie starty poniosły poszczególnie nowojorskie służby miejskie, których funkcjonariusze próbowali pomagać ludziom znajdującym się w zaatakowanych budynkach. Zginęło ponad 300 policjantów i strażaków. W celu identyfikacji ciał po raz pierwszy w historii na masową skalę posługiwano się badaniami genetycznymi, gdyż był to jedyny sposób na określenie tożsamości poszczególnych ofiar.


Do Stanów Zjednoczonych natychmiast zaczęły spływać kondolencje z całego świata. Zamachy potępił ówczesny przywódca Autonomii Palestyńskiej Jaser Arafat, a za zmarłych modlił się papież Jan Paweł II. Także w Polsce, prezydent Aleksander Kwaśniewski ogłosił żałobę narodową, która trwała w dniach 12 - 14 września. Atmosfera radości panowała jedynie na Zachodnim Brzegu Jordanu, gdzie tysiące Palestyńczyków wiwatowało i świętowało z okazji nieszczęścia, jakie dotknęło ich „amerykańskich wrogów”.


Nowa rzeczywistość po zamachu


Zamachy z 11 września zmusiły władze wielu państw do dokonania licznych zmian w przepisach lotniczych, głównie dotyczących bezpieczeństwa w powietrzu. Zdecydowanie zwiększono kontrole na lotniskach, a na pokładach samolotów zaczęli się znajdować specjalni agencji, których zadaniem było przeciwdziałanie ewentualnym aktom terroru. Jednak pomimo tych zmian, przemysł lotniczy, na skutek ogólnoświatowej paniki i strachu przed lataniem, poniósł kolosalne straty. Chociażby, linie American Airlines zmuszone były zredukować liczbę swoich samolotów z 557 do 460 oraz usunąć część nierentownych lotów z siatki połączeń. Pracę w branży straciły setki tysięcy ludzi na całym świecie.


Od początku o przeprowadzenie zamachów oskarżano organizację terrorystyczną Al.-Kaida i jej przywódcę Osamę Bin-Ladena. Jednak dopiero w październiku 2004 arabska stacja Al- Jazeera nadała wystąpienie saudyjskiego przywódcy, w którym oficjalnie potwierdził, że to jego grupa stoi za tragicznymi wydarzeniami w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Bin Laden groził także kolejnymi atakami na Stany Zjednoczone zaznaczając, że działania Al-Kaidy to nie akty terroru, a przejaw „walki o wolność”. Do dziś pojawia się także wiele teorii spiskowych np. kwestia ciężarówek ze złotem (na terenie WTC przechowywano ponoć 950 mln $ w postaci tego kruszcu), które zostały zauważone w tunelu biegnącym od wieży południowej jeszcze przed godziną 8:46. Ponadto, podnoszono problem domniemanej nieobecności Żydów w zaatakowanych budynkach w dniu zamachu oraz sugerowano, że przyczyną zawalenia się bliźniaczych wież była detonacja ładunków wybuchowych, a nie uderzenie samolotu i późniejszy pożar. Jednak w przypadku żadnej z powyższych hipotez, nie ma racjonalnych przesłanek, aby mogły one być poważnie brane pod uwagę. Wszystkie z nich zostały obalone w toku prowadzonego po zamachu śledztwa.


Na skutek wydarzeń z 11 września światowi przywódcy zrozumieli, że terroryzm stał się zagrożeniem dla całego świata i niezbędne jest podjęcie stanowczych działań w celu jego neutralizacji. Od tego momentu mamy do czynienia z tzw. „wojną z terroryzmem”, czyli działaniami w zakresie polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych mającymi na celu rozbijanie organizacji terrorystycznych. Jej pierwszym etapem była interwencja w Afganistanie jeszcze w 2001 roku. Siły NATO doprowadziły do upadku reżimu Talibów i przeprowadzenia demokratycznych reform w tym kraju. W 2003 roku doszło do amerykańskiej inwazji na Irak, którego przywódca Saddam Husajn był podejrzewany o nielegalne posiadanie broni masowego rażenia oraz sprzyjanie terrorystom. W ramach wojny z terroryzmem, pod szczególną obserwacją znajdują się państwa, określane jako członkowie „osi zła” - Iran czy Korea Północna. Jednak wielu ekspertów negatywnie odnosi się do wojny z terroryzmem w wykonaniu Stanów Zjednoczonych. Ich zdaniem amerykańskie władze nadużywają tego terminu, a wręcz „grają” zamachami z 11 września w celu utrzymania „zielonego światła” dla swoich działań w Afganistanie i Iraku. Krytycy twierdzą także, że był to swoisty chwyt usprawiedliwiający wprowadzenie nowych regulacji ograniczających zakres swobód obywatelskich przed administrację Busha.


Pamięć o ofiarach


Przez lata nowojorczycy zastanawiali się, co należy zbudować na miejscu wież WTC, aby godnie upamiętnić ofiary zamachów. Swoje propozycje przedstawili najlepsi architekci z całego świata. Ostatecznie zwyciężył projekt „Ogrody Świata” Daniela Libeskinda. Zakłada, że na terenie Ground Zero powstanie wysoka na 541 metrów Freedom Tower i kompleks czterech niższych budynków. Centralnym elementem nowej zabudowy będzie natomiast utworzony z odrestaurowanych części fundamentów WTC Mur Pamięci. Będzie on usytuowany między budynkami w takich sposób, aby 11 września każdego roku, w godzinach 8:46 – 10:28 oświetlało go słońce. Przed 10 laty, właśnie w czasie tych 102 minut rozegrały się najbardziej dramatyczne chwile w historii miasta.


W Waszyngtonie stanął natomiast Pentagon Memorial. Ten swoisty pomnik-instalacja został odsłonięty w 2008 roku. Przedstawia on 184 ławki, będące symbolem 184 ofiar ataku z 11 września. Każda z nich zawiera imię i nazwisko jednej ofiar. Powstały w pobliżu park został natomiast uzupełniony o 80 młodych klonów. Według doniesień prasowych, największym darczyńcą na rzecz budowy tego pomnika był Donald Rumsfeld wraz z małżonką.


Symbole upamiętniające tragedię z 2001 pojawiły się także w innych miastach np. na Cmentarzu Narodowym w Arlington, w Shanksville, gdzie rozbił się Lot 93 czy w Phoenix, gdzie znajduje się pomnik 9/11 Memorial. Nie zapomniano także o sześciu polskich obywatelach, którzy zginęli w Nowym Jorku. W pierwszą rocznicę zamachów, w Parku Skaryszewskim w Warszawie, odsłonięto pamiątkową tablicę upamiętniającą naszych rodaków.


11 września – 10 lat później – Nowy Jork


10 rocznica zamachów na Amerykę rozpoczęła się od dramatycznych informacji z Afganistanu, gdzie doszło do samobójczego ataku na bazę wojsk NATO w prowincji Wardak. Terrorysta-samobójca zdetonował wypełnioną materiałami wybuchowymi ciężarówkę przed głównym wejściem, powodując śmierć dwóch afgańskich cywilów i raniąc około 100 kolejnych osób, w tym niemal 80 żołnierzy. Jak podkreśla amerykańskie dowództwo, baza nawet na moment nie straciła „zdolności operacyjnej”, a powstałe w skutek eksplozji uszkodzenia muru obronnego szybko zostały naprawione. Jednak ten atak pokazał, że także bojówki terrorystów i Talibowie pamiętają o tym co zdarzyło się 10 lat temu i wciąż chcą przypominać całemu światu, jak potężna drzemie w ich siła.


W Stanach Zjednoczonych główne uroczystości odbyły się w trzech miejscach: Nowym Jorku, Waszyngtonie i pod Shanksville w Pensylwanii. W głównych obchodach na terenie Ground Zero udział wzięli m.in. obecny prezydent Barack Obama wraz z małżonką, jego poprzednik George W. Bush i burmistrz miasta Michael Bloomberg. Przed oficjalnym rozpoczęciem, funkcjonariusze NYPD (New York Police Department) rozwiesili amerykańską flagę, która 10 lat temu wisiała nad zgliszczami WTC. Tradycyjnie odczytano nazwiska wszystkich osób, które straciły życie na pokładach dwóch samolotów i bliźniaczych wieżach. Uroczystości były kilkukrotnie przerywane minutą ciszy – m.in. o godzinie 8:46 i 9:03 czasu wschodnioamerykańskiego, czyli dokładnie wtedy, gdy 10 lat temu porwane jednostki uderzyły w budynki Światowego Centrum Handlu.


W swoim przemówieniu Barack Obama cytował fragmenty psalmu 46, z kolei Bush Junior przytoczył słynny „List do Pani Bixby”, czyli amerykańskiej wdowy, która straciła pięciu synów w wojnie secesyjnej. Podczas wystąpienia byłego prezydenta pojawiały się gwizdy. Najbardziej wzruszające były jednak słowa burmistrza Bloomberga, którego wystąpienie rozpoczęło uroczystość. Powiedział on, że każda spośród niemal trzech tysięcy ofiar „miała twarz i swoją historię”. Zmarłych wspominali także ich najbliżsi. „Brakuje mi Ciebie, Tato” - powiedział Peter Negron, którego ojciec pracował na 88 piętrze WTC. Po przemówieniach przedstawicieli władz dokonano oficjalnego otwarcia Memorial Plaza. Rodziny składały kwiaty przy tabliczkach upamiętniających ich bliskich.


Całym uroczystościom towarzyszyły specjalne względy bezpieczeństwa. Do pomocy ściągnięto odziały policji z sąsiedniego New Jersey. W całym mieście trwały wyrywkowe kontrole ludzi, a niektóre ulice zostały wyłączone z ruchu.


11 września 10 lat później – Waszyngton, Shanksville i Warszawa


Najważniejszym uczestnikiem odchodów w Waszyngtonie był wiceprezydent Joe Biden. Tutaj ceremonia rozpoczęła się ponad pół godziny później, a jej harmonogram co do minuty odmierzał czas ataku terrorystów na budynek Pentagonu. O 9:37 pamięć poległych uczczono minutą ciszy. W swoim bardzo mocnym i zarazem emocjonalnym wystąpieniu, Biden podkreślił, że nic nie jest w stanie wypełnić pustki, jaka powstaje po śmierci bliskich osób. Odniósł się także do swoich prywatnych przeżyć, bowiem 30 lat temu jego żona i córka zginęły w wypadku samochodowym. „Wiem co to znaczy otrzymać nagle wiadomość, że ktoś wam najbliższy nie żyje” – powiedział wiceprezydent.


Przemawiali także sekretarz obrony Leon Pannetta, który wspominał 6200 amerykańskich żołnierzy, którzy polegli w walce w Iraku i Afganistanie oraz admirał Mike Mullen. Ten ostatni zaznaczył wielką siłę amerykańskiego narodu i wspominał całe rzesze młodych ludzi, który po 11 września 2001 wstąpili do armii chcąc bronić Stanów Zjednoczonych przez terrorystami. Dzień wcześniej kwiaty pod Pentagonem złożyli także George W. Bush i ówczesny sekretarz obrony Donald Rumsfeld, który po raz kolejny odniósł się do pytań o brak ewakuacji Pentagonu po rozbiciu się samolotu o zachodnie skrzydło. W rozmowie z dziennikarzem CNN zaznaczył: „Nie chciałem, by świat dowiedział się, że kilkunastu terrorystów zmusiło do ewakuacji gmach Departamentu Obrony USA”.


Po zakończeniu ceremonii w Nowym Jorku, Barack Obama udał się do Pensylwanii, by oddać hołd pasażerom i załodze Lotu 93. Podkreślił, że ich bohaterski czyn zapobiegł jeszcze większej tragedii, jaką byłoby uderzenie w Biały Dom i Kapitol. Dzień wcześniej, w obecności George’a W. Busa i Billa Clintona został odsłonięty pomnik upamiętniający ofiary. Podobnie jak honorowano zabitych w Wietnamie, przyjął on postać marmurowego muru z wyrytymi nazwiskami osób, które na polach pod Shanksville podjęli dramatyczną walkę z terrorystami i próbowali uratować samolot przed katastrofą. Pasażerowie swoją postawą uratowali prawdopodobnie życie nawet kilkuset osobom, które w czasie planowanego zamachu znajdowały się w Kongresie. Były gubernator Pensylwanii Tom Rigde stawiał ich za wzór dla kolejnych pokoleń Amerykanów.


W Warszawie główne uroczystości odbyły się w Parku Skaryszewskim z udziałem ministra Radosława Sikorskiego, ambasadora USA Lee Feinstein’a, przedstawicieli Kancelarii Prezydenta oraz władz miasta. Sikorski zaznaczył, że Polacy rozumieją ból USA, gdyż w swojej historii także przechodzili tragiczne wydarzenia. Podkreślił także konieczność dalszego umacniania sojuszu między oboma krajami i wspólnego działania przeciw terroryzmowi. Z kolei strona amerykańska dziękowała za „wsparcie i wyrazy solidarności ze strony narodu polskiego” w tamtych trudnych chwilach. List od prezydenta Bronisława Komorowskiego odczytał szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej. Kwiaty i znicze zostały także złożone pod amerykańską ambasadą na Alejach Ujazdowskich.


Wydarzenia z 11 września 2001 zmieniły obraz całego świata. Przywódcy zdali sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakim jest terroryzm. W bardzo bolesny sposób ludzie przekonali się, że owi „faceci na pustyni”, jak wiele osób wówczas myślało o Al.-Kaidzie, są w stanie uderzyć w największe mocarstwo świata. Kolejne wojny i interwencje militarne to przecież pochodna nieszczęścia, jakie nawiedziło Stany Zjednoczone. Zmieniła się rzeczywistość i nigdy nie wróci ona do kształtu sprzed zamachów. Podobnie, jak nigdy dwie bliźniacze wieże World Trade Center nie będą już górować nad nowojorskim Manhattanem.


Pośród wielkiej polityki umyka nam jednak czasem najważniejszy, czyli prywatny wymiar tej tragedii. Dramat tysięcy ludzi, którzy stracili swoich bliskich i nawet nie mieli okazji się z nimi pożegnać. Oni stanęli przed równie ciężkim, a może nawet cięższym zadaniem niż wojna z terroryzmem. Musieli wypełnić pustkę jaka powstała po ich ojcach i matkach, mężach i żonach... Amerykanie potrafili z tej straszliwie bolesnej lekcji wyciągnąć wnioski. Eksperci zgodnie powtarzają, że teraz USA są narodem bardziej spolaryzowanym, w którym patriotyczne odczucia zajmują ważne miejsce w sercu każdego człowieka. Jednak wszyscy zgodnie powtarzają, że kolejna taka tragedia była by równie straszliwa, gdyż nie sposób jest się na coś takiego przygotować. Dlatego celem całego świata powinno być, aby dramat 11 września już nigdy się nie powtórzył.
 

Reklama